|
Archiwum
|
środa, 16 grudnia 2009
Idealny menszczyzna
Jaki winien on być? szymon zapytuje, (prawie) nikt go poważnie nie traktuje :( Drogie Panie
Seksizm warning!
Sporo mówi się jaki powinien być idealny facet a jaki nie powinien
być. Jestem mężem i niedługo zostanę ojcem i zawsze staram się dla mojej Żony być dobrym mężem ale także atrakcyjnym facetem. [...] Napiszcie proszę co podoba się Wam a czego nie znosicie u mężczyzn. Chodzi mi zarówno o takie sprawy jak ubiór, styl sposób zachowania ale i podejście do życia, problemów, pracy, codzienne sytuacje i nasze zachowanie – wszystkie aspekty życia. Prosiłbym o wszystkie wskazówki jakie pozwoliłyby nam mężczyzną dążyć do ideału [...] Nam mężczyzną strzelać nie kazano... eee... wybaczcie :) Ale szczerze mówiąc szacun dla szymona, za samo zadanie pytania -- większość mężczyzn uważa, że sam fakt bycia płci męskiej czyni ich ideałami i nic już nie muszą robić. Dowodzą tego niektórzy z komentatorów: Powinien być taki jak ja ;)
Inni przestrzegają: Chłopie ty lepiej bądź sobą i nie popadaj w przesadę. Żeby się nie okazało, że ty na głowie stajesz aby jej dogodzić a ona cichaczem będzie się pruć na imprezach integracyjnych. Ona się będzie takoż proszę co? Poza tym też mi porada bądź sobą, Lechowi Kaczyńskiemu też tak doradzili i proszę. hahaha staraj sie staraj, a i tak predzej czy pozniej przyprawi ci rogi, a potem
bedzie klamac prosto w oczy i poczujesz jak ostatni frajer. No, ale do tego
trzeba samemu dojsc, bo jak mowi ktos z boku to wydaje sie, ze gada niestworzone
rzeczy.
No i mamy pierwszą poradę nie wprost, idealny mężczyzna powinien się poddać psychoterapii, zanim zacznie rozciągać własne doświadczenia na połowę ludzkości. Koleś! Pogięło cię? Stosując się do tych kobiecych rad możesz co najwyżej stać
się użytecznym idiotą. PO PROSTU BĄDŹ SOBĄ!!!!!!.
I następny doradca posła Kurskiego pojawił się na forum... Kobieta (chyba) doradza: Wazne jest moim zdaniem tez, zeby
byl typowym samcem. Jak baba "odwala" to przytulic ja i czasami tak
po zwierzecemu potraktowac ( to jest moim zdaniem mega
pociagajace). Wydoić, odpchlić, wykastrować, na smycz czy uczyć sikać do kuwety? Potrzebujemy szczegółów. Po za tym rozmawiac rozmawiac rozmawiac ;)
Ale ze zwierzętami to się rozmawia tylko w Wigilię. To w sumie się dobrze składa, bo akuratnie nadchodzi. Dama imieniem ybra radzi: Idealny facet to taki, który jest wyrozumiały i chce słuchać kiedy
kobieta ma problemy czy jest zdenerwowana i chce się wygadać. Wtedy
zwykle większość chce podpowiadać gotowe rozwiazania, a to nie o to
chodzi. Masz wysłuchać, przytaknąć i przytulić /nie mylić z
seksem/ :)
to jedna z rzeczy, które pomagają czuć się w związku rozumianym.
Na co druga, niejaka marguyu, odpowiada: ybra,
gdy skonczysz trzynascie lat przestaniesz upraszczac. Zycie, tym bardziej we dwoje, nie ma nic wspolnego z powiesciami dla mlodziezy. Jak rozumiem, w życiu pary heteroseksualnej nie ma miejsca na rozmowy o problemach, które spotykane są tylko w powieściach dla młodzieży... ybrze odpowiada również stach: Z problemami emocjonalnymi to się chodzi to specjalisty, a nie
zatruwa życie innej osobie. Poza tym przecież kobiety ponoć są
psychicznie takie silne...
Moim prywatnym zdaniem to mężczyzna idealny powinien być niepodobny do stacha. W ogóle niewiele miłości bliźniej w tym wątku. eweniebieska pisze: Idealny mężczyzna to taki, dzięki któremu kobieta wie i czuje, że
jest najważniejsza na świecie :)
Całkiem mi się porada spodobała, ale senseiek się nie zgodził: I tym oto sposobem sie zblaznilas... i przedstawilas w bardzo zlym swietle swoja osobe..
Ale watpie, zebys wogole zrozumiala moja odpowiedz. Przeciez jestes
najmadrzejsza, najpiekniejsza, najinteligentniejsza, naj-, naj-, na
swiecie.. ;)
To poniekąd jakoś się nawet zgadza z postulatem samczego traktowania po zwierzęcemu -- kobieta, która chciałaby się w towarzystwie ukochanego mężczyzny czuć najważniejsza na świecie "błaźni się i przedstawia w bardzo złym świetle swoją osobę". Z kopa ją i lu w ryja! Będzie się tu ważna czuła, wywłoka jedna w tę i nazad po moście Poniatowskiego ganiana. Wątek podsumowuje sonka: nie powinien polegac na opiniach przypadkowych internautow, ktorzy mu radza jaki
ma byc, co lubic, co nosic, co myslec, co mowic i jak sie zachowywac
No i prawda, bo kto wie, może tych porad to mu udzielają panowie Zakościelny i Maserak, a może Lepper i Witaszek. A jakiej porady udzieli naczelny ekspert ds. idealnych mężczyzn, znaczy mła? Wysłuchać, przytulić, umyć się od czasu do czasu, dezodorantu użyć, nie zasypiać zaraz po seksie i przebija pan, panie szymonie, 95% polskich samców.
wtorek, 17 listopada 2009
Seksperci debatują, czyli o srebrnej obrączce
Jakiś czas temu, za administracji Busha, Amerykanie wpadli na świetny pomysł: otóż zamiast uczyć dzieci o bezpiecznym seksie, będą je uczyć o celibacie i namawiać do zachowywania dziewictwa aż do ślubu. (Heteroseksualnego, rzecz jasna.) Wynikły z tego takie kwiatki, jak bale dla dorastających dziewczątek i ich tatusiów (co osobiście wzbudza we mnie lekko dwuznaczne uczucia), a na koniec wynikły z tego statystyki, zgodnie z którymi liczba aborcji i chorób wenerycznych nie zmieniła się znacząco -- bo nastolatki i tak seks uprawiały, ale nie umiały się zabezpieczyć; zaś mniejszą liczbę partnerów, która powinna mieć wpływ na przenoszenie wirusów, równoważyła nieumiejętność użycia prezerwatywy. Dodatkowo pojawiły się liczne grupy dzieciaków, które uprawiały wszelkie formy seksu oprócz, excusez le mot, penetracji waginalnej, bo przecież anal czy oral to nie seks, taki wniosek wysnuły z edukacji. Nic dziwnego, że Polacy -- jak zwykle parę lat po fakcie -- postanowili się załapać na program generujący tak gigantyczne sukcesy: Wszyscy debatujący - przedstawiciele katolickich fundacji - zgodnie
twierdzili: zamiast uczyć o środkach antykoncepcyjnych, trzeba zachęcać
młodzież do wstrzemięźliwości seksualnej. To średnia debata była chyba, skoro zgodnie twierdzili. To rozwiąże problem
niechcianych ciąż wśród nastolatek oraz ograniczy liczbę zakażeń
wirusem HIV i chorobami wenerycznymi. Jasne, że ograniczy i rozwiąże! W Ameryce co prawda nie rozwiązało i nie ograniczy, w Afryce też jakoś nie najlepiej idzie, ale co tam, my Polacy jesteśmy narodem wybranym, u nas rozwiąże i ograniczy. Jego koordynatorka Ewa Szałkowska-West, przewodnicząca Fundacji
"Wiedzieć jak", opowiadała o swoich sukcesach: - To program, który ma
młodym ludziom pomóc zachować zdrowie i wolność. Jesteśmy przekonani,
że polska młodzież zmieni swój styl życia i nie będziemy jako naród
musieli wydawać ogromnych pieniędzy na leczenie chorób wenerycznych. Pani Ewo, jeśli pani jest przekonana, że młodzież zmieni styl życia pod wpływem nauk Kościoła o abstynencji, to albo jest pani bardzo naiwna, albo bardzo dojrzała, że tak powiem -- i zapomniała pani już, jak to jest być młodzieżą. Na pytanie "Gazety", czy młodzież powinna być informowana o środkach
antykoncepcyjnych, odparła, że "mówienie o antykoncepcji jest jak mały
strumyczek, który może rozsadzić tamę. Młody człowiek nie będzie w
stanie powstrzymać tego, co przychodzi z zewnątrz". Tak tak owieczki moje i baranki -- seks to jest takie coś, co przychodzi z zewnątrz. Dlatego też ludzkość wyginęła wiele lat temu, bo kiedy nie było pornografii i antykoncepcji, to ludzie nie uprawiali seksu. Eee, chwileczkę... Fundacja wzoruje się na inicjatywie Amerykanki Gail Dignam, która jako
prezes gubernatorskiego programu ds. dzieci, młodzieży i rodzin,
promuje w stanie Luizjana edukację seksualną polegającą właśnie na
wstrzemięźliwości. Gail Dignam wsławiła się nie tylko promocją wstrzemięźliwości, lecz również przekierowywaniem funduszy na ową promocję do kieszeni swojej oraz swojego syna, za co została zwolniona z pracy. Lubię konserwatystów za te ich niezachwiane poglądy na moralność. (A propos, myślicie, że powinienem coś napisać o Carrie Prejean?) Dignam, obecna wczoraj w Episkopacie, zapewniała, że dzięki jej
programowi do 70 proc. wzrosła liczba uczniów deklarujących, że
poczekają z aktywnością seksualną do ślubu. A o ile wzrosła liczba uczniów, którzy nie poprzestali na deklaracji? Dodała też, że na początku lat 70., gdy wprowadzano edukację seksualną
do amerykańskich szkół, w społeczeństwie "były zaledwie dwie choroby
przenoszone drogą płciową", a pod koniec lat 70. było ich już 25. - Coś
z tą edukacją seksualną było nie tak. Choroby i ciąże nastolatek są
tego dowodem - mówiła Dignam. Tak tak, owieczki moje i baranki -- na zajęciach z edukacji seksualnej wynaleziono 23 choroby przenoszone drogą płciową i rozpowszechniono je za pomocą prezerwatyw. Tak to właśnie było. Wtórował jej dr Szymon Grzelak z Fundacji Homo Homini im. Karola de
Foucauld, autor książki "Profilaktyka ryzykownych zachowań seksualnych
młodzieży". [...] Promowanie wstrzemięźliwości wśród młodzieży przyczynia się jego
zdaniem nie tylko do zmniejszenia liczby ryzykownych zachowań
seksualnych, ale też do ograniczenia użycia alkoholu i narkotyków przez
nieletnich. Tak tak, bo po takim pozamałżeńskim seksie to każdy sobie heroinkę zapodaje i zapija jabolem. Żeby zagłuszyć winę, zapewne. Tacy jesteśmy my, seksualni niewolnicy, nienawidzący siebie za pozamałżeńskie stosunki waginalne z zabezpieczeniem. To znaczy, kiedy mówię my, mam na myśli heteroseksualistów, rzecz jasna.
