Ciekawe i dziwne opowieści z życia heteroseksualnych Polaków. Poznaj ich zwyczaje godowe, problemy oraz zabawne historyjki!
RSS
czwartek, 29 grudnia 2011
O biblijnych faktach, księżach i zmywarkach, czyli feministki atakują
Feministki proponują walkę kobiet z mężczyznami, aktywiści gejowscy proponują izolację mężczyzn i kobiet, a Bóg proponuje wzajemną miłość.

To tak samo, jak hipisi!

Na początek warto sprecyzować znaczenie pojęcia "feminizm" - pisze ks. Marek Dziewiecki w katolickim magazynie studenckim TRYBY.

No to zadzieram kiecę, chciałem powiedzieć habit, i lecę czytać precyzyjne definicje, bo ja tu swoje feministyczne gadu-gadu, ale któż lepiej się zna na feminizmie, niżli ksiądz.

Otóż, nie jest feministką ta kobieta, która jest świadoma własnej godności, która o tym głośno mówi, która stanowczo sprzeciwia się poniżaniu kobiet (także przez prostytucję czy pornografię) oraz wszelkim formom dyskryminowania kobiet w stosunku do mężczyzn. Przeciwnie, ktoś taki w precyzyjny sposób odczytuje zamysł Boga, który stworzył kobietę w szczególnie uprzywilejowanej pozycji: jako tę, która stanowi pomoc dla mężczyzny.

No proszę! Moją zmywarkę też stworzył w szczególnie uprzywilejowanej pozycji: jako tę, która stanowi pomoc dla mężczyzny. Wniosek: wśród płci wyróżniamy płeć podstawową (męską) oraz dwie płci uprzywilejowane (kobiety i zmywarki).

Ten biblijny fakt

Hihi.

ma podwójne znaczenie, gdyż świadczy o tym, że mężczyzna potrzebuje pomocy w swoim rozwoju i że kobieta jest na tyle niezwykła - i w niektórych aspektach dojrzalsza od mężczyzny - że takiej pomocy może mi udzielić.

Ja na przykład chodzę na siłownię, która pomaga mi w moim rozwoju fizycznym, oraz do psycholożki (KOBIETY), która pomaga mi w moim rozwoju umysłowym. Bóg stworzył siłownię w szczególnie uprzywilejowanej pozycji!

Równie wyraźnie niezwykłość kobiety podkreśla Jezus nie tylko wtedy, gdy stanowczo broni kobiet przed mężczyznami - krzywdzicielami, ale gdy stwierdza, że kobieta jest godna tego, by mężczyzna z miłości do niej i z zachwytu dla niej opuścił własnych rodziców

O dżizas, nie wiedziałem, że Jezus namawia mężczyzn, aby porzucali swych rodziców dla kobiet płci odmiennej. o_O I to rodziców płci męskiej i żeńskiej! Wynika z tego, że płci mamy już sześć: płeć podstawową (mężczyzna), płci uprzywilejowane (kobieta, zmywarka i siłownia) oraz płci poboczne (rodzice).

Z perspektywy chrześcijaństwa feministki to nie te kobiety, które są świadome swej godności i które potrafią bronić swej wyjątkowości oraz swego kobiecego geniuszu, ale przeciwnie - to te kobiety, które rezygnują ze swej kobiecości oraz niepowtarzalności i starają się upodobnić do mężczyzn.

Nie wiedziałem, że chrześcijaństwo ma perspektywę, z której postrzega feminizm. W których rozdziałach Biblii pisze się o feminizmie? Chętnie się dokształcę, polemizować nie będę, bo jakże tu polemizować z Pismem Świętym.

Nawiasem mówiąc, zdawało mi się, że na początku mieliśmy sprecyzować, co to ten feminizm.

Takie kobiety nie wierzą w to, że jakiś mężczyzna może pokochać je wiernie i na zawsze. W konsekwencji są przekonane, że pozostaje im już tylko walka z mężczyznami i zadowalanie się jakąś formą zadowolenia

...albo wibratorem...

które nie wiąże się z miłością, lecz z karierą zawodową, społeczną, finansową czy polityczną.

W odróżnieniu od księży, którzy poświęcają karierę zawodową na ołtarzu (SEE WHAT I DID THERE) miłości i związku z kochającą kobietą, pozostając jej wiernymi i na zawsze.

