Ciekawe i dziwne opowieści z życia heteroseksualnych Polaków. Poznaj ich zwyczaje godowe, problemy oraz zabawne historyjki!
RSS
środa, 29 sierpnia 2012
Heteroseksualista o heteroseksualistach
Dzisiaj gości u nas ekspert ds. biologii człowieka, profesor Bogusław Pawłowski, żonaty. (Sprawdziłem, żeby się upewnić, czy NA PEWNO hetero -- i przy okazji trafiłem na smakowity cytat z pana profesora, który twierdzi, że "jak każdy mężczyzna zwracam uwagę na kobiecy urok". Nie ma to jak kompetentny ekspert na stanowisku profesorskim.) Pan profesor tłumaczy nam, dlaczego 25% Polek w Wielkiej Brytanii zachodzi w ciążę z nie-Polakami, zaś 95% polskich mężczyzn na Wyspach zawiera związki wyłącznie z Polkami.

Pan profesor zaczyna tłumaczenie tym oto zdaniem:

Prof. Pawłowski: Intuicyjnie już czujemy, że tak właśnie jest, wiele osób mówi "kobiecie jest łatwiej".
Nie ma jak profesor z intuicją. Zawsze intuicyjnie czułem, że tytuły profesorskie dostaje się za posiadanie wyjątkowej intuicji.
Jedno z potencjalnych wyjaśnień tej zagadki możemy chyba już znaleźć w naszej ewolucji. Kobieta, podobnie jak szympansica, jest egzogamiczna: oznacza to, że to ona opuszcza rodzinę czy grupę, aby iść do mężczyzny. Ma to odzwierciedlenie nawet w języku: kobieta przecież "wychodzi" za mąż, a mężczyzna "bierze" żonę.
To tylko w języku polskim ma odzwierciedlenie, panie profesorze szympansicologu. Jednakowoż rozmawiamy o Wielkiej Brytanii.
Brytyjczykowi łatwiej więc "przygarnąć" imigrantkę, jego otoczenie nie uzna tego za coś tak zadziwiającego, jak gdyby sytuacja była odwrotna.
Znaczy, gdyby imigrantka przygarnęła Brytyjczyka? Dobrze rozumiem pana profesora?
Z wielu badań, również prowadzonych przez biologów i psychologów ewolucyjnych wynika również, że kobieta i mężczyzna musi mieć zupełnie inne atuty, aby odnieść sukces na rynku matrymonialnym.
To prawda, kobieta ma atut lewy i prawy, a mężczyzna środkowy. (Oczywiście mówimy o szympansach?)
Jakie to są atuty?

U kobiety bardzo ważna jest atrakcyjność fizyczna świadcząca o płodności i jej wieku.

Ha! Zgadłem -- mowa o szympansach!
Na dalszej pozycji, choć ważne zwłaszcza przy tworzeniu długotrwałych relacji, są komunikatywność czy inteligencja społeczna.
Co ciągle nie wyjaśnia mi, dlaczego 25% Polek zachodzi w ciążę z obcokrajowcami. Dla Polaków są niewystarczająco atrakcyjne?
Uroda mężczyzny ma dużo mniejsze znaczenie.
AND THIS IS WHY THEY'RE SINGLE
Aby był odbierany jako atrakcyjny, powinien mieć na przykład poczucie humoru, być inteligentny i mieć odpowiednią pozycję społeczną i wynikający z niej status materialny.
No tak, teraz rozumiem, dlaczego 95% polskich mężczyzn nie zadaje się z Brytyjkami, ale ciągle nie rozumiem, czemu nie umierają bezdzietnie i w samotności.
Widać więc jak na dłoni, że kobietom, jadącym na zmywak do Londynu, łatwiej zawieźć pożądane cechy ze sobą niż mężczyźnie.
No tak, inteligencja i poczucie humoru przekraczają te dozwolone 20 kilogramów bagażu, jak taki mężczyzna się zabierze na zmywak.
Ona, nawet jeśli sprząta i nie ma pieniędzy, ale jest młoda, ładna i ma zdolność komunikacji w języku tubylców- jest świetną partią.
Określenie "Świetna partia" wydaje mi się tutaj lekutkim nadużyciem.
A Polak na budowie czy na zmywaku? Status społeczny: żaden. Gdyby chociaż umiał piękną angielszczyzną żartować, zabawiać opowieściami o obejrzanych filmach i przeczytanych książkach! Ale on często potrafi tylko powiedzieć "I don't speak English very well".
Biedak, miał zabrać wszystkie dzieła Szekspira i słownik polsko-angielski, ale mu się w bagażu nie zmieściły. A kobieta upchała sobie toto w staniku i proszę, jak się świetnie komunikuje w języku tubylców. Rozwiązaniem są męskie staniki!
Co innego gdy zaleca się do Polki - świetna znajomość języka pozwala mu rozwinąć skrzydła i może kobietę znacznie łatwiej oczarować.
Świetna znajomość którego języka? Pytam, jako osoba, która kilka razy rozmawiała z Polakami płci męskiej.
Kobiety mają też dodatkowe ułatwienie od natury: łatwiej niż mężczyźni opanowują języki obce, szybciej zaczynają mówić, są bardziej komunikatywne.
Różne seksistowskie pierdoły już słyszałem, ale tej jeszcze nie. Czy kobietom pomaga w opanowywaniu języka wagina, jajniki czy brak zarostu? Inquiring minds want to know, że tak się po kobiecemu wyrażę.
Mam wrażenie, że kobiecie w ogóle łatwiej dostać się do nowego towarzystwa, w pubie czy na uczelni. Mam dobrą intuicję?

Kobiety, a to też wynika z biologii, są mniej agresywne i łagodzą obyczaje.

Jezu, jezu (nieczyt.)
W ciągle patriarchalnym społeczeństwie, w którym jesteśmy zarówno, my jak i Brytyjczycy, to często mężczyzna zaprasza do towarzystwa. Jedna kobieta więcej w grupie towarzyskiej to dla niego żaden kłopot, dodatkowy mężczyzna - a po co?
To się nie nazywa towarzystwo, tylko orgia, panie profesorze, ale dopuszczam, że znowu się panu z szympansami pomyliło.
Na minus Polaków szukających partnerki na Wyspach działa więc też to, że nie mają społecznie ugruntowanej lokalnej sieci społecznej, trudniej im taką stworzyć czy dostać się do już istniejących.
A Polki szukające partnera na Wyspach mają społecznie ugruntowaną lokalną sieć społeczną?
Kobiety też oczywiście ze sobą rywalizują, ale to inaczej wygląda, to jest taka gra ukryta, podskórna, często nie zagrażająca istnieniu grupy.
Wszystkie kobiety są fałszywe, to wiemy z nauki zwanej "seksistobiologią".
Z powodu wszystkich tych cech, które wymieniliśmy, kobiecie łatwiej o hypergamię, czyli awans społeczny dzięki zamążpójściu. Mezalianse w tę stronę zdarzają się znacznie częściej.
Panie profesorze, używa Pan wielu naukawo brzmiących wyrazów, ale przysięgam, że to samo wrażenie wywarłby Pan na mnie pisząc wzorem polskich komentatorów z Onetu "bo to są dziwki i szmaty co sypiajom z arabami !".
Nie mam wielkiej pensji ani majątku, więc fakt, iż mężczyźni nie zwracają uwagi na te rzeczy powinien mnie cieszyć. Panie profesorze, ale dlaczego właściwie tak jest? Dlaczego mężczyzn nie obchodzi, ile zarabiam?
Pani dziennikarko Aleksandro, pozwolę sobie tu na lapsus spoza świata szympansów – w społeczeństwach rozwiniętych generalnie jest tak, że z jednej pensji da się utrzymać, kupić mieszkanie i jeździć na wakacje, więc z wyjątkiem pewnych specyficznych środowisk typu nuwo ricz nikogo specjalnie nie obchodzi, ile pani zarabia. Natomiast Polacy płci męskiej czują się emaskulowani (czy udało mi się zabrzmieć jak pan profesor?) jeśli partnerka zarabia więcej od nich, co wydaje mi się lepszą odpowiedzią na pytanie, czemu się nie zadają z Brytyjkami, niż "bo kobiety łatwiej opanowują waginalnie języki obce". Ale, ale, oddajmy głos panu profesorowi.
Mężczyźni są wzrokowcami! Tworząc poważną relację zarówno mężczyzna jak i kobieta inwestuje w nią bardzo dużo. Tylko że nie to samo.
To prawda, plemniki produkuje się szybciej i w większych ilościach.
Kobieta wiele inwestuje w sensie biologicznym - to kwestia czasu, którego ma mniej na reprodukcję niż mężczyzna czy energii i czasu, które musi włożyć w kolejne ciąże i w karmienie piersią, że nie wspomnę o jej dużym zaangażowaniu w opiekowanie się dziećmi.
Znowu korci mnie, żeby wspomnieć coś o szympansach.
On do wspólnego domu wnosi poczucie bezpieczeństwa oraz zasoby zarówno niezbędne partnerce, której wymogi energetyczne są znacznie większe w ciąży i gdy karmi, ale też niezbędne dla rozwoju ich dziecka czy dzieci.
No tak, panie profesorze, ale JAKI TO MA ZWIĄZEK Z PYTANIEM?
Jego inteligencja, status społeczno-ekonomiczny i poczucie humoru zaświadczają, że sobie powinien poradzić. Kiedyś bardziej świadczyły o tym silne plecy i barki. Ale to się zmieniło. Proszę popatrzeć na kulturystę czy trenera z siłowni. Siła fizyczna nie świadczy już o wysokim statusie społecznym.
Czy sugeruje pan profesor, że Polacy są mało inteligentnymi mięśniakami, a Polki szukają inteligencji? Poniekąd zgadza się to z moimi obserwacjami na forum onetu, ale po profesorze biologii człowieka spodziewałem się czegoś bardziej wyrafinowanego. Z drugiej strony, pan profesor jest jednakowoż Polakiem płci męskiej, z czego wnoszę, że w langłydżu się nie porozumiewa, inteligencji i poczucia humoru nie posiada, bo mu nie włażą do aktówki, a na katedrę załapał się wyłącznie dzięki intuicji. Co za szkoda, że kobiety nie poszukują u kandydatów na męża wyłącznie intuicji. Z drugiej strony, jak wspominałem, pan profesor jest żonaty, więc nie rozpaczajcie, Polacy w Wielkiej Brytanii. I dla Was jest szansa!
20:26, navaira
Link Komentarze (15) »
poniedziałek, 13 sierpnia 2012
Podrażniona pani profesor

(Obrazek: http://niebedzieteleranka.wordpress.com/2012/08/13/o-tym-ze-gdy-juz-umrzesz-gej-skradnie-ci-trumne/ )

