Ciekawe i dziwne opowieści z życia heteroseksualnych Polaków. Poznaj ich zwyczaje godowe, problemy oraz zabawne historyjki!
RSS
wtorek, 30 listopada 2010
Zbychu ma dylemat
No więc mam taki dylemat.

Tako rzecze Zbychu. Słuchamy, zacierając macki.

Jestem w związku z cudowną kobietą, piękną, niezależną mądrą. Jesteśmy razem od pól roku, nasz związek to zrozumienie, akceptacja i możliwość długich rozmów, wspaniały seks, miło spędzany czas. Niestety, problemem jest to, że jestem zonaty od 17 lat. 

A, to faktycznie problem. Zwracam uwagę na ciekawe i kreatywne wykorzystanie określenia "jesteśmy w związku".

Z żoną nic mnie nie łączy, zero wspólnych tematów zero zrozumienia tylko dzieci dom. Nie rozmawiamy, nie interesujemy się sobą nie dbamy o siebie. Do dzieci też w sumie nie za bardzo jestem przywiązany, wychowuje je żona inaczej niż bym chciał. Dzieci są bierne nijakie.

Tego się nie da skomentować, więc zamilczmy.

Łapię się na tym, że dzieci mojej Ukochanej są dla mnie bliższe niż moje własne. Nigdy nie zapomnian co lubią, zawsze mam z nimi o czymś do porozmawiania są otwarte choć czasami pokazują Różki, ale nawet to lubię. Dla swoich dzieci nie miałem nawet czasu pojechać po wyprawkę do szkoły choć obiecywałem to zrobić. 

Ciekawe w takim razie, dlaczego wychowuje je żona. Przecież tatuś tak się stara.

Ale do rzeczy, problemem jest ultimatum jakie postawiła mi moja Ukochana. Jakieś dziesieć dni temu w czasie kolacji w restauracji wygadałem się, że mam żonę i że z nią mieszkam. 

Ups! No każdemu się może wydarzyć zapomnienie o takiej pierdółce!

Reakcja była niesamowita, Ukochana wstała, odeszła od stolika zamówiła taryfę i odjechała.

Ta reakcja może się wydawać niesamowita wyłącznie osobie z meduzą zamiast mózgu.

Pobiegłem za nią – musiałaem jednak zapłacić –więc złapałem ją jak wsiadała do taksówki rzuciła tylko masz miesiąc na złożenie pozwu o rozwód. 

No i tu mam dylemat. Minęło 10 dni, nie wiem czy chcę się rozwieść, nie chcę płacić alimentów, nie chcę widywać dzieci raz na dwa tygodnie nie chcę podziału majątku i prania brudów. Nie nawidzę sądów, procedur itp. Ale z drugiej strony stracę moją Ukochaną bez której moje Zycie jest niczym, puste. 

Cóż za pech! zbychu1966 nie może zjeść ciastka i mieć ciastka i ma dylemat, co wybrać! Szalenie współczujemy.

Ona jest piękną kobieta i szybko znajdzie innego, co wiecej nie wiem czy mnie kocha skoro tyle czasu może być beze mnie i jest tak twarda. Dobra no i co mam robić????? 

Redakcja ma wiele ciekawych sugestii, ale zobaczmy, co na to telewidzo... chciałem powiedzieć forumowicze!

plujeczka:

radze na serio 
-zabić włane dzieci bo nie jesteś do nich przywiazany sa byle jakie wg.twojego opisu 
-utopić zonę lub zamurować w piwincy do garażu policja tak szybko nie odnajdzie,( ostatnio w telewizji pokazywali ,ze odkryli zwłoki dopiro po 10 latach) 

Łojezu, plujeczka strasznie brutalna. Poza tym, zbychu1966 wygląda na takiego, co go byle 10 lat szczęścia nie zadowoli. Polecam zaprzyjaźnienie się z obsługą pieca kremacyjnego.

-wprosić się na chama do domu kochanki i natychmiast wyrzucić jej meza z domu, 

Ale kochanka nie ma męża. Kochanka akurat wydaje się być osobą wyjątkowo na poziomie.

-zaadoptowac dzieci kochanki , dbac o nie, rysowac, malowc z nimi domki, pojśc na rower, pograć w piłke, 

E tam, to się może skończyć tylko tym, że kochanka wychowa je sama nie tak, jak zbychu by chciał.