środa, 14 października 2009
Ja jestem Liroj scyzoryk z Wrocławia, jak ci się nie podoba to...
...ale nie uprzedzajmy faktów. Dama imieniem marionetta odważyła się zadać pytanie, które zawsze ciążyło mi (i wielu innym kobietom płci obojga) na sercu: dlaczego mężczyźni w Polsce są tacy nieestetyczni? smutek i żal :( za granicą nie trzeba być gejem, żeby dobrze wyglądać. u nas chyba niestety jeszcze tak. albo być bajecznie bogatym. albo studentem kulturoznawstwa, czyli w gruncie rzeczy również gejem :( o co tu chodzi? Mam wrażenie, że z tym studentem kulturoznawstwa to jakaś podpucha, ale nieważne, zapoznajmy się z odpowiedziami badanej grupy. A odpowiedzi są podwójnie smakowite przez to, że marionetta nie zdefiniowała, co to właściwie znaczy "estetyczny mężczyzna". Na początek uderzamy w stół, a kobieta_na_pasach się odzywa: nie daj mi Panie takiej synowej! mam syna, 19 lat. ciesze sie,ze jest prawdziwym
mezczyzna w tych dziwnych czasach. ma mnostwo wlosow pod pachami i na nogach, z
czego jest dumny, nie zeluje wlosow, tylko myje i strzyze, nie nosi aparatu na
zebach (choc powinien) i nie uzywa wod toaletowych (pozadezodorantem). i
najwazniejsze - nie ma kompleksow, a jesli je ma to nie maskuje ich.łyso ci? Jest się czym chwalić, krzywe uzębienie i krzaczki pod pachami, to są właśnie te cechy, które powinien mieć prawdziwy mężczyzna. Gdyby jeszcze tego dezodorantu przestał używać... ach... można pomarzyć.Na sugestię: Są jednak pewne sprawy higieniczne, o które zdecydowana większość dba, tak jak
choćby dbanie o to aby nie wystawały kudły spod pach. Jeśli Twój syn je hoduje i
jest z tego DUMNY to sorry, ale coś jest z nim nie tak... w tą drugą stronę. ...kobieta_na_pasach odpowiada: kobieto, ludzie mieli pod pachami wlosy od prehistorii i beda miec.
sek w tym,czy spod tej pachy "wali" potem czy nie. czy wystaja klaki czy nie. To syn ma krótkie kłaki niewystające czy jednak mnóstwo włosów pod pachami? A może ma mnóstwo włosków przyciętych na jeżyka? Potrzebujemy szczegółów! co
innego u kobiety. No, bo kobiety i ludzie to generalnie nie jest to samo, prawdaż. walnij sie w czolo.
Tymi włosami spod pachy? W dalszym ciągu wątku kobieta_na_pasach opisuje nam siebie z takimi szczegółami, że gotów byłbym rozpoznać ją na ulicy: mam 47 lat, gole nogi , pachy, latem nawet rece (bikini
nie, bo nie odbilo mi). nie smierdze, uchodze za kobiete zadbana. A to zależy w jakich kręgach. Niewątpliwie są takie, w których "nie śmierdzę" i "uchodzę za kobietę zadbaną" to synonimy. Nawiasem mówiąc, ciekawe, że nie tylko kobieta, lecz i mężczyzna uważają, że golenie okolic genitaliów jest objawem choroby psychicznej. Oto przedstawiamy vogońską poezję w wykonaniu vogona.jeltza: Smutek i żal to jest jak się czyta takie smutne i żałosne guano. Sami pieprzeni
esteci. Golić włosy pod pachami? Na jajkach? Może jeszcze na nogach mam golić?
Niedoczekanie wasze. ŁOBOZE!!! Toć ja całe życie marzyłem o tym, żeby vogon.jeltz sobie wygolił włosy na jajkach, a tu tak brutalnie, ciach, że niedoczekanie nasze. CO MY TERAZ ZROBIMY?! :( :( :( Dezodorantów używam i swój ulubiony zapach też
mam, ale kąpię się raz dziennie, a branie prysznica dwa lub nawet trzy razy
każdego dnia (jak ten śmierdzący Armanim pedzio w firmowej bieliźnie parę wpisów
wyżej) uważam za objaw ciężkiej choroby umysłowej. Tu pozwalam sobie zgadywać, że: 1. albo vogon nie bywa na siłowni, nie jeździ na rowerze, nie uprawia żadnych sportów, w lecie się nie poci (i w ogóle się nie poci generalnie w ciągu dnia pracy lub aktywnego wypoczynku), lub też 2. mówiąc "swój ulubiony zapach" ma na myśli zapach przepoconego vogońskiego podkoszulka, który to aromat rzeczywiście jest równie estetyczny, jak vogońska poezja. Ale ja tu robię dygresje, a kobieta_na_pasach czeka... uwazam, ze ludzie doszli do absurdu z wygladem . bardziej skupiaja sie na
powloce cielesnej niz na wnetrzu. boleje tylko,ze ktos moze oceniac w
przyszlosci mojego syna po tym ,jak wyglada , a nie, jakim jest czlowiekiem. No tak to już jest proszę kobiety, że estetykę ocenia się na ogół po tym, jak kto wygląda. Słyszałem o pięknie wnętrza ludzkiego, ale o wewnętrznej estetyce nie, chyba, że mowa o projektowaniu wnętrz. 43agawa odbija piłeczkę kobiecie: Nie daj Panie Boże takiej teściowej,jak ty,mojemu 16 letniemu
synowi.Cieszę się,że jest prawdziwym mężczyzną:goli włosy pod pachami i używa dezodorantu,codziennie zmienia bieliznę i skarpetki,kąpie się dwa razy dziennie,nosi krotkie włosy i czasami uzywa żelu.Aparat nosił do niedawna.Chętnie uzywa dobrych wód toaletowych,ku uciesze swojej i otoczenia. I pani pewnie myśli, że on jest hetero. ŻARTUJĘ!!! tytus_flawiusz dzieli się z nami swoimi kompleksami: > smutek i żal :( za granicą nie trzeba być gejem, żeby dobrze wyglądać.
napisała miss Polonia, miss publiczności, miss gracja i miss skromności. Zwiąż się Holendrem, być może zamiast ciebie będzie posuwał twojego ratlerka, ale za to będzie taki słodki i "estetyczny" jak Christiano Ronaldo Tak tak owieczki moje i baranki, od zgolenia wąsów, pójścia do fryzjera i używania kosmetyków jeden tylko krok do posuwania ratlerków. zeberdee24 ocenia krytycznie szanse Polaków na dorównanie estetyką Europejczykom zachodnim: Może pod względem jakości i staranności w wyglądzie dobijemy, ale do
"ometkowania" nam jeszcze duuużo brakuje:)
Naprawdę, nie wiem, skąd się bierze przekonanie, że metka zwiększa estetyczność mężczyzny. Być może o to chodziło marionetcie, ale naprawdę, Lepper w garniturze nie pociągał mnie ani trochę bardziej niż Lepper w swetrze i gumiakach. s.p.7 dzieli się z nami swoimi przemyśleniami o naturze gejów heteroseksualnych: to jest takie pzdrzenie sie gejowskie
facet w wlosach w zelu na dyskoteke myli ze jest czarujacy dziala tylko na takie syma rodzaj ludzi - kobiecy odpowiednik lalunia z tipsami w brozawej skorze z pod solarium z prostowanymi wlosami farbowanymy przewaznie na blond wyglada to sztucznie i plastikowo, gejowsko, blondynsko nie czuje głebi w takim czlowieku Jeśli ja dobrze rozumiem, jak s.p.7 pojmuje głębię człowieka, to jako żywo w lecie w autobusach w Warszawie same głębokie egzemplarze posuwają. Poza tym jako żywo nie wiem, skąd wrażenie, że geje używają żelu do włosów jakoś nadmiernie, może do Polski najnowsze trendy gejowskie nie dotarły jeszcze, ale tutaj wśród sceny gejowskiej raczej rządzą albo łysiny (ku mojemu żalowi), albo fryzury, do których się używa nieco bardziej wyrafinowanych produktów. Żel pozostawiamy heteroseksualnym marokańskim maczos. brzydula_betty: zauważyłam, ze u niektórych facetów dbanie o siebie nie idzie w dobrym
kierunku tylko zmierza do "ukobiecenia" sie. nie ma złotego środka między
zadbanym, czystym mężczyzną a metroseksualną panienką.
Ależ jest. Przedstawiam mnie. Oraz Hugh Jackmana. No, oczywiście nie w tej kolejności... Mi się ten "nowy" przesadnie zadbany typa faceta nie podoba. taki co mu metki
wszędzie wystają a logo krzyczy z koszuli. I taki od którego wręcz śmierdzi
perfumami - to też charakterystyczny znak buractwa. Ale co kto lubi.
Droga betty, przysięgam, że istnieje całkiem duży złoty środek pomiędzy Tomaszem Jacykowem, a posłem Witaszkiem przy pracy. menk.a uzasadnia tytuł notki: Niniejszym zawiadamiam, iż nikt nie nałożył na panią obowiązku
zachwycania się ani wiązania się z mężczyznami konkretnej nacji, w tym
wypadku polskiej. W związku z powyższym może pani spakować manatki i
wytykać z PL (wszędzie czekają na panią z rozłożonymi ramionami) lub,
pozostając na terenie PL, ślinić się na widok pięknych, pachnących i
modnych śniadych, żółtych albo czarnych. Dodam: wszystkich jak jeden
mąż heteroseksualnych (i też czekają z otwartymi ramionami).:P
poprioniony, który ogólnie wydaje się być trollem lub wyborcą PiS (pojęcia równoznaczne) poprawia na odlew łopatą:Jak juz napisano wyzej, wypie...j z tego zalosnego kraju
jak tak Ci sie nie podoba. Z pozytkiem dla siebie i dla Polski. A nie mówiłem? "Jak ci się nie podoba to wypier..." Na koniec cirilla28 wyznaje: Jestem kobietą prawie 30-letnią, wiem czego chcę, nie muszę ulegać modzie, na prawde wolałabym faceta w typie wikinga, może mieć włosy
gdzie chce, brodę, niech nosi ciuchy z lumpeksu (nie mylić z brakiem
higieny osobistej) ale niech dba o swoj rozwój i wnętrze.