Pani profesor Pawłowicz, była kandydatka PiS do Trybunału Konstytucyjnego, zgłosiła swoje uwagi do ustawy posła Żalka o związkach rejestrowanych. Chciałbym zgłosić swoje uwagi do uwag pani profesor. (Zwykle pisałbym "pani profesory", ale nie chcę, żeby prof. Pawłowicz się obraziła.)
Platforma dlatego wychodzi z takim projektem, bo z jednej strony (dzięki Bogu!)
Nie dzięki Bogu, tylko dzięki hipokryzji -- ta ważna cecha pozwala głosować przeciw projektom, których nawet się nie czytało...
...przyczyniła się do odrzucenia projektów SLD i Ruchu Palikota, ale z drugiej strony – być może przestraszyła się słupków, bo lewackie środowiska „mają” media, i przed zapowiadanymi jesiennymi protestami chce się tym kręgom przypodobać. Ale to ciężkie naruszenie Konstytucji i zasady ustrojowej jaką jest małżeństwo - mówi w rozmowie z portalem Fronda.pl prof. Krystyna Pawłowicz.
Zasada ustrojowa kojarzy mi się z płynem ustrojowym, ale wiecie, tym gejom to wszystko się tak kojarzy.
Projekt posła Jacka Żalka nie ma sensu o tyle, o ile niewiele różni się od projektów, które wcześniej składał Ruch Palikota i SLD. W projekcie Żalka usunięto te najbardziej drażniące przywileje, na przykład dotyczące ulg podatkowych czy wspólnych odpisów.
Jeśli pani profesor pod wpływem "przywilejów" robią się podrażnienia, to polecam zasypkę dla niemowląt...
Jednak nadal znajdują się w nim propozycje nie do przyjęcia, na przykład o prawie do pochówku czy ustawowym dziedziczeniu
Prawo do pochówku to w ogóle jest skandal. Osoby niezamężne powinno się porzucać w rynsztoku, gdy już zejdą (na AIDS, rzecz jasna).
Taka konstrukcja jest jednak sprzeczna z art. 18 Konstytucji, który mówi, że Rzeczpospolita chroni małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny.
Małżeństwo, pochówek i dziedziczenie jako związek kobiety i mężczyzny...
To oznacza, że ochronie prawnej podlega tylko małżeństwo zawarte pomiędzy kobietą i mężczyzną, które ma na celu prokreację.
To niezwykłe, a w którym miejscu tego zdania widzi pani profesor wyrazy "tylko" oraz "prokreacja" i czy w wieku lat 60 -- akurat tyle pani profesor stuknęło w kwietniu, gratulować dobrego zdrowia -- nie należałoby małżeństwa pani profesor anulować, gdyż nie może już posłużyć prokreacji?
Państwo nie może jednocześnie udzielać ochrony prawnej, czyli przewidywać jakichkolwiek przywilejów i ulg konstrukcjom prawnym, które mają obniżyć atrakcyjność małżeństwa.
A w jaki sposób konkretnie obniża się atrakcyjność małżeństwa za pomocą pozwolenia związkowi rejestrowanemu na pochówek partnera lub partnerki?
[...] w projekcie Żalka nie ma nic o ulgach podatkowych, ale skoro przyzwala on na związki paramałżeńskie, to najpewniej wkrótce ktoś zacznie domagać się tego przywileju i zostanie on przywrócony.
Nie ma tam też nic o pociągach wąskotorowych, ale skoro przyzwala on na związki paramałżeńskie...
Ten projekt wyraża interesy osób, które mają nieuporządkowane emocje seksualne, namiętności.
Pani profesor, to się nazywa "projekcja".
To jedyne kryterium, na podstawie którego żądają oni przywilejów.
No bo jeśli para homoseksualna jest razem przez 20 lat, to jedynym powodem trwania ich związku jest rzecz jasna nadmiar emocji seksualnych.
Jeśli państwo już miałoby komuś takie przywileje przyznawać, to najwyżej osobom, które opiekują się rodzicami czy rodzeństwem. Jakim prawem związki homoseksualne miałyby mieć przywileje np. przy pochówkach?!
PRZYWILEJE PRZY POCHÓWKACH. 

PRZYWILEJE.
PRZY POCHÓWKACH.

Chciałbym, żebyście popatrzyli na to zdanie i zapamiętali je sobie, a przy następnym spotkaniu z panią profesor zapytali ją, czy po drodze na wywiad upadła na głowę.
Dlaczego osoby zupełnie obce, a nie te, które ze zmarłym łączyły więzy krwi?
Pani profesor, w Polsce kazirodztwo jest nielegalne i to akurat bardzo dobrze...
Na marginesie dodam, że młode osoby czasem podstępnie wchodzą w takie związki tylko po to, aby wejść w stan posiadania majątku swojego wybranka kosztem jego krewnych. Do podobnych wykroczeń dochodzi przy okazji dziedziczenia, czy pochówku.
Kradzieże trumien w związkach rejestrowanych to plaga we Francji i Holandii, tak tak owieczki moje i baranki.
Ten projekt to nic więcej, ponad sposób na obejście Konstytucji i wyłudzanie majątków. To nieuporządkowane, a co więcej osłabiające instytucję małżeństwa.
Nieuporządkowane to pani profesor ma może garnki w kuchni...
W projekcie Żalka samo założenie jest sprzeczne z Konstytucją. Państwo nie może jedną ręką konstytucyjnie popierać małżeństwa, a drugą – tworzyć instytucje, które będą to małżeństwo osłabiały.
Ja też uważam, że właściwym rozwiązaniem jest legalizacja małżeństw osób tej samej płci, ale rzecz jasna pani profesor nie to ma na myśli, tylko nieuporządkowane kradzieże trumien...
Jeśli ktoś będzie mógł mieć te same przywileje bez obowiązków, to nie będzie żadnej motywacji do zawierania związków małżeńskich!
Zaczynam mieć wrażenie, że te związki małżeńskie to jakiś koszmar, skoro tak trzeba do nich motywować...
Małżeństwo ma zamiar trwałości, a te wszystkie związki, gdyby miały zamiar trwałości (jak w przypadku konkubinatów) to już dawno byłyby zawarte!
Jak to miło wiedzieć wszystko o wszystkich i móc się wypowiadać w imieniu całej ludzkości :)
Jeśli chodzi o nieuporządkowane relacje homoseksualne, to państwo nie ma żadnego interesu w tym, by je chronić.
Ale państwo nie ma żadnego interesu w ogóle w chronieniu jakiegokolwiek typu związku, niezależnie od tego, czy w szafkach garnki stoją uszami w jedną stronę, czy w różne. Nie rozumiem tych zysków, jakie rzekomo PAŃSTWO ma z małżeństw jednopłciowych -- co najwyżej straty spowodowane wspólnym rozliczaniem się z podatków i preferencyjną stawką podatkową. Idąc tropem rozumowania pani profesor, należy zakazać zawierania małżeństw, anulować małżeństwa, w których kobieta przekroczyła 50 rok życia, a przed udzieleniem zgody na ślub przymusowo wykonywać testy płodności.
19:37, navaira
Link Komentarze (6) »
piątek, 01 czerwca 2012
Kochane Logo!
Dziękuję! 

Ileż to ja się naczekałem na materiał do złośliwej i podłej notki, w której mógłbym mylnie zinterpretować intencje autora, przyczepić się do błędnie postawionego przecinka i wogle się czepnąć wszystkiego, czego się da, z wyjątkiem tramwajów rzecz jasna (co grozi śmiercią i/lub kalectwem). A tutaj artykuł o podrywaniu lasek, zaczynający się od wizyty na siłowni! Naprawdę, z radości zacząłem kląskać tak radośnie, że aż spełły mi fajle, a humpel wyhycnął ponad. 

ALE: Zacznijmy czepiać się artykułu, zanim mój socjusz rozedrga się do końca. Artykuł napisała osoba o ksywie fig, i nie dziwię się temu wcale -- kto by takie żenady podpisywał nazwiskiem. Szkoda jednak, iż nie wiem, jakiej płci jest autor(ka) artykułu -- obstawiam co prawda 50-letniego prawiczka udzielającego się na forum onanizm.pl, ale zawsze lepiej znać fakty.
Gdzie - i jak. Oto są pytania! W klubie czy barze sytuacja jest prosta, to miejsca klasycznie podrywowe, umysły i sera rozgrzewa alkohol
Sera to tylko w pizzerii.
wszyscy rozglądają się wokół, na kim oko zawiesić i gdzie sidła zarzucić.
To ostatnie wyłącznie w serialu True Blood.
Ale przecież jest jeszcze tyle fantastycznych lokalizacji, działających w tzw. godzinach pracy. Dla ciebie to godziny polowania. Nie czekaj tatko wieczora ni weekendu. Czytasz, uderzasz!
Polowanie i uderzanie, bo ja wiem, może ten fig to gej zainteresowany ekstremalnym S/M, który strollował Logo?!
Siłownia
Teraz wiem już na pewno. Mężczyźni, podrywający kobiety na siłowni, wieczory spędzają na ogół w barze z kumplem, dziwiąc się, czemu wciąż są prawiczkami.
Ułatwia ogląd wybranki - od razu jesteś w okolicach drugiej bazy.
A jak wiemy, all your bazys bilong tu as.
Sam też eksponujesz, co masz najlepszego lub najgorszego, sprawa fizycznego dopasowania jest załatwiona na dzień dobry (skoro ćwiczysz, pewnie nie jest tak źle).
I dokładnie na tym polega fizyczne dopasowanie dwojga osób w intymnej sytuacji -- skoro obie ćwiczą na siłowni, z pewnością są dopasowane fizycznie.
Hormony pracują pełną parą, teraz czas na lekki wysiłek umysłowy, który należy podjąć w odpowiednim momencie (czyli pewnie nie wtedy, gdy ona jest w trakcie intensywnego półgodzinnego treningu na bieżni).
Z doświadczenia podpowiadam: kobiety UBÓSTWIAJĄ, gdy w trakcie treningu gadają do nich faceci. Po pierwsze, każda prawdziwa kobieta (tzn. nie-lesbijka-feministka-posiadaczka kota) strasznie lubi pokazywać się bez makijażu, w dresie i zlana potem. Po drugie, z pewnością chodzi na siłownię tak sobie, żeby poplotkować z koleżankami, a jak nie ma żadnych koleżanek do plotkowania, to tylko czeka na Ogiera Z Logo, który zabawi ją konwersacją. Ćwiczenia? Kamon kochani, jakie kobiety niebędące lesbijkami ĆWICZĄ na siłowni?
Możesz też zabawić się w instruktora (jeśli prawdziwy nie patrzy).
Jezu, jezu (nieczyt.)
Tekst sprawdzony: Musisz tu często przychodzić... [wychwalasz ją...] Tekst spalony: How do you like them muscles (napinając bices)? [...a nie siebie]
Nie wiem, co to jest ten bices, ale "Musisz tu często przychodzić" przy pewnej ilości szczęścia NIE skończy się pokazem umiejętności damy w taekwondo, tylko zwyczajnym "jak to odgadłeś?" wycedzonym przez zęby, po czym dama odwróci się do maszyny i wróci do ćwiczeń.
Spożywczak
Oho, obiecująco.
Spożywczak znaleźć równie łatwo jak kobietę w spożywczaku, wjazd nic nie kosztuje, no i nie musisz dźwigać ciężarów jak na siłowni. Wystarczy pchanie wózka lub podnoszenie koszyka.
Ale co z dopasowaniem fizycznym?! To się może źle skończyć!!! A jeśli on ma wózek, a ona koszyk lub odwrotnie?! Mur beton się nie dopasują!
Tu możesz zarzucić ją stertą pytań, zgrywając zagubionego chłopca na zakupach (co pewnie będzie prawdą).
Nic tak nie podnieca kobiety, jak dorodny facet, który zachowuje się jak dwunastolatek i twierdzi, że nie odróżnia groszku od groszku ptysiowego.
W razie porażki łatwo schować się w alejce między grochem a fasolą, a potem kupić baton na pociechę.
Byle nie za często, bo trzeba będzie iść na siłownię, a tam można oberwać w zęby od lesbijki-karateki.
Tekst sprawdzony: Czy to dzięki [spoglądasz w jej wózek, wybierasz produkt] chińskiej zielonej herbacie człowiek tak promienieje? Tekst spalony: O, widzę dwa dorodne arbuzy. Możesz przytrzymać mi banana? Jak również: Mam jaja z wolnej hodowli.
Kto ten tekst sprawdzał i na kim, nie wiem, ale osoba, która zacznie mi grzebać w wózku podczas zakupów na pewno nie wzbudzi we mnie entuzjazmu.
Jeśli nie spożywczak, to może sklep z butami? Kobiety kochają szpiki, kozaczki, czółenka, botki, trzewiczki, fakirki, espadrylki (zgooglaj wcześniej temat, by wykazać się minimum wiedzy).
Ale niczego tak nie kochają, jak ćwoka, który się do takiej przyczepi, kiedy wybiera akurat między szpikami (?), czółenkami i trzewiczkami, bo jedne są nie do końca tego koloru, drugie nie do końca tego rozmiaru, a trzecie nie każdy chirurg potrafi zainstalować.
A więc i mężczyzn, którzy kochają buty. Oglądałeś "Rybkę zwaną Wandą" albo "Seks w wielkim mieście".
Rybki akurat nie, ale w "SATC" pamiętam wyjątkowo obleśnego fetyszystę.
Sklep musi być uniseksowy - twoja wizyta winna mieć wiarygodne uzasadnienie, bo wyjdziesz na fetyszystę.
Uuuupssss...
A potem już hulaj dusza, w obuwniczym zawsze taki ruch...
RUCHU RUCHU *rechocik, drapanie się po jądrach, beknięcie*
Tekst sprawdzony: Waham się między lewym a prawym... Tekst spalony: Do kostki ci w tej szpilce. [w sumie to może i na odwrót]
Mujborze. Przeraża mnie myśl, że komuś za ten tekst pewnie zapłacono. Pieniędzmi. A przecież można mu było wbić obcas prawej szpilki, gdzie lewa nie zagląda...
Grupa wsparcia
Okej, już na sto procent jestem pewien -- to pisze troll-prawiczek, który pozazdrościł kolegom prawdziwych sukcesów i postanowił zadbać, żeby już żaden nigdy żadnej kobiety nie poderwał.
Jesteś alkoholikiem jak najbardziej otwartym, nie anonimowym? Nie masz problemów psychicznych? Żona nie zostawiła cię samego z dzieckiem? Nie kradniesz, nie obżerasz się, nie masz problemów z niedowagą? Trudno. Musisz udawać.
To pierwsze zdanie jest zajebiście zabawne, turlam się ze śmiechu, czkając radośnie.
Najsen(k)sowniejszym wydaje się wbitka na spotkanie seksoholików.
A seksoholizm to w ogóle już jest taki zajebiście zabawny, że po prostu boki zrywać. ALBO MAJTKI AHAHAHAHAHAHAHA
Tekst sprawdzony: Mam wrażenie, że znalazłem piękniejsze uzależnienie... Tekst spalony: Bądź moją heroiną.
Tekst sprawdzony naprawdę chyba wyłącznie na kolegach-prawiczkach, którzy stwierdzili, że oni to by się natychmiast dali poderwać przy tak zabawnym otwarciu. Pod warunkiem oczywiście, że kobieta nie byłaby gruba, brzydka, obleśna, feministka, włochata, obleśna, złośliwa, chamska, rozwiedziona, stara (po 22 roku życia), dzieciata, wąsata, paskudna, posiadaczka kota...
Kolejka
Byle wąskotorowa, trudniej się w niej ucieka.
Kolejki ustawią się jeszcze po kulturę (bilety do kina czy wejście na koncert ? tu często są dziewczyny parami, a nawet kwintetami), gry typu nowe "Diablo" albo w urzędach państwowych (pozdrawiamy Pocztę Polską!).
Dziewczyny parami nie do końca muszą być zainteresowane podrywaczem, poza tym w przypadku kurtuły istnieje przykra możliwość, że maczo znad Wisły będzie musiał potem tę kulturę oglądać, a na koniec nawet może inteligentnie skomentować. I CO WTEDY.
Ogólna reguła jest, niestety, taka, że o ile kiedyś sklepy były zawalone klientami, a puste w towar ? dziś jest dokładnie na odwrót.
Ach, moment, troll-prawiczek jest dodatkowo albo niepiśmienny, albo polski stanowi jego drugi język. Co to znaczy puste w towar? Jak by wyglądało "dokładnie na odwrót" -- zawalone w towar, a puste klientami? I czy tylko ja widzę prawicową interpunkcję ?
Niewykluczone, że będziesz musiał poczekać na wyprzedaże końcówek kolekcji.
To najlepiej działa zdecydowanie w wypadku urzędów państwowych i wejść na koncert.
Tekst sprawdzony: Który masz numerek? Tekst spalony: W kiblu byłem.
Widząc sprawdzone teksty, nie mogę się oprzeć pewnej refleksji: nic dziwnego, że w Polsce spada dzietność. Gdyby na mnie sprawdzano takie teksty, byłbym już dawno, jako honorowa kobieta, zakonnicą.
20:12, navaira
Link Komentarze (9) »
czwartek, 17 maja 2012
Cholerna nowokaina
Ja chciałem tę notkę napisać!
14:18, navaira
Link Komentarze (2) »
wtorek, 17 kwietnia 2012
Emo księdza Gowina
Czasami sobie myślę, że formuła bloga kompletnie się wyczerpała. Ileż w końcu można się natrząsać z facetów, pytających na forum, czy heteroseksualista powinien golić się pod pachami, tudzież kobiet przerażonych faktem, iż ich mąż siusia na siedząco. Dlatego też notki pojawiają się rzadko -- w zasadzie wtedy, gdy ktoś naprawdę mnie zachwyci rozmiarem swojego heteroseksualizmu. Chodzi, rzecz jasna, o bardzo mały rozmiar, bo osoby naprawdę pewne swojej orientacji nie muszą nadrabiać poszukiwaniem promocji homoseksualizmu w każdej reklamie, w której nie występuje mamusia, tatuś i dwoje dzieci płci odmiennej, mamusia nie zmywa naczyń, tatuś nie gra w piłkę, dziewczynka nie bawi się lalką, a chłopiec nie strzela z karabinu...