-kochankę wysłac nao perację plastyczą bo jakoś na "BLONDYNKĘ" wygląda ,doradzam zmianę kolorów włosów. 

Właśnie zupełnie nie wygląda.

Zyczę Ci powodzenia bo na nie w całej rozciagłości ze wzgledu na szlachetny charatekr zasługuje

Tu się zgodzę, tak wybitnych i przesympatycznych jednostek jak Zbychu to ze świecą szukać.

Niestety, Zbychu w ogóle nie dziękuje za życzenia szczęścia, jeno się dziwi nadal:

Nie rozumiem waszej agresji?? Nie chcę sie rozwodzić, bo na tym stracę. Stracę materialnie, stracę i tak słaby kontakyt z dziećmi.

Wstrząsające, Zbychu, urzekła mnie twoja historia.

Żona będzie wredna i będzie walczyła, jak tylko dowie się że mam kogoś.

Ale wredna! W ogóle nie chce zrozumieć, że sama jest obleśna i głupia, a Zbychu jest wybitnym, wartościowym Człowiekiem przez duże czy, który posiada potrzeby i wymagania.

Czy tak trudno zrozumieć, ze ja już nie pamiętam nawet za co kiedyś kochałem żonę? 

Oj Zbychu, takie rzeczy się zapisuje gdzieś.

Że nie mamy żadnych, ae to żadnych wspólnych tematów, że jest zaniedbana, mimo, że mamy dobrą sytuację materialną, że nigdzie nie chce wychodzić, że jak otwiera buzię to mówi tylko o jakiś głupich tematach z jej głupiej pracy, pracy bez perspektyw, bez dochodów, bez mozliwości awansu. 

W odróżnieniu od Zbycha, który mówi na same fascynujące tematy z dziedziny literatury pięknej, teatru i jego fascynującej pracy, po dziurki w nosie przepełnionej perspektywami, dochodami i awansami.

Nas już nie ma, ale są wspólne interesy, na których nie chcę stracić. Nie rozumiem postawy mojej Ukochanej, jeśli nie chce wychodzić za mąż, nie chce mieć dzieci, to co jej przeszkadza, że formalnie i tylko formalnie mam żonę.

Tak, to kompletnie niezrozumiałe, że "piękna, niezależna mądra" kobieta nie chce być w związku z żonatym facetem, który "nie pamięta, za co kiedyś kochał żonę", jej pracę uważa za głupią, dzieci za byle jakie, a rozwodu nie chce, bo ma interesy. Tak wspaniały egzemplarz, pełen zalet, i tylko ta dziwna kochanka tego nie rozumie!

agamagda zapytuje dramatycznie:

Nie wiem czy to prowokacja czy nie, ale abstrahując od tego, zastanawia mnie fakt, jak jest możliwe aby kobieta była 6 miesięcy w zwiazku i nie zorientowała się że kochanek ma żonę? 

ef.endir odpowiada:

A co Cię dziwi? 
przecież jak się kogoś kocha to chce mu się zaoszczędzić trosk i o tak mało ważnych sprawach jak zona i dzieci się kochance nie mówi, prawda? 

No i bingo! Po co o drobnych pierdołach opowiadać Ukochanej i jej piękną główkę zawracać jakimś tam 17-letnim związkiem i nijakimi dziećmi.

A kochanka powinna być wdzięczna. Ale ona chyba nie rozumie co to za uczucie (była taka piosenka: Chciałabym wiedzieć co to miłość), bo inaczej to by go po piętach całowała! I weź tu traf za kobietą!!! Zero wdzięczności i zrozumienia....... 

Nagle rozumiemy, czemu mężczyźni są z Marsa, a kobiety z Wenus. Na Marsie po prostu hoduje się stworzenia z meduzami zamiast mózgów i to prowadzi do licznych problemów i nieporozumień!

widanka12:

Ja się nie dziwię, bo sama dałam się nabierać przez ponad pół roku. Pan był przeuroczy, wrażliwy, opiekuńczy, porzucony i okradziony przez poprzednią kobietę, w związku z czym mieszkał chwilowo u dalszej rodziny, więc się kulturalnie nie wpraszałam mu do domu. Z dzieckiem, którym się odpowiedzialnie opiekował(ach, myślałam, jaki wspaniały facet, dzieckiem się zajmuje!). [...] Na kolanach mówił, że traktuje mnie poważnie, chciałby ze mną zamieszkać i mieć dzieci, więc zaczęłam go traktować jako potencjalnego kandydata do wicia gniazda.
Po kilku miesiącach sprawa się rypła, bo coś mi zgrzytało w tej historii i jak zaczęłam cisnąć i zagrałam, że już wszystko wiem, to pan się z placzem przyznał, że ma żonę z którą mieszka i z którą go nic nie łączy (tia) , dzieci ma dwoje a nie jedno, a kobieta która go porzuciła przede mną to jakaś jego kolejna kochanka mężatka. I on myślał, że ja o tym nie chcę wiedzieć więc mi dlatego nie powiedział. 

