Ciekawe i dziwne opowieści z życia heteroseksualnych Polaków. Poznaj ich zwyczaje godowe, problemy oraz zabawne historyjki!
RSS
wtorek, 29 września 2009
Kobieta z licznikiem, czyli o przebiegu
Wiem, że najpierw nie piszę przez miesiąc, a potem dwie notki jednego dnia, ale nie mogę dopuścić, żebyście myśleli, że karzące ostrze mojej klawiatury... hmmm, wyobraziłem to sobie... tnie jeno wątki, jakie gazeta.pl wybiera jako najciekawsze. Ten, po którym pojadę teraz, miałem zaobrączkowany od tygodnia, a ponieważ mam wolny wieczór, jest świetny moment, aby opowiedzieć Wam, drogie owieczki i baranki, o kobiecie z przebiegiem.

snoop823 dzieli się z nami głębią swoich przemyśleń:

Atrakcyjność kobiety a jej "przebieg"

[...] ma to dla was jakiekolwiek znaczenie, jesli poznacie kobiete, ktora notabene jest atrakcyjna dla Was, zakochacie sie w niej z wzajemnoscia, a potem np okaza sie nastepujace scenariusze:

okazuje sie, ze panna od ok 15 roku zycia byla w zwiazku powiedzmy sobie 5-6 lat, potem krotka przerwa i nastepny zwiazek powiedzmy 3 miesiace, potem znow krotka przerwa kilka miesiecy i nastepny zwiazek ok 1 roku ?

a wiec, jak nietrudno sobie wyobrazic doswiadczona dziewczyna w zwiazkach i "w tych sprawach" pewnie tez.

jeslibyscie sie zakochali w takiej, a potem dowiedzieli o jej
historii zycia - to dalej byscie byli tak mocno w niej zakochani jak na poczatku ?

W TAKIEJ ZDZIRZE po trzech związkach?! Nigdy w życiu!!! Pół miasta ją miało! (Bardzo małego miasta.)

No nie, nie wyprzedzajmy wypadków (wybaczcie terminologię drogową, słowo "przebieg" użyte przez zakochanego Snoopa trochę mi się na mózg rzuciło). Oto, co mają mu do powiedzenia współheteroseksualiści:

auto można naprawić a ze zrytym garem jest trudniej. Ale chyba zaledwie 3 zwiazki to nic zlego, duzo gorzej taka pani byłaby postrzegana gdyby miała ich 10 za sobą.

Co to jest zryty gar? Czy to jest jakaś nowa terminologia heteroseksualna i teraz na ukochane damy nie mówi się już "dupy", "świnie" ani "suczki"?

maklakiewicz:

sprawdzasz przebieg, czy licznik nie kręcony, zaglądasz w dowód, papiery w porządku, bierzesz na hol, jazda próbna.... i nie zapomnij sie potargować!

..to nie rower na polnej drodze, że musi SIE DOBRZE PROWADZIĆ ;)

a tak serio to autor ma dziwne podejście (przeczytaj autorze jeszcze raz, piszesz o paroletnich związkach jako zaliczaniu)

Lubię takie poczucie humoru, poważnie. :)

des4 uświadamia nas:

wielość partnerów/związków nie jest dobra rekomendacją dla panny. no chyba że obu stronom zależy na lekkim/łatwym/przyjemnym bzykanku bez zobowiązań, a nie na budowie stałego związku opartego na wierności i miłosci...

A dla pana jest rekomendacją wspaniałą. Tylko z kim ten pan ma te związki wielokrotne nawiązywać, skoro dla panien jest to zła rekomendacja? To jest promocja homoseksualizmu!!!

jeśli kobieta miała za soba wiele związkow, zachodzi podejrzenie, ze z jej stabilnością jest coś nie tak i prawdopodobieństwo, ze akurat tan związek bedzie dlugi i szczesliwy, nie jest za wysokie...można zrozumieć, że z pierwszym była za mloda, drugi to był nie ten wymarzony, ale przy piatym, szóstym itd mozna podejrzewać, że kobitka ma coś nie po kolei u siebie...