...tak więc, rzecz jasna, musiałem zwrócić uwagę na najnowszy wyskok księdza... a fuj! posła Gowina.
Podpisanie i ratyfikacja konwencji Rady Europy w sprawie zapobiegania i zwalczania przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, otwiera w Polsce furtkę środowiskom feministycznym i związkom partnerskim rozumianym, jako związki homoseksualne.
Tak zaczyna się wywiad z księdzem Gowinem, a jeśli myślicie, że w tym miejscu pojechał po bandzie, zaczekajcie na kolejne zdania!
Co gorsze, podpisanie konwencji RE zobowiązywałoby Polskę do promowania postaw homoseksualnych i aktywnego zwalczania poglądu, że małżeństwo, to jest związek kobiety i mężczyzny, a przecież taki pogląd jest wpisany w polską konstytucję - powiedział w pierwszej części rozmowy z Onetem Jarosław Gowin.
Naprawdę, tyle się słyszy o nielegalności dopalaczy w Polsce, a tu ksiądz Gowin wykrywa w konwencji dotyczącej zwalczania przemocy wobec kobiet promowanie postaw homoseksualnych. Zdawałoby się, że skoro konwencja dotyczy kobiet, to postawy powinny być lesbijskie, a to wielu posłów (np. Znany Z Lewicowości Leszek Miller) bardzo lubi, ale Gowin akurat nie lubi i co mu pan Miller zrobi. 

No, ale dowiedzmy się, w jaki sposób lesbijki zapobiegają przemocy domowej.
Dlaczego sprzeciwia się pan podpisaniu konwencji Rady Europy w sprawie zapobiegania i zwalczania przemocy wobec kobiet i przemocy domowej?
- Stanowisko Ministerstwa Sprawiedliwości będzie jednoznacznie przeciwne podpisaniu i ratyfikacji konwencji Rady Europy. To konwencja służąca zwalczaniu tradycyjnego modelu rodziny i promowaniu związków homoseksualnych. No tak, to już wiemy, a teraz poznajmy szczegóły.
Konwencja Rady Europy jest sprzeczna z polską Konstytucją. Art. 18 Konstytucji RP mówi: „Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej.” Z kolei art. 12 , pkt. 4 konwencji RE orzeka: „Strony stosują konieczne środki, aby promować zmiany w społecznych i kulturowych wzorcach zachowań kobiet i mężczyzn w celu wykorzenienia uprzedzeń, zwyczajów, tradycji i wszelkich innych praktyk opartych na pojęciu niższości kobiet lub na stereotypowych rolach kobiet i mężczyzn.” Konwencja Rady Europy wyraźnie zobowiązuje więc do promowania wzorców kwestionujących małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny i do wychowywania dzieci w przekonaniu, że związki homoseksualne są równorzędne ze związkami heteroseksualnymi.
Patrzę na to i nie rozumiem, co czytam. Patrzę znowu i nadal nie rozumiem. W którym miejscu te dwa artykuły są sprzeczne? W którym miejscu we wzmiankowanym fragmencie konwencji RE pada słowo "małżeństwo", "homoseksualizm", "lesbijka" lub "parada równości"? 

Oczywiście, zachowuję się obłudnie, bo tak naprawdę doskonale wiem, o co chodzi księdzu Gowinu. Tradycyjne rozumienie małżeństwa opiera się dokładnie na pojęciu niższości kobiet i stereotypowych rolach kobiet i mężczyzn. Kobieta ma siedzieć w kuchni, rodzić dzieci, sprzątać i prać, podczas gdy mężczyzna ma brylować w świecie, zarabiać pieniądze i polować na mamuty. Zaskakuje mnie głównie to, że Gowin tak otwarcie przyznaje, że polska tradycja oparta jest na uznaniu niższości kobiet za naturalną. Nie rozumiem natomiast, skąd pomysł, że wyrównanie praw i promowanie równej roli kobiety spowoduje legalizację związków osób homoseksualnych. Mężczyźni, wystraszeni nagłym wzrostem rangi kobiet płci odmiennej, nagle staną się homoseksualistami i pobiegną do USC domagać się związków? To chyba tylko ksiądz Gowin jest aż tak niepewny swojej orientacji...
A pan jako polityk o przekonaniach konserwatywnych nie może zgodzić się na promocję związków homoseksualnych i feminizmu w Polsce? 
- Jako minister sprawiedliwości stoję na straży Konstytucji RP. A jako człowiek kierujący się zdrowym rozsądkiem nie dam się przekonać, że jeśli zacznie pan pełnić określone role społeczne, to stanie się pan kobietą...
Tego nie umiem skomentować, bo nie wiem, ile trzeba zjeść grzybków halucynogennych, żeby poznać kręte drogi, którymi pobiegł chyżo umysł Gowina. Czy chodzi o to, że człowiek gotujący obiad staje się kobietą? Mąż niebijący żony staje się kobietą? Kobieta wyzbyta niższości staje się kobietą? Nie, no, nie rozumiem :(
Podpisanie i ratyfikacja konwencji Rady Europy w sprawie zapobiegania i zwalczania przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, otwiera w Polsce furtkę środowiskom feministycznym i związkom partnerskim rozumianym jako związki homoseksualne. Co gorsze, podpisanie konwencji RE zobowiązywałoby Polskę do promowania postaw homoseksualnych i aktywnego zwalczania poglądu, że małżeństwo, to jest związek kobiety i mężczyzny, a przecież taki pogląd jest wpisany w polską konstytucję.
ALE W KTÓRYM MIEJSCU OJCZE -- bo jeśli chodzi o ten artykuł 12, punkt czwarty, to może ja jakiś ślepy jestem, ale za cholerę nic tam w ogóle nie widzę o małżeństwie jako związku kogokolwiek. Ten wyraz się tam nie pojawia. 

Pominąłbym "promowanie postaw homoseksualnych", bo blog traktuje o heteroseksualistach, ale wzrusza mnie rozmiar obaw księdza Gowina przed nagłą zmianą własnej orientacji. Co to jest postawa homoseksualna? Czy jeśli stanę z rąsią na biodrze, to prezentuję postawę homoseksualną? A może mam się kusząco wypiąć? Jak to się promuje, i to jeszcze w sposób wpływający na orientację posłów Gowinów? I gdzie na miłość Bogini ta konwencja o tym wspomina?
A pan, ze swoimi prawicowymi poglądami, na to się nie godzi? - Nie z poglądami prawicowymi, tylko zdroworozsądkowymi.
Oczywiście, wszystko, co konserwatywne, jest zdroworozsądkowe, dlatego nadal mamy niewolnictwo, kobietom nie wolno głosować, małżeństwa osób różnej rasy są zakazane, a w Sejmie wisi krzyż... ups...
Jako poseł będę głosował przeciwko konwencji. Nie chcę, żeby w Polska była przymuszana do promocji homoseksualizmu.
ALE JAKIEJ ZNOWU PROMOCJI NA MIŁOŚĆ DWÓCH KUSZĄCYCH FEMME BOGIŃ. Jakaś mania straszna. "Czy lubi pan mleko? Sprzeciwiam się promocji homoseksualizmu! Jaka jest pana ulubiona pora roku? Sprzeciwiam się promocji homoseksualizmu! Czy często ogląda pan musicale i słucha Celine Dion? Sprzeciwiam się promocji homoseksualizmu!"
Prof. Piotr Winczorek, autor komentarza do konstytucji, o pańskim oporze przed podpisaniem konwencji powiedział „Gazecie Wyborczej”: Pan minister Gowin jako konserwatysta być może ceni sobie tradycyjną rolę kobiety jako matki i gospodyni domowej, ale nie znajduję żadnych podstaw do twierdzenia, że taki model promuje polska konstytucja. (…) Nierówność płci bywa uwarunkowana kulturowo czy religijnie, ale polska konstytucja odnosi się do tych uwarunkowań, gwarantując równość.
- Pan prof. Winczorek powołuje się na słowa, których nigdy nie wypowiedziałem.
Pan profesor Winczorek prawdopodobnie tak samo jak ja usiłuje dociec, co ksiądz Gowin ma na myśli wygadując androny o tym, że równy status kobiet zlikwiduje małżeństwa osób różnej płci...
Czy wg pana, kobieta powinna zajmować się domem i wychowywać dzieci, kiedy mężczyzna pracuje i robi karierę zawodową? 
- Kobiety mają dokładnie takie samo prawo do kariery zawodowej jak mężczyźni.
Zwracam uwagę, że to nie jest odpowiedź na zadane pytanie. Jest to hipokryzja tego samego rozmiaru, co stwierdzenie, że osoby homoseksualne mają takie same prawa, jak heteroseksualne, bo przecież też mogą wziąć ślub z osobą odmiennej płci.