No, bo on był z tych dobrych, co nie chcą damie pierdołami główki zawracać, a widanka12 zamiast docenić...

Nie wiem co by było gdyby dał mi spokój a wrócił po kilku miesiącach jako wolny. Na pewno częściowo by się zrehabilitował za zatajenie prawdy, i zyskał w moich oczach, bo to oznaczało dowód, że traktuje mnie poważnie a małżeństwo ma naprawdę zamknięte tak jak mówił a tylko formalności ich łączyły. Wg jego słów z żoną się mieli przyjaźnić i tworzyć luźny związek tylko dla wychowania dzieci. Żona niestety tak nie uważała :D

No, bo żonie też nie powiedział, że z nią go nic nie łączy. Generalnie, sympatyczny człowiek, który się stara zaoszczędzić damom problemów i rozmyślań, do których jak wiadomo kobiety nie mają talentu i głowa im się przegrzewa (na Wenus panuje niższa temperatura), a one takie, kurna, niewdzięczne.

tautschinsky wreszcie wykazuje odrobinę zrozumienia:

Krótko, zbychu - nie rozwódź się dla takiej kobiety! NIE WARTO! Cóż ona zaskakującego zrobiła wychodząc z tej restauracji? Nic. Wie, czego chce. Rozgrywa sprawę jasno - szantażując cię. Dziś to, jutro tamto. Cieknie ci ślinka na nią, opamiętaj się, chyba jej dwa rozwody i to jak teraz zachowujej się wobec ciebie powinny dać ci do myślenia.

Ha! Nareszcie ktoś rozpracował tę larwę, co się Ukochaną mieni! Ona po prostu jest szantażystką, której niemoralne prowadzenie i liczne rozwody powinny dawać do myślenia. Zbychu nie rozwiódł się ani razu i proszę.

Ciesz się, że tak się stało zanim żona się dowiedziała o twojej głupocie, jaką jest zadawanie się z taką kobietą jak twoja ukochana.

Ciekawe swoją drogą, czy żona wie o tym, że jest zaniedbana, a jej dzieci (no bo nie Zbycha przecież, on tego wychowywać nie będzie) są bierne i nijakie. Zakładam, że Zbychu nie zaprząta jej ślicznej... chciałem powiedzieć zaniedbanej główki takimi wyznaniami...

Swoje nudne, nieudane życie u boku obojętnej ci kobiety i dzieci możesz tylko zamienić na koszmar życia z kobietą przy której będziesz musiał na paluszkach chodzić a i tak będziesz obrywał po uszach aż cię rzuci - po podziale majątku, zasądzonych alimentach, życiu z nią na co dzień i wszystkich tych powszednich problemach dla niej będziesz mniej atrakcyjny tak jak ona dla ciebie - i jeszcze zaskomlesz za swoim małżeństwem. 

Boże, co za szczęście, że Zbychu ustrzegł się losu gorszego niż śmierć! Zbychu też rozumie, że uratował się w ostatnim momencie:

W koncu jakaś konkretna wypowiedź. Tak tałczyński masz rację częściowo. Ale jak se pomyślę że następna 40 lat mam żyć z moją żoną , to sie normalnie załamuję.

Ale nie aż tak, żeby się od razu rozwodzić, prawdaż.

Niestety, mam wrażenie że rozumiem jej działania w tym wypadku. Przecież jej nic nie da mój rozwód BO ONA NIE CHCE WYCHODZIĆ ZA MĄŻ kolejny raz. za to wiem, ze jeśli tego nie zrobię szybko znajdzie mojego nastepce.....

Między wychodzeniem za mąż, a sypianiem z cudzym mężem jest całkiem duże, niezagospodarowane terytorium.

ganesza pociesza:

ty się tak nie martw chłopie, faceci żyją krócej. a jak będziesz miał szczęście to cie jutro jakis pijany kierowca skasuje. i czym sie ty martwisz. czterdzieści lat... marzyciel. 