To właśnie dlatego - w (nieświadomym?) poczuciu niższości i kompleksów - feministki publicznie i w sposób agresywny atakują te kobiety, które są dumne ze swojej kobiecości - a nie z naśladowania mężczyzn

Np. Beatę Kempę i Annę Sobecką, istotki znane ze swojej kobiecości.

Feministki są tak "reprezentacyjne" dla kobiet jak homoseksualiści są "reprezentatywni" dla mężczyzn.

W odróżnieniu od księży i zakonnic, którzy są nadzwyczaj "reprezentatywni" dla mężczyzn i kobiet.

Poparcie to wynika z faktu, że lewica i laickie media wspierają wszystkich, którzy osłabiają małżeństwo i rodzinę i którzy kierują się w życiu popędem, orientacją seksualną, karierą zawodową i czymkolwiek innym, byle nie miłością, realizmem i Dekalogiem.

Hihi, realizmem i Dekalogiem. Swoją drogą ciekawe te paranoiczne myśli o lewicy pragnącej osłabić małżeństwo i rodzinę. Mógłby ksiądz sprecyzować, jakiego rodzaju zyski lewica dzięki temu osiąga i kto za tym wszystkim stoi? (Sprawdzić, czy Lenin nie siedzi z tyłu.)

Właśnie dlatego feministki - mimo że nieliczne - wyciskają mocne, negatywne piętno na współczesnej kulturze i obyczajach, a zwłaszcza na relacji kobieta - mężczyzna. Przejawem tego piętna jest lęk sporej grupy mężczyzn przed kobietami

To nie mężczyźni, panie ksiądz, jeno cioty jakieś. (Przepraszam za język, staram się wczuć.) Prawdziwy mężczyzna kobiet się nie boi, jak takiej pierdzielnie piąchą pod oko, to zaraz się robi cała kobieca i miłująca realizm i Dekalog.

Przy mało kobiecych kobietach, mężczyźni stają się mało męscy. Nie zachwycają się takimi kobietami. Nie są skłonni wiązać się z nimi na całe życie i pokochać je na zawsze.

Czyli: puszczalstwo facetów hetero oraz zostawanie przez nich księżmi jest wyłączną winą feministek. Gdyby głupie były bardziej kobiece i goliły co jakiś czas nogi, na pewno jakiś ksiądz już by je wiernie pokochał.

Skutkiem takiej wizji kobiecości, jaką promują feministki, są jawne i ukryte formy pogardy mężczyzn wobec kobiet. Przykładem są aktywiści gejowscy, którzy swoim stylem życia głośno mówią o tym, że godnymi ich partnerami są jedynie mężczyźni.

Ja naprawdę na miejscu księdza uważałbym z tymi formami pogardy wyrażanymi przez wszystkich, którzy nie chcą spędzić życia u boku kobiety, bo to dla księdza nader grząski grunt.

Podobnie przejawem zamaskowanej formy traktowania kobiet jako istot niższego rzędu jest postawa "postępowych" polityków, którzy patrzą na kobiety z wyniosłością i łaskawie wyznaczają im połowę miejsc na swoich listach wyborczych czy dążą do ustawowego wprowadzenia parytetów. W konsekwencji publicznie deklarują, że bez takiej pomocy kobiety skazane są na porażkę w konfrontacji z mężczyznami.

Podczas gdy zamiast tego mogliby publicznie deklarować, że miejsce kobiety (i zmywarki) jest w domu u boku mężczyzny, dzięki czemu kobiety (i zmywarki) nadzwyczaj szybko znalazłyby się w polityce i u władzy i błyskawicznie wygrały wszelkie konfrontacje. Ach ta podła lewica, szkodząca kobietom za pomocą parytetów.

Feminizm wpływa szczególnie negatywnie na myślenie mężczyzn na temat małżeństwa i rodziny. Mężczyzna, który ulega wpływom feminizmu, traktuje małżeństwo jako ograniczanie kobiet w ich "prawdziwej" karierze.

Uprzejmie informuję, iż uważam się za feministę, a małżeństwo traktuję jako przeżytek dawnych czasów i instytucję kompletnie nieprzystającą do rzeczywistości, co nie ma żadnego związku z karierą kobiet, prawdziwą, czy też "prawdziwą".

W konsekwencji czymś niepożądanym i kłopotliwym staje się dla niego małżeństwo, a tym bardziej rodzicielstwo.

FEMINIZM GORSZY NIŻ ABORCJA

Małżeństwo i rodzicielstwo jawi się jako coś niepożądanego także z tego względu, że wzajemna i nieodwołalna miłość między małżonkami uznawana jest przez feministki jako coś nierealnego.

