Ciekawe i dziwne opowieści z życia heteroseksualnych Polaków. Poznaj ich zwyczaje godowe, problemy oraz zabawne historyjki!
RSS
poniedziałek, 27 września 2010
O cnotkach i niecnotkach
Och, och, nowy wątek i cały soczysty, aż mi płynie po brodzie:

Dlaczego kobiety zgrywają cnotki?

No ja też się nad tym CAŁE ŻYCIE zastanawiam, zupełnie tak samo, jak knight.free:

I to całkiem sporo
Chociaż jest pewna grupa która cnotek nie zgrywa bo nimi są, zazwyczaj się tym nie chwalą i wstydzą a szkoda.

"Dzień dobry, jestem cnotką."
"Och, to wspaniale, mamo, mamo, słyszałaś? Pani tutaj jest cnotką!"
"To niebywałe, czy mogę pani postawić kubek gorącej czekolady? Taką okazję należy uczcić!"

Obserwuje to po koleżankach i znajomych, raz jedna taka studentka, średnio urodziwa lekko pulchna średnio przebojowa, miała chłopaka z którym poszła do łózka po półtorej roku chodzenia, chłopak jak chłopak, natomiast ja znając ją (nie wdając sie w szczegóły) byłem jej kochankiem dość szybko, wiedziałem o tym chłoptasiu i nawet żal mi go trochę było bo on taki zaślepiony w nią patrzył, i sądził ze był jej pierwszym i ostatnim partnerem...

knight.free, nie wiem, czy jest się co chwalić byciem kochankiem dziewczyny średnio urodziwej, lekko pulchnej i średnio przebojowej. A propos, nie traktuje pan aby kobiet przedmiotowo? Nie, z pewnością nie, skąd to podejrzenie.

Bardzo znamienne jest odreagowywanie po związkach . Wtedy wiele dziewczyn folguje sobie ostro, maja wielu partnerów dość krótkim czasie, potem robią sobie miesiąc przerwy i szukają nowego chłopaka. Często tają takie historie przed nowym chłopakiem, tają jednorazowe historie łóżkowe, często przemilczają te fragmenty życiorysu w których zaszalały ostro.

A przecież powinny na dzień dobry od razu podawać całość historii ze szczegółami jak na tacy. Naprawdę, te kobiety. Wszak knight.free zawsze pierwszą randkę rozpoczyna od szczegółowego sprawozdania ze swojego życia seksualnego. Ku zaskoczeniu knighta.free, druga randka na ogół nie następuje, toteż sprawozdania trwają maksymalnie dwie minuty i nigdy się nie wydłużają. Tak zdumiewający brak powodzenia zapewne jest związany z tym, że kobiety udają cnotki.

Dlaczego tak się dzieje? Nie lepiej być szczerym wobec partnera? Większość facetów nie ma oporów przed ujawnianiem stanu swojego licznika partnerów czy zaliczeń.

"Pozwólcie, że wyliczę wszystkie swoje kobiety w kolejności alfabetycznej... Zzzzzzelda"

obloczki.dwa odpisują radośnie:

to chyba tylko Ty spotykasz takie kobiety:), mnie moj chlopiec rozdziewiczyl i jest pierwszym i ostatnim

Ojej, tak z dwoma naraz?! ZDZIRA

poza tym znam 2 naprawde piekne cnotliwe i fakt do cnoty sie nie przyznaja ale co maja krzyczec? halo jestesmy dziewicami?

Oj tam zaraz krzyczeć, niech sobie zrobią koszulki z napisami, w co drugim punkcie ksero mają taką usługę.

a samo to ze zakładasz takie watki i opisujesz te swoje "wyczyny" świadczy o tym, ze pięknej i cnotliwej niestety nie poznasz bo takie kobiety trzymaja sie z daleka od tego typu facetow, bez urazy ale mówię Ci z wlasnego doswiaczenia, jak to z takimi dziewczynami jest i kogo szukaja, a Twoja kolezanka napewno poinforowala inne kolezanki i tak sie wiesc rozniosła kim jestes

, i oprócz tego to ja lubię przecinki, bardzo lubię, a pięknej i cnotliwej nie poznasz, bo my jesteśmy zbyt zajęte przecinkowaniem, żeby poznawać knightów, którzy nam na pierwszej randce, wszystko opowiedzą o swoim życiu seksualnym,

asqe udziela prostej i zrozumiałej (zdawałoby się) odpowiedzi na pytanie knighta.free:

Mezczyzni wcale nie chca slysze, ze kobieta , z ktora poszli do lozka 'zaliczyla' przed nimi wielu innych. Zdarzylo mi sie nie tak dawno rozmawiac z facetem na podobne tematy po wspolnej nocy. Powiedzial, ze mial 'mnostwo dziewczyn, mnostwo', ale nie chcial powiedziec dokladnie ile. Ja sie przyznalam do ok 1/3 swoich kochankow i uslyszlam, ze jestem nimfomanka i zebym sie opamietala.