Właściwie to świetny pomysł Zbychu. Nie znasz jakichś pijanych kierowców?

markos28mr wdaje się w rozważania teologiczne:

Zbychu nie bierz sobie do serca tych wrednych wpisów bab. One zawsze są razem jak mafia , dla nich jak facet chce sobie życie ułożyć od nowa to łajdak i jak najwredniejszy ham zostawiajacy żonę i dzieci , nawet taką która już od dawna olewała jego i jego potrzeby. Jednak jak żona znajdzie sobie kochanka to radzą " idź za głosem serca". Taka to już wredna nacja te baby i to prawie wszystkie . [...] co się tyczy związków kobiet i mężczyzn to Bóg ułożył to w ten sposób i musimy z tym żyć .

Życie heteroseksualisty to nieustające pasmo bólu i znoju :(

Oczywiście kobietom , na których mi zależy nie mówię takich komplementów .

No bo po co im zawracać ich śliczne etc.

Sądzę ,że również Ty nie mówisz mężczyznom na których Ci zalezy co o myślisz na temat mężczyzn . Chociaż mężczyźni nie bardzo biorą sobie do serca tego co sądzą o nich niektóre kobiety , a myślę że przed wyborem kobiety powinni znać ich zdanie na ten temat.

Ja na przykład myślę, że o ile spacje przed przecinkami sadzą wszyscy wyborcy PiS, to przed kropkami chyba tylko ci wybrani, a przed i po naraz to już tylko ci, co głosowali na Nelly Rokitę.

Bóg dał mężczyznom większą siłę fizyczną ( w większości ) , ale kobietom większą siłę psychiki i brak sumienia dla mężczyzn na których im nie zależy i z tego powodu są gotowe zniszczyć każdego faceta , który w ich mniemaniu zrobił im krzywdę .Mężczyźni rzadko kiedy są zdolni do takich podłości.

Mężczyźni po prostu zdradzają żony, o dzieciach mówią, że są bierne i nijakie, a rozwodu nie chcą, bo im to w interesach przeszkadza, ale to żadna podłość, po prostu uprzejmość i niechęć do zawracania damie ślicznej etc.

Dochodzi do tego jeszcze popęd płciowy inaczej ukierunkowany u mężczyzn , a inaczej u kobiet 

Tak tak, owieczki moje i baranki, bo Pan Bóg stworzył heteroseksualistów tak, że u mężczyzn popęd jest ukierunkowany na kobiety, a u kobiet na mężczyzn. Tę mądrość warto sobie gdzieś zapisać, np. na karteczce koło komputera, co jakiś czas spoglądać i odczytywać powoli na głos tonem pełnym namaszczenia i powagi.

nangaparbat3:

> A kochanka w całej tej sytuacji wg mnie zachowała się w jedyny możliwy do przyj 
> ęcia sposób. Znaczy zna swoją wartość kobieta i dobrze. 
A ja myślałam, że chodzi o lojalnosc wobec tamtej pani (żony). Jednak jestem naiwna :(

Ale kochanka nie zna żony i domaga się wszczęcia sprawy rozwodowej. Wydawałoby mi się to dziwnym sposobem okazywania lojalności wobec kompletnie obcej osoby.

jol.ka1:

Człowieku?! Powiedz żonie, a ta mądra kobieta sama złoży papiery w odpowiednim sądzie i pozbędzie się ciebie, choć z pewnością ją to zaboli. Jesteś.........., szkoda słów., sam sobie to powiedz, jak masz odwagę?! 
Mam nadzieję, że ten facet naprawdę nie istnieje, bo wśród tylu istniejących gadów on jest nie do przebicia, taki wyjątkowy!

No i tu by się jol.ka1 zdziwiła.