No i dotarliśmy do sedna.Po pierwsze primo, nie rozumiem, skąd się bierze pogląd, że geje to wiotkie, nażelowane blond istotki przyodziane w ometkowane ciuszki, niemniej jednak ten pogląd pozwala mi zrozumieć, jakim cudem 85% Polaków uważa, że nie zna żadnego geja. Takich to i ja znam bardzo niewielu. Po drugie primo, dla mnie osobiście obrona przez atak metodą "pewnie chciałabyś wyżelowanego gogusia" jest objawem zakompleksienia. Podobnie jak i metoda "jak ci się nie podoba w Polsce to spier...". A w cytowanym wątku dużo jest postów osób, które spostrzegły, że marionetta wcale nie napisała, o co konkretnie jej chodzi, kiedy domaga się estetycznych facetów w otoczeniu. Ale tych nie cytowałem, bo nie były śmieszne. Geje, i owszem, bywają bardziej estetyczni. Niekoniecznie w sposób prezentowany przez wspomnianego Tomasza Jacykowa, który moim zdaniem jest równie atrakcyjny i pociągający jak rozjechana przez rower ropucha. Marzenia cyrilli o "typie wikinga" zacytowałem z premedytacją, bo tak się akurat składa, że mój partner na wikinga nadałby się zdecydowanie, ma długie blond włosy, szerokie bary, zarost na twarzy, a dodatkowo odpowiadające mi (swoją wewnętrzną estetyką ;)) wnętrze. Nie śmierdzi ani brudem i potem, ani wiaderkami Armaniego, prysznic bierze dwa razy dziennie. Żelu do włosów nie posiada, za to dobre kremy i kilka rodzajów wody toaletowej jak najbardziej. Nie ubiera się ani w rozciągnięte beżowo-szare gacie i sweterki a la Onyszkiewicz, ani w garnitury za tysiące euro, tylko w podkreślające muskulaturę t-shirty z American Apparel i dżinsy. Nie wiem, czy spodobałby się marionetcie, mi się podoba nadzwyczajnie. Jest Holendrem. Ratlerka nie posiada. A, miałem jeszcze wspomnieć, czemu geje są moim zdaniem bardziej estetyczni -- po prostu, my jesteśmy sami dla siebie konkurencją, dodatkowo każdy z nas chciałby mieć fajnego partnera, a żeby takiego znaleźć, dba o siebie -- czasami zewnętrznie, czasami wewnętrznie, czasami i tak i tak, średnia w każdym razie zwyżkuje. Zaś heterycy? Cóż, wymagania kobiet wobec owych zaprezentowały nam kobieta_na_pasach oraz menk.a, nie ma się więc co dziwić, że heterycy się nie starają w najmiejszym stopniu. Bo i po co by mieli? Zawsze się znajdzie chętna do podziwiania ich za tak niezwykłe osiągnięcie intelektualno-fizyczne, jak odmowa noszenia aparatu na zębach lub samo bycie Polakiem. W końcu, jak napisał me.etek, "Lepsze polskie gó.wno w polu, niźli fiołki w Neapolu."
poniedziałek, 12 października 2009
Heteroexklusiv! Dziś specjalista
Dzisiaj wystąpi przed nami gościnnie ekspert ds. seksu, miłości, hetero i homoseksualizmu, osoba wypowiadająca się jako autorytet na wszelkie tematy dotyczące więzi w parach i trójkątach, zakonnik ojciec Maciej Zięba. Ojciec Maciej uderza od razu w wysokie C: To nie gadulstwo, kiedy mówi się kobiecie kolejny raz, że się ją kocha,
lecz nam się wydaje, że jak już raz się to powie, to nie ma o czym
więcej gadać. A przecież jeśli wypowiada się słowo "kocham" całym sobą,
to za każdym razem jest to nowe wyznanie i, co więcej, stwarza ono coś
nowego, jest twórcze. Łatwo byłoby skomentować, że ojciec Maciej mówi tak z wyżyny wieloletniego doświadczenia, trudniej, że to piękne, poetyckie wyznanie, co więcej trudne, gdyż oparte wyłącznie na teoretyzowaniu. Taka filozofia miłości. Znacznie gorzej niż wy, kobiety, radzimy sobie z uczuciami. Nadal funkcjonuje stereotyp Marlboro-mana i samca alfa. Lata 80 dzwoniły, proszą, żeby im ojciec oddał Marlboro-mana. Czy ojciec przyjaźnił się z kobietą? - Wchodziłem z dziewczynami w różne związki, ale - dziś widzę to lepiej - miały one głównie kontekst erotyczny. No ŁADNE RZECZY PANI GOŹDZIKOWO. Przed wstąpieniem sądziłem, że w relacjach z kobietami wystarczało, że
byłem z nimi uczciwy. Dopiero kiedy rozwinąłem się poprzez budowanie
przyjaźni, zobaczyłem, jak potwornym byłem egoistą. Co ciekawe, większość ludzi na świecie potrafi nawiązywać i budować przyjaźnie, nie wchodząc w tym celu do zakonu. W zakonie unikałem przyjaźni z kobietą. Bałem się, że mogę się emocjonalnie pogubić. [...] Tym bardziej że w relacji z kobietą nie potrafię rozdzielić sfery
przyjaźni od erotyki. W małżeństwie jest to bezcenne dopełnienie, poza
nim bywa niebezpieczne. Być może jest różnie dla różnych ludzi, ale
wydaje mi się, że w realnym życiu nie da się tych sfer od siebie
odseparować. A nieładnie ojcze, kosmate myśli. Heteroseksualiści to jednak są małe zboczki, ja się potrafię przyjaźnić z mężczyznami bez mieszania w to erotyki. A chwila, ja nie żyję w celibacie... jak to szło z tymi zachowaniami naturalnymi? Zna ojciec jakieś zwierzęta, żyjące w celibacie w związku ze swoim pobyciem w zakonie? W naszej prymitywnie rozerotyzowanej kulturze ludzie nie wyobrażają
sobie nawet, że istnieje przyjaźń. Gdy mężczyzna czuje coś do kobiety,
to z pewnością - tłumaczy mu nasza kultura - stoi za tym pragnienie
seksu, podobnie jeśli czuje się coś do innego mężczyzny. To nie kultura tłumaczy, tylko ojca kosmate myśli, przykro mi to mówić, ale to oczywista oczywistość jest. Dzisiejsza kultura próbuje brutalnie zniszczyć głębsze relacje
międzyludzkie. Nie istnieje dla niej przyjaźń, miłość, sympatia, ale
wyłącznie erotyzm. Według niektórych środowisk gejowskich - ponieważ
nie istnieją inne relacje niż erotyczne - to właśnie ona ma być
podstawą bliskości Jezusa i św. Jana czy starotestamentalnych
przyjaciół Jonatana i Dawida. Smutne to i żałosne. Okropne
prymitywizowanie i zubażanie ludzkiej głębi. Wybaczy ojciec, ale niektóre środowiska gejowskie nie odpowiadają za ojca dziwne pomysły. Te środowiska gejowskie, które nie znają innych relacji niż erotycznych, nie zajmują się Jezusem i św. Janem, tylko kupowaniem na ebay akcesoriów skórzanych i fistingiem w zaciszu darkroomów. Chyba, że mówimy o biskupach-gejach? Nie dziwmy się więc, że wychowani w naszej kulturze mężczyźni często,
mając poznawczy dysonans, boją się głębszych relacji. Czują się bowiem
heteroseksualni i zarazem pragną przyjaźni z mężczyzną. Mają jednak w
głowach kliszę, że pod spodem zawsze kryje się seks. Cóż, mogę jedynie wyrazić swój głęboki żal, dużo tracą przez własną homofobię. Jeżeli wszystko wokół - szkoła, media - wypełnia moją świadomość i
podświadomość, że trzeba inwestować w siebie, że istnieją tylko
przelotne relacje, że rodzice są toksyczni, przyjaciele cyniczni, a
małżeństwo to walka o dominację, że wierność jest anachronicznym
obciążeniem, a seks bez zobowiązań oczywistością, to ludzie przesiąkają
tą papką. Ja chyba w jakiejś innej szkole byłem. Może to tylko szkoły zakonne tak nauczają? Chociaż, chwila, tak, owszem. Nauczyłem się, że trzeba inwestować w siebie. Poppsychologia to zły duch naszych czasów eliminujący z życia miłość i
przyjaźń. Jak może uczyć się kochać drugiego człowieka ktoś, kto jest
skupiony przede wszystkim na swych doznaniach i roztrząsaniu, czy
odczuwa psychiczny komfort? No nie wiem. A ojciec do zakonu poszedł po to, żeby tam kochać drugiego człowieka, czy dlatego, że dało to ojcu psychiczny komfort? Budowanie przyjaźni to proces oczyszczania relacji z dodatku toksyn. Oczywiście nie z kobietą, bo kobieta ma tyle toksyn, że człowiek do końca życia nie doczyści. Dziś ekspertami od małżeństwa i miłości stają się oszuści poświęcający życie na zyskanie rozgłosu Oj czepiłżeś się pan tych księży. Tfuj, przepraszam, pomyłka, hmmm... Samotność trzeba umieć przyjąć. Kiedy człowiek ucieka od samotności, to
buduje chwilowe relacje, zajmuje się clubbingiem albo maskuje się przez
bieganinę i ustawiczną pracę. Wszystko po to, by uniknąć bycia sam na
sam ze sobą. Dopóki człowiek nie zaakceptuje samotności, dopóty nie
będzie gotowy na spotkanie drugiej osoby, gdyż stanie się ona środkiem
- wieszakiem, na którym pragnę się oprzeć, albo wypełniaczem mojego
wolnego czasu. No niech nam ojciec opowie o tej osobie, którą ojciec spotkał dzięki swojemu rozwojowi duchowemu, naprawdę. Taki ekspert... Filozofia singli jest wygodna dla zaradnych trzydziesto- czy czterdziestolatków. [...] A ja wracam supersamochodem do swego supermieszkanka, a w środku pusto.