Posłankę PiS Krystynę Pawłowicz pozwolę sobie krótko załatwić odmownie.
Przeciwko feministkom wystąpiła posłanka Prawa i Sprawiedliwości Krystyna Pawłowicz, która broniła ministra Gowina i atakowała dokument Rady Europy. Mówiła, że "definicja płci w tej konwencji jest absurdem sprzecznym ze stanem naturalny", oraz zaatakowała stosowane w konwencji pojęcia stereotypowych i niestereotypowych ról płciowych.
A won do kuchni babo, co w mediach siedzisz, dzieci płaczą, mąż nienakarmiony, pranie niezrobione.

Kolejna baba, co nietradycyjnie zamiast mężowi gotować, to w mediumach siedzi i wygaduje choć jej się od tego mózg przegrzewa, to rzecznik Loose (specjalnie nie piszę rzeczniczka, żeby się biedactwo nie obraziło):
"Zastrzeżeniem związanym z tym aktem prawa międzynarodowego jest definicja społeczna płci i związane z nią obowiązki promocji postaw społecznych. W tym zakresie konwencja wykracza poza konstytucyjny system uwarunkowań aksjologicznych" - tak na nasze pytanie o przyczynę zastrzeżeń ministra odpowiedziała jego rzeczniczka Patrycja Loose.

Poproszona o sprecyzowanie, na czym ta aksjologiczna niespójność polega, odpowiedziała, że definicja płci zawarta w konwencji "nie jest spójna" z konstytucyjną zasadą ochrony godności człowieka oraz z art. 18 konstytucji mówiącym, że "małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką RP".
Powiedziałbym, że wszystko jasne, gdyby nie to, że nic tu nie jest jasne. "Konstytucyjny system uwarunkowań aksjologicznych" kojarzy mi się z tym oto komiksem o Dilbercie:


No, więc w konstytucji najwyraźniej siedzi coś, co się nazywa systemem uwarunkowań aksjologicznych. Cokolwiek to może być, jest to sprzeczne ze stwierdzeniem, że powinno się unikać praktyk opartych na pojęciu niższości kobiet. Uznanie równości kobiet jest sprzeczne z zasadą ochrony godności człowieka. O małżeństwie już mówiliśmy -- uznanie równości żony Anny spowoduje u posła Gowina gwałtowne przejście na homoseksualizm oraz wprowadzenie w Polsce związków partnerskich, a pierwszym, który w związek wstąpi, będzie sam Jarosław. A mówi nam o tym kobieta, która wylazła z kuchni, bo ma za długi łańcuch, że posłużę się tym jakże uroczym porównaniem Korwinka.

Hmm. Zastanowiło mnie. Gowin nazywa się Jarosław. Czy wszystkie Jarosławy w Polsce są na silnych psychotropach?
21:08, navaira
Link Komentarze (10) »
wtorek, 07 lutego 2012
Bo laska maga...
...przelecieć się nie da, czyli zapraszam znowu jak najprędzej do nowokainy w szczytowej (hjehje) formie:
Seks jako metoda przejmowania kontroli to prawie jak słynne plemniki Januszka Korwina. Swoją drogą, ciekawe jak wygląda lista NJN istot nadrzędnych, pod względem wdzierania się do organizmu. Bo ja widzę to tak:
  1. Bakterie
  2. Faceci
  3. Tampony
  4. Ginekolodzy ze wziernikami
18:14, navaira
Link Komentarze (6) »
środa, 04 stycznia 2012
Dziś: Pan Król -- artysta podrywu
(Podziękowania dla redezi.)

Pierwsze dwa wrażenia, jakie odniosłem na widok artykułu "Król podrywu" Marty Wroniszewskiej były negatywne. Po pierwsze primo, spojrzałem na zdjęcie i pomyślałem "o rany, ale oblech". Bardzo państwa przepraszam za swoje chamstwo, ale co poradzę, tak mi się pomyślało. Po drugie zaś primo, przeczytałem pierwszy akapit:
Relacja między kobietą a mężczyzną powinna wyglądać, jak relacja w tańcu. On prowadzi, a ona daje mu się ponieść. Ufa mu całkowicie. I idzie razem z nim
Czyli: pan Król uprzedmiotawia kobietę od razu w pierwszym, wybitym akapicie -- mężczyzna prowadzi, kobieta jest jak Mercedes -- łatwego prowadzenia, miejsca wyznaczone i ruszamy do tańca.
Nie lubię rozmawiać o pieniądzach, zwłaszcza gentleman nie rozmawia o pieniądzach w towarzystwie pięknych kobiet.
W towarzystwie brzydkich kobiet i innych gentlemanów zwłaszcza rozmawia? Innymi słowy, odpowiedź na pierwsze pytanie ocieka seksizmem.
Tak, obecnie mamy terminy zarezerwowane z miesięcznym, dwumiesięcznym wyprzedzeniem. I chodzi o szkolenia zarówno dla mężczyzn, jak i kobiet. Szkolenia dla kobiet zaczęliśmy na początku 2011 roku.

Kto jest głównie twoją klientelą?

Ciężko wyodrębnić jakąś konkretną grupę. Choćby wiekowo. Są osoby, które maja 19 lat, a najstarszy kursant miał 74 lata. Średnia wieku to 30-40 lat. Z różnym wykształceniem. Są ludzie, którzy wykonują proste zawody i ludzie, którzy mają dwa doktoraty, albo są profesorami na uczelni. Przychodzą majętni biznesmeni. Ale jest jeden wspólny mianownik dla wszystkich tych facetów - oni chcą sobie znaleźć kobietę na stałe.
Czyli kursy dla kobiet adresowane są do lesbijek, które chcą sobie znaleźć kobietę na stałe. To się chwali, znaczy, nie homofob. (Oczywiście żartuję.)
Zazwyczaj ci mężczyźni są superfacetami, ale nie potrafią tego podkreślić. Kobiety nie zwracają na nich uwagi. My im pomagamy odkryć w sobie to coś i uczymy jak to wyeksponować.

Jak wygląda szkolenie? Jak znaleźć wspólny mianownik dla 19 letniego chłopaka i siedemdziesięcioczteroletniego mężczyzny?

Bardzo łatwo, całą wiedzę opieramy na psychologii ewolucyjnej, czyli na tym, jakie są różnice między kobietą i mężczyzną.
Jezu, Jezu (nieczyt.)
Szkolenia robimy w małych grupach - dziesięcio-, góra dwunastoosobowych. Dzięki temu możemy podchodzić do każdego bardziej indywidualnie. Po tej części teoretycznej następuje część praktyczna. Przychodzą hostessy i kursanci na nich trenują. Całkiem komicznie to wygląda, bo kursant ćwicząc potrafi podczas jednych zajęć podejść do tej hostessy sto razy. Wszystko odbywa się na sali. W spokoju. Dzięki temu mamy możliwość korygowania jego zachowania. Zwracamy uwagę na wszystko: sposób w jaki mówi, jak idzie, jak wstaje, pod jakim kątem ustawia się do dziewczyny podczas rozmowy, pod jakim kątem usiąść. Zdradzamy, czy powiedzieć komplement, czy wręcz przeciwnie.
Tu się kryje pierwszy sekret sukcesów Artystów Podrywu (trzeba być ciućmokiem, żeby poważnie siebie określać takim mianem -- pan Król tego miana unika i za to mu chwała). W odzywaniu się kryje się ów. Jeżeli mamy jednego faceta, który siedzi w barze z ponurą gębą i do nikogo się nie odzywa, oraz drugiego, który podejdzie do każdej laski w barze i się do niej odezwie, chyba oczywiste jest, że ten drugi ma większą szansę sukcesu (cokolwiek tym mianem określamy). No i jeśli kursantowi nawciskamy do głowy, że do tej pory po prostu pod złym kątem siadał, a teraz już siada pod dobrym, to może w tym barze naprawdę się nawet do kogoś odezwie, zwłaszcza, gdy...
Potem ruszamy w teren. Do galerii handlowej. Tam sa obce dziewczyny. Kursant się na nich uczy, pod naszym okiem oczywiście.
...nauczymy go, że odezwanie się do kobiety płci odmiennej nie musi skutkować eksplozją nuklearną, wyginięciem dinozaurów i zostaniem pobitym do nieprzytomności przez feministkę.
On ma do niej podejść i zacząć jakkolwiek interakcję. Cel jest jeden, ma zdobyć numer telefonu. Dlaczego dziewczyny podchodzą do tego pozytywnie? Ano dlatego, że nie uczymy technik manipulacji. On nie ma za zadanie zamieszać jej w głowie, ani jej okłamywać. Uczymy zwykłej, normalnej rozmowy. Żadnych masek.
Jak to nie uczymy technik manipulacji? Wysyłamy faceta na obcą dziewczynę, która nie wie, że jest obiektem "artystycznego podrywu" i każemy mu zdobyć jej numer telefonu. Ona potem idzie do domu przekonana, że rozmawiała, być może, z miłym gościem, który do niej zadzwoni i który ją wyjątkowo polubił i wybrał z tłumu. Tymczasem miły gość...
W ciągu jednego sobotniego wieczoru kursanci są w stanie poznać 50 dziewczyn, z czego pięć da im numer telefonu. Są bogatsi o te pięć numerów
...traktuje ją wyłącznie jako numerek na liście lasek do poznania. Jeśli to nie jest manipulacja ani okłamywanie, to co jest?
Niedziela jest poświęcona pracy nad sobą. Bo najważniejsze jest to, aby kursant się zmienił, bo to zazwyczaj w nim tkwi problem. On musi zmienić swoje przekonania, sposób mówienia, popracować nad pewnością siebie. [...] Na początek zadaję mu pytanie: Czy ty chcesz, aby do twojego życia, które sam uważasz, że jest do kitu, weszła kobieta? Jak chcesz ją zwabić, jeśli cały dzień narzekasz? Pokazuję mu, że sukces w relacjach z kobietami, nie leży w dobrych i skutecznych tekstach na podryw. Nie chcę uczyć sztuczek. Sukces leży, tak na dobrą sprawę w tobie samym, chłopie. Jak masz fajne życie i jesteś z niego zadowolony, odnosisz sukcesy, to rośnie twoja pewność siebie. Wtedy wystarczy, że podejdziesz, uśmiechniesz się, przywitasz. Radość przyciąga ludzi. To działa nawet na wiecznie skrzywione panie w urzędzie.
Z tym nie da się nie zgodzić. Szkoda, że trzeba to ludziom mówić na kursie podrywu, ale cóż, lepiej tam, niż nigdzie.
Powiedziałeś, że uczysz prostych technik i dodajesz "plus seksualność". Jak w weekend nauczyć faceta mapy kobiecego ciała, zakładając, że każda kobieta jest inna?

