Ciekawe i dziwne opowieści z życia heteroseksualnych Polaków. Poznaj ich zwyczaje godowe, problemy oraz zabawne historyjki!
Blog > Komentarze do wpisu
Dziś: Heteroseksualiści uczą się o seksie, tfu! rodzinie
Jako niestrudzony badacz zjawiska zwanego heteroseksualizmem, z wielką radością i zaciekawieniem witam podręczniki do tak zwanego wychowania w rodzinie. Jak wiadomo, heteroseksualiści do seksu podchodzą raczej nieufnie, kojarzy im się z różnymi rzeczami (np. z ogórkami, kiełbasami, korzeniami drzew i w ogóle dziwnie), toteż warto się dowiedzieć, skąd też biorą oni te skojarzenia i jakimi ścieżkami biegną ich procesy myślowe. Profesora Magdalena Środa podjęła się próby przybliżenia nam pokrótce sposobu, w jaki heteroseksualiści uczą się żyć w rodzinie. (I jak tu się potem dziwić, że instytucja rodziny podupada.)

Już na początku dowiadujemy się, iż:

Dziewczęta dużą książkę niosą zwykle tak, jakby przytulały ją do siebie - nieraz przyciskając obiema rękami. Chłopcy nigdy tego nie robią! - piszą autorzy firmowanego przez MEN podręcznika wychowania do życia w rodzinie

A! I to jest odpowiedź na głupie pytanie zadawane często parom homoseksualnym -- "które z was to mężczyzna, a które kobieta" -- kobietą jest ten, który przyciska książkę do siebie obiema rękami.

"Spróbuj wyjaśnić myśl zawartą w następującym haśle: Jeśli zabicie nienarodzonego dziecka jest tylko >>przerwaniem ciąży<<, to zabicie emeryta nazwij >>przerwaniem emerytury<<" (s. 277, "Zanim wybierzesz...");

Więc (nie zaczyna się zdania od więc) moim zdaniem ta myśl jest bredzeniem idioty, pani profesoro...

 "Wypisz cechy powszechnie uznawane za typowo męskie i typowo kobiece. Czyje zeszyty i książki są na ogół bardziej zadbane, a czyje bardziej zniszczone?" (s. 85, tamże);

Kasi zeszyty są zniszczone psze pani, ona tam ciągle coś rysuje na marginesach, jakieś kwiatki i inne szlaczki, a moje są zadbane, po każdym użyciu okładam je w nowy papier ścierny i nabijam nowymi ćwiekami!

"Odpowiedz i uzasadnij, czy następujące sytuacje: a) poślubienie dziewczyny tylko z powodu ciąży; b) pokochanie i poślubienie panny z dzieckiem mieszczą się w wymiarze miłości osobowej?" (s. 106 tamże).

Ja bym powiedział, że w sytuacji a) jest to miłość półtoraosobowa, a w sytuacji b) chodzi o miłość dwuosobową. Czy zdałem?

Na stronie 107 w tej samej książce znajdziemy również "małe ćwiczenie z rozpoznawania rodzajów miłości": "O, Ela, straciłaś przyjaciela, musisz się wreszcie nauczyć, że miłości nie można odrzucić"; "Najlepsza na świecie jest miłość na klozecie".

:D Miłość heteroseksualną dzielimy na rodzaje: półtoraosobową, dwuosobową, grafomańską i śmierdzącą.

Aby przekonać uczniów, że każdy może znaleźć w sobie jakąś wartościową cechę, autorzy "Zanim wybierzesz..." podają taki przykład: "Pewien chłopczyk, w którego otoczeniu znajdowało się zawsze dużo dziewczynek, czuł się w ich towarzystwie niepotrzebny i odsunięty na bok. Pewnego dnia jednej z dziewczynek rozplótł się warkoczyk i żadna z koleżanek nie potrafiła go poprawnie zapleść. Potrafił to jedynie ten malec. Od tej pory jego >>notowania<< poważnie wzrosły" (s. 26).

Dziewczęta na ogół lubią gejów, więc nie dziwi mnie, że notowania chłopczyka wzrosły...

Twórcy "Zanim wybierzesz..." z kolei, uatrakcyjniają podręcznik rysunkami. W rozdziale dotyczącym naturalnych metod zapobiegania ciąży mamy rysunki przedstawiające wychudzoną, samotną kobietę z dziurawym parasolem na deszczu lub tę samą, równie samotną postać, z zamkniętym parasolem, w domu. Do rysunków dołączony jest instruktaż: "Metody naturalnego planowania opierają się na obserwacji. Logika ich zastosowania jest taka: najpierw zobaczę pogodę, a potem zdecyduję, co zrobię. A jeśli wiem, że pada, a mój parasol jest dziurawy, to wolę zrezygnować z wyjścia i pozostać w domu".