Niestety, w wyniku moich obserwacji środowiska heteroseksualistów muszę stwierdzić, że ta część społeczeństwa nie jest przesadnie moralna, inteligentna ani sympatyczna. Mężczyźni zajmują się głównie zdradzaniem, podrywami za pomocą metod Elvisa, kobiety traktują jak skrzyżowanie odkurzacza z fleshlightem (nie będzie linka, sami sobie guglajcie) ukierunkowane na wydawanie ich ciężko zarobionych pieniędzy, i tylko niestety tak to pan Bóg stworzył, że mają też cycki i wedżajny i co tu panie zrobić. Kobiety natomiast szukają sobie habisiów w Egipcie, bes sęsu zakochują się w misiach z tendencjami do przemocy i alkoholizmu, a na koniec zostają Lady Gagami i przekraczają wszelkie granice etniczne, darkając na sobie rajstopy i robiąc jednoznacznie wyraźne aluzje. Tak tak owieczki moje i baranki. W zasadzie zaczynam mieć wrażenie, że promocja homoseksualizmu jest jak najbardziej istniejącym zjawiskiem, a zajmują się nią heteroseksualiści.
20:59, navaira
Link Komentarze (27) »
sobota, 27 listopada 2010
Lady Gaga, zrecenzowana
Panie i panowie, dziś inaczej niż zwykle: heteroseksualista recenzuje koncert Lady Gagi! Skąd wiem, że heteroseksualista? Poznaję po fryzurze i braku zająknienia... ale o tym za moment.

Takiego widowiska nie widziało dotąd nie tylko Trójmiasto, ale wręcz cała Polska.

Sądząc po 12 tysiącach widzów, cała Polska nadal takiego widowiska nie widziała.

Były wszystkie wielkie przeboje, tancerze, wizualizacje i niezwykłe rekwizyty z instrumentami klawiszowymi ukrytymi pod maską opancerzonego samochodu na czele.

Mujborze! Wszystkie wielkie przeboje i tancerze! To szalenie nietypowe jak na koncert! Z pewnością czegoś takiego wcześniej w Polsce nigdy nie było.

Piątkowy koncert Lady Gagi w hali Ergo Arena zaczął się z wielkim hukiem - prawie na samym początku zabrzmiał jeden z największych przebojów artystki, utwór "Just Dance". 

Szkoda, że tylko prawie :( Czy recenzent Gulda sugeruje, że przez pierwsze, bo ja wiem, 20 minut Lady Gaga zanudzała publikę niegraniem swoich największych przebojów?

Dwunastotysięczna publiczność wpadła w prawdziwy amok, zgodnie z przesłaniem utworu rzucając się do tańca. Tańcząc łatwo było jednak przegapić to, co działo się na scenie, a działo się mnóstwo. Wymowna była wizualizacja, na której artystka najpierw jest skulona, a potem powoli pręży się do skoku. W kulminacyjnym momencie na gigantycznym ekranie jej postać ma ogromne rozmiary. Przekaz jest prosty: Lady Gaga jest wielka.

A, to faktycznie warto nie tańczyć, żeby zobaczyć coś tak niezwykle oryginalnego.

Artystka bez pardonu i bez żadnych zahamowań nieustannie przekraczała wszelkie granice: gatunkowe, estetyczne, etniczne, polityczne.

Co chwilę bez pardonu i żadnych zahamowań zmieniała kolor skóry i narodowość, przekraczając wszelkie granice etniczne.

Przekraczała nawet linię, która dla wielu jest granicą dobrego smaku.

A tyle razy jej mówiłem, Gaga, jesteś w Ergo Arenie, zobacz, tu jest taka linia namalowana, ta linia dla wielu jest granicą dobrego smaku. Ty jej Gago nie przekraczaj! Ale czy państwo myślicie, że ona się mnie słucha. *zwiesza wymownie ramiona*

Przekraczała samą siebie.

Wyglądało to trochę jak moonwalk skrzyżowany z klonowaniem.

I robiła to z taką klasą i gracją, że nikt się nawet nie zająknął: ani wtedy, kiedy robiła jednoznacznie wyraźne aluzje o homoseksualnym i biseksualnym zabarwieniu

Jednoznacznie wyraźne aluzje, a tu nikt się nawet nie zająknął!!! Pan recenzent Gulda wszystkich obecnych pytał: czy mają państwo coś do powiedzenia? a oni odpowiadali płynnie, nawet się nie zająknąwszy, "Alejajandro, alejajandro".

kiedy wyuzdane ruchy taneczne łączyła z symbolami religijnymi

MADONNA W ŻYCIU BY NA TO NIE WPADŁA

kiedy darka na sobie rajstopy,

Kiedy co na sobie rajstopy?

kiedy przechadzała się po scenie, zbrukana prawie od stóp do głów sztuczną krwią. 

A może nie sztuczną i co nam pan zrobi.