A skąd ksiądz wziął takie pierdoły? Chciałem powiedzieć, wiedzę? Z którymi feministkami ksiądz rozmawiał? Nazwiska proszę.

Nic więc dziwnego, że w społeczeństwach zdominowanych ideologią feminizmu mamy coraz więcej mężczyzn ulegających ideologii "szczęśliwego" singla lub ideologii "szczęśliwego" geja, którego "miłością" życia staje się drugi mężczyzna.

"Przegiął" "ksiądz" z tymi "cudzysłowami" "nieco". Nie pochodzę nawet ze społeczeństwa "zdominowanego" ideologią feminizmu, a jednak "mam wrażenie", iż o wiele bardziej zdrowe i realistyczne jest bycie "szczęśliwym" gejem, którego "miłością" życia staje się drugi mężczyzna, niż gościem w sukience, którego "miłością" życia jest jego niewidzialny przyjaciel, który za pośrednictwem "głosów w głowie" dyktuje gościowi w sukience, jak mają żyć wszyscy inni oraz wciska jakieś androny o poglądach feministek.
22:17, navaira
Link Komentarze (18) »
poniedziałek, 12 grudnia 2011
Dziś o indoktrynacji
Rozmowa z Gabriele Kuby, socjolog i pisarką z Niemiec w najnowszym numerze kwartalnika FRONDA... i już prawie wszystko wiadomo, ale nawet Fronda nie zawsze dostarcza takich ilości lolkontentu :)
Widzimy obecnie dwa równoległe prądy w kulturze europejskiej – upadek wiary i seksualizację społeczeństwa. Warto zapytać, czy istnieje związek między tymi zjawiskami? Według mnie, on istnieje i jest to związek przyczynowo-skutkowy.
Według mnie on istnieje, ale myślę, że rozumiemy to w różny sposób. Poza tym pani Kuby wydaje się uważać, że to trendy negatywne.
Jeśli mówię, że kogoś kocham, to znaczy, że deklaruję wyłączność tego wyboru na teraz i na zawsze. Wielkim pytaniem jest to, jak mogę urzeczywistnić taką wartość w moim życiu. Moim zdaniem, nikt nie pisał o tym więcej i głębiej niż papież Jan Paweł II.
Znany z tego, że był przez całe dekady szczęśliwy ze swoją żoną i w licznych encyklikach opisywał przeżyte przez nich obojga piękne chwile przepełnione miłością.
Na czym polega niezmienna wartość antropologiczna czystości przedmałżeńskiej? Antropologia Księgi Rodzaju mówi wyraźnie, że człowiek został stworzony jako mężczyzna i jako kobieta
Naraz?
i powierzone mu zostało zadanie rozmnażania się, czyli płodności.
Może Fronda nie poradziła sobie z tłumaczeniem tego zdania, ale słysząc o jednym człowieku stworzonym jako mężczyzna i kobieta celem rozmnażania się zaczynam myśleć o ślimakach.
Drugim faktem antropologicznym
To coś jak risercz ziemkiewiczowski?
jest to, że zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boże – z tego wynika nasza nienaruszalna godność. Godność dzieci Bożych wyklucza możliwość, żebyśmy się do czegoś nawzajem używali.
RZUĆ PRACĘ JESZCZE DZIŚ
Na przykład do wykorzystania przez zaspokojenie pożądania seksualnego.
No dobrze, idę po wibrator, aby nie naruszać godności drugiej osoby za pomocą zaspokajania jej i swojego pożądania.
Promiskuityzm seksualny ma bardzo negatywne konsekwencje. Sprawia, że ludzie nie mogą zrealizować swoich nadziei na spełnioną miłość, a w każdym razie drastycznie zmniejsza szanse na jej znalezienie. Jest to bowiem zależne także od przyjętego modelu życia. Każdy człowiek ma w sobie tęsknotę na głęboką miłością i za rodziną.
To zapewne również jest fakt antropologiczny, wynikający z tego, że pani socjolog i pisarka przeprowadziła rozmowy ze wszystkimi ludźmi na świecie i oni co do jednego i jednej (naraz) tęsknili za głęboką miłością i rodziną.
Kiedy tylko dopuszczam do siebie argumenty płynące ze zdrowego rozsądku i zadaję sobie pytanie, jakie są szanse realizacji wartości rodzinnych, to łatwo mogę dojść do wniosku, że wchodzenie w większą ilość związków seksualnych już od młodego wieku pozbawione jest sensu.