Dlaczego akurat przy piątym? Czy wśród heteroseksualistów jest jakiś przelicznik uniwersalny? I czy jest średnia długość trwania związku, np. 1 miesiąc jest gorszy niż 5 lat, czy lepszy? (Muszę przyznać, że dama 30-letnia, mająca za sobą 5 pięcioletnich związków, wzbudziłaby we mnie niejaki popłoch.) Aha, no i w nawiązaniu do poprzedniej notki, czy kochanki też się liczą? Bo ciekaw jestem, czy zawsze_meski nalicza sobie w tej chwili miesiące jednego związku, czy dwóch do przebiegu...

zeberdee24 wprowadza większy chaos:

Kobieta jak miała 5-6 facetów to żaden przebieg, ale jak miała np. 15 to już gorzej.

(Tak sobie po cichu zgaduję, że zeberdee24 miała w życiu 5-6 facetów.)

Allerune klaruje dla nas sytuację:

Natura tak nas ukształtowała, żeby do związku szukać partnerki wiernej, bo kto chce chować czyjeś dzieci?

Jak to kto? Sąsiadki wj_2000 (patrz poprzedni post).

Wierna, czyli taka, która umiała się powstrzymać dopóki nie było to coś bardzo poważnego, czyli nie miała zbyt wielu partnerów.

Jako żywo, z jednej strony powstrzymywanie się, aż nie będzie bardzo poważnego (tak do 10 lat po ślubie), z drugiej strony piszecie panowie blogi o sztuce uwodzenia, gdzie jakiś Elvis czy inny Mefisto zalicza średnio 10 zrytych garów tygodniowo. Ja się gubię. Proszę się zdecydować. No i proszę rezerwować sobie damy już w przedszkolu i zakładać im pasy cnoty, bo kto to widział, żeby dumny Allerune się z jakąś przechodzoną niewierną co miała 3 partnerów żenił.

twojabogini:

Chłe, chłe...Z mojego otoczenia - za nawym mieskiem rozgladaja się najczęsciej te kobiety, dla których mąż był pierwszym partnerem - z ciekawości i te które miały partnerów, ale się nie wyszalały, bo im hormony sie budzą.
Baba wyszalana wie, że penis to penis, i ze jak ma chęci, to
wystarczy, ze męża zachęci...

Bardzo fajny tekst. Szkoda, że moje dotychczasowe badania na losowej próbce statystycznej polskich heteroseksualistów dowodzą, że heteroseksualni mężczyźni nigdy nie dochodzą do stadium wyszalenia.

cloclo80:

To co panienka wyrabiała do tej pory nie ma większego znaczenia o ile:
-nie dorobiła się przy tym aborcji/dziecka/HIV/HPV
-jest przed 30-tką.

Niestety, cloclo nie precyzuje, co mają ze sobą zrobić kobiety po trzydziestce, bądź posiadaczki dziecka. Być może zaudać się do klasztoru, ale nie wiem, czy tam przyjmują niewierzące dzieciate tylko dlatego, że cloclo rekomenduje.

4v uczy nas życia:

znam przypadki dziewczyn z tzw "dobrych rodzin" które po
miesiącu chodzenia elegancko biorą do ust to co trzeba (i to nie z dojrzałym facetem, ale 16-letnim szczylem, wyglądającym na 13)... potem oczywiście żałując tego, ale cóż... im nie przetłumaczysz....

ta z tematu, jak chodziła przez kilka lat... taki związek zmienia świadomość. jeśli uważasz że "pitolę" to widać czegoś nie rozumiesz, lub udajesz że nie rozumiesz. to trzeba zaobserwować. nie wyobrażam sobie dziewczyny chodzącej z chłopakiem od 15 do 20 r.ż. a później bez żadnej traumy wchodzącej w kolejny związek. to musiała by być jakaś mega-odporna nadkobieta.

mutant.

Dżizas! To jak syndrom ocaleńca aborcyjnego, jeśli kobieta w trakcie ciąży jeno pomyśli na moment o aborcji, to już jest za późno i dziecko resztę życia spędzi na kozetce psychologa, zalewając się łzami, pomiędzy wizytami na zmianę pijąc koniak z butelki i uprawiając niebezpieczny seks w toalecie nocnego klubu. Dziewczyna, która miała chłopaka od 15 do 20 roku życia i potem bez traumy wchodzi w kolejny związek to nadkobieta -- zatem, jak rozumiem, każda dziewczyna, która miała chłopaka w wieku lat 15 jest już złamana na całe życie i taki 4v to nawet na nią nie splunie.

DZIEWICE!!! Gdzie te 25-letnie dziewice dla forumowiczów!!!