W sztuce, nawet w jej najbardziej komercyjnym, popowym wydaniu, wolno wszystko - zdawała się mówić gwiazda w każdym momencie swego ponad dwugodzinnego widowiska. Acha, a ja jestem wielka i nie próbujcie o tym zapominać - dodawała.

To drugie na ogół w trakcie refrenów piosenek. "Stop calling, stop calling, acha, a ja jestem wielka i nie próbujcie o tym zapominać, te-te-te-telephoning me lalalalaaaaaa".

A dwunastotysięczna publiczność przytakiwała bez wahania.

Zamiast usiąść i sobie to spokojnie przemyśleć. Rozumiem zgorszenie recenzenta Guldy!

I udowadniała, że dla takiej artystki można dokonać nawet tak zawrotnej sztuki, jak taniec w pozycji na kolanach.

Odnoszę wrażenie, że podczas pisania tej recenzji autor tańczył na kolanach, oczywiście no homo, i stąd takie banialuki.

Któryś z zachodnich dziennikarzy nie mylił się kilka miesięcy temu: do widzenia, Madonno. Umarła królowa, niech żyje nowa królowa.

Och, John Któryś to mój ulubiony zachodni dziennikarz! Zawsze miło widzieć, jak go ktoś cytuje. Ogólnie, czyż nie warto było wysłać recenzenta Guldę na koncert po to, żeby przeczytać tak błyskotliwy artykuł? Zaś co do śmierci Madonny, nie tacy, jak John Któryś ze znanego pisma Jakieś Pismo Na Zachodzie wysyłali ją do katakumb 10 lat temu. Jak na razie, Madonna ciągle żywa. A co do Gagi, to pogadamy, jak wyjdzie jej dziesiąty album.
10:17, navaira
Link Komentarze (19) »
środa, 17 listopada 2010
Słuszne w sumie pytanie
abrigado zapytuje nas mianowicie, a w zasadzie nie nas, tylko forumowiczów, ale my jesteśmy znani z odpowiadania na nie nam zadane pytania...

"po co facetowi stały związek?"

nie, nie są to użalania kogoś wątpiącego, porzuconego itepe...

chodzi po prostu o to, że w dzisiejszych czasach nie ma za wiele uzasadnienia dla stałych związków. standard życia i oczekiwania wobec niego są takie, że stały związek ich na dłuższą metę nie zaspokaja.

Nie, no, jasne. Standard życia jako powód dla niebycia w związku. Znaczy, że za niski, czy za wysoki, ten standard? (Lub związek?)

z punktu widzenia faceta jedynym powodem mogłaby być więź uczuciowa i seksualna z partnerką ale przecież po kilku latach większość zwiazków wypełnia nuda i obojętność, a seks wygląda...

Z punktu widzenia faceta możnaby niby pójść do kina, ale po co, skoro kiedyś film się skończy i będzie trzeba wyjść...

Byle przelotna znajomośc jest w stanie i kobiecie i facetowi dostarczyć więcej emocji.

Huh, huh, you said 'przelotna'.

Więc po co to wszystko? tym bardziej, ze w zdecydowanej większości przypadków to facet ponosi koszty utrzymania partnerki, wspólnego domu itd, a od kobiety nie otrzymuje w zasadzie nic w zamian

W ogóle kobieta jest trochę jak grzyb na ścianie, w zasadzie, tylko nie można jej usunąć sprayem na bazie chloru, co przemawia za związkiem z grzybem raczej niż z kobietą.

żyję trochę na tym świecie i przyznam szczerze, że wszystkie długoletnie związki, które znam wyglądają i funkcjonuja raczej jak pary współlokatorów ewentualnie wspólników niż związki uczuciowe.

Dowody anegdotyczne, jak wiadomo, dowodzą wszystkiego. Ja na przykład znam jednego Azjatę z dużym przyrodzeniem, co dowodzi, że wszyscy Azjaci są niezwykle obdarzeni.

tak wiem nie ze wszystkimi byłem w intymnych chwilach- ale czasem wystarczy widzieć jak ludzie się wobec siebie zachowują zeby wyczuć ,czy jest między nimi bliskość czy zwykła wspólnota interesów ewentualnie przyzywczajenie

Widzę tu dwie możliwości: albo obrigado jeśli akurat nie wyczuwa, to sobie dopowiada co mu pasuje, albo też jest światowej klasy wróżem-jasnowidzem i powinien robić karierę w telewizji.