Niespecjalnie widzę wynikanie w tym zdaniu. Co mają wspólnego młody wiek, seks, wartości rodzinne i zdrowy rozsądek? Przychodzi mi do głowy głównie konieczność używania prezerwatyw, ale jestem PRAWIE pewien, że pani Kuby ma coś innego na myśli.
Takie wybory nie zmierzają w kierunku, który wskazuje człowiekowi jego natura i nie prowadzą do upragnionego celu.
Z naturą to ja bym bardzo uważał, bo nawet socjobiologia nie zgodziłaby się z panią Kuby w temacie tego, co natura wskazuje np. człowiekowi płci męskiej w wieku lat 19.
Praktyka swobody seksualnej oznacza narażanie swego serca na głębokie zranienia.
Jako praktykujący swobodę seksualną pragnę poinformować, że oznacza ona właśnie NIEnarażanie swego serca na głębokie zranienia. Jeśli nasze serce narażone jest na głębokie zranienia podczas praktykowania swobody seksualnej, powinniśmy rozważyć, czy granice, do których posuwamy się w S/M nie zostały postawione nieco zbyt daleko.
Oznacza także konieczność „zabezpieczania się” antykoncepcją, co znów prowadzi do budowania w sobie poczucia zagrożenia przed potomstwem. Dziś u młodych niejednokrotnie zaczyna się to bardzo wcześnie i utrwala na cały okres aktywności seksualnej.
Monty Python się kłania -- "oni są katolikami i za każdym razem, kiedy uprawiają seks, rodzi im się dziecko. Mają już jedno."
W tak ukształtowanej psychice dziecko staje się największym nieszczęściem
Oj tam największym, nawet my zboczeńcy używający prezerwatyw bardziej boimy się wygranej PiS w wyborach.
a strach przed ciążą paraliżuje i nie pozwala na radość kochania drugiej osoby.
Drugiej to tak, ale tej trzeciej to rzeczywiście nie bardzo.
Problem tkwi w tym, że seksualność silnie oddziałuje na człowieka i ma swoje skutki dla naszej osobowości. Kiedy zakładam rękawiczkę na dłoń, to mogę to robić wielokrotnie i mojej ręce się nic nie dzieje, ale kiedy wypróbowuję seks, jest zupełnie inaczej.
Faktycznie, jak ostatnio założyłem seks na dłoń, było zupełnie inaczej, niż gdy założyłem rękawiczkę. Zwłaszcza, gdy wyszedłem na dwór, a tam grudniowa pogoda.
W organizmie wydziela się oksytocyna i powstaje więź emocjonalna z drugą osobą. Czy tego chcemy, czy nie. Jeśli próba zakończy się niepowodzeniem, ponieważ nie jestem do tego wystarczająco dojrzała, następuje rozerwanie.
Organizmu, rękawiczki czy oksytocyny?
Ludzie, którzy wcześnie zaczynają kontakty seksualne, nie dojrzewają w swoich uczuciach, to zaburza proces kształtowania ich osobowości.
Ja zacząłem w wieku lat 20 i muszę się zgodzić z autorką -- parę lat później zrozumiałem, że trzeba było poczekać jeszcze trochę, bo mając lat 20 byłem zwyczajnie trochę głupi. Ale nie podjąłbym się rozciągania własnych doświadczeń na wszystkich ludzi na świecie.
Jeśli inicjacja seksualna zachodzi wcześnie, w okresie dojrzewania, wtedy wszystko dzieje się w chaosie.
To zależy, jak często sprzątamy w sypialni.
Ten czas powinien być okresem innych pytań: jak kształtować siebie i swoje życie, jak budować relacje z innymi, relacje przyjaźni, współpracy, jaką drogę zawodową wybrać? Wszystko potoczy się o wiele gorzej, jeśli szybko wejdę w związki seksualne.
Zaczynam mieć wrażenie, że pani socjolog jest dziewicą i/lub fanką Natalii Julii Nowak.
Jak już wspomniałam, momentem, kiedy powstają najgłębsze zranienia psychiczne i duchowe, jest rozstanie w związku, w którym istnienie relacja seksualna.
A nie gwałt, pedofilia, śmierć rodziców lub bycie świadkiem masowego mordu?
Powtarzanie takich zerwań czyni osobę niezdolną do zawierania trwałych związków.