Snoop dzieli się dalszymi przemyśleniami:

ta dziewczyna "juz" miala brac slub z tym gostkiem, co byla te 5-6 lat.... jak ja sie ciesze i dziekuje rodzicom, ze w tym wieku gonili mnie do ksiazek a nie do dziewczyn, imprez i piwa !!!

Cóż za niezwykli rodzice!!1! Wszyscy znani mi rodzice gonią swoich piętnastolatków jak najdalej od książek i w kierunku imprez i piwa!!!

jak ta dziewczynka "rzucila" tego chlopczyka, to on jeszcze latal za nia przez pare miesiecy, wchodzil do tych samych klubow co ona, prosil, blagal, plakal, staral sie byc wszedzie tam gdzie ona.... widac, jak bardzo musial byc zaangazowany, no a dziewczyna go potraktowala ostro, jak na peirwsza milosc, jak na pare lat zwiazku... i to w takim mlodym wieku. to wlasnie po raz pierwszy ja wtedy poznalem i juz zapalilo mi sie swiatelko, ze jak mozna sobie spokojnie po "czyms takim" wchodzic bez rozczulan, bez przerwy w nastepny zwiazek... co w glowie kobiety musi siedziec, ze takie decyzje podejmuje... glupota ? brak doswiadczenia ? nie uswiadomienie ? niedopilnowanie przez rodzicow ?

Ja nie wiem snoop co w Twojej głowie siedzi, ale weź wywal te spacje sprzed znaków zapytania, zanim powrócisz do modłów i pilnowania swojego dziewictwa dla Tej Jedynej 29-letniej dziewicy, którą ześle Ci Maryja. Poza tym mówiłeś, że miała potem jeszcze dwa związki, więc chyba bez przerwy w nic nie wchodziła (zwłaszcza ten jeden miesiąc to dla mnie żaden związek, tylko tak zwany klin).

(No do czego to doszło, żebym ja heteroseksualistom tłumaczył, co to jest związek, a co to klin.)

s.p.7 (czy to skrót od JP2?) gromi:

ale dlaczego w tym wszystkim zapminac o najwyzszych zasadach Boskich? przeczac szacunku do siebie samego?
Kto do tego namawia? kolerzanki? koledzy? telewizja? A kto karze temu ulegac?

ORTOGRAFIA!!! Ortografia karze!!! (A przynajmniej powinna.)

kobiet z "dużym przebiegiem" nie traktuje sie zazwyczaj powaznie w kategoriach zwiazkowych.
Pozatym jesli dziewczyna wymienia chlopaka co 2 miesiace, od 10 lat, to chyba oczywistym jest że kolejny jaj facet raczej ma nikle szanse na to by byc kims wiecej, wiec sam jaj powaznie nei traktuje

Ciekawe, jak by Freud zinterpretował kogoś, kto z tekstu "ma za sobą trzy związki, pierwszy 5-6 letni" odczytał "wymienianie chłopaka co 2 miesiące od 10 lat". (Oraz uporczywe pisanie "jaj" zamiast "jej". To już prawie jak "gdybym chciała powiedzieć penis, powiedziałabym penis, ale chciałam powiedzieć samochód, więc powiedziałam penis".)

earlyyears (sądząc po treści komcia, early oznacza trzynastolatka) dzieli się z nami życiową mądrością:

porzadni faceci nie zadaja sie z pie...icami.zkochanie nie ma nic do rzeczy. i tyle.

Pie...ice (znane również jako "kobiety, które kiedykolwiek były w jakimkolwiek związku") porządni faceci poznają po zapachu.

mujer82 pisze:

[...] każdy małolat twierdzi,że każdy musi się wyszumieć. Jak dziewczyna chce poważnego związku to facet chce najpierw wolnego związku "na próbę".A potem coś wam odbija i nagle stwierdzacie,że do ołtarza tylko z dziewicą.

Żyjecie w świecie napędzanymi swoimi prymitywnymi popędami,więc kobiety się do niego dostosowują i tyle.Nie ich wina,że wasza opinia o tym czego naprawdę chcecie zmienia się jak chorągiewka na wietrze.No i ciekawa jestem ilu z was wie czy jest nosicielem HCV,żółtaczki czy innej choroby przenoszonej drogą płciową. Jak widzę z wpisów kobieta ma się badać. A wy? Czy dajecie nowej dziewczynie plik wyników aktualnych badań? Czy mówicie ile mieliście przypadkowych jednorazowych i ryzykownych kontaktów seksualnych? Czy w ogóle po libacjach z czasu liceum czy studiów potraficie je wszystkie zliczyć?