coelka pisze romantycznie:

Wiesz zwiazki i wspólne zycie bywaja cięzkie, ale miłośc jest piękna z tym , ze nic nie ma za darmo. O uczucia trzeba dbac i je pielegnowac, wszyscy by chcieli tylko od zycia super uniesien i ksiazkowej miłosci oczekując od partnera duzo samemu dając mało>

No ale skoro od kobiety nie można oczekiwać nic w zamian, to czego się coelka spodziewa. Trza gejem zostać, panie. Jeno kobiety mają gorzej, chyba, że złapią jakiegoś naiwniaka, któremu one dadzą mało albo w ogóle nic, a on je utrzyma i poniesie koszty. Chciałem powiedzieć, będzie kochać.

Jak to było w pewnym serialu powiedziane, miałeś kiedys miłość skopałeś to a teraz toniesz w morzu brudnych cipek, co chwile masz inna , ale jednak toniesz i ciągle myślisz o tej z która skopałeś sprawę.

Tonięcie w morzu brudnych cipek wzbudza we mnie uczucia estetyczne trudne do opisania...

bimota odpowiada:

O babskie uczucia... O prawdziwe nie trzeba ani dbac, ani ich pielegnowac.

Pozwolę sobie nieśmiało zgadywać, że bimota albo ma 12 lat, albo żyje w samotności przekonany o tym, że wszystkie kobiety to wariatki?

coelka podpowiada bimocie kilka technikaliów:

Trzeba tak samo jak o samochód czy rower, jak nie dbasz to sie szybciej psuje i pojexdzisz tak długo jak bys mogł, z miłoscia jest jak z samochodem, trzeba dbać bo inaczej masz nie pojezdzisz sobie , wszystko sie rozreguluje i rozwali ale jesli tego nie rozumiesz to twoja sprawa.

No właśnie! Smarować trza miłość, dokręcać co jakiś czas tu i ówdzie i raz w roku na przegląd do warsztatu.

bimota zresztą więcej ma do powiedzenia, oto, jak odpowiada samemu obrigado: (też mi nick swoją drogą, jak ja mam to odmieniać...)

Po to by nie tracic czasu i nerwow na podrywy.

Lenistwo jako podstawowy filar związku? Dla mnie bomba. "Kochanie, jestem z tobą, bo mi się nie chce dupy do baru ruszyć. Podaj piwo."

facettt:

Tylko z jednego powodu

wbrew powszechnemu (kobiecemu) mniemaniu - sa mezczyzni chcacy miec
(nie tylko miec, ale i odchowac) przychowek.

Ale zboczeńcy.

a do tego potrzebny jest staly zwiazek.

Eee tam, tyle dzieci się wychowało w komunach.

naturalnie, przejsciowych wypadow "w nieznane" - to nie wyklucza :)

Chyba, że ktoś jest leniwy jak bimota, rzecz jasna.

foremny:

Wolałbym jeden rok żyć z kobietą w przekonaniu że to na zawsze, niż przez całe życie rwać panny na weekend.

Muszę wyznać, że w moim przypadku zależałoby to jednak od partnera, bo życie z kobietą w przekonaniu, że to na zawsze, może wyglądać też tak:



Nikt Tobie nie da gwarancji na związek. Twoje życie też się skończy.

Nie bój się tak.

Teraz nie wiem, czy to groźba, czy obietnica. POWIAŁO GROZOM

sokoll1 tłumaczy zalety wynikające ze stałych związków:

> Więc po co to wszystko? tym bardziej, ze w zdecydowanej większości przypadków
> to facet ponosi koszty utrzymania partnerki, wspólnego domu itd, a od kobiety n
> ie otrzymuje w zasadzie nic w zamian
stały seks!!! jak nic w zamian? nie musi co drugi dziń sie głowić cholera co zrobić i wydzwaniać jak ten cudny i przystojny nasz czeski odpowiednik Seana Connery: Zdenek Sferak. Uwielbiam tę scenę z filmu Kola:
sam w domu... no miałbyu ochotę na seks... dzwoni do jednej i gada tym swoim zabawnym czeskim: den dobry Milenko, ja sem samotny, mysle o tebe i takie tam
ona nie może- dziecko ma gorączke
dzwoni do drugie z tym samym tekstem że myśli.... :DDDDD potem trzeciea czwarta... to nieekonomiczne!!! :)))) i zasnął sam :PP

No i proszę, stały związek można również rozumieć jako sposób zaoszczędzenia na rachunku telefonicznym.

stałe zwiazki sie kalkulują właśnie. i tak wiele sobó sie zdradza... a stabilizacja jest? jest!

