Ciekawe i dziwne opowieści z życia heteroseksualnych Polaków. Poznaj ich zwyczaje godowe, problemy oraz zabawne historyjki!
RSS
poniedziałek, 22 lutego 2010
Dziś: Prawdziwi Mężczyźni!
O tym, co pozwala rozpoznać prawdziwego mężczyznę, informuje nas z nadmiarem szczegółów drwallen:

Już myślałem, że zdziadzieałem na dobre a tu dzisiaj miła sytuacja mi się przydażyła. Otóż rozmawiając z pania w sklepie zauważyłem, że jej biust ukryty pod białą prześwitującą koszulką nie mieścił się jej w biustonoszu i widać było całego sutka. Najlepsze było to, że nie było widać dokładnie i ruszyła wyobraźnia oraz krew w kluczowe dla mnie miejsce :D

Tak - mogę śmiało powiedzieć, że jestem w 100% prawdziwym mężczyzną bo mam jeszcze erekcję na sam widok seksownego kobiecego sutka bez dodatkowej stymulacji dotykiem!

Tak tak owieczki moje i baranki -- prawdziwych mężczyzn rozpoznajemy po erekcji na widok seksownego sutka bez stymulacji dotykiem. (Dotykiem sutka?)

Niestety, żona drwallena nie ma co liczyć na to, że i w jej obecności mąż okaże się prawdziwym mężczyzną:

hehe - no na pewno nie w ten sposób. Tak można reagować tylko na te jeszcze nie zdobyte. Na żonkę to ja tak reagowałem jak się poznaliśmy, a nie po tylu latach wesołego małżeństwa.

Kolejne fragmenty układanki: prawdziwych mężczyzn rozpoznajemy po erekcji na widok seksownego sutka nienależącego do żony, bez stymulacji dotykiem (sutka alibo nie).

Ekspert odpowiada również na pytania:

czyli jak nie staje to ile % ubytku na meskosci?

coś około 80% odpada czyli zostaje ledwie 20%

Tak więc: prawdziwych mężczyzn rozpoznajemy w 80% po erekcji na widok seksownego sutka nienależącego do żony, bez stymulacji dotykiem (sutka alibo nie), zaś w 20% -- nie wiadomo.

Na koniec ekspert informuje nas:

heheh - no właśnie to wystarczy aby być 100% facetem. Zdolność do erekcji bez dotyku. Stare pryki tak nie potrafią.

Podsumowując -- prawdziwych mężczyzn rozpoznajemy w 80% po erekcji na widok seksownego sutka nienależącego do żony, bez stymulacji dotykiem (sutka alibo nie), zaś w 20% -- nie wiadomo. Prawdziwi mężczyzni i stare pryki to zbiory bez części wspólnej.

Tylko co na to Sean Connery?
14:59, navaira
Link Komentarze (9) »
wtorek, 16 lutego 2010
Ojciec Pilśniak pt. 2
Zapraszam tutaj -- alternatywne spojrzenie na ojca Pilśniaka: http://sporothrix.wordpress.com/2010/02/15/zakonnik-i-seks-czyli-kto-tu-kogo-osmiesza/

I w ogóle zapraszam do Sporothrix, bo nieodmiennie warto!
12:38, navaira
Link Komentarze (1) »
piątek, 12 lutego 2010
Ojciec Pilśniak u spowiednika
Jak wiadomo, najbardziej lubię, gdy na temat heteroseksualizmu wypowiadają się najbardziej wykwalifikowani eksperci nt. seksu, miłości i związków małżeńskich, czyli duchowni. Ten konkretny, ojciec Mirosław Pilśniak, już na początek olśniewa ciekawym wyznaniem:

[...] Do dziś myślimy, że Kościół podejrzliwie traktuje seks. Ale to nie jest istota nauki Kościoła na ten temat. W praktyce - może mam wyjątkowe szczęście - w ciągu 50 lat może raz zostałem potraktowany skrajnie podejrzliwie i rygorystycznie przez spowiednika.

OJCIEC PILŚNIAK UPRAWIA SEKS!!!!!1!!!

Tak auto-namaszczony sekspert dzieli się z nami swoimi przemyśleniami, a my już wiemy, że płyną one z doświadczeń własnych:

[...] jeśli komuś rozmowa o seksualności nie sprawia żadnego kłopotu, to może znaczy, że nic mu nie sprawia kłopotu, bo nie żyje w świecie wartości.

