Ciekawe i dziwne opowieści z życia heteroseksualnych Polaków. Poznaj ich zwyczaje godowe, problemy oraz zabawne historyjki!
RSS
niedziela, 29 marca 2009
XXI wiek w pigułce
"Nastolatka została aresztowana i oskarżona o rozpowszechnianie dziecięcej pornografii po tym jak umieściła 30 nagich zdjęć na swoim profilu na MySpace."

(Kiedy piszę o pigułce, nie mam na myśli TEJ pigułki, tylko taką ogólną pigułkę.)
23:10, navaira
Link Komentarze (2) »
piątek, 27 marca 2009
Kobieto, worku grzechów
Droga Czytelniczka (kobieta płci odmiennej) przysłała nam w odruchu serca ten oto artykuł, z którego dowiadujemy się wielu nowych rzeczy o życiu heteroseksualistek.

Grzechy wiszą przy samym wejściu do kościoła w Szczebrzeszynie. Po prawej stronie, w złoconej ramce, na pożółkłym papierze. Jest ich 71, są zarezerwowane dla kobiet. Listę zaczyna wyliczanka: „Ostatni raz byłam u spowiedzi... Pokutę zadaną... Obraziłam Pana Boga następującymi grzechami...”. Po wstępie, pytania: „Czy biję męża?” (26); „Czy stosuję środki antykoncepcyjne?” (29); „Czy w miejscach niedozwolonych truję innych paląc papierosy?” (37); „Czy zachowywałam się uwodzicielsko, byłam nachalna, zniewalałam?” (48).

Osobiście zgadzam się, że palenie papierosów w miejscach niedozwolonych (tzn. wszędzie gdzie mogę się przypadkiem znaleźć) jest grzechem. Ale -- nie wiem, jak z tym w Polsce, ale tu u nas w Holandii mężczyznom też się zdarza tak grzeszyć. Ba, niektórzy biją mężów, zachowują się uwodzicielsko i bywają nachalni! (Na przykład jeden mój współpracownik, który ciągle się ode mnie czegoś domaga.)

Monika ze zgrozą przegląda pozostałe grzechy. Przystaje przy punkcie nr 50. „- Czy po chrześcijańsku planowałam rodzinę: 3, 4 dzieci?”.
- Mam jedną córkę, nie stać nas na więcej. Czy to znaczy, że nie dostanę rozgrzeszenia?

No Moniko! Ty chyba nie rozumiesz! Jak was nie stać, to znaczy, że źle planowałaś rodzinę. Nie po chrześcijańsku. Po chrześcijańsku pensję 1300 zł dzieli się tak: 200 zł na jedzenie na osobę, tatuś + mamusia + troje dzieci to jest tysiąc. 300 zł na Radio Maryja. Alleluja!

Słyszałam, że spis grzechów przygotowały zakonnice. Myślę, że dobór win wynika z pewnego zachwiania ich psychiki. Położyły nacisk na sferę dla nich nieosiągalną, czyli na seks - tłumaczy sekretarz gminy, Maria Loc-Oczkoś. Przyznaje: ugrzęzła na samym początku listy, dalej nie miała siły czytać. Pierwsze grzechy były w miarę spokojne. Ale te w głębi - np. 51 („Czy będąc chora seksualnie podjęłam leczenie?”) - to już heavy metal.

Od razu widać, że pani Loc-Oczkoś (czy to na pewno polskie nazwisko?) nie podjęła leczenia będąc chorą seksualnie. ("Będąc chorą seksualnie przyszedł do mnie pacjent po gumnie..." ...o, przepraszam państwa najmocniej, bardzo państwa przepraszam...) Poza tym heavy metal jest fajny.

Niektóre baby nie mówią swoimi słowami, tylko podają numerki - śmieje się 70-letni Roman Pieczykolan. Dla niego czarna lista to spis przyjemności.
- Nie dajcie się kobity zastraszyć! - apeluje Pieczykolan. - Seksujcie się póki czas. Grzechu w tym nie ma żadnego.

Najlepiej z panem Romanem. Alleluja baranki i owieczki moje!
15:51, navaira
Link Komentarze (9) »
środa, 18 marca 2009
Kochanie! Jesteś nienasycony!