W Perfect Dating uczymy, jak sprawić kobiecie przyjemność, tego co to jest na przykład wytrysk kobiecy. Co sprawia kobietom niesamowitą przyjemność. Pokazujemy techniki, przy pomocy których ze stuprocentową pewnością możemy powiedzieć, że bez wyjątku każda kobieta będzie mieć wspaniałe orgazmy.
Bo bez wyjątku każda kobieta jest taka sama, rzecz jasna, i każda to samo lubi w łóżku. Ona i jej inny mózg.
Przeglądałem podręczniki na temat relacji męsko damskich. To temat raczkujący. Natomiast ludzie, którzy są praktykami, którzy poświęcili lata na to, żeby wyłapać pewne zależności - wiedzą, że te są wspólne dla ogółu ludzi. Niezależne od kultury, narodowości.
Na przykład ogół kobiet miewa regularne wytryski kobiece.
Sam byłem w sytuacji, kiedy skończyłem długi związek. i nagle okazało się, że nie wiem jak to robić. Miałem dwadzieścia lat.
Jak można skończyć długi związek mając dwadzieścia lat?
Pierwszy artykuł był o tym, że do kobiety trzeba podejść. Pomyślałem, że to by miało sens, że dziewczyny same nie podchodzą. Być może dlatego, że nie jestem przystojny. A może jestem zbyt przystojny.
Oj nie, nie sądzę.
Drugi artykuł był o tym, żeby nie być zbyt miłym i nie prawić dziewczynom komplementów. Na początku trzeba trzymać dziewczynę na dystans.
Najlepiej przywiązać do kaloryfera, żeby się nie rzuciła na zbyt przystojnego artystę, rzecz jasna.
W trzecim było kilka tekstów, którymi zaczynać rozmowę, żeby ci się język na początek nie zaplątał.

Uzbrojony w wiedzę z tych trzech artykułów poszedłem na pierwszą imprezę i poznałem 54 kobiety.
A wszystkie co do jednej wyjątkowe. A nie, zapomniałem, wszystkie kobiety są takie same.
Ale poszedłeś w ilość nie w jakość.

Jakość wynika z ilości. Skąd ja mam wiedzieć, która dziewczyna jest fajna. Trzeba z nimi rozmawiać.
To niezwykłe odkrycie, ale doceniam, że pan Król uważa, że z kobietami trzeba rozmawiać, a nie tylko trzymać na dystans.
Czy nie wydaje ci się, że problemy w znajdywaniu partnera świadczą o upadku relacji męsko-damskich?

Wychowujemy się na wyidealizowanych obrazach. Sam się tak wychowywałem. Zderzenie z rzeczywistością jest szokujące. Nagle okazuje się, że ludzie mają wady. Facet spotyka kobietę, która wieczorem zmywa makijaż...

Drugi powód wynika stąd, że lansuje się równouprawnienie, zjednywanie płci. Wśród facetów dominuje typ metroseksualny, który przesadnie o siebie dba.
No tak. Gdyby kobiety nie zmywały makijażu, a faceci o siebie nie dbali, o ileż lepiej szłoby im budowanie związków!
Powróćmy do metroseksualnego faceta.

Faceci stali się zbyt wrażliwi. Filmy lansują wizerunek najbardziej ciotowatego facecika, który zbiera najlepsze dziewczyny. Kobiety wrzuca się do podobnego worka.
No tak, do tego worka, który nosi ciotowaty facecik i zbiera do niego dziewczyny.
Mówi się im, że muszą pracować, że muszą robić karierę, że muszą ubierać się i zachowywać, się jak facet. Być twarde. Być męskie, nie okazywać uczuć.
No offense, ale to właśnie tacy, jak pan Król mówią kobietom, że uczucia są objawem histerii i powinny się zachowywać "normalnie".
Na kursach uczę, żeby facet nie przynosił na początku kwiatów, nie zabierał dziewczyny do drogiej restauracji, nie robił za jej taksówkarza. To nie jest męskie. To jest pewna forma manipulacji. Bo ten facet nie chce zdobyć kobiety dzięki swoim zaletom, tylko chce ją przekupić prezentami drogimi.

A ja mu mówię: Poznaj najpierw tę dziewczynę. Dlaczego masz na nią wydać tysiąc złotych, kiedy znasz ją dopiero pięć minut. Nie robisz tego przecież dla swoich znajomych, których znasz dziesięć lat. Widocznie chcesz coś zamaskować. Nadrobić kasą. Będziesz w związku kupuj kwiaty, urządzaj romantyczne kolacje, przynoś prezenty. Dlatego, że chcesz docenić to, jaka jest a nie dlatego, że chcesz dobrać się do jej majtek.
Ciężko mi się z tym nie zgodzić, tylko co z tego, skoro dla pana Króla to jest dowód, że...
Tu chodzi raczej o pokazanie facetom, że kobiety myślą inaczej, niż my - faceci. Mamy inne mózgi.
Czyli gdyby kobieta facetowi przynosiła prezenty, kupowała kwiaty i zabierała go do drogiej restauracji to by na niego świetnie działało, tak? Bo męskie mózgi są inne i lubią dostawać prezenty od osoby znanej pięć minut?
Tu nie chodzi o to, żeby facet manipulował, tylko zrozumiał jak myślą kobiety. Żeby zaczął mówić jej językiem. Jeśli mężczyzna próbuje rozmawiać z kobietą jak ze swoim kumplem, to nie trafi do niej.
Ale to nie dowodzi, że kobiety mają inne mózgi, tylko tego, że inaczej rozmawia się z obcą osobą, którą chcemy lepiej poznać, a inaczej z kumplem. Wydaje mi się, że nie rozumieją tego tylko socjopaci.
Dajesz stuprocentowe gwarancje na zdobycie kobiety. Ale tym samym sprowadzasz nas kobiety do jednego mianownika. Wrzucasz do jednego wora. To pokazuje, że albo my kobiety jesteśmy głupie, albo ty myślisz, że my jesteśmy głupie.

To samo można by powiedzieć o całej psychologii, że to jest wrzucanie całej ludzkości do jednego wora i że ludzie są głupi. Chodzi o główne zasady relacji międzyludzkich, relacji z płcią przeciwną.
Tym razem to pani dziennikarka się pomyliła. Pan Król nie daje gwarancji, że szkolony zdobędzie KONKRETNĄ kobietę. Daje gwarancję, że zdobędzie JAKĄŚ. Podejdzie do pięćdziesięciu i zdobędzie pięć numerów. Szkoda, że ani pan Król, ani panowie szkoleni nie zastanawiają się, czy przypadkiem te pięć dziewczyn, które im dało numery nie mają jakichś cech wspólnych, a jeśli tak, to jakie.
A geje?

Nie pracowałem z gejami.

A podjąłbyś się?

Myślę, że nie. Nie interesuje mnie ta tematyka. Tak jak powiedziałem wszystko, co robię musi mnie interesować.

Ale to też jest psychologia związków.

Ale mnie nie interesuje psychologia. Mnie interesują relacje damsko-męskie.
Niechęć do pracowania z gejami bierze się z seksizmu pana Króla, który uważa, że kobiety mają inne mózgi. A zdziwiłby się może, gdyby spróbował.
Zawsze było tak, że to mężczyzna był głową rodziny. Mam przyjaciółki, które mają, jak to się mówi jaja. Mają umysłowe jaja większe niż większość facetów, których znam. I one sa samotne. Bo wszyscy faceci są dla nich mięczakami. Takie dziewczyny muszą znaleźć sobie faceta, który jednak będzie miał silniejszy charakter niż one. Że będzie mógł je prowadzić.
I żeby w mordę dawał regularnie, to się laska zaraz ugrzeczni.
Czyli jaka jest rola kobiety w rodzinie?

Kobieta, która jest u boku mężczyzny.
O! I jest płcią, która ma szczególnie uprzywilejowaną pozycję!
Jesteśmy słabą płcią?

Fizycznie tak. Większość mężczyzn jest silniejszych od większości kobiet i tak to wymyśliła natura. To facet polował i zdobywał mięso. A kobieta siedziała w domu i zajmowała się kolejnymi dziećmi. Nie wiem czy wiesz, ale kobieta to kilkadziesiąt tysięcy lat temu miała okres tylko dwadzieścia - trzydzieści razy w życiu, bo resztę czasu była w ciąży. Dlatego faceci wyrośli wielcy i silni, a kobiety są mniejsze i delikatne.
A to ma niesamowicie dużo wspólnego ze światem, w którym żyjemy dzisiaj, w którym siła fizyczna jest niezwykle na co dzień potrzebna do sprawowania władzy i pracy w dowolnym zawodzie płatnym powyżej średniej krajowej.
A co myślisz o parytetach?

Myślę, że są bez sensu.
To mnie zupełnie nie zaskoczyło.
Faceci zajmują wyższe stanowiska. Dlaczego? Bo kobiet nie ciągnie w tę stronę. W polityce, nie ma tylu kobiet. Z tego samego powodu.

Nie zgadzam się z tobą. Nie ma równych szans.

Znam trochę ludzi i to faceci interesują się polityką. Żadna moja przyjaciółka nie interesuje się polityką. One mają swoje tematy. Czemu w Polsce kobiety nie grają w piłkę nożną? Czemu nie pracują w kopalniach? Bo ich nie ciągnie.
Temu, robaczku:



W firmie nie można narzucić, że będzie 30 dyrektorów mężczyzn i 30 dyrektorów kobiet. To wprowadza sztuczne zależności.
Za to 59 dyrektorów mężczyzn wprowadza zajebiście naturalne zależności.
Mówisz, że facet powinien się myć, powinien trzymać szeroko nogi, żeby pokazać kobiecie, że ma duże jaja...

Faceci jak wychodzą w swoim gronie, to tak właśnie gadają. Ja trafiam do ludzi dzięki tej prostocie, dzięki temu, że wykładam kawę na ławę. Mówię im, że mają się umyć. Dlaczego? Bo nikt inny im tego nie powie. Bo część moich znajomych śmierdziała. Wróg ci tego nie powie. Wszyscy będą się z ciebie śmiać. Powie ci to jedynie przyjaciel. Dlatego mówię tym facetom wprost: Zachowaj higienę!
Przyznam, znowu pan Król zaskakuje mnie pozytywnie -- mi by nie przyszło coś takiego do głowy, a on niby metroseksualnych nie lubi, a tu proszę, każe się myć. Niesamowite.
Czy myślisz, że kobietami w wyborze partnera kieruje tylko to, co ma między nogami?

Nie, tu chodzi tylko o sposób siedzenia.
No tak, sam bym nie spojrzał na faceta, który siedzi niewłaściwie, to jest cecha kompletnie dyskryminująca w związku.
To był tekst dotyczący gry wstępnej. Facetowi wystarczy dwie minuty, żeby osiągnąć orgazm. Natomiast kobiecie potrzeba 25 minut. A faceci o tym nie wiedzą. Na filmie to wygląda fajnie. Zaczynają się pieścić. Potem jest reklama, a po reklamie leżą zadowoleni obok siebie. Muszę powiedzieć facetowi, żeby nie traktował dziewczyny jak ręki - skupił się na grze wstępnej.
Ach, a już się bałem, że nie dowiemy się, jak wyglądają zaawansowane techniki seksualne. :)
Mówię rzeczy, które są uniwersalne. Mówię, idź przez życie z podniesioną głową. Pokaż, że masz w życiu cel. To są proste reguły. [...] Wszystkie rzeczy mają zastosowanie nie tylko w komunikacji męsko damskiej.
I to mimo, że kobiety mają inne mózgi! ESCANDALO
To mu pomoże w wielu innych aspektach życia. Dogada się z kanarem, wściekłą panią na poczcie, a nawet być może naprawi relacje z matką.
Oczywiście wyłącznie z kanarem-heteroseksualną kobietą, z uwagi na inność mózgu...

Trochę się natrząsam z pana Króla, trochę podziwiam, bo trzeba mieć wielki tupet i pewność siebie, żeby z takiej bucery zrobić wielki biznes i wcisnąć ludziom, że trzeba się tego uczyć na szkoleniach. Niewątpliwie łatwiej jest zagadać do 50 dziewczyn po kolei, jeśli na głowie mamy wkurzonego pana Króla, a w kieszeni o, bo ja wiem, 2000 zł mniej i wiemy, że jeśli nie zagadamy, to kasa będzie stracona; a jeśli już zagadamy do 50 dziewczyn, to z 51 pójdzie nam o wiele łatwiej. Niewątpliwie większe szanse na sukces mamy, jeśli się uśmiechamy, myjemy (choć za dużo tych metroseksualistów inwestujących w mydło...). Poza tym, uprzedmiotowianie kobiet również jest techniką psychologiczną -- trudniej nam się przemóc i zaczepić piękną istotę ludzką, którą postrzegamy jako równą nam lub postawioną od nas wyżej, o wiele łatwiej zaczepić estetyczne pudło z innym mózgiem, którego zadaniem jest wiernie stać u naszego boku i nie interesować się polityką.