Jeśli ktoś mówi otwarcie o seksie, to znaczy, że nie posługuje się wartościami w życiu?

- Mówić można na różne sposoby. Mam na myśli mówienie beztroskie, jakby seks był rozrywką.

A nie ciężką harówką przy rozgrzanej kuchni.

Są rodzice, dla których wartością szczególnie cenną jest życie małżeńskie zgodne z zasadami wiary, ale będą też tacy rodzice jak pewna mama, która daje 13--latce prezerwatywę przed wyjazdem na zieloną szkołę "na wszelki wypadek".

Ta druga grupa ma mniej problemów z ciążami nastoletnich córek.

Każdy pedagog wie, że taka pomoc "na wszelki wypadek" działa jak zachęta do seksu.

Tak jest -- taka prezerwatywa to najlepszy afrodyzjak, ledwie pomyślę o prezerwatywie, a już bym uprawiał seks z kim popadnie.

Nie może być jednak tak, że normę etyczną wartości seksu dyktują seksuologowie - lekarze lub terapeuci funkcji seksualnych człowieka. W praktyce łatwo przekraczają oni swoje kompetencje i stawiają się w roli nauczycieli życia.

W odróżnieniu od księży, którzy nigdy nie przekraczają swoich kompetencji i nie stawiają się w roli nauczycieli życia.

Skoro więc ponoć 90 proc. chłopców się masturbuje, to to jest postępowanie normalne. Ale automatycznie nie staje się dobre. [...] Problem masturbacji nie jest chorobą i nie leczy się tego jak choroby psychicznej. Czym innym jednak jest ocenianie masturbacji jako czegoś dobrego na podstawie tego, że jest "normalna". Ocena wartości czynu człowieka to nie jest działka seksuologa. Jeżeli tak robi, to przekracza swoje uprawnienia i wprowadza klienta w błąd. Od tego, jak czyn się odnosi do wartości ciała człowieka, zależy ocena, czy jest dobry, czy zły moralnie.

Eee, masturbacja do wartości ciała człowieka? Mam skojarzenia z łowcami skór z Łodzi sprzed paru lat...

Nie ma w masturbacji niczego złego. Jeśli mówimy inaczej, to narażamy dzieci na poczucie winy.

- A jeżeli człowiek ma poczucie winy wtedy, kiedy robi coś złego, to chyba dobrze? Jest to zdrowa reakcja emocji na czyn zły.

Czyli ponad 90% chłopców z poczuciem winy to stan pożądany przez ojca Pilśniaka. Bardzo interesujące. Freud się kłania.

Informacje o fizjologii uczeń uzyska chociażby na biologii. A gdzie ma poznać wartość czystości rozumianej jako wartość, a nie zakaz, jeśli nie na edukacji seksualnej?

To mi jest trudno skomentować, bo mnie czystości uczyła mama i od tej pory maniakalnie się myję, co dnia rzekłbym nawet, a często więcej niż raz dziennie!

Mówmy raczej o wychowaniu do miłości niż wychowaniu do seksu.

To utopia. Co 20. dziecko w Polsce rodzą dziewczyny poniżej 18. roku życia.

Oj, to są te, którym mamy prezerwatywy dawały. To chyba oczywiste!

Są kraje w Afryce, gdzie zakażonych [HIV] jest kilkadziesiąt procent mieszkańców.

- Wręczenie prezerwatywy zachęca do ryzykownych zachowań. Drogą do ratowania krajów zagrożonych AIDS jest wstrzemięźliwość. W ofiarowanej prezerwatywie tkwi pokusa zdjęcia z człowieka odpowiedzialności za jego działanie.

Nawet księża mówią, że celibat to trudne zadanie, a co dopiero świeccy. Zachęcanie mężów, żeby nie współżyli ze swoimi żonami - zwłaszcza w Afryce, z jej kulturą - brzmi jak niestosowny żart.

- Trzeba, żeby człowiek odnalazł w sobie motywację, żeby w imię miłości chciał chronić innych. Prezerwatywa czyni z niego człowieka bezwolnego. Myślę, że obrażamy mieszkańców Afryki, proponując im prezerwatywy.