Z tego wniosek, iż zawieranie związków czyni niezdolnym do zawierania związków.
W jaki sposób człowiek, który ma za sobą ileś takich rozbitych kontaktów seksualnych, może teraz powiedzieć innemu człowiekowi: „Ja ciebie wybieram na zawsze, ja ciebie kocham”?
Pani Kuby, zdaje się, nie słyszała o rozwodach. Taki na przykład Ludwik Dorn już trzeciej kobiecie mówi takie bzdury. Chciałem powiedzieć, wewnętrzne prawdy, które jako katolik otrzymał od Boga.
Mówimy o aspekcie duchowo-psychologicznym, ale jest jeszcze poziom cielesny. Przede wszystkim zmiana partnera seksualnego podnosi w znacznym stopniu ryzyko zarażenia się chorobami przenoszonymi drogą płciową, niesie też ryzyko zajścia w ciążę
Jak to ryzyko, czy nie chciała pani powiedzieć szczęście związane z otrzymaniem daru Życia?
a zatem stania się rodzicem bez jakiejkolwiek koniecznej do tego dojrzałości lub poddania się aborcji. Obie sytuacje są w gruncie rzeczy tragiczne i nikomu ich nie życzę.
Pani socjolog chyba za często zabezpieczała się antykoncepcją i teraz cierpi na poczucie zagrożenia przed potomstwem.
Jest jeszcze poziom społeczny problemu. Miejsca, jakie zajmujemy, przestają być jasne. Jaką rolę pełnię w rodzinie mojego przyjaciela czy przyjaciółki? Co mam zrobić jako matka, kiedy syn przyprowadza trzecią już „narzeczoną”? Mam znów do niej mówić: „Jak to dobrze, że tu jesteś, witam cię w naszej rodzinie”?
Muszę powiedzieć, że gdyby rodzice mojego chłopaka powiedzieli do mnie coś takiego, uciekłbym z wrzaskiem. Większość normalnych ludzi zaczyna konwersację od "miło cię poznać, jestem Gabriele".
Dziś wpada to wszystko jednak w jakiś bezład. Cała struktura rodziny zostaje zaburzona. Na takich rozbitych relacjach nie można budować społeczeństwa.
I dlatego właśnie wszystkie społeczeństwa oprócz muzułmańskich dawno już upadły.
Gdybyśmy położyli na jednej szali wezwanie do czystości, które może być trudne jak każde wymaganie dotyczące seksualności, zaś na drugiej szali koszty, które powstają w wyniku porzucenia tego jarzma, czyli zaburzenia psychiczne, zranienia wewnętrzne, choroby, rozbicie więzi międzyludzkich, to okazałoby się, że ta druga szala jest o wiele cięższa.
Najwyraźniej jedynym sposobem na bycie szczęśliwym człowiekiem jest zostanie księdzem.
Makrospołecznym skutkiem problemów, o których tu mówimy, jest kryzys demograficzny. Po prostu wymieramy, a mimo to nie budzimy się ze złudzeń.
"Czystość" seksualna rozwiąże kryzys demograficzny i zwiększy rozrodczość? To nowatorskie podejście.
Musimy mieć też świadomość, że sytuacja w Polsce jest zupełnie inna niż w moich rodzinnych Niemczech. W Polsce nie było takiej rewolty studenckiej w 1968 roku jak u nas. U was komunizm chciał zniszczyć rodzinę
Naprawdę? To dla mnie nowość. Niczego takiego na historii mi nie mówiono. ESCANDALO -- KOMUNISTYCZNE ZAKŁAMANIE. Mam nadzieję, że pani Kuby powie nam bardziej szczegółowo, jak komunizm to robił!
Owszem, w krajach komunistycznych rodzina też była pod presją – były aborcje czy państwowe żłobki
ESCANDALO -- PAŃSTWOWE ŻŁOBKI JAKO DEMONICZNE NARZĘDZIE REPRESJI KOMUNISTYCZNYCH!!!
W Niemczech mamy już drugie pokolenie od tamtego czasu. Bardzo często nie ma ono już żadnych wzorów. W Polsce macie jeszcze wzory. U nas młodzi ludzie często pochodzą z rodzin, w których panuje zupełny chaos przez rozwody, ponowne małżeństwa i wolne związki. Młodzi widzą to wszystko u swoich rodziców i traktują jako normę.
#mujborzeicoteraz
Nie ma też już przekazu chrześcijańskiego, ponieważ nastąpiło zerwanie pokoleniowe będące wynikiem rozpadu rodziny.