No i bingo. Całego tego bloga by nie było, gdyby nie hipokryzja i kompleksy. Czasami aż mam wyrzuty sumienia, że kopię leżących, ale z drugiej strony, nie dość, że sami się nadstawiają, to jeszcze z dumą wołają "kopnij! kopnij! patrz, tu mam pośladki! różoweeeeee!!!".

Ostatniego gola niechaj strzeli kunegunda123:

po twoich dalszych wypowiedziach ewidentnie widać, że tak naprawdę masz problem z tym, że w wieku dwudziestu kilku lat masz 'czystą kartę' i najwidoczniej z tego powodu kompleksy, skoro tak bardzo chcesz pogrążyć dziewczynę, z którą się w końcu spotykasz, więc musiała ci się wydawać warta zachodu.

Gem, set, mecz. Użyłbym terminologii samochodowej, żeby podsumować ten wątek o przebiegu, ale jako rasowy gej znam się wyłącznie na tenisie i figurowej jeździe na łyżwach.

21:39, navaira
Link Komentarze (24) »
Tyle mam miłości w sobie, czyli matki, żony i kochanki
Dziś ekskluzywnie opowiemy państwu (i złośliwie skomentujemy) o człowieku, co kochał zbyt dużo. Osób.

zawsze_meski (poważnie) pisze
:

w domu ona- od lat ta sama. Miła, kochająca, posłuszna, kociak w łóżku. W ciasnej kawalerce gdzieś w Warszawie ta druga. Boska, kwintesencja erotyzmu, inteligencji, bez zahamowań. Kocham je obie, nie mógłbym wybierać. Bez żadnej nie mógłbym żyć. To trwa już dwa lata. Udaje mi się jakoś lawirować. Dzieci nie ma. Mówię wam to po to by uświadomić sobie, ze jest nas więcej, nie wątpię w to. I żeby wyciszyć wyrzuty. Sumienia.

Bardzo ładne Sumienie. Z pokropkiem. Zupełnie jak w dramatycznym serialu w telewizji. Romantica.

kwiatwolnosci gorszy się i szokuje:

przyprzec do muru to oddech traca i lataja jak opetani!Jakim to trzeba byc czlowiekiem zeby tak krecic no jakim!!!???Kto mi odpowie??

ŁOBOZE!!1! NO JA NIE WIEM PONI GOŹDZIKOWO!!1!!!

zawsze_meski precyzuje:

W żonie pociąga mnie jej uśmiech, to, w jaki sposób
na mnie patrzy, jej zapach co noc w łóżku.. A w mojej drugiej pani pociąga mnie seks, to, w jaki sposób się go domaga, to, że nie traktuje mnie jak swoja własność. czy boję sie że jej kiedys nie podołam? Jest obawa, ale na razie nie zamartwiam sie tym

Dziś nie jest TMI Thursday, ale z drugiej strony samem sobie winien, bo cytuję takie kwiatki. Najciekawsze, że żona, wbrew tradycji, nie prezentuje niezrozumienia, nie odgania od łoża, nie zrzędzi, nie jest śmierdząca i ohydna (na ogół tak się tłumaczą mężczyźni którzy Po Prostu Idą Za Zewem Natury), jeno jest uśmiechnięta i pachnąca. Pogratulować zawsze_meskiemu szczęścia jakie go spotkało!

equiprimordiality:

pomyśl, że gdyby ona wiedziała, jak ją oszukujesz, to już by tak nie patrzyła.

Oj, my tu sobie gadu gadu o seksie z kochanką, a pani z jakimiś morałami wyskakuje.

wj_2000 PISZE:

Czego tu nie rozumieć? Człowiek jest najbardziej wyrafinowaną, ale jednak istotą przyrodniczą z wbudowanymi (od milionów lat) mechanizmami SPRZYJAJĄCYMI rozzrodowi i POSTĘPOWI ewolucyjnemu.
W przypadku ssaków ASYMETRIA w możliwościach prokreacyjnych kobiety i mężczyzny jest niebotyczna. Kobieta mogła urodzić kilkanaście dzieci w swoim życiu, mężczyzna (czy każdy inny samiec ssaczy) może być ojcem TYSIĘCY.