Oj tam zaraz zdradza, związek otwarty i z głowy.

grzeczna_dziewczynka15 chwali się znajomością życia nieco przesadną jak na swój wiek (chyba, że 15 to rok urodzin):

Dla faceta stały związek może być wygodny, jeśli kobieta wejdzie w rolę tej, która zajmuje się domem, a często się tak dzieje.

Czyli darmowa sprzątaczka i kucharka. Tak, zaczynam rozumieć, czemu kilka moich przyjaciółek żyje w samotności. Słabo pewnie sprzątają i gotują. Może jakiś kurs? "Znajdź męża za pomocą pysznego risotto zaserwowanego na błyszczącej podłodze!"

Ja się z Tobą zgadzam. Patrząc na związki po kliku latach z boku, nie specjalnie emanują napięciem erotycznym, czy miłością. U wielu par widać za to nudę, zdziadzienie i irytację na siebie.

Jakby mi grzeczna_dziewczynka15 przyłaziła do domu i gapiła się na mój związek, to by mogła odnotować irytację na siebie, tak.

Dlatego moja zasada jest taka, że nie planuję niczego i zakładam tymczasowość każdego związku. Jak trwa i jest dobrze, to super, ale nic na siłę. W momencie jak nużące kłótnie przysłaniają radość z życia, a seks nie cieszy, nie ma co liczyć, że będzie lepiej i trzeba się rozstać.

A z tym akurat się zgodzę, ale to poniekąd niewiele ma wspólnego z zadanym pytaniem. Przypomnę: po co facetowi stały związek? Wiemy już, że można zaoszczędzić na ogrzewaniu, rachunku telefonicznym (łatwiej wrzasnąć Margaret! Margaret!) i zwolnić kucharkę i sprzątaczkę. Szukamy dalszych powodów, dla których heteroseksualiści wchodzą w stałe związki...

No wbrew pozorom, stały związek jest bardziej korzystny dla facetów. Kobiety, mimo większej samoświadomości itd.jak piszesz, i tak zazwyczaj ponoszą większą część obowiązków domowych. Z różnych powodów - bo bardziej im zależy, bo tak je wytresowano, bo chcą spełnić oczekiwania itd.

Może biedny obrigado trafia wyłącznie na dziedziczki w stylu Paris Hilton, które nie umieją nawet ugotować wody, ale za to w międzyczasie rodzina zubożała i majątku też już ni ma :( Tak mu współczuję.

Jak napisałaś, kobiety dają facetowi oparcie w trudnych chwilach, nakręcają go, wspierają czy dają kopa, jak piszesz, na rozpęd. Tylko powodem nie zawsze jest miłość, a raczej próba wykreowania faceta zgodnie ze swoimi wyobrażeniami.

Ale podłe te kobiety, dobrze, że grzeczna_dziewczynka15 nam to uświadomiła.

No i jak to ktoś ujął (może Senyszyn?) "Mężczyzna zawdzięcza pierwszej żonie karierę, a karierze drugą żonę".

A co kobieta zawdzięcza karierze? *nie wiadomo czemu myśli o Madonnie i Baby Jesusie*

plec.na.plazy: (męska plec czy żeńska? ciekawym)

Dzisiaj ciska się ludziom, że zakochanie==miłość. A później robią się klocki, bo zakochanie mija, a ludzie myślą "kurde to nie to"

Klocki? Kobieta z klockiem? Twin Peaks? O przepraszam, moja podświadomość znowu się wierci *łupie podświadomość łyżką po łbie*

Trzeba porzucić te bzdury o emocjach, motylkach w brzuchu i popatrzeć na długotrwały związek jak na wyrachowaną seksualno-ekonomiczno-partnerską umowę między mężczyzną i kobietą

Zaczynam rozumieć o co chodzi z tą świętością sakramentu małżeństwa. Kościół zawsze był dobry w wyrachowanych ekonomicznych umowach.

Na koniec redakcja jak zwykle odpowie na niezadane jej pytanie: my tam nie wiemy, po co heteroseksualiście stały związek. My geje na ogół wchodzimy w stałe związki z miłości.
22:57, navaira
Link Komentarze (15) »