Metody naturalnego planowania ciąży jednoosobowej kończą się właśnie tym, że potem trzeba poślubiać panny z dzieckiem, które to dziecko zrobiły sobie same za pomocą parasola w domu.

Pragnieniem kobiety jest "chęć posiadania ogniska domowego". Kobieta chce być w życiu "dla kogoś", "chce zainteresować sobą mężczyznę". Kobieta również "oczekuje uznania dla swojej urody, dzięki czemu czuje się akceptowana" (s. 60, "Wychowanie"). Kobietę w ogólności: "bardzo boli brak stabilizacji finansowej". Potrzebuje "odmiany w codziennym życiu, potrzebuje nowych drobiazgów w domu, nowych ubrań i to nie tylko w czasie narzeczeństwa" (s. 88 "Zanim...").

No, to chyba oczywiste. Po trzydziestu latach małżeństwa ubrania z okresu narzeczeństwa mają szansę już w ogóle nie istnieć, rozpadłszy się na strzępy. Ale z tym ogniskiem to chciałbym nieśmiało dodać, że nie tylko heteroseksualne kobiety to lubią, ja też się lubię bawić ogniem. Najchętniej chciałbym mieć domowy kominek, ale ognisko na upartego też może być. Co jakiś czas urządzam je sobie na patio.

Kobieta "stara się o wygląd domu i o to, by było posprzątane i by sprzęty pasowały do siebie, łatwo ją zranić krytykując jej dom". Można ją porównać do szyby - piszą obrazowo autorzy "Zanim wybierzesz..." - "uderzona w jednym miejscu, rozpada się cała"

I co jakiś czas trzeba ją przecierać miękką ściereczką z dodatkiem płynu Mister Muscle.

A oto kobieta szczęśliwa:

"Kiedy Bogdan wędruje do pracy, cały dzień o nim myślę. Sprzątam, ustawiam kwiaty - uśmiecham się do niego, patrzę jakby jego oczami - spodoba mu się czy nie. Gdy kupię nowe firanki, z drżeniem serca czekam, czy je zauważy" (s. 62 "Wychowanie").

To nie jest kobieta szczęśliwa, tylko osoba współzależna, prawdopodobnie cierpiąca na odmianę syndromu sztokholmskiego.

"Pewna dziewczyna postanowiła, że każdego roku opanuje jakąś nową umiejętność. Dlatego wyznaczyła sobie coś, nad czym chce pracować od podstaw albo co chce doskonalić, i na tym skupiła swoją uwagę. Dziś jest już żoną i mamą. Ładnie haftuje (zna kilka rodzajów haftów), szyje, robi na drutach, gra na gitarze" (s. 28 "Zanim...").

Jaka utalentowana! Teraz czas na taniec, kaligrafię, a potem może już iść na bal, gdzie pozna pana Darcy'ego... eee...

Jeśli już uda się zachęcić go do małżeństwa, to dziewczyna powinna wiedzieć, że mężczyzna nie lubi, by żona traktowała go jak matka i dlatego nie należy mu niczego wytykać.

Przeciwnie - radzą narzeczonym autorzy "Zanim wybierzesz..." - mężczyznę trzeba chwalić i uznawać. A jak nie, to wiedz (narzeczono, żono), że "wiele kłopotów w małżeństwach pochodzi stąd, że mąż nie znajdując uczucia u żony, próbuje go szukać gdzie indziej" (s. 89).

Ja się w zupełności zgadzam, że mężczyznę trzeba chwalić i uznawać. I broń Istoto niczego mu nigdy nie wytykać. Dzięki temu rodzajowi wychowania polscy mężczyźni są tak piękni i inteligentni jak poseł Witaszek.

Co jest wrodzoną predyspozycją mężczyzny? Otóż: 1. bycie królem, 2) wojownikiem, 3) mędrcem i magiem oraz 4) kochankiem i ojcem. Niestety "dzisiaj te wzorce natrafiają na poważne trudności", choć "coraz częściej pojawiają się ruchy społeczne, które doceniają rolę duchowości mężczyzny i jego ideału"

Huhuhuhu. Trudno mi się nie zgodzić, że moją wrodzoną predyspozycją jest bycie królem. Tylko jeśli mężczyźni zaangażują się w ruchy społeczne (feminizm?), ryzykujemy, że królestw może zabraknąć.