Z czasem nieuchronnie stawy okażą się słabsze, ciśnienie wzrośnie,
włosy zrzedną i pojawi się myśl, że kiedy człowiek się zestarzeje, to
nikt do niego nie zajrzy. Przez całe życie nie zbudowałem bowiem z
nikim głębszej relacji. Ciekawe, czy ta pierwsza osoba to freudówka? Czym jeszcze różni się męska przyjaźń od przyjaźni kobiet? - W upraszczającym skrócie: częściej budujemy ją na żołnierskim uczuciu wierności. Jesteśmy towarzyszami broni, łączy nas poczucie misji - taka mieszanina czegoś pięknego oraz zabawy "dużych chłopców". Powiedziawszy to z niejakim wstydem, muszę dodać, że łączy nas także poczucie humoru. Kobiety nie posiadają rzecz jasna żołnierskiego uczucia wierności (swoją drogą, piękna to wiara, że wierność jest cechą głównie męską). Nie posiadają, rzecz jasna, również poczucia humoru, przynajmniej tego opartego o dowcipy o dupie. Uczono nas, by racjonalnie przewidywać przyszłość, a na świat patrzeć w
sposób naukowy. Tymczasem nigdy w historii wróżki i znachorzy nie mieli
się tak dobrze jak dzisiaj. Na miejscu ojca ograniczałbym się z tym narzekaniem na popularność wróżek i znachorów. Na wszelki wypadek zacytowałbym potem dziennikarza GW Romana Graczyka, który na łamach GW wsławił się kiedyś passusem o tym, że rzecz jasna wszystkie religie są równe, ale nasza jest inna, bo nasza jest objawiona, a pozostałe wymyślili ludzie.
wtorek, 29 września 2009
Kobieta z licznikiem, czyli o przebiegu
Wiem, że najpierw nie piszę przez miesiąc, a potem dwie notki jednego dnia, ale nie mogę dopuścić, żebyście myśleli, że karzące ostrze mojej klawiatury... hmmm, wyobraziłem to sobie... tnie jeno wątki, jakie gazeta.pl wybiera jako najciekawsze. Ten, po którym pojadę teraz, miałem zaobrączkowany od tygodnia, a ponieważ mam wolny wieczór, jest świetny moment, aby opowiedzieć Wam, drogie owieczki i baranki, o kobiecie z przebiegiem. snoop823 dzieli się z nami głębią swoich przemyśleń: Atrakcyjność kobiety a jej "przebieg"
[...] ma to dla was jakiekolwiek znaczenie, jesli poznacie kobiete, ktora notabene jest atrakcyjna dla Was, zakochacie sie w niej z wzajemnoscia, a potem np okaza sie nastepujace scenariusze: okazuje sie, ze panna od ok 15 roku zycia byla w zwiazku powiedzmy sobie 5-6 lat, potem krotka przerwa i nastepny zwiazek powiedzmy 3 miesiace, potem znow krotka przerwa kilka miesiecy i nastepny zwiazek ok 1 roku ? a wiec, jak nietrudno sobie wyobrazic doswiadczona dziewczyna w zwiazkach i "w tych sprawach" pewnie tez. jeslibyscie sie zakochali w takiej, a potem dowiedzieli o jej historii zycia - to dalej byscie byli tak mocno w niej zakochani jak na poczatku ? W TAKIEJ ZDZIRZE po trzech związkach?! Nigdy w życiu!!! Pół miasta ją miało! (Bardzo małego miasta.) No nie, nie wyprzedzajmy wypadków (wybaczcie terminologię drogową, słowo "przebieg" użyte przez zakochanego Snoopa trochę mi się na mózg rzuciło). Oto, co mają mu do powiedzenia współheteroseksualiści: auto można naprawić a ze zrytym garem jest trudniej. Ale chyba zaledwie 3
zwiazki to nic zlego, duzo gorzej taka pani byłaby postrzegana gdyby miała ich
10 za sobą.
Co to jest zryty gar? Czy to jest jakaś nowa terminologia heteroseksualna i teraz na ukochane damy nie mówi się już "dupy", "świnie" ani "suczki"? maklakiewicz: sprawdzasz przebieg, czy licznik nie kręcony, zaglądasz w dowód, papiery w
porządku, bierzesz na hol, jazda próbna....
i nie zapomnij sie potargować!
..to nie rower na polnej drodze, że musi SIE DOBRZE PROWADZIĆ ;) a tak serio to autor ma dziwne podejście (przeczytaj autorze jeszcze raz, piszesz o paroletnich związkach jako zaliczaniu) Lubię takie poczucie humoru, poważnie. :) des4 uświadamia nas: wielość partnerów/związków nie jest dobra rekomendacją dla panny. no
chyba że obu stronom zależy na lekkim/łatwym/przyjemnym bzykanku bez
zobowiązań, a nie na budowie stałego związku opartego na wierności i
miłosci...
A dla pana jest rekomendacją wspaniałą. Tylko z kim ten pan ma te związki wielokrotne nawiązywać, skoro dla panien jest to zła rekomendacja? To jest promocja homoseksualizmu!!! jeśli kobieta miała za soba wiele związkow, zachodzi podejrzenie, ze
z jej stabilnością jest coś nie tak i prawdopodobieństwo, ze akurat
tan związek bedzie dlugi i szczesliwy, nie jest za wysokie...można
zrozumieć, że z pierwszym była za mloda, drugi to był nie ten
wymarzony, ale przy piatym, szóstym itd mozna podejrzewać, że
kobitka ma coś nie po kolei u siebie...
Dlaczego akurat przy piątym? Czy wśród heteroseksualistów jest jakiś przelicznik uniwersalny? I czy jest średnia długość trwania związku, np. 1 miesiąc jest gorszy niż 5 lat, czy lepszy? (Muszę przyznać, że dama 30-letnia, mająca za sobą 5 pięcioletnich związków, wzbudziłaby we mnie niejaki popłoch.) Aha, no i w nawiązaniu do poprzedniej notki, czy kochanki też się liczą? Bo ciekaw jestem, czy zawsze_meski nalicza sobie w tej chwili miesiące jednego związku, czy dwóch do przebiegu... zeberdee24 wprowadza większy chaos: Kobieta jak miała 5-6 facetów to żaden przebieg, ale jak miała np. 15 to już
gorzej.
(Tak sobie po cichu zgaduję, że zeberdee24 miała w życiu 5-6 facetów.) Allerune klaruje dla nas sytuację: Natura tak nas ukształtowała, żeby do związku szukać
partnerki wiernej, bo kto chce chować czyjeś dzieci? Jak to kto? Sąsiadki wj_2000 (patrz poprzedni post). Wierna, czyli taka, która
umiała się powstrzymać dopóki nie było to coś bardzo poważnego, czyli nie miała
zbyt wielu partnerów.
Jako żywo, z jednej strony powstrzymywanie się, aż nie będzie bardzo poważnego (tak do 10 lat po ślubie), z drugiej strony piszecie panowie blogi o sztuce uwodzenia, gdzie jakiś Elvis czy inny Mefisto zalicza średnio 10 zrytych garów tygodniowo. Ja się gubię. Proszę się zdecydować. No i proszę rezerwować sobie damy już w przedszkolu i zakładać im pasy cnoty, bo kto to widział, żeby dumny Allerune się z jakąś przechodzoną niewierną co miała 3 partnerów żenił. twojabogini: Chłe, chłe...Z mojego otoczenia - za nawym mieskiem rozgladaja się
najczęsciej te kobiety, dla których mąż był pierwszym partnerem - z
ciekawości i te które miały partnerów, ale się nie wyszalały, bo im
hormony sie budzą.
Baba wyszalana wie, że penis to penis, i ze jak ma chęci, to wystarczy, ze męża zachęci... Bardzo fajny tekst. Szkoda, że moje dotychczasowe badania na losowej próbce statystycznej polskich heteroseksualistów dowodzą, że heteroseksualni mężczyźni nigdy nie dochodzą do stadium wyszalenia. cloclo80: To co panienka wyrabiała do tej pory nie ma większego znaczenia o ile:
-nie dorobiła się przy tym aborcji/dziecka/HIV/HPV -jest przed 30-tką. Niestety, cloclo nie precyzuje, co mają ze sobą zrobić kobiety po trzydziestce, bądź posiadaczki dziecka. Być może zaudać się do klasztoru, ale nie wiem, czy tam przyjmują niewierzące dzieciate tylko dlatego, że cloclo rekomenduje. 4v uczy nas życia: znam przypadki dziewczyn z tzw "dobrych rodzin" które po
miesiącu chodzenia elegancko biorą do ust to co trzeba (i to nie z dojrzałym facetem, ale 16-letnim szczylem, wyglądającym na 13)... potem oczywiście żałując tego, ale cóż... im nie przetłumaczysz.... ta z tematu, jak chodziła przez kilka lat... taki związek zmienia świadomość. jeśli uważasz że "pitolę" to widać czegoś nie rozumiesz, lub udajesz że nie rozumiesz. to trzeba zaobserwować. nie wyobrażam sobie dziewczyny chodzącej z chłopakiem od 15 do 20 r.ż. a później bez żadnej traumy wchodzącej w kolejny związek. to musiała by być jakaś mega-odporna nadkobieta. mutant. Dżizas! To jak syndrom ocaleńca aborcyjnego, jeśli kobieta w trakcie ciąży jeno pomyśli na moment o aborcji, to już jest za późno i dziecko resztę życia spędzi na kozetce psychologa, zalewając się łzami, pomiędzy wizytami na zmianę pijąc koniak z butelki i uprawiając niebezpieczny seks w toalecie nocnego klubu. Dziewczyna, która miała chłopaka od 15 do 20 roku życia i potem bez traumy wchodzi w kolejny związek to nadkobieta -- zatem, jak rozumiem, każda dziewczyna, która miała chłopaka w wieku lat 15 jest już złamana na całe życie i taki 4v to nawet na nią nie splunie. DZIEWICE!!! Gdzie te 25-letnie dziewice dla forumowiczów!!! Snoop dzieli się dalszymi przemyśleniami: ta dziewczyna "juz" miala brac slub z tym gostkiem, co byla te 5-6
lat.... jak ja sie ciesze i dziekuje rodzicom, ze w tym wieku gonili
mnie do ksiazek a nie do dziewczyn, imprez i piwa !!! Cóż za niezwykli rodzice!!1! Wszyscy znani mi rodzice gonią swoich piętnastolatków jak najdalej od książek i w kierunku imprez i piwa!!! jak ta dziewczynka "rzucila" tego chlopczyka, to on jeszcze latal za
nia przez pare miesiecy, wchodzil do tych samych klubow co ona, prosil,
blagal, plakal, staral sie byc wszedzie tam gdzie ona.... widac, jak
bardzo musial byc zaangazowany, no a dziewczyna go potraktowala ostro,
jak na peirwsza milosc, jak na pare lat zwiazku... i to w takim mlodym
wieku. to wlasnie po raz pierwszy ja wtedy poznalem i juz zapalilo mi
sie swiatelko, ze jak mozna sobie spokojnie po "czyms takim" wchodzic
bez rozczulan, bez przerwy w nastepny zwiazek... co w glowie kobiety
musi siedziec, ze takie decyzje podejmuje... glupota ? brak
doswiadczenia ? nie uswiadomienie ? niedopilnowanie przez rodzicow ?