A co by powiedziało na temat tego wywiadu 45 zaczepionych kobiet, które mimo właściwego kąta siedzenia, umytych jaj i trzymania na dystans zamiast prawienia komplementów kazały artyście podrywu spadać na bambus? Może by powiedziało dużo ciekawych rzeczy -- na przykład, że jednak nie wszystkie mają identyczne mózgi, że nie na każdą działają dokładnie te same zagrywki, że niektóre nie lubią być traktowane przedmiotowo. Ale co pana Króla obchodzi, co takie inne mózgi sobie myślą? I tak by nie zrozumiał.
11:11, navaira
Link Komentarze (45) »
czwartek, 29 grudnia 2011
O biblijnych faktach, księżach i zmywarkach, czyli feministki atakują
Feministki proponują walkę kobiet z mężczyznami, aktywiści gejowscy proponują izolację mężczyzn i kobiet, a Bóg proponuje wzajemną miłość.

To tak samo, jak hipisi!

Na początek warto sprecyzować znaczenie pojęcia "feminizm" - pisze ks. Marek Dziewiecki w katolickim magazynie studenckim TRYBY.

No to zadzieram kiecę, chciałem powiedzieć habit, i lecę czytać precyzyjne definicje, bo ja tu swoje feministyczne gadu-gadu, ale któż lepiej się zna na feminizmie, niżli ksiądz.

Otóż, nie jest feministką ta kobieta, która jest świadoma własnej godności, która o tym głośno mówi, która stanowczo sprzeciwia się poniżaniu kobiet (także przez prostytucję czy pornografię) oraz wszelkim formom dyskryminowania kobiet w stosunku do mężczyzn. Przeciwnie, ktoś taki w precyzyjny sposób odczytuje zamysł Boga, który stworzył kobietę w szczególnie uprzywilejowanej pozycji: jako tę, która stanowi pomoc dla mężczyzny.

No proszę! Moją zmywarkę też stworzył w szczególnie uprzywilejowanej pozycji: jako tę, która stanowi pomoc dla mężczyzny. Wniosek: wśród płci wyróżniamy płeć podstawową (męską) oraz dwie płci uprzywilejowane (kobiety i zmywarki).

Ten biblijny fakt

Hihi.

ma podwójne znaczenie, gdyż świadczy o tym, że mężczyzna potrzebuje pomocy w swoim rozwoju i że kobieta jest na tyle niezwykła - i w niektórych aspektach dojrzalsza od mężczyzny - że takiej pomocy może mi udzielić.

Ja na przykład chodzę na siłownię, która pomaga mi w moim rozwoju fizycznym, oraz do psycholożki (KOBIETY), która pomaga mi w moim rozwoju umysłowym. Bóg stworzył siłownię w szczególnie uprzywilejowanej pozycji!

Równie wyraźnie niezwykłość kobiety podkreśla Jezus nie tylko wtedy, gdy stanowczo broni kobiet przed mężczyznami - krzywdzicielami, ale gdy stwierdza, że kobieta jest godna tego, by mężczyzna z miłości do niej i z zachwytu dla niej opuścił własnych rodziców

O dżizas, nie wiedziałem, że Jezus namawia mężczyzn, aby porzucali swych rodziców dla kobiet płci odmiennej. o_O I to rodziców płci męskiej i żeńskiej! Wynika z tego, że płci mamy już sześć: płeć podstawową (mężczyzna), płci uprzywilejowane (kobieta, zmywarka i siłownia) oraz płci poboczne (rodzice).

Z perspektywy chrześcijaństwa feministki to nie te kobiety, które są świadome swej godności i które potrafią bronić swej wyjątkowości oraz swego kobiecego geniuszu, ale przeciwnie - to te kobiety, które rezygnują ze swej kobiecości oraz niepowtarzalności i starają się upodobnić do mężczyzn.

Nie wiedziałem, że chrześcijaństwo ma perspektywę, z której postrzega feminizm. W których rozdziałach Biblii pisze się o feminizmie? Chętnie się dokształcę, polemizować nie będę, bo jakże tu polemizować z Pismem Świętym.

Nawiasem mówiąc, zdawało mi się, że na początku mieliśmy sprecyzować, co to ten feminizm.

Takie kobiety nie wierzą w to, że jakiś mężczyzna może pokochać je wiernie i na zawsze. W konsekwencji są przekonane, że pozostaje im już tylko walka z mężczyznami i zadowalanie się jakąś formą zadowolenia

...albo wibratorem...

które nie wiąże się z miłością, lecz z karierą zawodową, społeczną, finansową czy polityczną.

W odróżnieniu od księży, którzy poświęcają karierę zawodową na ołtarzu (SEE WHAT I DID THERE) miłości i związku z kochającą kobietą, pozostając jej wiernymi i na zawsze.

To właśnie dlatego - w (nieświadomym?) poczuciu niższości i kompleksów - feministki publicznie i w sposób agresywny atakują te kobiety, które są dumne ze swojej kobiecości - a nie z naśladowania mężczyzn

Np. Beatę Kempę i Annę Sobecką, istotki znane ze swojej kobiecości.

Feministki są tak "reprezentacyjne" dla kobiet jak homoseksualiści są "reprezentatywni" dla mężczyzn.

W odróżnieniu od księży i zakonnic, którzy są nadzwyczaj "reprezentatywni" dla mężczyzn i kobiet.

Poparcie to wynika z faktu, że lewica i laickie media wspierają wszystkich, którzy osłabiają małżeństwo i rodzinę i którzy kierują się w życiu popędem, orientacją seksualną, karierą zawodową i czymkolwiek innym, byle nie miłością, realizmem i Dekalogiem.

Hihi, realizmem i Dekalogiem. Swoją drogą ciekawe te paranoiczne myśli o lewicy pragnącej osłabić małżeństwo i rodzinę. Mógłby ksiądz sprecyzować, jakiego rodzaju zyski lewica dzięki temu osiąga i kto za tym wszystkim stoi? (Sprawdzić, czy Lenin nie siedzi z tyłu.)

Właśnie dlatego feministki - mimo że nieliczne - wyciskają mocne, negatywne piętno na współczesnej kulturze i obyczajach, a zwłaszcza na relacji kobieta - mężczyzna. Przejawem tego piętna jest lęk sporej grupy mężczyzn przed kobietami

To nie mężczyźni, panie ksiądz, jeno cioty jakieś. (Przepraszam za język, staram się wczuć.) Prawdziwy mężczyzna kobiet się nie boi, jak takiej pierdzielnie piąchą pod oko, to zaraz się robi cała kobieca i miłująca realizm i Dekalog.

Przy mało kobiecych kobietach, mężczyźni stają się mało męscy. Nie zachwycają się takimi kobietami. Nie są skłonni wiązać się z nimi na całe życie i pokochać je na zawsze.

Czyli: puszczalstwo facetów hetero oraz zostawanie przez nich księżmi jest wyłączną winą feministek. Gdyby głupie były bardziej kobiece i goliły co jakiś czas nogi, na pewno jakiś ksiądz już by je wiernie pokochał.

Skutkiem takiej wizji kobiecości, jaką promują feministki, są jawne i ukryte formy pogardy mężczyzn wobec kobiet. Przykładem są aktywiści gejowscy, którzy swoim stylem życia głośno mówią o tym, że godnymi ich partnerami są jedynie mężczyźni.

Ja naprawdę na miejscu księdza uważałbym z tymi formami pogardy wyrażanymi przez wszystkich, którzy nie chcą spędzić życia u boku kobiety, bo to dla księdza nader grząski grunt.

Podobnie przejawem zamaskowanej formy traktowania kobiet jako istot niższego rzędu jest postawa "postępowych" polityków, którzy patrzą na kobiety z wyniosłością i łaskawie wyznaczają im połowę miejsc na swoich listach wyborczych czy dążą do ustawowego wprowadzenia parytetów. W konsekwencji publicznie deklarują, że bez takiej pomocy kobiety skazane są na porażkę w konfrontacji z mężczyznami.

Podczas gdy zamiast tego mogliby publicznie deklarować, że miejsce kobiety (i zmywarki) jest w domu u boku mężczyzny, dzięki czemu kobiety (i zmywarki) nadzwyczaj szybko znalazłyby się w polityce i u władzy i błyskawicznie wygrały wszelkie konfrontacje. Ach ta podła lewica, szkodząca kobietom za pomocą parytetów.

Feminizm wpływa szczególnie negatywnie na myślenie mężczyzn na temat małżeństwa i rodziny. Mężczyzna, który ulega wpływom feminizmu, traktuje małżeństwo jako ograniczanie kobiet w ich "prawdziwej" karierze.

Uprzejmie informuję, iż uważam się za feministę, a małżeństwo traktuję jako przeżytek dawnych czasów i instytucję kompletnie nieprzystającą do rzeczywistości, co nie ma żadnego związku z karierą kobiet, prawdziwą, czy też "prawdziwą".

W konsekwencji czymś niepożądanym i kłopotliwym staje się dla niego małżeństwo, a tym bardziej rodzicielstwo.

FEMINIZM GORSZY NIŻ ABORCJA

Małżeństwo i rodzicielstwo jawi się jako coś niepożądanego także z tego względu, że wzajemna i nieodwołalna miłość między małżonkami uznawana jest przez feministki jako coś nierealnego.

A skąd ksiądz wziął takie pierdoły? Chciałem powiedzieć, wiedzę? Z którymi feministkami ksiądz rozmawiał? Nazwiska proszę.

Nic więc dziwnego, że w społeczeństwach zdominowanych ideologią feminizmu mamy coraz więcej mężczyzn ulegających ideologii "szczęśliwego" singla lub ideologii "szczęśliwego" geja, którego "miłością" życia staje się drugi mężczyzna.