Kiedy studiowano zachowanie dzieci w plemionach Buszmenów, okazało się, że dzieci w wieku czterech lat wykazywały różne zainteresowania w zależności od płci. Chłopcy zajmowali się gonitwą, chwytaniem, grami technicznymi i walką, natomiast dziewczęta bawiły się w gry zespołowe, zręcznościowe, np. >>taniec z melonem<<

W przypadku Lolo Ferrari, w grę wchodzi nawet taniec z dwoma melonami.

Masturbowanie jest niezgodne z naturą (choć jego przyczyną są jak najbardziej naturalne "robaczyce, stany zapalne" lub "samotność" s. 149 i s. 151 "Zanim...") i prowadzi do poważnych napięć psychicznych; jest nałogiem, od którego trzeba się koniecznie uwolnić.

97% chłopców cierpi na robaczyce!!! Czy to się usuwa za pomocą picia nafty, moczu i podłączania do prądu?

Jak? - najlepiej przeczekać. Autorzy uważają, że pięć minut wystarczy ("poczekaj i zajmij się w tym czasie czymkolwiek, co odwróci twoją uwagę") nie tylko, by zmniejszył się penis, ale również, by odbudowało się poczucie własnej wartości (s. 114-115 "Zanim...").

Obawiam się, że w przypadku wielu mężczyzn zmniejszenie się penisa może spowodować również zmniejszenie poczucia własnej wartości :(

Jeszcze gorsze konsekwencje ma oglądanie porno- grafii: "Znany jest wstrząsający przypadek pewnego Amerykanina - z porządnej rodziny, wykształconego - skazanego na karę śmierci za około stu gwałtów i zabójstw na tle seksualnym. Przed wykonaniem wyroku powiedział, że widzi, jak oglądanie pornografii powoli zmieniało jego wrażliwość..." (s. 148 "Zanim...").

TACY SĄ WŁAŚNIE HETEROSEKSUALIŚCI. Z doświadczenia powiem Wam w zaufaniu, że nam homoseksualistom oglądanie pornografii nie szkodzi -- moja całkiem wymierna kolekcja nie zaowocowała jak do tej pory ani jednym gwałtem, ani zabójstwem na tle seksualnym. Wrażliwość też mi się jakoś specjalnie nie zmieniła, jak kochałem Kylie, tak kocham ją nadal. Mmm.

Homoseksualizm w podręczniku "Zanim wybierzesz..." zostaje definitywnie zdemaskowany. I nie chodzi tu nawet o to, że narusza "prawidłowości fizjologicznej misji człowieka, jaką jest prokreacja" (jak twierdzi bardziej postępowe "Wychowanie...", s. 114), czy też, że u jego korzeni tkwi wykreowany przez liberalne społeczeństwo "wizerunek prawdziwego mężczyzny", któremu nikt nie jest w stanie sprostać (co rodzi kompleksy).

Ależ chyba tylko u heteroseksualistów rodzi. A, moment, zaczynam rozumieć -- prawdziwym mężczyzną może być tylko gej, a heteroseksualiści próbujący mi sprostać nabywają kompleksy! No, w sumie mogę w to uwierzyć po mojej przedwczorajszej sesji zdjęciowej w rękawicach bokserskich...

"W trakcie czteroletnich badań prowadzonych na Wydziale Psychiatrii na słynnym Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles na grupie 128 homoseksualistów stwierdzono między innymi, że w tym okresie więcej niż 92 proc. >>gejów<< umawiało się z kobietami od czasu do czasu, a 2/3 miało stosunek płciowy z kobietą."

Jakąś kiepską próbę losową na tym uniwersytecie sobie znaleźli. Nie dało się znaleźć jakichś homoseksualistów nieheteroseksualnych?

Na AIDS zapadają narkomani, homoseksualiści, ci, którzy współżyją przed ślubem lub ci, którzy używają prezerwatywy. Przynajmniej dwa fragmenty podręcznika "Zanim wybierzesz..." zdają się sugerować bezpośredni związek między używaniem prezerwatyw a zarażeniem się wirusem HIV. "40 proc. osób w Wielkiej Brytanii zaraziło się w wyniku tak zwanego bezpiecznego seksu" oraz: "na 100 mężczyzn używających prezerwatywy mamy 35 zarażeń".