Ja nie wiem snoop co w Twojej głowie siedzi, ale weź wywal te spacje sprzed znaków zapytania, zanim powrócisz do modłów i pilnowania swojego dziewictwa dla Tej Jedynej 29-letniej dziewicy, którą ześle Ci Maryja. Poza tym mówiłeś, że miała potem jeszcze dwa związki, więc chyba bez przerwy w nic nie wchodziła (zwłaszcza ten jeden miesiąc to dla mnie żaden związek, tylko tak zwany klin). (No do czego to doszło, żebym ja heteroseksualistom tłumaczył, co to jest związek, a co to klin.) s.p.7 (czy to skrót od JP2?) gromi:
ale dlaczego w tym wszystkim zapminac o najwyzszych zasadach Boskich? przeczac
szacunku do siebie samego?
Kto do tego namawia? kolerzanki? koledzy? telewizja? A kto karze temu ulegac? ORTOGRAFIA!!! Ortografia karze!!! (A przynajmniej powinna.) kobiet z "dużym przebiegiem" nie traktuje sie zazwyczaj powaznie w kategoriach
zwiazkowych.
Pozatym jesli dziewczyna wymienia chlopaka co 2 miesiace, od 10 lat, to chyba oczywistym jest że kolejny jaj facet raczej ma nikle szanse na to by byc kims wiecej, wiec sam jaj powaznie nei traktuje Ciekawe, jak by Freud zinterpretował kogoś, kto z tekstu "ma za sobą trzy związki, pierwszy 5-6 letni" odczytał "wymienianie chłopaka co 2 miesiące od 10 lat". (Oraz uporczywe pisanie "jaj" zamiast "jej". To już prawie jak "gdybym chciała powiedzieć penis, powiedziałabym penis, ale chciałam powiedzieć samochód, więc powiedziałam penis".) earlyyears (sądząc po treści komcia, early oznacza trzynastolatka) dzieli się z nami życiową mądrością: porzadni faceci nie zadaja sie z pie...icami.zkochanie nie ma nic
do rzeczy. i tyle. Pie...ice (znane również jako "kobiety, które kiedykolwiek były w jakimkolwiek związku") porządni faceci poznają po zapachu. mujer82 pisze: [...] każdy małolat twierdzi,że każdy musi się wyszumieć. Jak dziewczyna chce
poważnego związku to facet chce najpierw wolnego związku "na próbę".A potem coś
wam odbija i nagle stwierdzacie,że do ołtarza tylko z dziewicą. Żyjecie w świecie napędzanymi swoimi prymitywnymi popędami,więc kobiety się do niego dostosowują i tyle.Nie ich wina,że wasza opinia o tym czego naprawdę chcecie zmienia się jak chorągiewka na wietrze.No i ciekawa jestem ilu z was wie czy jest nosicielem HCV,żółtaczki czy innej choroby przenoszonej drogą płciową. Jak widzę z wpisów kobieta ma się badać. A wy? Czy dajecie nowej dziewczynie plik wyników aktualnych badań? Czy mówicie ile mieliście przypadkowych jednorazowych i ryzykownych kontaktów seksualnych? Czy w ogóle po libacjach z czasu liceum czy studiów potraficie je wszystkie zliczyć? No i bingo. Całego tego bloga by nie było, gdyby nie hipokryzja i kompleksy. Czasami aż mam wyrzuty sumienia, że kopię leżących, ale z drugiej strony, nie dość, że sami się nadstawiają, to jeszcze z dumą wołają "kopnij! kopnij! patrz, tu mam pośladki! różoweeeeee!!!". Ostatniego gola niechaj strzeli kunegunda123: po twoich dalszych wypowiedziach ewidentnie widać, że tak naprawdę masz
problem z tym, że w wieku dwudziestu kilku lat masz 'czystą kartę' i
najwidoczniej z tego powodu kompleksy, skoro tak bardzo chcesz pogrążyć
dziewczynę, z którą się w końcu spotykasz, więc musiała ci się wydawać
warta zachodu.
Gem, set, mecz. Użyłbym terminologii samochodowej, żeby podsumować ten wątek o przebiegu, ale jako rasowy gej znam się wyłącznie na tenisie i figurowej jeździe na łyżwach. Tyle mam miłości w sobie, czyli matki, żony i kochanki
Dziś ekskluzywnie opowiemy państwu (i złośliwie skomentujemy) o człowieku, co kochał zbyt dużo. Osób. zawsze_meski (poważnie) pisze: w domu ona- od lat ta sama. Miła, kochająca, posłuszna, kociak w łóżku. W
ciasnej kawalerce gdzieś w Warszawie ta druga. Boska, kwintesencja erotyzmu,
inteligencji, bez zahamowań. Kocham je obie, nie mógłbym wybierać. Bez żadnej
nie mógłbym żyć. To trwa już dwa lata. Udaje mi się jakoś lawirować. Dzieci
nie ma. Mówię wam to po to by uświadomić sobie, ze jest nas więcej, nie wątpię
w to. I żeby wyciszyć wyrzuty. Sumienia.
Bardzo ładne Sumienie. Z pokropkiem. Zupełnie jak w dramatycznym serialu w telewizji. Romantica. kwiatwolnosci gorszy się i szokuje: przyprzec do muru to oddech traca i lataja jak opetani!Jakim to
trzeba byc czlowiekiem zeby tak krecic no jakim!!!???Kto mi odpowie??
ŁOBOZE!!1! NO JA NIE WIEM PONI GOŹDZIKOWO!!1!!! zawsze_meski precyzuje: W żonie pociąga mnie jej uśmiech, to, w jaki sposób
na mnie patrzy, jej zapach co noc w łóżku.. A w mojej drugiej pani pociąga mnie seks, to, w jaki sposób się go domaga, to, że nie traktuje mnie jak swoja własność. czy boję sie że jej kiedys nie podołam? Jest obawa, ale na razie nie zamartwiam sie tym Dziś nie jest TMI Thursday, ale z drugiej strony samem sobie winien, bo cytuję takie kwiatki. Najciekawsze, że żona, wbrew tradycji, nie prezentuje niezrozumienia, nie odgania od łoża, nie zrzędzi, nie jest śmierdząca i ohydna (na ogół tak się tłumaczą mężczyźni którzy Po Prostu Idą Za Zewem Natury), jeno jest uśmiechnięta i pachnąca. Pogratulować zawsze_meskiemu szczęścia jakie go spotkało! equiprimordiality: pomyśl, że gdyby ona wiedziała, jak ją oszukujesz, to już by tak nie
patrzyła.
Oj, my tu sobie gadu gadu o seksie z kochanką, a pani z jakimiś morałami wyskakuje. wj_2000 PISZE: Czego tu nie rozumieć? Człowiek jest najbardziej wyrafinowaną, ale
jednak istotą przyrodniczą z wbudowanymi (od milionów lat)
mechanizmami SPRZYJAJĄCYMI rozzrodowi i POSTĘPOWI ewolucyjnemu.
W przypadku ssaków ASYMETRIA w możliwościach prokreacyjnych kobiety i mężczyzny jest niebotyczna. Kobieta mogła urodzić kilkanaście dzieci w swoim życiu, mężczyzna (czy każdy inny samiec ssaczy) może być ojcem TYSIĘCY. Samiec sraczy? O przepraszam, literówka. Poza tym, zawsze mi się podoba powoływanie się na zwierzęta i prawa natury w wykonaniu człowieka, który chodzi w ubraniach (typowe dla zwierząt), pali papierosy (typowe dla zwierząt), używa internetu i ogląda TV (zwierzęta robią to właściwie bez przerwy), czyta książki (no dobra, wiem, że mowa o Polakach, ale są tacy, co czytają) i chodzi do kościoła (gdzie tłumy zwierząt są na ogół tak gęste, że dobrym Polakom-katolikom ciężko się wcisnąć, a kochanki, zmuszone tłokiem, zostają na zewnątrz). W najprostszym ujęciu, oznacza to iż OPŁACA się gatunkowi by tylko
najbardziej udane okazy zapładniały wiele samic. Instynkt pożądania
do KAŻDEJ kobiety jest z tego powodu oczywisty.
O dżizas. Heteroseksualiści pożądają KAŻDEJ kobiety? Ich ŻYCIE musi być bardzo SKOMPLIKOWANE. Co za szczęście, że jako GEJ pożądam tylko NIEKTÓRYCH facetów. Już w obecności jednego takiego kolegi Surinamczyka ciężko się było skupić na pracy, gdybym pożądał KAŻDEGO, nigdy w życiu bym nic nie ZDZIAŁAŁ. OCZYWIŚCIE, na ten prosty mechanizm nałożyło się specyficznie
ludzkie wyprostowanie postawy i duży mózg (dziecko musi rodzić się z
małą głową i długo być pod opieką matki, noszone przez nią), Dziecko wraz z głową noszone przez matkę, czy dziecko noszone przez głowę? I gdzie mężczyźni niby mają ten duży mózg? celowe okazało się powstanie, na drodze ewolucji,
możliwości (obok pożądania seksualnego) ROMANTYCZNEJ MIŁOŚCI i utrzymanie przy MATCE jej OPIEKUNA i (najcząściej, choć niekoniecznie) OJCA jej dzieci. To doprowadziło do powstania QUASImonogamii. Jednak niezupełnej. "Zdrady małżeńskie", jeśli dyskretne i nie rozbijają rodziny są (a przynajmniej były) KORZYSTNE dla ludzkiego gatunku. Najcząściej są KORZYSTNE. Ale czemu dyskretne? Jak biologia uzasadnia dyskretność najcząściej szanowny panie? I jak panu tak nie wstyd mówić o Instytucji Małżeństwa, Uświęconej Tradycją I Moralnością? (Tej, która w każdej chwili może upaść, jeśli pozwolimy parom gejowskim na zawieranie ślubów. Tak tak owieczki moje i baranki. Zdrady, byle dyskretne, najcząściej są KORZYSTNE. Śluby par homoseksualnych podminowują Świętą Instytucję.) Udany egzemplarz siał plemniki po sąsiadkach
Rzyg i miał więcej dzieci niż była w stanie urodzić jedna kobieta w jego
życiu. Momencik, ja to sobie muszę rozrysować. Ten udany egzemplarz to rozumiem szejk jakiś był? Niech przykładem będzie epidemia otyłości. "Na rozum" wiadomo iż nie
należy jeść tyle ile się w żołądku zmieści i tego co najsmaczniejsze
(tłuste i słodkie). Kiedyś takie podejście do zdobytego pożywienia
było korzystne, bo był stały deficyt, okresy głodu ("przednówek") i
jadało się na zapas. Mimo to większość ludzi (mimo że jest to z
ewidentną szkodą dla nich samych) nie potrafi się powstrzymać i tyje.