Kwiatek z forum Wyborczej.

Wreszczeie po 5 latach małżeństwa dojrzałam do decyzji o rozstaniu. (..) od mniej więcej 4 lat chciałam mieć dziecko, mój mąż oczywiście zapewniał mnie po każdej rozmowie że już niedługo i tak od 4 lat. Pytałam o konkretną datę zawsze powtarzał że nie da się tego konkretnie zaplanować. Pamiętam jak powiedział że chyba zwariowałam bo bardziej zależy mi na dziecku niż na nim. I tak od 4 lat... Przez 5 lat małżeństwa seks uprawialiśmy może kilka razy.

Zdębiałem. Pierwsza myśl wypełzła niczym potwór z otchłani mych żądz. W ciągu 5 lat uprawiać seks tylko kilka razy? Niech mnie demony, ci heteroseksualiści to potrafią się bawić! Ja bym tak często nie dał rady, przecież w tym czasie można napisać jakiś program lub nauczyć się sanskrytu, a tu proszę - aż kilka razy. Prawdziwi wyuzdani perwersi, z łóżka pewnie nie wychodzą!

Czytam dalej:

Tłumaczyłam sobie to faktem że po 2 pracach jest zmęczony i nie ma ochoty.

Nooooooo naaaaaa peeeeewnoooooo. Te prace - dobrze, że tylko ma tylko dwie a nie np 12 niczym Herakles - na pewno go tak straszliwie eksploatują, że on już nie ma ochoty na sex. WCALE. Udowodniono przecież, że jeśli pozwoli się mężczyźnie pracować, to on już nie ma ochoty na współżycie. 

Niby zawsze powtarza mi że mnie kocha, jestem dla niego atrakcyjna, a nie kocha się ze mną bo nie wie czy ja mam ochotą.

No jasne. Przecież każdy chłop ma tak, że jeśli ma żonę i to taką, która jest dla niego atrakcyjna, to nie zapyta jej się, czy ma ochotę na seks ani nie będzie kontaktu inicjował, bo przecież czymś takim mógłby jej sprawić przykrość, więc zamiast tego woli popracować.

Dłużej nie mam zamiaru tkwić w patologicznym związku na pozór z miłością bez mozliwości założenia rozdiny. Chociaż mój mąż twierdzi że jakoby dzieci będziemy mieć w przyszłości. Nie mam ochoty na dalsze marnowanie życia, czuję się oszukana, nie chcę czekać. Wolę być sama i nie zadręczać się, nie cierpieć z powodu fikcyjnego małżeńsstwa.Czy nie mam racji?

A powiedz Ty mi, moja droga, czy mąż się taki zrobił po ślubie, czy też był już taki wcześniej? Jakoś nie uwierzę, że mu się to nagle stało: BŁYSK! OLŚNIENIE! ILUMINACJA! Od dziś uprawiamy seks tylko raz do roku, na Kupałę! A może....może wy odebraliście tradycyjne zaściankowe, przepraszam, chciałem powiedzieć polsko-katolickie wychowanie, i nie uprawialiście seksu przed ślubem? Może postanowiliście zrobić sobie nawzajem prezent ze swojego dziewictwa? Ty z waginalnego a mąż z analnego? Może lepiej było jednak zobaczyć, czy nawzajem do siebie pasujecie, a nie teraz - po 5 latach - wylewać żale?! 

Moja droga, albo masz w domu chłopa, który ma jakieś zaburzenia - uważa np. że seks ze swej natury jest zły, albo masz w domu geja. Tak, czy inaczej, małych barbarzyniąt mieć z nim nie będziesz. W przypadku pierwszym, mąż po prostu nie da rady i już. W drugim, mąż być może próbuje mieć dzieci. Co wieczór. Tylko nie z Tobą a z innym facetem. Stąd być może te dwie prace i zmęczenie. Próbuje, nie wychodzi mu, ale przynajmniej jest fajnie.

Trzeba było pójśc do łóżka przed ślubem, poznać nawzajem swoje ciała, preferencje, reakcje, potrzeby i zobaczyć, czy Wasze temperamenty do siebie pasują.