No, to ja jestem praktycznie skazany, palę zioło, używam prezerwatyw, a ślubu ciągle niet. Ale może jestem bezpieczny, bo nie mieszkam w Wielkiej Brytanii?

Kobiety zażywające pigułki powinny wiedzieć, że powoduje to zachwianie naturalnej gospodarki hormonalnej [...] mogą nie mieć córek i wnuczek, lecz tylko synów i wnuków.

Ale to chyba niektórym by się całkiem spodobało. Tym oczywiście, którzy nie zgadzają się ze znanym przysłowiem, że kobieta musi kupić dom, przyozdobić drzewo bombkami i zrodzić córkę.

Na stronie 245 "Wychowania do życia w rodzinie" czytamy: "W wyniku tzw. edukacji seksualnej w Stanach Zjednoczonych nastąpił: (...) wzrost częstości ciąż wśród niezamężnych nastolatek o 88 proc. (od 1972 roku do 1988); wzrost porodów u niezamężnych nastolatek o 90 proc. (ponad 1 mln rocznie od 1970 do 1990 roku); wzrost odsetek nastolatek (15 - 19 lat), które rozpoczęły współżycie o 80 proc. (...); wzrost do 26 proc. dziewcząt, które miały czterech lub więcej partnerów (... etc.). I tak myślę i zastanawiam się, komu zależy na tym, aby w Polsce stało się tak samo?".

ŻYDOM PANIE, I MICHNIKOWI.

Zacytujmy teraz spostrzeżenia dr. Gerharda Dirksa, konstruktora, który ma olbrzymią liczbę patentów dla IBM. (...) Przedmałżeńskie doświadczenia seksualne dr Dirks widzi tak: >>Dziewczyna jest programowana przez jednego, dwóch (albo dwudziestu) mężczyzn. Następnie spotyka tego, za którego wychodzi za mąż, i nie umie w pełni reagować na jego programowanie z powodu sprzecznych programowań z poprzednich doświadczeń. Naprawdę wierzę, że dla osiągnięcia maksymalnego zadowolenia z seksu najlepsze dla dwojga ludzi jest wspólne programowanie<<

Obawiam się, że jeśli pan konstruktor uważa, że seks i programowanie są porównywalnymi czynnościami, to niechybnie nadal żyje w chwalebnym dziewictwie.

 Katolik, aby być zbawionym, nie powinien podejmować przedmałżeńskiego współżycia, używać innych środków antykoncepcyjnych niż naturalne (ekologiczne, jak piszą "nowocześni" autorzy), powinien wystrzegać się masturbacji i zachowań homoseksualnych. Kobieta powinna pogodzić się z domowym powołaniem i z kompletnym uzależnieniem od mężczyzny i własnej płodności (co nazywa się naturalną rolą kobiety).

Cóż, być może nie będę zbawionym, ale po lekturze artykułu pani Magdaleny Środy jestem niewątpliwie rozbawionym. Trochę. A trochę mam doła. Idę poszukać królestwa.
piątek, 11 czerwca 2010, navaira

Komentarze
2010/06/11 13:19:11
O ja pierdolę...

Przepraszam za dosadne wyrażenie, ale inaczej się po prostu nie da.

Idę nauczyć się nowego haftu :-|
-
2010/06/11 15:13:09
"moja całkiem wymierna kolekcja nie zaowocowała jak do tej pory ani jednym gwałtem, ani zabójstwem"

Albo tylko tak mówisz, pornografomanie jeden.
-
2010/06/11 15:51:55
naturalucka: nie ma żadnych żywych świadków!

(Ups.)
-
2010/06/11 18:43:53
Hahaha, może ktoś umarł z rozkoszy, a ty Navairo nic nie wiesz :D
-
2010/06/12 00:26:20
w nawiązaniu do @anty_pro_ana: na BLIP-ie treści o takiej jakości merytorycznej, jak prezentowane przez wspomniany podręcznik określamy tagiem: #cozapierdolenie.

zdanie o syndromie sztokholmskim wymiata :-D

twoja uwaga dotycząca poczucia własnej wartości niewątpliwie cenna i jakże czasem prawdziwa.