Większość ludzi, ujmijmy to delikatnie, nie wygląda jak Cindy Crawford, tudzież Hugh Jackman. Oczywiście, kiedy mówię o ludziach, mam na myśli heteroseksualistów, większość znanych mi gejów odżywia się w miarę zdrowo i chodzi regularnie na siłownię, dziewczęta les preferują sporty walki. Zaraz, zaraz, z tej logiki wychodzi mi, że heteroseksualiści są głupsi...
W przypadku "przelecenia" przyjaciółki ani ja, ani moja żona (gdy się nie dowie) NIC NIE TRACI. A może nawet zyskać! Jakąś fajną chorobę przenoszoną drogą płciową. Dlaczego mam cierpieć MĘKI TANTALA (kto nie jest mężczyzną, nie pojmie) eksplodując z pożądania jakie
często się wytwarza? To ja chyba nie jestem mężczyzną, bo jako żywo nigdy nie eksplodowałem z pożądania, jakie ciężko się wytwarza. Dowodem fakt, że siedzę tu i piszę kąśliwości. W imię czego?
W imię przysięgi małżeńskiej? Bezkompromisowa wierność małżeńska (a raczej samo wyobrażenie Pań, że ona powinna mieć miejsce) czyni niesamowicie dużo szkody i
cierpienia.
To być może prawda, ale jako żywo, po coś ludzkość wymyśliła związki otwarte i kluby dla swingersów. Poza tym, nie wiem, czemu zdaniem wj_2000 to tylko Panie sobie wyobrażają, że wierność powinna mieć miejsce, większość znanych mi księży to mężczyźni. myfanawy pisze: Istnieje zawsze szansa, ze twoja zona sie dowie - nie chce sobie nawet wyobrazac bolu, upokorzenia i cierpienia jakie twoj romans niej wywola. Czy warto narazac
- dla dobrego seksu - na cos takiego kobiete, ktora kochasz?
Oj tam zaraz kochasz. Oj tam zaraz narażać. Oj tam dobrego seksu. Mężczyzna po prostu biologicznie rozsiewa plemniki po sąsiadkach, a pani tu z jakimiś miłościami wyjeżdża.Nasuwa mi sie tez inne pytanie. Skoro szkoda zycia dla jednej osoby - czy gdyby twoja zona miala kochanka potrafil bys przymkac oko na ten romans, poslugujac sie ta filozofia? A co do przymykania oka na romanse żony? Pewnych wskazówek dostarczają komentarze do artykułu o tym, jakiej narodowości kochankowie zostali najlepiej ocenieni przez kobiety, pewne słowo na k... często się przewija w komentarzach, bynajmniej nie mówię o słowie "komplement". (Ani "kompleksy".) racetam uświadamia nam, że wszystkiemu są winne feministki: taki naród chłopów jak i bab... gdyby baby były jak dawniej a nie jak obecnie
bardziej męskie niż faceci to wszystkim żyło by się lżej. a tak próbują
wszystkim pokazać jak to mają więcej jaj niż ich faceci. Gdyby wszystko było w
domu w porządku, nie latali by z ptakami po mieście. Tak tak owieczki moje i baranki, znanym jest faktem, iż zdrady małżeńskie tudzież żadne formy seksu pozamałżeńskiego nigdy, ale to przenigdy nie miały miejsca, aż dopóki sufrażystki nie wywalczyły prawa do głosowania dla kobiet. Tak zdewastowani moralnie mężczyźni natychmiast spakowali ptaki do klatek i ruszyli latać z nimi po mieście. (Jeden taki ptak kiedyś na mnie narobił, dawno temu, myślałem, że to gołąb, a to był mąż feministki najwyraźniej.) Na koniec (a właściwie w połowie wątku) zawsze_meski pogłębia swój rys psychologiczny: Lubię kobiety. Pociagają mnie. Trochę szkoda życia na tylko jedną.
No i spoko. Chciałbym zobaczyć, jak zawsze_meski idzie do żony, która w łóżku leży i pachnie, i oświadcza jej "kochanie, uznałem, że trochę na ciebie życia szkoda". To by było prawdziwie męskie zachowanie, tak mi się wydaje. Oczywiście wedle heteroseksualnych standardów męskości.
czwartek, 03 września 2009
O rozmowach bez treści, czyli jak rozmawiać by nie stracić
manna2008 pisze tak: Proszę o rady:
My tu zawsze chętnie doradzimy.
Za kilka dni muszę przeprowadzić ważną rozmowę z moim prawie Byłym.
On chce odejść, czuję to. Jesteśmy pół roku i jak dla mnie to zupełny początek żeby coś kończyć. Nie mylić z zupełnym końcem żeby coś zacząć. Jestem pod jego niesamowitym
wrażeniem ale On chyba tego nie podziela, widzę to. To w sumie zdrowe, gdyby On był pod Swoim niesamowitym wrażeniem, cały dzień spędzałby przed lustrem. Czy ktoś był może w takiej sytuacji? Jak rozmawiać, jakich
argumentów użyć, żeby spróbować zatrzymać tę Osobę? Przychodzą mi do głowy kajdanki, sznur od bielizny oraz kłódki, ale nie uprzedzajmy zdarzeń. Inni heteroseksualiści chętnie pomogą mannie! Jeśli dla kogoś nie jesteś tą jedyną, tą najważniejszą, tą
ukochaną...nic nie wskórasz. Prośby, błagania, racjoanlne argumenty - nie podziałają. Tylko się poniżysz i poczujesz gorzej. Nie narzucaj się, nie miotaj...wiem,że Ci ciężko patrzeć na odejście ukochanego, ale nic na siłę nie zrobisz. Trzymaj się prosto i postaraj wyjśc z tego z twarzą. W miarę możliwości swoją, wyjście z twarzą ukochanego kojarzy mi się z thrillerami produkcji amerykańskiej. hermina25: jeśli facetowi nie zależy,to już nic nie wymyślisz...zaciśnij zęby i pokaż mu,że
nic ,a nic Cię to nie boli
Stękanie przez zaciśnięte zęby "nic, a nic mnie nie boli" na ogół jest mało przekonujące. skarpetka_szara: Ale dlaczego chcesz byc ta niechciana w zwiazku?
czy nie zaslugujesz na faceta ktory szalal-by za toba??? Pewnie sie go za kurczowo trzymalas - jak misia - i facet sie dusi. Nieszczęśliwegoooooo... białego misiaaaaa... który w wyłażących z orbit oczaaaaach ma tylko wyduszone łzyyyy. manna2008 zapytuje, zaskoczona: a w ogole to z czego wynika, ze facet ma szalec za kobieta?
ja przez cale zycie wyznawalam taka zasade i nic z teog nie mam No jak to z czego, z Tradycji i Moralności i Natury... rrosemary doradza: Jeśli jednak tak będzie to moim zdaniem najlepszym wyjściem jest jak najmniej się upokorzyć:
-przede wszystkim totalne opanowanie, żadnych ryków, histerii, błagań itd. -możesz zacząć jako pierwsza i z nim zerwać :) -możesz po jego wywodzie powiedzieć chłodnym tonem: "no,cieszę się, że w końcu doszedłeś do tego samego wniosku co ja" a potem już tylko nie dzwonić, nie pisać, nie śledzić... Najlepiej się popłakać w samotności, upić, a potem kogoś poderwać żeby mieć klina na szybko, a potem już z górki. Nie wiem, czy taka zapłakana i pijana manna to łatwo kogoś poderwie na szybko, ale przed górką to bym jednak się przespał i coś zjadł. Na koniec manna podsumowuje: Boję się wręcz, że jak wystarczająco się nie upokorzę to będę
każdego dnia wspominać, że nie spróbowałam. Wiem że sytuacja jest beznadziejna, ale gorzej być już nie może. I tak się już nic nie będzie liczyło jak On odejdzie. Troche zdziwila mnie ta powszechna krytyka w tym poście, bo sama znam przypadki ze zebranie o milosc zakonczylo sie sukcesem iwszyscy sa szczesliwi.Ale oczywiście dziękuję za wszystkie wypowiedzi. Heteroseksualiści płci żeńskiej jednak nigdy nie przestają mnie zaskakiwać swoim masochizmem, tragizmem oraz gotowością zrobienia ABSOLUTNIE WSZYSTKIEGO celem zostania ścierką do podłogi ukochanego mężczyzny. manna2008 powinna być może przebaczyć mu 77 razy, ugotować obiad i sprzątać częściej? Moje własne doznania podsumowuje naonja81: nie moge zrozumiec tego całego "etosu walczenia"... nie wiem ale czy
zycie was nie nauczyło zeby dac sobie spokoj jak ktos was nie chce. I to jest dobra porada. Jako żywo, kiedyś też usiłowałem "walczyć o miłość mężczyzny", ale dorosłem. Jeśli facet mnie nie chce, oznacza to, że ponad wszelką wątpliwość jest kretynem, a po co mi kretyn?
niedziela, 30 sierpnia 2009
Seksoholizm kościelny, czyli nieś swój krzyż kobieto
Dzisiejsza notka nie jest wesoła, tylko raczej zgryźliwa; gdyż smutny jest artykuł o seksoholizmie w "Wysokich Obcasach". Czytamy tam między innymi: "Sięgnęłam do kieszeni, patrzę, a tam telefon mi nieznany. Zamknęłam się
w łazience. A w tej komórce setki SMS-ów o treści erotycznej, miłosnej
do niego. Na przykład: 'Kotku, było mi cudownie z tobą ostatniej nocy.