"Przegiął" "ksiądz" z tymi "cudzysłowami" "nieco". Nie pochodzę nawet ze społeczeństwa "zdominowanego" ideologią feminizmu, a jednak "mam wrażenie", iż o wiele bardziej zdrowe i realistyczne jest bycie "szczęśliwym" gejem, którego "miłością" życia staje się drugi mężczyzna, niż gościem w sukience, którego "miłością" życia jest jego niewidzialny przyjaciel, który za pośrednictwem "głosów w głowie" dyktuje gościowi w sukience, jak mają żyć wszyscy inni oraz wciska jakieś androny o poglądach feministek.
22:17, navaira
Link Komentarze (18) »
poniedziałek, 12 grudnia 2011
Dziś o indoktrynacji
Rozmowa z Gabriele Kuby, socjolog i pisarką z Niemiec w najnowszym numerze kwartalnika FRONDA... i już prawie wszystko wiadomo, ale nawet Fronda nie zawsze dostarcza takich ilości lolkontentu :)
Widzimy obecnie dwa równoległe prądy w kulturze europejskiej – upadek wiary i seksualizację społeczeństwa. Warto zapytać, czy istnieje związek między tymi zjawiskami? Według mnie, on istnieje i jest to związek przyczynowo-skutkowy.
Według mnie on istnieje, ale myślę, że rozumiemy to w różny sposób. Poza tym pani Kuby wydaje się uważać, że to trendy negatywne.
Jeśli mówię, że kogoś kocham, to znaczy, że deklaruję wyłączność tego wyboru na teraz i na zawsze. Wielkim pytaniem jest to, jak mogę urzeczywistnić taką wartość w moim życiu. Moim zdaniem, nikt nie pisał o tym więcej i głębiej niż papież Jan Paweł II.
Znany z tego, że był przez całe dekady szczęśliwy ze swoją żoną i w licznych encyklikach opisywał przeżyte przez nich obojga piękne chwile przepełnione miłością.
Na czym polega niezmienna wartość antropologiczna czystości przedmałżeńskiej? Antropologia Księgi Rodzaju mówi wyraźnie, że człowiek został stworzony jako mężczyzna i jako kobieta
Naraz?
i powierzone mu zostało zadanie rozmnażania się, czyli płodności.
Może Fronda nie poradziła sobie z tłumaczeniem tego zdania, ale słysząc o jednym człowieku stworzonym jako mężczyzna i kobieta celem rozmnażania się zaczynam myśleć o ślimakach.
Drugim faktem antropologicznym
To coś jak risercz ziemkiewiczowski?
jest to, że zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boże – z tego wynika nasza nienaruszalna godność. Godność dzieci Bożych wyklucza możliwość, żebyśmy się do czegoś nawzajem używali.
RZUĆ PRACĘ JESZCZE DZIŚ
Na przykład do wykorzystania przez zaspokojenie pożądania seksualnego.
No dobrze, idę po wibrator, aby nie naruszać godności drugiej osoby za pomocą zaspokajania jej i swojego pożądania.
Promiskuityzm seksualny ma bardzo negatywne konsekwencje. Sprawia, że ludzie nie mogą zrealizować swoich nadziei na spełnioną miłość, a w każdym razie drastycznie zmniejsza szanse na jej znalezienie. Jest to bowiem zależne także od przyjętego modelu życia. Każdy człowiek ma w sobie tęsknotę na głęboką miłością i za rodziną.
To zapewne również jest fakt antropologiczny, wynikający z tego, że pani socjolog i pisarka przeprowadziła rozmowy ze wszystkimi ludźmi na świecie i oni co do jednego i jednej (naraz) tęsknili za głęboką miłością i rodziną.
Kiedy tylko dopuszczam do siebie argumenty płynące ze zdrowego rozsądku i zadaję sobie pytanie, jakie są szanse realizacji wartości rodzinnych, to łatwo mogę dojść do wniosku, że wchodzenie w większą ilość związków seksualnych już od młodego wieku pozbawione jest sensu.
Niespecjalnie widzę wynikanie w tym zdaniu. Co mają wspólnego młody wiek, seks, wartości rodzinne i zdrowy rozsądek? Przychodzi mi do głowy głównie konieczność używania prezerwatyw, ale jestem PRAWIE pewien, że pani Kuby ma coś innego na myśli.
Takie wybory nie zmierzają w kierunku, który wskazuje człowiekowi jego natura i nie prowadzą do upragnionego celu.
Z naturą to ja bym bardzo uważał, bo nawet socjobiologia nie zgodziłaby się z panią Kuby w temacie tego, co natura wskazuje np. człowiekowi płci męskiej w wieku lat 19.
Praktyka swobody seksualnej oznacza narażanie swego serca na głębokie zranienia.
Jako praktykujący swobodę seksualną pragnę poinformować, że oznacza ona właśnie NIEnarażanie swego serca na głębokie zranienia. Jeśli nasze serce narażone jest na głębokie zranienia podczas praktykowania swobody seksualnej, powinniśmy rozważyć, czy granice, do których posuwamy się w S/M nie zostały postawione nieco zbyt daleko.
Oznacza także konieczność „zabezpieczania się” antykoncepcją, co znów prowadzi do budowania w sobie poczucia zagrożenia przed potomstwem. Dziś u młodych niejednokrotnie zaczyna się to bardzo wcześnie i utrwala na cały okres aktywności seksualnej.
Monty Python się kłania -- "oni są katolikami i za każdym razem, kiedy uprawiają seks, rodzi im się dziecko. Mają już jedno."
W tak ukształtowanej psychice dziecko staje się największym nieszczęściem
Oj tam największym, nawet my zboczeńcy używający prezerwatyw bardziej boimy się wygranej PiS w wyborach.
a strach przed ciążą paraliżuje i nie pozwala na radość kochania drugiej osoby.
Drugiej to tak, ale tej trzeciej to rzeczywiście nie bardzo.
Problem tkwi w tym, że seksualność silnie oddziałuje na człowieka i ma swoje skutki dla naszej osobowości. Kiedy zakładam rękawiczkę na dłoń, to mogę to robić wielokrotnie i mojej ręce się nic nie dzieje, ale kiedy wypróbowuję seks, jest zupełnie inaczej.
Faktycznie, jak ostatnio założyłem seks na dłoń, było zupełnie inaczej, niż gdy założyłem rękawiczkę. Zwłaszcza, gdy wyszedłem na dwór, a tam grudniowa pogoda.
W organizmie wydziela się oksytocyna i powstaje więź emocjonalna z drugą osobą. Czy tego chcemy, czy nie. Jeśli próba zakończy się niepowodzeniem, ponieważ nie jestem do tego wystarczająco dojrzała, następuje rozerwanie.
Organizmu, rękawiczki czy oksytocyny?
Ludzie, którzy wcześnie zaczynają kontakty seksualne, nie dojrzewają w swoich uczuciach, to zaburza proces kształtowania ich osobowości.
Ja zacząłem w wieku lat 20 i muszę się zgodzić z autorką -- parę lat później zrozumiałem, że trzeba było poczekać jeszcze trochę, bo mając lat 20 byłem zwyczajnie trochę głupi. Ale nie podjąłbym się rozciągania własnych doświadczeń na wszystkich ludzi na świecie.
Jeśli inicjacja seksualna zachodzi wcześnie, w okresie dojrzewania, wtedy wszystko dzieje się w chaosie.
To zależy, jak często sprzątamy w sypialni.
Ten czas powinien być okresem innych pytań: jak kształtować siebie i swoje życie, jak budować relacje z innymi, relacje przyjaźni, współpracy, jaką drogę zawodową wybrać? Wszystko potoczy się o wiele gorzej, jeśli szybko wejdę w związki seksualne.
Zaczynam mieć wrażenie, że pani socjolog jest dziewicą i/lub fanką Natalii Julii Nowak.
Jak już wspomniałam, momentem, kiedy powstają najgłębsze zranienia psychiczne i duchowe, jest rozstanie w związku, w którym istnienie relacja seksualna.
A nie gwałt, pedofilia, śmierć rodziców lub bycie świadkiem masowego mordu?
Powtarzanie takich zerwań czyni osobę niezdolną do zawierania trwałych związków.
Z tego wniosek, iż zawieranie związków czyni niezdolnym do zawierania związków.
W jaki sposób człowiek, który ma za sobą ileś takich rozbitych kontaktów seksualnych, może teraz powiedzieć innemu człowiekowi: „Ja ciebie wybieram na zawsze, ja ciebie kocham”?
Pani Kuby, zdaje się, nie słyszała o rozwodach. Taki na przykład Ludwik Dorn już trzeciej kobiecie mówi takie bzdury. Chciałem powiedzieć, wewnętrzne prawdy, które jako katolik otrzymał od Boga.
Mówimy o aspekcie duchowo-psychologicznym, ale jest jeszcze poziom cielesny. Przede wszystkim zmiana partnera seksualnego podnosi w znacznym stopniu ryzyko zarażenia się chorobami przenoszonymi drogą płciową, niesie też ryzyko zajścia w ciążę
Jak to ryzyko, czy nie chciała pani powiedzieć szczęście związane z otrzymaniem daru Życia?
a zatem stania się rodzicem bez jakiejkolwiek koniecznej do tego dojrzałości lub poddania się aborcji. Obie sytuacje są w gruncie rzeczy tragiczne i nikomu ich nie życzę.
Pani socjolog chyba za często zabezpieczała się antykoncepcją i teraz cierpi na poczucie zagrożenia przed potomstwem.
Jest jeszcze poziom społeczny problemu. Miejsca, jakie zajmujemy, przestają być jasne. Jaką rolę pełnię w rodzinie mojego przyjaciela czy przyjaciółki? Co mam zrobić jako matka, kiedy syn przyprowadza trzecią już „narzeczoną”? Mam znów do niej mówić: „Jak to dobrze, że tu jesteś, witam cię w naszej rodzinie”?
Muszę powiedzieć, że gdyby rodzice mojego chłopaka powiedzieli do mnie coś takiego, uciekłbym z wrzaskiem. Większość normalnych ludzi zaczyna konwersację od "miło cię poznać, jestem Gabriele".
Dziś wpada to wszystko jednak w jakiś bezład. Cała struktura rodziny zostaje zaburzona. Na takich rozbitych relacjach nie można budować społeczeństwa.
I dlatego właśnie wszystkie społeczeństwa oprócz muzułmańskich dawno już upadły.
Gdybyśmy położyli na jednej szali wezwanie do czystości, które może być trudne jak każde wymaganie dotyczące seksualności, zaś na drugiej szali koszty, które powstają w wyniku porzucenia tego jarzma, czyli zaburzenia psychiczne, zranienia wewnętrzne, choroby, rozbicie więzi międzyludzkich, to okazałoby się, że ta druga szala jest o wiele cięższa.
Najwyraźniej jedynym sposobem na bycie szczęśliwym człowiekiem jest zostanie księdzem.
Makrospołecznym skutkiem problemów, o których tu mówimy, jest kryzys demograficzny. Po prostu wymieramy, a mimo to nie budzimy się ze złudzeń.
"Czystość" seksualna rozwiąże kryzys demograficzny i zwiększy rozrodczość? To nowatorskie podejście.
Musimy mieć też świadomość, że sytuacja w Polsce jest zupełnie inna niż w moich rodzinnych Niemczech. W Polsce nie było takiej rewolty studenckiej w 1968 roku jak u nas. U was komunizm chciał zniszczyć rodzinę
Naprawdę? To dla mnie nowość. Niczego takiego na historii mi nie mówiono. ESCANDALO -- KOMUNISTYCZNE ZAKŁAMANIE. Mam nadzieję, że pani Kuby powie nam bardziej szczegółowo, jak komunizm to robił!
Owszem, w krajach komunistycznych rodzina też była pod presją – były aborcje czy państwowe żłobki
ESCANDALO -- PAŃSTWOWE ŻŁOBKI JAKO DEMONICZNE NARZĘDZIE REPRESJI KOMUNISTYCZNYCH!!!
W Niemczech mamy już drugie pokolenie od tamtego czasu. Bardzo często nie ma ono już żadnych wzorów. W Polsce macie jeszcze wzory. U nas młodzi ludzie często pochodzą z rodzin, w których panuje zupełny chaos przez rozwody, ponowne małżeństwa i wolne związki. Młodzi widzą to wszystko u swoich rodziców i traktują jako normę.
#mujborzeicoteraz
Nie ma też już przekazu chrześcijańskiego, ponieważ nastąpiło zerwanie pokoleniowe będące wynikiem rozpadu rodziny.
A czy aby przypadkiem nie jest tak, że instytucja rodziny uległa drobnym zmianom, a przekaz chrześcijański sprowadza się do "macie tak nie robić bo nie" i w związku z tym został odrzucony jako kompletnie niekompatybilny z tzw. rzeczywistością?
Czy rewolucja seksualna była możliwa, ponieważ kultura i wiara chrześcijańska znalazły się w odwrocie? Do dziś jest dla mnie zagadką, dlaczego my, na Zachodzie, byliśmy tak otwarci na ideologie komunistyczne.
To ma związek z rewolucją seksualną, czy wiarą chrześcijańską?
Wszyscy mamy skłonność do tego, by przyłączać się do takich ruchów, a kiedy damy się już opanować relatywistycznym ideologiom, okazuje się, że nie się możemy od tego wyzwolić. Przez całe moje życie, od dzieciństwa, zadawałam sobie pytanie o prawdę i to pytanie o prawdę motywowało całą moją pracę. Ono też pomogło mi rozpoznać, że wiele spraw w tym ruchu '68 było sprzecznych z prawdą.
W odróżnieniu od Biblii, która jest szeroko uznawana za historyczny dokument, w którym każde słowo jest zgodne z prawdą.
Nie dałam się też nigdy uwieść feminizmowi. Już wtedy stało się dla mnie jasne, że jeśli nie będziemy mieli szacunku dla macierzyństwa, to nie ma przed nami żadnej przyszłości. Do dziś pokutuje u nas przekonanie, że kobieta, matka powinna dbać o swój rozwój zawodowy, a dzieci mają być właściwie nie wiadomo gdzie.
Pani socjolog i pisarka, rozumiem, siedzi w domu, zajmując się dziećmi. W wolnym czasie szydełkuje. Jej książki i prace naukawe napisał mąż, a tego wywiadu udziela bratanek.
Przerażające są dane na temat stanu zdrowia psychicznego i fizycznego młodzieży w Niemczech. Ponad 30 proc. młodych ludzi w wieku 16-17 lat ma różne zaburzenia psychiczne. Od 10 do 15 proc. dzieci, które kończą szkołę podstawową, nie potrafi czytać, pisać i liczyć – nie nadaje się wobec tego, by kontynuować naukę. To skutek tego, że kobiety nie chcą być więcej matkami, a mężczyźni ojcami.
Nie do końca rozumiem związek tego, że 15% dzieci kończących szkołę nie umie czytać i pisać oraz tego, że kobiety nie chcą być matkami. Czy są to może dzieci, których matkami są mężczyźni?
Ponieważ mamy w Niemczech prawo przymusu szkolnego, to również edukacja seksualna podlega pod ten przymus. Nie ma możliwości wycofania dziecka z zajęć. Już w szkole podstawowej dzieci są instruowane na temat antykoncepcji, a podręczniki do tych zajęć ocierają się o pornografię. Co więcej, treści te przenikają do innych przedmiotów. Na zajęciach z matematyki liczy się liczbę orgazmów, a na biologii opowiada o tym, kto ile miał z kim stosunków seksualnych.
To cudowne i nadzwyczaj prawdopodobne :D Dodam, że pierwsze zdanie, które dzieci piszą, to "Ala ma łechtaczkę", obowiązuje zakaz mówienia do rodziców per mama i tata, wyłącznie Rodzic A i Rodzic B. Na wuefie obowiązkowe zajęcia z używania dildo, na muzyce -- grupowe śpiewanie utworów grupy E-Rotic, na koniec zaś godzina historii -- dziś o carycy Katarzynie, jutro powtórka z Rasputina.
Niejednokrotnie dzieci same zgłaszają rodzicom, że nie chcą chodzić do szkoły, ponieważ doświadczają obrzydzenia wobec sposobu prezentacji tematyki seksualnej.
Widzę tego siedmiolatka, który mówi mamie... chciałem powiedzieć Rodzicowi A: "Rodzicu A, nie chcę chodzić do szkoły, gdyż doświadczam obrzydzenia wobec sposobu prezentacji tematyki seksualnej".
Co więcej, spotkałam się nawet z przypadkiem zupełnego odrzucenia seksualności u dziewczyny, która przeszła przez edukację seksualną.
Ja zaś spotkałem się z przypadkiem zupełnego odrzucenia seksualności u księdza, który nie przeszedł przez edukację seksualną.
Rodzice nie mają żadnych narzędzi, by skutecznie przeciwstawić się seks-edukacji. Jeśli podejmują zdecydowane kroki, np. zabierając dziecko z zajęć – lądują w więzieniu.
Na tym polega zdaje się obowiązek edukacji tak ogólnie -- dziecko musi uczęszczać do szkoły. Inaczej mamy 10-15% dzieci nieumiejących czytać i pisać (o seksie, rzecz jasna, jakieś inne tematy w ogóle istnieją? Ajdontfinksoł.)
Tak jest jednak nie tylko w Niemczech, to jest dążenie całej Unii Europejskiej, ale także różnych agend Organizacji Narodów Zjednoczonych. ONZ promuje ideologię mającą na celu usunięcie z naszych głów przekonania, że to rodzice są najlepszymi wychowawcami, a rodzina najlepszym środowiskiem dla dziecka.
:D Kiedy słyszę słowa "promocja ideologii" wiem, że zaraz padnie jakiś fakt antropologiczny.
W Niemczech istnieje centralny organ ministerialny odpowiedzialny za uświadamianie zdrowotne ludności. Oni wydają tysiące broszur poświęconych wychowaniu seksualnemu. Współpracują także z Instytutem Pedagogiki Seksualnej z Dortmundu. To jest kuźnia edukatorów seksualnych. Oczywiście wszystkie te publikacje można zamawiać nieodpłatnie. W jednej z takich broszur znalazły się treści pedofilskie zachęcające rodziców do pieszczenia intymnych części ciał dzieci. Poszłam z tym do mediów i ministerstwo usunęło broszurę. Niestety, nie jest to jedyna broszura – w wielu innych zachęca się do podobnych rzeczy. Podstawą myślenia twórców tych materiałów jest ideologia prawa do seksualności od samego początku życia. Zachęca się przecież u nas dzieci do masturbacji. Ma to być sposób na rozwijanie pewności siebie.
Na matematyce, niemieckim czy historii się zachęca? Co za szczęście, że ja się wychowałem w Polsce, gdzie żadnych mastrubacji nikt nie uprawiał.
Niestety, treści te obecne są także w instytucjach Kościoła katolickiego, takich jak np. Caritas czy Związek Kobiet Katolickich. Kiedy próbowałam opublikować tekst krytyczny wobec tego typu praktyk, nie udało mi się to ani w piśmie „Focus”, chociaż jeden z członków redakcji wyraźnie mnie poparł, ani w katolickim „Tagespost”, który odrzucił mój materiał.
MUJBORZE -- Związek Kobiet Katolickich to agenda ONZ mająca na celu obalenie instytucji rodziny!!!
Także Kościół milczy, ponieważ nie rozwinął żadnego alternatywnego programu na temat seksualności.
Jak to nie? Rozwinął -- "nie wolno bo to ZUO".
Pisma młodzieżowe, takie jak choćby „Bravo”, są dziś niczym innym, jak pismami pornograficznymi dla dzieci. Tak produkuje się społeczeństwo pogańskie, które nie ma dużych wymagań wobec moralności seksualnej.
Pani chyba albo dawno nie widziała "Bravo", albo pisma pornograficznego.
Gdzie widzi pani źródła rozsądku i łaski we właściwym rozumieniu ludzkiej seksualności? Książka Karola Wojtyły „Miłość i odpowiedzialność” otworzyła mi oczy na te sprawy.
Już nawet nie mam siły po raz kolejny natrząsać się z księży i papieży jako największych specjalistów ds. seksu i miłości.
Natomiast na ścieżce socjologicznej dużą rolę odegrały wyniki badań zawarte w tomie „Płeć i kultura” J.D. Unwina opublikowanym w 1934 roku przez Oxford University Press.
O, to nowe dzieło, z pewnością od tego czasu nauka ani trochę nie posunęła się do przodu.
Ta książka stawia pytanie, w jakim stosunku do siebie pozostają rozwój danej cywilizacji oraz jej nastawienie do seksualności.
Od 1934 cywilizacja ludzka w ogóle się nie rozwinęła, więc nie ma żadnego problemu, żeby dzisiejsza socjologia kierowała się li i jedynie zaleceniami J. D. Unwina.
Wynikiem pracy Unwina był wniosek, że kultury wysoko rozwinięte istnieją tam, gdzie panują surowe normy seksualne.
Dlatego najbardziej rozwinięta kultura istnieje w Afganistanie, natomiast państwa takie, jak Holandia i Niemcy żyją w degrengoladzie, wyzbyte resztek kultury.
Surowe normy seksualne to znaczy przede wszystkim zachowywanie czystości przed małżeństwem oraz monogamia. Na tym opiera się choćby judaizm i chrześcijaństwo. Na tym opierała się kultura europejska.
Opieranie kultury na monogamii wydaje mi się szalenie kiepskim sposobem na rozwijanie tejże. Nie dałoby się oprzeć jej na wiedzy, sztuce i literaturze?
Poza tym we wspomnianych kulturach występowały surowe normy formalne i nieformalne, które pilnowały przestrzegania fundamentalnych norm. Były to zatem normy zarówno społeczne, jak i prawne, które chroniły te normy, a tym samym chroniły zbiorowość. Teraz to wszystko zostało wyrzucone. I w jakim stanie znajdują się nasze społeczeństwa?
W stanie upadniętym, rzecz jasna, w ogóle już ich nie ma, a na zgliszczach posilają się pornogrubasy i Palikot.
Badania Unwina rzucają światło nie tylko na stan dzisiejszych społeczeństw
Od tyłu to światło rzucają, rzekłbym, zważywszy datę publikacji.
Dziś autonomia człowieka została posunięta tak daleko, że ideologia polityki gender propaguje przekonanie, jakoby każdy mógł wybrać sobie dowolnie płeć. Podobnie rzecz ma się z tak zwaną orientacją seksualną. Możemy zdecydować, czy będziemy heteroseksualni, homoseksualni, biseksualni czy transseksualni.
To mówi pani za siebie, ja nie mogłem nic zdecydować.
Dla mnie jest to znak, że ludzkość bliska jest obłędu.
Pani Gabrielo, przy całym szacunku, nie jest Pani ludzkością.
Ponieważ wydaje nam się, że jesteśmy tacy autonomiczni, to już w przedszkolu uczy się dzieci, że mogą same podejmować decyzje. Ponieważ nie jest łatwo zdusić w ludziach zdrowy rozsądek, dlatego już podczas wstępnej edukacji trzeba im...
...wtykać do głowy treści religijne...
...czytać bajki, w których książę poślubia księcia.
O! Nie zgadłem.
W naszym społeczeństwie mamieni jesteśmy wizją, że możemy czynić zupełnie wszystko, co zechcemy. ONZ już czternastolatkom proponuje wolność wyboru w sprawie aborcji z pominięciem wiedzy i woli rodziców.
A przecież o ile byłoby lepiej, gdyby czternastolatki zmuszać do rodzenia!
Mamy dziś do czynienia z pojęciem wolności, które zostało okrojone ze swojej pełni.
Okrojenie pojęcia wolności za pomocą proponowania wolności wyboru niezupełnie mnie przekonuje... Więcej jest w tym tekście kwiatków, ale tak naprawdę wyśmiewanie Frondy jest zwyczajnie zbyt proste. Pani socjolog (nie socjolożka rzecz jasna, gdyż nigdy nie uwiódł jej feminizm) kierująca się w pracy naukowej książką z 1934 roku, nawracająca się na katolicyzm podczas modlitwy do statuetki Buddy, ludzkiej seksualności ucząca się z książek Karola Wojtyły, przeciwna feminizmowi i widząca miejsce kobiety w kuchni pisarka i "naukowczyni" to obiekt tak łatwy, że prawie mi wstyd, że wybrałem ją sobie jako temat notki.