A tak.....jak to ktoś powiedział? Że noc poślubna to wieczorek zapoznawczy dla wierzących....?

 

13:03, kallipygos
Link Komentarze (3) »
środa, 04 marca 2009
O puszczalskich i wierzących
Mam nadzieję, że poruszenie tematów tak zróżnicowanych nie spowoduje wewnętrznego błędu serwera blox.pl...

Najpierw o puszczalskich. Otóż Ewa Winnicka pisze w Polityce o zwyczajach heteroseksualnych Polaków na wyjeździe. Czytamy tam na przykład:

"Ponieważ Iwonka już zniknęła z życia Mariusza, szkockiej policji oraz sędziego, wydarzenia z marca ubiegłego roku relacjonuje archeolog. Zresztą zeznania Iwonki, zdaniem adwokatów, nie różnią się co do meritum. Jest więc sobotni wieczór, Mariusz był w pubie, teraz wraca do hotelu robotniczego nietrzeźwy, wspina się na swoje piętro. Budynek ma zewnętrzną klatkę schodową. Mariusz myli piętra, próbuje otworzyć drzwi, ale szybciej otwiera je ktoś z wewnątrz. To Iwonka. Mariusz chciałby wejść, ale ona nie chce go wpuścić. On mówi: daj buziaka, ona mówi: spadaj. On: może się napijemy piwka.

Ona: spadaj na drzewo. Trwa to jakiś czas, w końcu Mariusz wraca do pokoju, zasypia, w niedzielę leczy kaca, a w poniedziałek stawia się w pracy. Adwokaci powiedzą: polskie końskie zaloty. Mariuszowi też się wydaje: nie było sprawy."

Długi cytat, ale konieczny, aby zrozumieć obyczaje godowe heteroseksualistów. My, geje i lesbijki, rzadko mylimy piętra po pijaku, a jeśli już, nie usiłujemy całować napotkanych sąsiadów. Wiemy albowiem, iż uznane byłoby to za ostentacyjne afiszowanie się z naszą orientacją seksualną, tak więc jako osoby dobrze wychowane i pełne przedwojennej elegancji zalecamy się do siebie po pijaku tylko w pubach gejowskich. Jednakowoż, jak dowodzi kolejny akapit, w Anglii również nie znają obyczajów godowych polskich heteroseksualistów:

"Tymczasem Iwonka pije rano kawę z angielskimi koleżankami. Opowiada ze śmiechem, że pijany Mariusz zwalił się jej w nocy do pokoju. Ledwo się go pozbyła. Koleżankom tężeją twarze: to nie był głupi incydent. Ten facet zwyczajnie chciał cię zgwałcić! Koniecznie trzeba zawiadomić policję! Koleżanki dzwonią na posterunek.

Molestowanie seksualne jest w Wielkiej Brytanii przestępstwem ściganym z urzędu. Sprawy toczą się więc błyskawicznie. W ciągu kilku godzin Mariusz zostaje aresztowany, przesłuchany i przewieziony do aresztu w Edynburgu. Jego mieszkanie - przeszukane."

MUJBORZE! Mariusz ścigany z urzędu został przewieziony do aresztu! Na szczęście jako Polak, czyli istota zaradna, potrafił sobie jakoś poradzić:

"Wbrew zakazowi sędziego Mariusz ucieka z Wielkiej Brytanii. Tym samym ma na koncie kolejne przestępstwo. Złamanie warunków zwolnienia za kaucją zagrożone jest karą pozbawienia wolności. Ukrywa się w Polsce. Iwonka wyjeżdża jeszcze wtedy, gdy Mariusz siedzi w więzieniu. Nie odwołuje swoich zeznań. Mariusz nie potrafi jej odszukać. Policja brytyjska nie ma z nią kontaktu. Kiedy Mariusz opowiada o więzieniu, płacze."

No, poradził sobie częściowo, powiedzmy, uciekł z Wielkiej Brytanii łamiąc warunki zwolnienia za kaucją, jednak Iwonki odnaleźć nie potrafi. Zapewne nie pamięta, jak się ona nazywa, jak wygląda, z jakiego miasta pochodzi, być może nie umie też wynająć prywatnego detektywa. W drodze na policję trafił do Polityki, cóż, to poli, to Poli, łatwo się pomylić.