Zrobimy to jeszcze raz przez telefon'. Zawołałam go do auta. W domu
zostały dzieci. On - biały jak ściana. Wykręca się, że to nie jego, że
kumpla telefon. Potem mięknie. Że to takie SMS-y tylko, że czuł się
samotny, jak byłam z córką w szpitalu. Że się nie spotykał, tylko
pisał. Uwierzyłam. Pomyślałam, że wiadomo, jestem gruba, brzydka,
darciuch (bo często krzyczałam na niego), więc musiał mieć odskocznię." Dobrze wychowana żona, mąż pisze smsy o ostatniej nocy, a żona myśli, że to normalne, bo jest gruba i brzydka. "Poszliśmy też kilka razy na terapię małżeńską, ale zrezygnował z niej.
Miał swój laptop, który zabrałam do znajomego informatyka. Wszystko
odzyskał, co zostało skasowane. Oj Boże, co tam znalazłam. Przeżyłam
szok. Jego gołe zdjęcia, które wysyłał do dziewczyn. A on, że to nic
takiego, sam sobie robił je telefonem i nigdzie ich nie wysyłał, tylko
trzymał. 'Ale po co to robiłeś?' - pytałam. 'Tak sobie' - mówił. Albo:
'Nie wiem'. I gołe zdjęcia tych dziewczyn słane do niego." Aha, one też tak sobie robiły i trzymały, u męża w laptopie. Nigdy nie wiadomo, w każdej chwili człowieka może zaatakować dziki zwierz i rozerwać na strzępy, lub też straszna choroba zdeformować, a wtedy takie gołe zdjęcia jak znalazł -- pokazujemy chirurgowi plastycznemu i mówimy "takie proszę". "Różne filmy pornograficzne. I jego filmy. Nakręcał komórką, jak sobie
dobrze ręką robi, i wysyłał innym. Wtedy poszłam do niego do pracy, do
banku." Jako żywo, gdybym znalazł film, na którym mój chłopak robi sobie dobrze, pierwszą moją myślą nie byłoby "chyba pójdę do niego do pracy". "Mąż przestał
okazywać mi czułość, bliskość, zaczął unikać zbliżeń. Wydawało mi się,
że jak żona jest obok, to młody mężczyzna powinien chcieć z nią
współżyć. Coś ze mną musi być nie tak, pomyślałam. Postanowiłam się zmienić.
Schudłam, on nic. Więcej sprzątałam, on nic. Lepiej gotowałam, on nic.
Byłam milsza, on nadal nic. Raz przełamałam wstyd i poszłam do sexshopu po płytę z filmem i
taki żel intymny. Nigdy nie wyszedł z inicjatywą, żeby tych rzeczy użyć." Może to mój homoseksualny punkt widzenia, ale naprawdę nie rozumiem, w jaki sposób zwiększenie częstotliwości sprzątania miało wpłynąć na częstość współżycia. A tej płyty i żelu to do czego miał użyć? Do polerowania mebli? "Powiedziałam: 'Posłuchaj, mężu, jestem tu, obok. Będziesz miał ochotę,
zapukaj'. Nigdy się to nie zdarzyło. Przyłapałam go na masturbacji.
Leżał na łóżku rozanielony. 'To ze mną nie chcesz się kochać, a wolisz
ze sobą?' - spytałam. Nic nie odpowiedział." No tak, na takie pytanie ciężko jest odpowiedzieć. Chyba, żeby powiedzieć "kochanie, to nie to, co myślisz". "Wzięłam go do teściów, powiedziałam przy nich. Byli w szoku, ale nie za
bardzo chcieli uwierzyć. 'Przecież to fajny facet, wygłupiał się, w
sumie to nic takiego nie zrobił - mówili. - Może sobie jakieś filmy
ogląda, ale przecież każdy chłop ogląda. Musicie być ze sobą za wszelką
cenę, dzieci muszą mieć ojca'. 'Przecież nie można mieć wszystkiego -
mówiła moja mama. - Czy on krzyczy na ciebie, pieniędzy ci nie daje?
No, okropne, że cię zdradzał, ale może się opamięta. Pamiętaj, u nas w
rodzinie rozwodów nie ma'." No i słusznie. Poza tym, pamiętaj, żeś gruba i darciuch, więc to normalne, że zdradza. "Im było trudno w to uwierzyć, bo mój mąż uchodzi za ideał, niech mi
pani wierzy. Przystojny, zaradny, nie pije, nie pali, opiekuje się
dziećmi, wzór człowieka. Z pozoru żyliśmy jak rodzina z pięknej
okładki, a w środku żarły nas robaki. Ale żebym myślała o rozwodzie, to
nie. Tu troje dzieci, tu dom wspólny, ślub kościelny. Z domu wyniosłam
przekonanie, że rodzina jest na pierwszym miejscu, a kobieta jako
jednostka się nie liczy." Tak, dużo heteroseksualistów płci żeńskiej tak ma, ale to się leczy. "Znalazłam zapisy z erotycznych czatów na Sympatia.pl albo eAmore.pl,
gdzie mąż ogłaszał się: 'Przystojny 29-latek, zamożny, poszukuje pani
do seksu oralnego, z zabawkami, tradycyjnego. Chętnie zasponsoruję
panią, niewykluczona dłuższa znajomość'. I jego nowy, lewy numer
telefonu. Pisał tym dziewczynom, że żyje ze mną w separacji, że nam się
nie układa, pytał, jak daleko mieszkają, bo może zaraz do nich
przyjechać. Wiem też, że często jeździł do luksusowych prostytutek. Bez
przerwy szukałam dowodów zdrad. Na ulicy wyławiałam wzrokiem kobiety w
jego guście. Przeglądałam mu kieszenie, czytałam SMS-y, przeszukiwałam
auto. Pod dywanikiem samochodowym znalazłam ukrytą kartkę z numerami
telefonów, z podanym obok wiekiem i adnotacjami: 'bi', 'full',
'zabawki'." Nie bardzo rozumiem, po co pani szukała dowodów zdrad, skoro w rodzinie rozwodów nie ma. Poza tym wygląda, jakby miała wystarczająco dużo. Postanowiła może dobić do tysiąca dowodów? Albo tysiąca kochanek męża? "Leczę się. Bo też jestem chora. Współuzależniona. Tak jak są
uzależnieni bliscy alkoholików czy narkomanów. To nie znaczy, że
zachowuję się jak on i bez przerwy myślę o seksie. To znaczy, że
obsesyjnie myślę o nim i o tym, co w danej chwili robi. Nie mam już
czasu na swoje życie. Stałam się smutną kobietą. [...] Kocham go nadal, ale to nie znaczy, że będę z nim za wszelką cenę.
Dojrzałam już do tego. Na razie mieszkamy razem, wychowujemy dzieci,
nic więcej." Ach, to straszna kara dla męża. Żona w domu gotuje, sprząta i się smuci, a mąż jeździ do prostytutek i daje ogłoszenia. Ale przekonany jestem, że mu bardzo wstyd. "Mówi, że chce być ze mną i dziećmi, chce zacząć wszystko od początku.
Może i chciałby, tylko dlaczego wracając wcześniej do domu, dwa razy
przyłapałam go, jak szybko zmieniał stronę w komputerze? A gdy
sprawdziłam, co oglądał, dlaczego wyskoczyły ogłoszenia prostytutek i
pornografia? Zapytałam go o to, ale znów odpowiedział wymijająco." No ja ZUPEŁNIE NIE WIEM DLACZEGO ONE WYSKOCZYŁY PANI GOŹDZIKOWA. Druga pani, imieniem Katarzyna, również dzieli się przemyśleniami: "'Zdradzałem cię przez kilka miesięcy. To były przypadkowe kobiety'. Jak
to, ten najwspanialszy człowiek na świecie? Ten, z którym żyłam w
jedności i miłości? Z którym na pierwszym miejscu stawiałam Boga? Ja do
niego: 'I jak mam teraz żyć? Co dalej?'. Tak cały czas, jak katarynka.
I do Boga: 'Panie, co teraz?'. Jakiś czas potem powiedziałam mu, że jak
się nadarzy okazja, to też go zdradzę." A, to dość nietypowo Bóg doradził, rzekłbym. Spodziewałbym się czegoś o niesieniu swojego krzyża, świętości przysięgi małżeńskiej i o tym, że dziecko musi mieć ojca. "Szłam więc z dziećmi na obiad do rodziny i wymyślałam, że on, niestety,
nie mógł. Bo delegacja, bo musiał iść do babci, bo ma spotkanie. Czułam
się z tym źle, ale brnęłam w kłamstwa. Wykazywałam cechy
współuzależnienia." Bo ja wiem? Brzmi jak typowe cechy Matki Polki. Może one wszystkie wykazują? "Mój mąż nosił w sobie zalążek tej choroby. W podstawówce u kolegi
obejrzał film pornograficzny. Inni zapomnieli o tym zaraz. Ale on już
nie mógł przestać myśleć o tym, co zobaczył." Dobra Bogini, w podstawówce film obejrzał i choroba mu się zalęgła?! To jak z syndromem postaborcyjnym który się pojawia u dzieci kobiet, które tylko pomyślały o aborcji, człowiek nawet nie wie kiedy już jest za późno. "Nie mogłam powiedzieć nikomu o tamtym wieczorze, gdy mój mąż przyznał
się do zdrady. Mamie, teściowej - absolutnie wykluczone. Nikt by tego
nie zrozumiał, a ja nie chciałam rozdmuchiwania swoich spraw. To była
moja sprawa małżeńska. Wstyd mną powodował. Trudno mi było się zwrócić
nawet do Boga." Osobiście pomyślałbym raczej o prawniku od rozwodów. "Na stronach katolickich przeglądałam linki o zdradzie. I trafiłam na
katechezę, w której jest mowa, że Chrystus kazał przebaczać nie siedem,
ale 77 razy. Zabrzmi to magicznie, ale to była łaska od Boga. Doznałam
przebaczenia. Napisałam do męża SMS-a. Przyjechał, zjedliśmy razem
kolację." Tak tak owieczki moje i baranki. Rolą męża jest zdradzanie, a rolą kobiety przebaczanie 77 razy. "Wytłumaczył mi, że jestem współuzależniona i muszę poszukać
jakiejś wspólnoty terapeutycznej." Tak tak, to wszystko wina Katarzyny, powinna natychmiast udać się do wspólnoty terapeutycznej. "Wiem już, że będę wolna od współuzależnienia, kiedy będę mogła cieszyć
się życiem. Bo nadal miewam napady złości, niechęci, apatii. Ale jest
już coraz lepiej. Już dawno nie sprawdzałam rzeczy męża. On też powoli wychodzi z choroby. Nie ukrywa przede mną zmagań, że jest wciąż narażony na pokusy." Ale niesprawdzanie rzeczy z pewnością pomaga im się oprzeć. (Nawiasem mówiąc, każdy człowiek jest narażony na pokusy, być może z wyjątkiem niewidomych i głuchych, pozbawionych zmysłu węchu.) Barbara pisze: "W kilka godzin skleiłam prywatne rozmowy po nocach, wysłane MMS-y, kody
do stron pornograficznych w internecie. Wiem, bo sprawdziłam. Poznałam
świat internetu, który służy do uprawiania seksu, czaty erotyczne,
filmy, ogłoszenia, wulgaryzm. Nie jestem dewotką, ale mnie to poraziło.