A czy aby przypadkiem nie jest tak, że instytucja rodziny uległa drobnym zmianom, a przekaz chrześcijański sprowadza się do "macie tak nie robić bo nie" i w związku z tym został odrzucony jako kompletnie niekompatybilny z tzw. rzeczywistością?
Czy rewolucja seksualna była możliwa, ponieważ kultura i wiara chrześcijańska znalazły się w odwrocie? Do dziś jest dla mnie zagadką, dlaczego my, na Zachodzie, byliśmy tak otwarci na ideologie komunistyczne.
To ma związek z rewolucją seksualną, czy wiarą chrześcijańską?
Wszyscy mamy skłonność do tego, by przyłączać się do takich ruchów, a kiedy damy się już opanować relatywistycznym ideologiom, okazuje się, że nie się możemy od tego wyzwolić. Przez całe moje życie, od dzieciństwa, zadawałam sobie pytanie o prawdę i to pytanie o prawdę motywowało całą moją pracę. Ono też pomogło mi rozpoznać, że wiele spraw w tym ruchu '68 było sprzecznych z prawdą.
W odróżnieniu od Biblii, która jest szeroko uznawana za historyczny dokument, w którym każde słowo jest zgodne z prawdą.
Nie dałam się też nigdy uwieść feminizmowi. Już wtedy stało się dla mnie jasne, że jeśli nie będziemy mieli szacunku dla macierzyństwa, to nie ma przed nami żadnej przyszłości. Do dziś pokutuje u nas przekonanie, że kobieta, matka powinna dbać o swój rozwój zawodowy, a dzieci mają być właściwie nie wiadomo gdzie.
Pani socjolog i pisarka, rozumiem, siedzi w domu, zajmując się dziećmi. W wolnym czasie szydełkuje. Jej książki i prace naukawe napisał mąż, a tego wywiadu udziela bratanek.
Przerażające są dane na temat stanu zdrowia psychicznego i fizycznego młodzieży w Niemczech. Ponad 30 proc. młodych ludzi w wieku 16-17 lat ma różne zaburzenia psychiczne. Od 10 do 15 proc. dzieci, które kończą szkołę podstawową, nie potrafi czytać, pisać i liczyć – nie nadaje się wobec tego, by kontynuować naukę. To skutek tego, że kobiety nie chcą być więcej matkami, a mężczyźni ojcami.
Nie do końca rozumiem związek tego, że 15% dzieci kończących szkołę nie umie czytać i pisać oraz tego, że kobiety nie chcą być matkami. Czy są to może dzieci, których matkami są mężczyźni?
Ponieważ mamy w Niemczech prawo przymusu szkolnego, to również edukacja seksualna podlega pod ten przymus. Nie ma możliwości wycofania dziecka z zajęć. Już w szkole podstawowej dzieci są instruowane na temat antykoncepcji, a podręczniki do tych zajęć ocierają się o pornografię. Co więcej, treści te przenikają do innych przedmiotów. Na zajęciach z matematyki liczy się liczbę orgazmów, a na biologii opowiada o tym, kto ile miał z kim stosunków seksualnych.
To cudowne i nadzwyczaj prawdopodobne :D Dodam, że pierwsze zdanie, które dzieci piszą, to "Ala ma łechtaczkę", obowiązuje zakaz mówienia do rodziców per mama i tata, wyłącznie Rodzic A i Rodzic B. Na wuefie obowiązkowe zajęcia z używania dildo, na muzyce -- grupowe śpiewanie utworów grupy E-Rotic, na koniec zaś godzina historii -- dziś o carycy Katarzynie, jutro powtórka z Rasputina.
Niejednokrotnie dzieci same zgłaszają rodzicom, że nie chcą chodzić do szkoły, ponieważ doświadczają obrzydzenia wobec sposobu prezentacji tematyki seksualnej.
Widzę tego siedmiolatka, który mówi mamie... chciałem powiedzieć Rodzicowi A: "Rodzicu A, nie chcę chodzić do szkoły, gdyż doświadczam obrzydzenia wobec sposobu prezentacji tematyki seksualnej".
Co więcej, spotkałam się nawet z przypadkiem zupełnego odrzucenia seksualności u dziewczyny, która przeszła przez edukację seksualną.
Ja zaś spotkałem się z przypadkiem zupełnego odrzucenia seksualności u księdza, który nie przeszedł przez edukację seksualną.
Rodzice nie mają żadnych narzędzi, by skutecznie przeciwstawić się seks-edukacji. Jeśli podejmują zdecydowane kroki, np. zabierając dziecko z zajęć – lądują w więzieniu.