Samiec sraczy? O przepraszam, literówka. Poza tym, zawsze mi się podoba powoływanie się na zwierzęta i prawa natury w wykonaniu człowieka, który chodzi w ubraniach (typowe dla zwierząt), pali papierosy (typowe dla zwierząt), używa internetu i ogląda TV (zwierzęta robią to właściwie bez przerwy), czyta książki (no dobra, wiem, że mowa o Polakach, ale są tacy, co czytają) i chodzi do kościoła (gdzie tłumy zwierząt są na ogół tak gęste, że dobrym Polakom-katolikom ciężko się wcisnąć, a kochanki, zmuszone tłokiem, zostają na zewnątrz).

W najprostszym ujęciu, oznacza to iż OPŁACA się gatunkowi by tylko najbardziej udane okazy zapładniały wiele samic. Instynkt pożądania do KAŻDEJ kobiety jest z tego powodu oczywisty.

O dżizas. Heteroseksualiści pożądają KAŻDEJ kobiety? Ich ŻYCIE musi być bardzo SKOMPLIKOWANE. Co za szczęście, że jako GEJ pożądam tylko NIEKTÓRYCH facetów. Już w obecności jednego takiego kolegi Surinamczyka ciężko się było skupić na pracy, gdybym pożądał KAŻDEGO, nigdy w życiu bym nic nie ZDZIAŁAŁ.

OCZYWIŚCIE, na ten prosty mechanizm nałożyło się specyficznie ludzkie wyprostowanie postawy i duży mózg (dziecko musi rodzić się z małą głową i długo być pod opieką matki, noszone przez nią),

Dziecko wraz z głową noszone przez matkę, czy dziecko noszone przez głowę? I gdzie mężczyźni niby mają ten duży mózg?

celowe okazało się powstanie, na drodze ewolucji,
możliwości (obok pożądania seksualnego) ROMANTYCZNEJ MIŁOŚCI i utrzymanie przy MATCE jej OPIEKUNA i (najcząściej, choć niekoniecznie) OJCA jej dzieci. To doprowadziło do powstania QUASImonogamii. Jednak niezupełnej. "Zdrady małżeńskie", jeśli dyskretne i nie rozbijają rodziny są (a przynajmniej były) KORZYSTNE dla ludzkiego gatunku.

Najcząściej są KORZYSTNE. Ale czemu dyskretne? Jak biologia uzasadnia dyskretność najcząściej szanowny panie? I jak panu tak nie wstyd mówić o Instytucji Małżeństwa, Uświęconej Tradycją I Moralnością? (Tej, która w każdej chwili może upaść, jeśli pozwolimy parom gejowskim na zawieranie ślubów. Tak tak owieczki moje i baranki. Zdrady, byle dyskretne, najcząściej są KORZYSTNE. Śluby par homoseksualnych podminowują Świętą Instytucję.)

Udany egzemplarz siał plemniki po sąsiadkach

Rzyg

i miał więcej dzieci niż była w stanie urodzić jedna kobieta w jego życiu.

Momencik, ja to sobie muszę rozrysować. Ten udany egzemplarz to rozumiem szejk jakiś był?

Niech przykładem będzie epidemia otyłości. "Na rozum" wiadomo iż nie należy jeść tyle ile się w żołądku zmieści i tego co najsmaczniejsze (tłuste i słodkie). Kiedyś takie podejście do zdobytego pożywienia było korzystne, bo był stały deficyt, okresy głodu ("przednówek") i jadało się na zapas. Mimo to większość ludzi (mimo że jest to z ewidentną szkodą dla nich samych) nie potrafi się powstrzymać i tyje.

Większość ludzi, ujmijmy to delikatnie, nie wygląda jak Cindy Crawford, tudzież Hugh Jackman. Oczywiście, kiedy mówię o ludziach, mam na myśli heteroseksualistów, większość znanych mi gejów odżywia się w miarę zdrowo i chodzi regularnie na siłownię, dziewczęta les preferują sporty walki. Zaraz, zaraz, z tej logiki wychodzi mi, że heteroseksualiści są głupsi...

W przypadku "przelecenia" przyjaciółki ani ja, ani moja żona (gdy się nie dowie) NIC NIE TRACI.