Powiedziałam mu, że teraz zamilknę na kilka dni i poczekam, co ma mi do
powiedzenia. To było trzy lata temu." To ja bym się jednak po jakichś dwóch miesiącach odezwał. "Jeżeli człowiek funkcjonuje w dwóch światach i wszystko ma
zorganizowane, to w pewnym momencie przestaje widzieć, że coś tu jest
nie tak. Jedno życie służy mu do uprawiania seksu. Jest zaspokojony pod
tym względem. Drugie życie to świat, w którym ktoś musi prać gacie i
skarpetki, gdzieś trzeba jeść obiady." Oj odczepiłaby się pani od tych księży. "Dwa lata temu kazałam mu się wyprowadzić. Ostatnio zapytał, czy mógłby
do nas wrócić. 'I gdzie będziesz spał? - zapytałam. - A jak nasz seks
miałby wyglądać?' (pytałam retorycznie). A on na to: 'O nie, seks to
nie. Seksu to ja mam dosyć'." To się nazywa brutalna szczerość. "Podobno człowiek, który zaczyna zdrowieć, czuje żal, ma poczucie
wyrządzonej krzywdy. Mój mąż myśli, że ja mu wszystko zepsułam. A miał
taką fajną bazę." No bo to poniekąd prawda. "U bliskich znajomych był problem alkoholowy. Wiedziałam stamtąd, że nie
należy uzależnionemu podawać ręki, bo wciągnie w bagno. Wiedziałam, że
trzeba mu dać kopniaka, żeby oprzytomniał. Wiedziałam, że pomoc jest
potrzebna też mnie. Powiedziałam mu z tym rachunkiem w dłoni: 'Masz się
zacząć leczyć. I sam musisz sobie to zorganizować'. Poszedł do
terapeutki raz czy dwa, ale był tym rozdrażniony. Poszliśmy na terapię
małżeńską. Tam dowiedziałam się, że najpierw mąż powinien zacząć leczyć
się z uzależnienia, potem ewentualnie możemy ratować nasze małżeństwo.
Do grup terapeutycznych nie zajrzał. Nie było w nim woli leczenia." Smutna prawda brzmi tak, że jeżeli kobieta oskarża samą siebie, więcej sprząta i gotuje, przebacza 77 razy, przez trzy lata się nie odzywa z rachunkiem w dłoni, za to podaje obiady i pierze skarpetki, to mąż niespecjalnie będzie miał powody, żeby poczuć wolę leczenia. "Kazałam mu się wynieść. Moja mama: 'Daj mu szansę'. 'Mam gdzieś szansę,
mamo. A gdybym miała teraz HIV, dzieci były zakażone, też byś tego
chciała?' 'Ach, nie pomyślałam' - wycofała się." Oj tam, wierzący heteroseksualiści nie miewają HIV. Z poniższym akapitem zgadzam się w stu procentach: "Sposób rozumowania innych, że to fajnie mieć męża seksoholika, to
dramat. Te komentarze na forach: 'Pewnie głupią babę miał, to poszedł
do innej'. 'Dajcie mi do niego namiary, chętnie się skontaktuję'.
Gdybym miała życzyć jakiejś kobiecie bardzo źle, tobym zaproponowała,
żeby związała się z seksoholikiem." Prawda. Tyle, że po lekturze artykułu zupełnie nie mam wrażenia, jakobym czytał o seksoholizmie. Z wyjątkiem ostatniej, Barbary, panie wykazują zaawansowany masochizm, samobiczowanie i kompletnie wyrzekają się samych siebie, aby zaspokajać potrzeby męża. Naprawianie braku seksu za pomocą gotowania i sprzątania niewątpliwie dla męża jest szalenie wygodne, ponieważ sprzątaczka i kucharka w sumie wychodzą drożej niż żona, niemniej jednak nie odnoszę wrażenia, żeby obie damy dużo na tym zyskiwały. Odrębną sprawą jest seksoholizm. Trzeba mieć specyficzną umysłowość (nader często spotykaną wśród heteroseksualistów), żeby wysnuć wniosek, że "choroba się zalęgła" gdyż mąż w podstawówce obejrzał jedną sztukę filmu pornograficznego. Ten rodzaj umysłowości generuje również konstrukcje typu "wszyscy palacze marihuany uzależniają się od heroiny", "granie w gry komputerowe powoduje masowe mordy" oraz "wszyscy geje umierają przed 40 rokiem życia na AIDS". Wiele jest na forum "kobieta" wątków pt. "jak znaleźć męża", "jak rozpalić z powrotem ogień pożądania", "mąż mnie zdradza" oraz "przespałam się z Egipcjaninem, bo tak na mnie patrzył". Ciężko się oprzeć myśli, że gdyby autorki wątków ograniczyły masochizm i hipokryzję, mogłyby zamiast tego dojść do wniosku, że być może NIE jest wszystko jedno, jaki jest mąż i co robi, na zasadzie "niechby bił i pił, byle był". No, ale jestem pewien, że każda z nich, zapytana, czy jest feministką, wyparłaby się, bo przecież "nie nienawidzi mężczyzn". Ale to jest temat na zupełnie inną notkę.
czwartek, 20 sierpnia 2009
Blox, ty kupo :(
Wypieściłem właśnie nową notkę, ale blox po kliknięciu "Publikuj" kazał mi się zalogować, po zalogowaniu zaś notki ni śladu ni popiołu. Toteż zaproszę Was po prostu do lektury wątku murzyniera, który zdradza nam prawdziwą naturę heteroseksualistów. W skrócie, heteroseksualiści mężczyźni dzielą się na zboczeńców, impotentów i nieprzyłapanych, zaś kobiety... kobiety głównie na nieprzyłapane przez swoich facetów-przygłupów, którym nawet nie przychodzi do głowy, że są zdradzani. Alleluja i do przodu!
poniedziałek, 17 sierpnia 2009
Heteroseksualista niezrozumiany, czyli pełne głębi przemyślenia z Marsa i Wenus
Niejaki harry122, zwany również Polarnym, tłumaczy, dlaczego kobiety nie rozumieją mężczyzn. Po przeczytaniu notki Polarnego Harrego zrozumiałem, dlaczego ja nie rozumiem heteroseksualistów. Oto krótkie podsumowanie:
Polarny przedstawia powody dlaczego kobiety nie rozumieją mężczyzn:
- bo nie rozumieją, że zimne piwo jest lepsze od sexu; Biedni ci heteroseksualiści :( Sugeruję wizytę u seksuologa lub dominatrix. - bo nie rozumieją, jak się można fascynować tym, że 22 facetów ugania się za jedną piłką;
Ja nie rozumiem tylko czemu mecz trwa 90 minut a wymienianie się koszulkami minutę, a nie odwrotnie. - bo, nie rozumieją, że mecz jest ważniejszy od sexu;
Naprawdę, to się leczy. - bo nie rozumieją, że poza piwem i meczem sex jest najważniejszy;
Ja zaczynam rozumieć, czemu polskie kobiety na wakacjach sypiają z Egipcjanami. - bo nie rozumieją, że golonka nie jest tłusta, tylko smaczna;
Golonka przede wszystkim jest niezdrowa i obleśna. - bo nie rozumieją, że mężczyźni też czasami myślą (nie koniecznie o piwie, golonce, meczu i sexie);
Jeszcze czasem o stereotypach. - bo nie rozumieją, że brudne skarpetki wcale tak bardzo nie śmierdzą;
Jako żywo, poza krajami Europy Wschodniej i dawnymi Republikami Sowieckimi takich mężczyzn spotyka się rzadko. - bo nie rozumieją, dlaczego czerwone światło oznacza stop, a nie przyśpiesz;
Tak po prawdzie to ja też nie wiem DLACZEGO czerwone światło oznacza stop. Zdaje się, że jest to kwestia połączenia umowy społecznej z jakimiś atawistycznymi odruchami, czerwony kojarzy się z ogniem, czy coś. - bo nie rozumieją, że mężczyzna jest najważniejszy i wcale to nie jest egoizm, a prawda;
Drodzy czytelnicy, tak wygląda poczucie humoru polskiego heteroseksualisty. (Mam nadzieję. Bo jeśli on tak poważnie, to ja nie mam słów.) - bo nie rozumieją, że mężczyzna to wieczne dziecko, a dziecko potrzebuje cycka, najlepiej dużego;
Znane mi dzieci przechodzą na pokarmy stałe poczynając od 6 miesiąca życia. - bo nie rozumieją, że kochanka to też kobieta;
*navaira bulgoce coś o świętości sakramentu małżeńskiego jako związku między mężczyzną i kobietą, uświęconego Tradycją i Moralnością* - bo nie rozumieją, że fryzura, makijaż i sukienka interesuje ich tylko u „nieswojej”;
Ci heteroseksualni mężczyźni to jacyś metroseksualni się zrobili. Sukienki i makijaż ich interesują? - bo nie rozumieją, że to mężczyzna jest skomplikowany, a nie kobieta;
Sądząc po tych głębokich przemyśleniach? Nie powiedziałbym. - bo nie rozumieją, że „bo tak” to nie jest odpowiedź na pytanie rozpoczynające się od słowa „dlaczego”. Dlaczego polscy heteroseksualiści płci męskiej lubią cuchnące skarpety, tłuste mięcho, przedkładają mecz i piwo nad seks z kobietą płci przeciwnej, a potem są zaskoczeni tym, że owa kobieta wybiera towarzystwo Egipcjanina? |