Na tym polega zdaje się obowiązek edukacji tak ogólnie -- dziecko musi uczęszczać do szkoły. Inaczej mamy 10-15% dzieci nieumiejących czytać i pisać (o seksie, rzecz jasna, jakieś inne tematy w ogóle istnieją? Ajdontfinksoł.)
Tak jest jednak nie tylko w Niemczech, to jest dążenie całej Unii Europejskiej, ale także różnych agend Organizacji Narodów Zjednoczonych. ONZ promuje ideologię mającą na celu usunięcie z naszych głów przekonania, że to rodzice są najlepszymi wychowawcami, a rodzina najlepszym środowiskiem dla dziecka.
:D Kiedy słyszę słowa "promocja ideologii" wiem, że zaraz padnie jakiś fakt antropologiczny.
W Niemczech istnieje centralny organ ministerialny odpowiedzialny za uświadamianie zdrowotne ludności. Oni wydają tysiące broszur poświęconych wychowaniu seksualnemu. Współpracują także z Instytutem Pedagogiki Seksualnej z Dortmundu. To jest kuźnia edukatorów seksualnych. Oczywiście wszystkie te publikacje można zamawiać nieodpłatnie. W jednej z takich broszur znalazły się treści pedofilskie zachęcające rodziców do pieszczenia intymnych części ciał dzieci. Poszłam z tym do mediów i ministerstwo usunęło broszurę. Niestety, nie jest to jedyna broszura – w wielu innych zachęca się do podobnych rzeczy. Podstawą myślenia twórców tych materiałów jest ideologia prawa do seksualności od samego początku życia. Zachęca się przecież u nas dzieci do masturbacji. Ma to być sposób na rozwijanie pewności siebie.
Na matematyce, niemieckim czy historii się zachęca? Co za szczęście, że ja się wychowałem w Polsce, gdzie żadnych mastrubacji nikt nie uprawiał.
Niestety, treści te obecne są także w instytucjach Kościoła katolickiego, takich jak np. Caritas czy Związek Kobiet Katolickich. Kiedy próbowałam opublikować tekst krytyczny wobec tego typu praktyk, nie udało mi się to ani w piśmie „Focus”, chociaż jeden z członków redakcji wyraźnie mnie poparł, ani w katolickim „Tagespost”, który odrzucił mój materiał.
MUJBORZE -- Związek Kobiet Katolickich to agenda ONZ mająca na celu obalenie instytucji rodziny!!!
Także Kościół milczy, ponieważ nie rozwinął żadnego alternatywnego programu na temat seksualności.
Jak to nie? Rozwinął -- "nie wolno bo to ZUO".
Pisma młodzieżowe, takie jak choćby „Bravo”, są dziś niczym innym, jak pismami pornograficznymi dla dzieci. Tak produkuje się społeczeństwo pogańskie, które nie ma dużych wymagań wobec moralności seksualnej.
Pani chyba albo dawno nie widziała "Bravo", albo pisma pornograficznego.
Gdzie widzi pani źródła rozsądku i łaski we właściwym rozumieniu ludzkiej seksualności? Książka Karola Wojtyły „Miłość i odpowiedzialność” otworzyła mi oczy na te sprawy.
Już nawet nie mam siły po raz kolejny natrząsać się z księży i papieży jako największych specjalistów ds. seksu i miłości.
Natomiast na ścieżce socjologicznej dużą rolę odegrały wyniki badań zawarte w tomie „Płeć i kultura” J.D. Unwina opublikowanym w 1934 roku przez Oxford University Press.
O, to nowe dzieło, z pewnością od tego czasu nauka ani trochę nie posunęła się do przodu.
Ta książka stawia pytanie, w jakim stosunku do siebie pozostają rozwój danej cywilizacji oraz jej nastawienie do seksualności.
Od 1934 cywilizacja ludzka w ogóle się nie rozwinęła, więc nie ma żadnego problemu, żeby dzisiejsza socjologia kierowała się li i jedynie zaleceniami J. D. Unwina.
Wynikiem pracy Unwina był wniosek, że kultury wysoko rozwinięte istnieją tam, gdzie panują surowe normy seksualne.
Dlatego najbardziej rozwinięta kultura istnieje w Afganistanie, natomiast państwa takie, jak Holandia i Niemcy żyją w degrengoladzie, wyzbyte resztek kultury.