A może nawet zyskać! Jakąś fajną chorobę przenoszoną drogą płciową.

Dlaczego mam cierpieć MĘKI TANTALA (kto nie jest mężczyzną, nie pojmie) eksplodując z pożądania jakie często się wytwarza?

To ja chyba nie jestem mężczyzną, bo jako żywo nigdy nie eksplodowałem z pożądania, jakie ciężko się wytwarza. Dowodem fakt, że siedzę tu i piszę kąśliwości.

W imię czego?

W imię przysięgi małżeńskiej?

Bezkompromisowa wierność małżeńska (a raczej samo wyobrażenie Pań, że ona powinna mieć miejsce) czyni niesamowicie dużo szkody i cierpienia.

To być może prawda, ale jako żywo, po coś ludzkość wymyśliła związki otwarte i kluby dla swingersów. Poza tym, nie wiem, czemu zdaniem wj_2000 to tylko Panie sobie wyobrażają, że wierność powinna mieć miejsce, większość znanych mi księży to mężczyźni.

myfanawy pisze:

Istnieje zawsze szansa, ze twoja zona sie dowie - nie chce sobie nawet wyobrazac bolu, upokorzenia i cierpienia jakie twoj romans niej wywola. Czy warto narazac - dla dobrego seksu - na cos takiego kobiete, ktora kochasz?

Nasuwa mi sie tez inne pytanie. Skoro szkoda zycia dla jednej osoby - czy gdyby twoja zona miala kochanka potrafil bys przymkac oko na ten romans, poslugujac sie ta filozofia?

Oj tam zaraz kochasz. Oj tam zaraz narażać. Oj tam dobrego seksu. Mężczyzna po prostu biologicznie rozsiewa plemniki po sąsiadkach, a pani tu z jakimiś miłościami wyjeżdża.

A co do przymykania oka na romanse żony? Pewnych wskazówek dostarczają komentarze do artykułu o tym, jakiej narodowości kochankowie zostali najlepiej ocenieni przez kobiety, pewne słowo na k... często się przewija w komentarzach, bynajmniej nie mówię o słowie "komplement". (Ani "kompleksy".)

racetam uświadamia nam, że wszystkiemu są winne feministki:

taki naród chłopów jak i bab... gdyby baby były jak dawniej a nie jak obecnie bardziej męskie niż faceci to wszystkim żyło by się lżej. a tak próbują wszystkim pokazać jak to mają więcej jaj niż ich faceci. Gdyby wszystko było w domu w porządku, nie latali by z ptakami po mieście.

Tak tak owieczki moje i baranki, znanym jest faktem, iż zdrady małżeńskie tudzież żadne formy seksu pozamałżeńskiego nigdy, ale to przenigdy nie miały miejsca, aż dopóki sufrażystki nie wywalczyły prawa do głosowania dla kobiet. Tak zdewastowani moralnie mężczyźni natychmiast spakowali ptaki do klatek i ruszyli latać z nimi po mieście. (Jeden taki ptak kiedyś na mnie narobił, dawno temu, myślałem, że to gołąb, a to był mąż feministki najwyraźniej.)

Na koniec (a właściwie w połowie wątku) zawsze_meski pogłębia swój rys psychologiczny:

Lubię kobiety. Pociagają mnie. Trochę szkoda życia na tylko jedną.

No i spoko. Chciałbym zobaczyć, jak zawsze_meski idzie do żony, która w łóżku leży i pachnie, i oświadcza jej "kochanie, uznałem, że trochę na ciebie życia szkoda". To by było prawdziwie męskie zachowanie, tak mi się wydaje. Oczywiście wedle heteroseksualnych standardów męskości.
20:47, navaira
Link Komentarze (5) »
czwartek, 03 września 2009
O rozmowach bez treści, czyli jak rozmawiać by nie stracić
manna2008 pisze tak:

Proszę o rady:

My tu zawsze chętnie doradzimy.

Za kilka dni muszę przeprowadzić ważną rozmowę z moim prawie Byłym.
On chce odejść, czuję to. Jesteśmy pół roku i jak dla mnie to
zupełny początek żeby coś kończyć.

Nie mylić z zupełnym końcem żeby coś zacząć.

Jestem pod jego niesamowitym wrażeniem ale On chyba tego nie podziela, widzę to.