Zostawmy chwilowo na boku smutną i dramatyczną historię Mariusza-zalotnika, gdyż czeka już Andrzej:

"Siedmiu policjantów zapytało go o nazwisko, zakuło w kajdanki i doprowadziło na posterunek. Wieczorem dojechał adwokat przydzielony z urzędu. Andrzej świetnie mówi po angielsku, więc zrozumiał, że jest oskarżony o gwałt na 15-latce o imieniu Sara."

Noooo, do zrozumienia czegoś takiego to trzeba po angielsku co najmniej jak Miodek po polsku szprechać, podziwiamy niewiarygodne umiejętności językowe Andrzeja.

"Dziewczyna na policję przyszła z matką. Opowiadała, jak w mieszkaniu, którego adres zgadza się z adresem Andrzeja, on leżał na niej, a lewą ręką zatykał jej usta, by nie krzyczała. Dziewczyna była w szoku, ale pamięta agresywnego człowieka mixed race (rasy mieszanej), silnego, ale szczupłego, o kręconych włosach.

Andrzej jest wstrząśnięty: rozmawiał z Sarą raz i było to dopiero w niedzielę przed południem, waży 90 kilo, ma krótkie włosy. Adwokat jest znudzony i tłumaczy: jeśli się szybciej przyznasz, proces będzie trwał krótko, dostaniesz pięć lat zamiast dożywocia. Kara za gwałt jest taka sama jak za morderstwo. Andrzej już nie próbuje opowiadać, co naprawdę stało się w weekend."

Łatwo się poddaje ten Andrzej, ja bym próbował.

"Andrzej poznaje prawa więźnia..."

...dzięki swojej niezwykle wybitnej znajomości angielskiego...

"...i prosi o polską prasę, zwłaszcza o "Tygodnik Żużlowy". Mobilizuje się rodzina, zbiera 20 tys. funtów, po czterech miesiącach odsiadki Andrzej może czekać na proces w domu. Podobnie jak Mariusz nie może wrócić do Polski, a zapis o grożącym mu procesie eliminuje go z rynku pracy. Nawet dobrze, myśli, i tak wariuję. Jest zadowolony, kiedy dowiaduje się, że próbki jego DNA nie pasują do próbek sprawcy. Już myślał, że naprawdę zgwałcił tę dziewczynę."

Strasznie niezdecydowany ten Andrzej. Ja tam pamiętam kogo w życiu zgwałciłem, a kogo nie.

"Po pół roku odbywa się proces. Sądzić będzie ława przysięgłych. Sara nie zeznaje przed sądem, jest nieletnia, jej relację nagrano i odtworzono na sali rozpraw. Obrońca z urzędu chciałby zapytać dziewczynę: dlaczego, kiedy doszło do przestępstwa, nie zadzwoniła po pomoc? Dlaczego nie poszła do rodziny, która mieszka za rogiem? Czemu czekała do poniedziałku? Czy czasami nie chodziło o to, że przespała się z byłym chłopakiem i bała się niechcianej ciąży?"

DRAMAT!!!!

"Ława przysięgłych uniewinnia Andrzeja."

Eee, pani Ewo, po takim wstępie spodziewałem się kary śmierci przez spalenie żywcem.

"Na Polaka z małego miasteczka, niewykształconego i bez języka, czyhają na Wyspach niebezpieczeństwa. Poklepanie osoby w pośladek - niewinne w dyskotece w rodzimym powiecie -- może się skończyć wysokim wyrokiem, jeśli osoba poklepana nie wyraziła werbalnie ochoty. Za wymuszonego buziaka może grozić nawet dożywocie."

Dobrze, że ja nie jestem z małego miasteczka i nie przychodzi mi do głowy klepać ludzi po pośladkach...