Interesujące jest to, że wszystkie notki biograficzne wspominają o Gabriele Kuby jako "matce trojga dorosłych dzieci". Niekiedy (lecz przypadkowo nie w biografii na www.gabriele-kuby.de) wspomniany jest rozwód, dzięki któremu państwo Kuby wprowadzili w życie swojej rodziny zupełny chaos przez rozwody. Jedno należy docenić -- mąż opuścił ją w 1996 roku, rozwód miał miejsce w 1999, ja zaś nie widzę żadnych informacji o tym, jakoby pani Kuby ponownie wzięła ślub, lub żyła z mężczyzną w grzechu. Najwyraźniej swoje przekonanie o tym, że "człowiek, który ma za sobą ileś takich rozbitych kontaktów seksualnych" nie może już nigdy nikogo pokochać stosuje również do siebie i nie wprowadza w życie swych dorosłych dzieci chaosu przez ponowne małżeństwa i wolne związki.
21:05, navaira
Link Komentarze (24) »
poniedziałek, 19 września 2011
Gościnnie
Mój urlop od blogaska ciągle trwa, ale zapraszam serdecznie do lektury Nowokainy, która o Dobrej Miłości Do Córki:

http://nowokaina.wordpress.com/2011/09/18/czemu-nastolatki-uprawiaja-seks-ze-swoimi-ojcami/

Na początek chciałabym poinformować wszystkich czytelników (zwłaszcza tych, którzy przyszli do mnie z forum wiara.pl, pewie zwabieni słowem „pieprzyć” w tytule poprzedniej notki), że nastolatki uprawiają seks. Robią to bez względu na to, co na ten temat sądzą dorośli, Biblia i pani od Wychowania do Życia w Rodzinie. Po prostu tak jest i już, libido się człowiekowi włącza około trzynastego roku życia.Wobec czego ojciec, gdy jego nastoletnia córka oznajmia, że jest w ciąży, powinien się sfejspalmować, że ma tępe dziecię, które nie potrafi używać kondomów, które wsadził jej do portfela...
10:33, navaira
Link Komentarze (10) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10