niemieszkanie w Wielkiej Brytanii powinno wystarczyć za najlepszą ochronę.
-
2010/06/12 16:26:51
tekst środy jest z przed dziesięciu lat a to mi trochę zmienia(odbiór).
Było o tym i tu:alebalagan.blox.pl/2010/06/XIX-wieczne-wychowanie-w-polskiej-szkole.html
Z synrdom sztokholmskim,to coś na rzeczy,bo ona na Bogdana z drżeniem serca czeka. a nuż zupa będzie...
-
2010/06/12 22:19:23
kasjo.pl: O! A to tak samo jak autorka z alebalagan nie zauważyłem, że tekst z 2000. (Na pewno nie jest to pomyłka? Tekst jest w AKTUALNYM spisie treści Wysokich Obcasów...) Niemniej jednak, skoro JEDEN podręcznik zniknął z listy rekomendowanych, to moja radość związana z tym faktem jest cokolwiek niepełna.
-
2010/06/13 08:58:31
Najgorsze w tych j.....ch podręcznikach nie jest to, że piszą głupoty o masturbacji czy antykoncepcji. Najohydniejsze, z mojego punktu widzenia, jest to, że nadal, jak w "Młocie na czarownice" jednocześnie unieważniają i demonizują kobietę. Przecież to paskudne. Facet zdradza? Oj, nie dałaś mu babo pełni miłości. Facet cię bije? Oj, przemyśl sobie, czym mu podpadłaś. Rzygać się chce.
-
2010/06/13 10:11:32
8jola8
Bo to są teksty żywcem skopiowane z "Pani domu" czy innego wartościowego pisma o wydźwięku społecznym, w którym, jak wiadomo, wypowiadają się najwybitniejsi psychologowie w Polsce. Ci spod flagi "kobieta do garów".
-
2010/06/13 18:46:25
Cozapierdolenie to dokonały tag, lepiej się tego opisać nie da. Gorzej, że oni te pierdoły naprawdę dzieciakom powiedzą. I to mnie burzy i wkurwia niepomiernie. Zwłaszcza ta część o Bogdanie i o prezerwatywach.
-
2010/06/13 22:36:48
robaczyca rządzi! Wiekopomne dzieło..
-
2010/06/13 22:56:13
Smutne to jak cholera. BTW, czytałeś forum pod artykułem?
Jutro opiszę moje lekcje wychowania do życia w rodzinie (katolickiej, że hej) z gimnazjum.
-
2010/06/14 15:31:05
ja jak przeczytałam forum pod artykułem to pozbyłam się wszelkich wątów co do tego, czy warto było nabierać się na odgrzany przez Wysokie Obcasy kotlecik...
wyszło na to, że to nie kotlecik a evergreen
niestety:(
poza tym - co z tego że coś wypadło, czy kosmetycznie się podreperowało, skoro z efektami rażenia tych cudów edukacji będziemy musieli się ścierać jeszcze wiele lat?
w mloim przypadku jest to ścieranie się z dziewczynami, wolącymi czekać na Bogdana niż zadbać o swoją autonomię

skandal tak czy tak

pozdrawiam

-
2010/06/14 15:59:06
sheisamaniac: nie mam odwagi... ale może spróbuję :/

Wojciech Orliński tłumaczy, skąd odgrzewanie kotlecika mocno nieświeżego
-
2010/06/15 00:24:34
"wzrost do 26 proc. dziewcząt, które miały czterech lub więcej partnerów (... etc.)."
A co z chłopcami???
-
2010/06/15 00:29:28
Tfu, za szybko mi się wysłało.
Co z chłopcami, czemu nikt się nie martwi ilością ich partnerek,albo tym że zostają nastoletnimi ojcami?
A ja ten podręcznik czytałam 10 lat temu, pamiętam bo niewiele spotkałam równie zabawnych książek, były tam teksty o tym, że "miłość powinna zostać wypieczona w piecyku małżeństwa" a stosunek w prezerwatywie jest nieestetyczny bo to tak jakby żona przed seksem(jak stosunek to mąż i żona oczywiście) zakładała płetwy i gumowy czepek.
-
2010/06/15 09:10:43
isabell1976: stawiam diamenty przeciw orzechom, że są tacy panowie, którzy o niczym nie marzą bardziej jak o żonie w czepku i płetwach :)
-
2010/06/16 22:59:08
isabell1976: może w takim razie ktoś powinien uświadomić autorkę, że prezerwatyw nie zakłada się ani na nogi ani na głowę?
-
2010/06/29 01:04:34
No i w końcu nie opisałam moich lekcji z gimnazjum tutaj, ale niesiona falą inspiracji, urodziłam tekst u siebie (tnij.org/hegu).
Ech, szkoda, że wolisz chłopców, bo bym Ci się niechybnie oświadczyła. :P