Jestem pewien, że kobieta, która zaraziła się wirusem HIV od swojego męża jest bardzo zadowolona, że ma wirusa i co jakiś czas wzdycha tylko w poczuciu szczęścia "co za szczęście, że nikt nie usiłował nas obrażać tymi, jak im tam, prezerwatywami".

Zakażony HIV mąż lepiej zrobi, jeśli powstrzyma się od współżycia?

- To sprowadza się do najważniejszego pytania: co jestem gotów zrobić w imię miłości, żeby chronić współmałżonka?

Ma się całkiem powstrzymać od seksu?

- Prezerwatywa nie chroni w 100 proc. przed HIV.

Bardzo elegancko ojciec odpowiada na niezadane pytania.

A gdyby prezerwatywa dawała 100 proc. ochrony - czy to zmienia sytuację?

- Nie, bo prezerwatywa służy nie tylko ochronie przed AIDS, ale jest także środkiem antykoncepcyjnym, i już z tego tytułu nie jest dobra. Wierzę, że człowiek jest w stanie podejmować naprawdę heroiczne decyzje w imię miłości.

To niech ojciec idzie i podejmuje, zamiast decydować odgórnie, co Afrykanów obraża i jakie decyzje powinni podejmować kierując się heroizmem.

Teraz posłuchajmy o in vitro:

Ta norma dotycząca jedności osoby opiera się między innymi na obserwacji, że człowiek w sposób naturalny zostaje poczęty w wyniku współżycia ojca i matki. Biblia pokazuje, że miejscem przyjścia na świat człowieka jest związek małżeński jego ojca i matki. Stąd wniosek, że każdy człowiek ma takie prawo dane mu przez Boga.

Tu ojciec mógł nie zauważyć, ale z poczęciem Jezusa to niezupełnie tak było.

Dziecko jest owocem jedności rodziców. Widzimy w tym podobieństwo do jedności Boga, który stwarza człowieka z udziałem jego rodziców. Gdyby ich jedność nie była dochowana - na przykład dziecko przychodzi na świat w wyniku przemocy - Bóg dopełnia tę miłość, której zabrakło.

A jeśli rodzina nie ma co jeść, a na świat przychodzi kolejne dziecko, Bóg dopełnia lodówkę, w której zabrakło jedzenia.

Oddanie poczęcia dziecka w ręce lekarzy nie jest dobre. Lekarze mogą to robić w różnym celu, na przykład dla eksperymentu. Widać to choćby w raporcie pana Jarosława Gowina: nienarodzone dzieci mogą być przedmiotem handlu, wykorzystania na materiał do produkcji kosmetyków.

Skąd taka teza?!

- Wielokrotnie o tym mówiono. Szczerze mówiąc, jestem o tym głęboko przekonany.

Ja też jestem głęboko przekonany, że w Radio Maryja wielokrotnie o tym mówiono.

In vitro to grzech?

- Świadomy i dobrowolny czyn, który zawiera zło, to grzech. Próba powołania do życia dziecka z próbówki to naruszenie ważnych wartości.

[...] I takie rzeczy słyszą rodzice, którzy skorzystali z in vitro, i ich dzieci. Sądzi ksiądz, że łatwo im się przyznać, np. w szkole, że są z próbówki?

- Czy dziecko ma napisane w legitymacji, że jest z próbówki? Gdyby ktoś się tym chwalił, to musi się liczyć z wrażliwością odbiorcy. Ale ponieważ Bóg kocha każdego człowieka, to chrześcijanie też powinni.

Poczynaj się w in vitro w domu po kryjomu i nie afiszuj się ze swoją ohydną probówkopoczynalnością!

Kościół jest atakowany przez dzisiejszy świat?

- Bywa wyśmiewany. Co do mnie, na ulicy często zdarzają się kpiny, jestem traktowany jako dziwak lub pasibrzuch. A rodziny katolickie czują się dyskryminowane.

Biedne :( Zawsze wzrusza mnie dogłębnie los 97% katolików w Polsce, dyskryminowanych przez narzucających swoje cywilizacyjnośmierciowe idee 3% ateistów, buddystów i inne tałatajstwo.
11:01, navaira
Link Komentarze (9) »