"Na poziomie dochodzenia wersję obywatela odrzuca się tylko wtedy, gdy jest wyjątkowo pokrętna i nielogiczna. Policja nie musi dociekać niuansów. Nie musi się interesować, czy Sara lub Iwonka to puszczalskie, czy nie. Czy zachęcały do kontaktu, czy nie zachęcały?"

Ubóstwiam czytać, jak kobieta określa inną kobietę mianem puszczalskiej. A taką puszczalską to można gwałcić, pani Ewo? (Przypomina mi się znany heteroseksualista Andrzej Lepper i jego zabawne wice o gwałceniu prostytutek.) Ale ja nie wiem, czy pani ma prawo moralne takie rzeczy pisać, może pani też jest puszczalska i tylko tak dla niepoznaki się odcina? (To nie jest sugestia, tylko niewinne pytanie.) Ilu pani miała kochanków? Proszę nam opowiedzieć, a my osądzimy, czy można panią klepać bezkarnie po pośladkach. Proszę się nie niepokoić, z mojej strony nic pani nie grozi, ja bym chętniej poklepał Usaina Bolta, uważałbym raczej na pani miejscu na Polaków z małych miasteczek.

"Adwokaci Wiza i Paplaczyk tłumaczą, gdzie mogą, by na terenie Zjednoczonego Królestwa zachować jak najdalej idącą ostrożność, a przynajmniej starać się poznać panujące zwyczaje."

To mądra porada w każdym miejscu na kuli ziemskiej.

"Trzeba uważać zwłaszcza na kobiety w sobotę."

W inne dni tygodnia można nieco osłabić ostrożność.

"Idą do pubu, piją alkohol i głośno rozmawiają."

Żeby chociaż rozmawiały półgłosem, to by mniej prowokowały, szmaty jedne.

"W kraju pomyślałbyś: tańcząca na stole kobieta na rauszu, w dodatku ze skłonnością do zrzucania ubrań, oznacza łatwą konsumpcję. I byś się nie wahał, by zagaić albo otoczyć wstępnie ramieniem. Na Wyspach czeka cię saperska robota. Być może tańcząca ma ochotę na bliższą znajomość, ale nie wiadomo, czy z tobą. I czy nie przestaniesz się jej nagle podobać."

Całe szczęście, że są adwokaci Wiza i Paplaczyk. W końcu Polak-heteroseksualista płci męskiej to taki samobieżny penis na kółkach, który widząc tańczącą na stole kobietę na rauszu od razu włącza się w tryb "lubieżny bezmózg" i otacza wstępnie ramieniem. (O tym, czy robi to również na stole, pani Ewa milczy.) A kobieta sama sobie na to zasługuje, prawdaż. W końcu skoro tańczy i ma skłonność do zrzucania ubrań, to na pewno puszczalska. Jestem pewien, że pani Ewie się nigdy coś takiego nie przytrafiło, pani Ewa bierze prysznic w ubraniu, z napojów wyskokowych uznaje wyłącznie rumianek, a rozmawia wyłącznie szeptem. I nigdy, przenigdy nie zbliża się do pubów, tych siedlisk zgorszenia, porubstwa i Polaków z małych miasteczek.

*

A teraz o wierzących, ale krótko, bo notka i tak już grozi zawaleniem blox.pl:

"Za katolików uważa się prawie 95 proc. Polaków, a ponad połowa badanych co najmniej raz w tygodniu bierze udział we mszy św. Tylko 9 proc. ankietowanych w ogóle nie zagląda do kościoła. Odsetek zdeklarowanych ateistów jest minimalny, zaledwie 2 proc. Wiarę uważamy za coś, co nadaje sens ludzkiemu życiu - tak uznało 29 proc. Polaków. O istnieniu nieba jest przekonanych 70 proc., w piekło wierzy 59 proc. badanych. Żadnych wątpliwości co do istnienia Boga nie ma 60 proc. ankietowanych."

Z tego wynika, przyjmując najdogodniejszą matematyczną interpretację, że 10% przekonanych jest o istnieniu nieba bez Boga, zaś 35% Polaków-katolików nie wierzy w istnienie Boga w ogóle. Taka nowoczesna odmiana katolicyzmu bezbożnego. Alleluja i do przodu!
15:29, navaira
Link Komentarze (5) »