Surowe normy seksualne to znaczy przede wszystkim zachowywanie czystości przed małżeństwem oraz monogamia. Na tym opiera się choćby judaizm i chrześcijaństwo. Na tym opierała się kultura europejska.
Opieranie kultury na monogamii wydaje mi się szalenie kiepskim sposobem na rozwijanie tejże. Nie dałoby się oprzeć jej na wiedzy, sztuce i literaturze?
Poza tym we wspomnianych kulturach występowały surowe normy formalne i nieformalne, które pilnowały przestrzegania fundamentalnych norm. Były to zatem normy zarówno społeczne, jak i prawne, które chroniły te normy, a tym samym chroniły zbiorowość. Teraz to wszystko zostało wyrzucone. I w jakim stanie znajdują się nasze społeczeństwa?
W stanie upadniętym, rzecz jasna, w ogóle już ich nie ma, a na zgliszczach posilają się pornogrubasy i Palikot.
Badania Unwina rzucają światło nie tylko na stan dzisiejszych społeczeństw
Od tyłu to światło rzucają, rzekłbym, zważywszy datę publikacji.
Dziś autonomia człowieka została posunięta tak daleko, że ideologia polityki gender propaguje przekonanie, jakoby każdy mógł wybrać sobie dowolnie płeć. Podobnie rzecz ma się z tak zwaną orientacją seksualną. Możemy zdecydować, czy będziemy heteroseksualni, homoseksualni, biseksualni czy transseksualni.
To mówi pani za siebie, ja nie mogłem nic zdecydować.
Dla mnie jest to znak, że ludzkość bliska jest obłędu.
Pani Gabrielo, przy całym szacunku, nie jest Pani ludzkością.
Ponieważ wydaje nam się, że jesteśmy tacy autonomiczni, to już w przedszkolu uczy się dzieci, że mogą same podejmować decyzje. Ponieważ nie jest łatwo zdusić w ludziach zdrowy rozsądek, dlatego już podczas wstępnej edukacji trzeba im...
...wtykać do głowy treści religijne...
...czytać bajki, w których książę poślubia księcia.
O! Nie zgadłem.
W naszym społeczeństwie mamieni jesteśmy wizją, że możemy czynić zupełnie wszystko, co zechcemy. ONZ już czternastolatkom proponuje wolność wyboru w sprawie aborcji z pominięciem wiedzy i woli rodziców.
A przecież o ile byłoby lepiej, gdyby czternastolatki zmuszać do rodzenia!
Mamy dziś do czynienia z pojęciem wolności, które zostało okrojone ze swojej pełni.
Okrojenie pojęcia wolności za pomocą proponowania wolności wyboru niezupełnie mnie przekonuje... Więcej jest w tym tekście kwiatków, ale tak naprawdę wyśmiewanie Frondy jest zwyczajnie zbyt proste. Pani socjolog (nie socjolożka rzecz jasna, gdyż nigdy nie uwiódł jej feminizm) kierująca się w pracy naukowej książką z 1934 roku, nawracająca się na katolicyzm podczas modlitwy do statuetki Buddy, ludzkiej seksualności ucząca się z książek Karola Wojtyły, przeciwna feminizmowi i widząca miejsce kobiety w kuchni pisarka i "naukowczyni" to obiekt tak łatwy, że prawie mi wstyd, że wybrałem ją sobie jako temat notki.

Interesujące jest to, że wszystkie notki biograficzne wspominają o Gabriele Kuby jako "matce trojga dorosłych dzieci". Niekiedy (lecz przypadkowo nie w biografii na www.gabriele-kuby.de) wspomniany jest rozwód, dzięki któremu państwo Kuby wprowadzili w życie swojej rodziny zupełny chaos przez rozwody. Jedno należy docenić -- mąż opuścił ją w 1996 roku, rozwód miał miejsce w 1999, ja zaś nie widzę żadnych informacji o tym, jakoby pani Kuby ponownie wzięła ślub, lub żyła z mężczyzną w grzechu. Najwyraźniej swoje przekonanie o tym, że "człowiek, który ma za sobą ileś takich rozbitych kontaktów seksualnych" nie może już nigdy nikogo pokochać stosuje również do siebie i nie wprowadza w życie swych dorosłych dzieci chaosu przez ponowne małżeństwa i wolne związki.
21:05, navaira
Link Komentarze (24) »