To w sumie zdrowe, gdyby On był pod Swoim niesamowitym wrażeniem, cały dzień spędzałby przed lustrem.

Czy ktoś był może w takiej sytuacji? Jak rozmawiać, jakich
argumentów użyć, żeby spróbować zatrzymać tę Osobę?

Przychodzą mi do głowy kajdanki, sznur od bielizny oraz kłódki, ale nie uprzedzajmy zdarzeń. Inni heteroseksualiści chętnie pomogą mannie!

Jeśli dla kogoś nie jesteś tą jedyną, tą najważniejszą, tą
ukochaną...nic nie wskórasz. Prośby, błagania, racjoanlne argumenty -
nie podziałają. Tylko się poniżysz i poczujesz gorzej.
Nie narzucaj się, nie miotaj...wiem,że Ci ciężko patrzeć na odejście
ukochanego, ale nic na siłę nie zrobisz.
Trzymaj się prosto i postaraj wyjśc z tego z twarzą.

W miarę możliwości swoją, wyjście z twarzą ukochanego kojarzy mi się z thrillerami produkcji amerykańskiej.

hermina25:

jeśli facetowi nie zależy,to już nic nie wymyślisz...zaciśnij zęby i pokaż mu,że nic ,a nic Cię to nie boli

Stękanie przez zaciśnięte zęby "nic, a nic mnie nie boli" na ogół jest mało przekonujące.

skarpetka_szara:

Ale dlaczego chcesz byc ta niechciana w zwiazku?

czy nie zaslugujesz na faceta ktory szalal-by za toba???

Pewnie sie go za kurczowo trzymalas - jak misia - i facet sie dusi.

Nieszczęśliwegoooooo... białego misiaaaaa... który w wyłażących z orbit oczaaaaach ma tylko wyduszone łzyyyy.

manna2008 zapytuje, zaskoczona:

a w ogole to z czego wynika, ze facet ma szalec za kobieta?
ja przez cale zycie wyznawalam taka zasade i nic z teog nie mam

No jak to z czego, z Tradycji i Moralności i Natury...

rrosemary doradza:

Jeśli jednak tak będzie to moim zdaniem najlepszym wyjściem jest jak najmniej się upokorzyć:
-przede wszystkim totalne opanowanie, żadnych ryków, histerii, błagań itd.
-możesz zacząć jako pierwsza i z nim zerwać :)
-możesz po jego wywodzie powiedzieć chłodnym tonem: "no,cieszę się, że w końcu doszedłeś do tego samego wniosku co ja"
a potem już tylko nie dzwonić, nie pisać, nie śledzić...
Najlepiej się popłakać w samotności, upić, a potem kogoś poderwać żeby mieć klina na szybko, a potem już z górki.

Nie wiem, czy taka zapłakana i pijana manna to łatwo kogoś poderwie na szybko, ale przed górką to bym jednak się przespał i coś zjadł.

Na koniec manna podsumowuje:

Boję się wręcz, że jak wystarczająco się nie upokorzę to będę
każdego dnia wspominać, że nie spróbowałam. Wiem że sytuacja jest
beznadziejna, ale gorzej być już nie może. I tak się już nic nie
będzie liczyło jak On odejdzie.

Troche zdziwila mnie ta powszechna krytyka w tym poście, bo sama
znam przypadki ze zebranie o milosc zakonczylo sie sukcesem iwszyscy
sa szczesliwi.Ale oczywiście dziękuję za wszystkie wypowiedzi.

Heteroseksualiści płci żeńskiej jednak nigdy nie przestają mnie zaskakiwać swoim masochizmem, tragizmem oraz gotowością zrobienia ABSOLUTNIE WSZYSTKIEGO celem zostania ścierką do podłogi ukochanego mężczyzny. manna2008 powinna być może przebaczyć mu 77 razy, ugotować obiad i sprzątać częściej?

Moje własne doznania podsumowuje naonja81:

nie moge zrozumiec tego całego "etosu walczenia"... nie wiem ale czy
zycie was nie nauczyło zeby dac sobie spokoj jak ktos was nie chce.

I to jest dobra porada. Jako żywo, kiedyś też usiłowałem "walczyć o miłość mężczyzny", ale dorosłem. Jeśli facet mnie nie chce, oznacza to, że ponad wszelką wątpliwość jest kretynem, a po co mi kretyn?
14:22, navaira
Link Komentarze (6) »