Bo mnóstwo to pewnie były dwie...

A mojemu partnerowi, kiedy bylam w ppowznym zwiazku, tez sie grzecznie do wszystkich przygod przyznalam, ale juz wiecej tak robic nie bede i chyba zdecyduje sie na magiczna cyfre 3:)

Sądząc po tym, jak heteroseksualni mężczyźni zapatrują się na kobiety z doświadczeniem większym niż "mój pierwszy i ostatni brali mnie naraz", jest to słuszna idea...

A teraz powiedz mi jak bys sie zachowal, gdyby kobieta, ktora ci sie bardzo podoba, z ktora sie dobrze rozumiecie i w ktorej sie zakochujesz powiedziala ci po waszym pierwszym seksie, ze przed toba miala 50 innych ?

Na pytanie odpowiadają nieproszone kombinerki.pinocheta (uderz w stół, kombinerki się odezwą...):

[...] Panna, ktora miala 50 facetow nie nadaje sie do zwiazku, wiec nie ma o czym mowic.

Niestety nie tłumaczy, czemu panna się nie nadaje, więc pozostają wyłącznie domysły. Bo nie leci na byle prawiczka z wymaganiami i 30 kg nadwagi, perhaps?

Piszesz o tym, ze singlostwo to nie jest stan automatycznego celibatu i ja sie z tym zgadzam, ale co innego miec jakiegos partnera do seksu i jednonocna przygode, a 5 partnerow zastepczych, 10 przygod i jeszcze 15 w planach.

A dlaczego to jest co innego i gdzie przebiega granica? Raz w tygodniu to jest jeszcze moralnie czy już nie? A dwa razy w tygodniu? A dwa razy w tygodniu ciągle z tym samym facetem? A dwa razy na zmianę z dwoma? A...

grafzero:

> No i czy to, ze, ZALOZMY, spalam z 50 facetami automatycznie
> oznacza, ze do zwiazku sie absolutnie nie nadaje?
Co prawda nie jest to statystyka która wykluczałaby cię ze związków automatycznie, ale istnieje spore prawdopodobnieństwo że nie każdemu partnerowi będzie to odpowiadać.

No i to jest właśnie odpowiedź na pytanie knighta.free... dopóki mężczyzna, który miał 50 kobiet to kasanowa, a kobieta, która miała 50 mężczyzn to k..wa, dopóty będziemy obserwować dziwną dyskrepancję między panami, którzy mieli średnio po 30 kochanek i paniami, które w życiu nie wyszły poza trzech. Dyskrepancja owa tłumaczona jest znanym nauce faktem, iż na każdego polskiego mężczyznę przypada 10 kobiet. (9 z nich ma na imię Genowefa.)

knight.free rozwija przed nami dywan swych przemyśleń:

Gdyby ukryła to bym nie wiedział, prawdą jest ze prawie każda kobieta zaniża liczbę partnerów, nieliczne są wyjątki. Skala zjawiska jest powszechna.

Nawet do 90% Genowef!

Do tej pory mnie to nie obchodziło czy była dziewicą czy miała 50 partnerów, ale kiedy człowiek poważnie myśli o życiu i o rodzinie to takie rzeczy zaczynają mieć znaczenie.

Ale jakie to ma znaczenie w życiu i rodzinie? Chyba, że chodzi o rodzinę Radia Maryja?

Jak była po rozstaniu ze mną juz jakis czas temu urządziła sobie kilka szalonych spotkań to zacząłem się zastanawiać jaka naprawdę jest kobieca natura.

Zmienna?

mlot_na_mlotow kontynuuje temat 50 partnerów:

Świadczy też o tym, że prawdopodobnie nie da się stworzyć z nią stałego związku, opartego na zaufaniu, wierności i prawdziwym uczuciu oraz nie można wiązać z nią poważnej przyszłości- a właśnie o poważną przyszłość chodzi założycielowi wątku. Na tej samej zasadzie żadna rozsądna kobieta nie może oczekiwać poważnego związku i przyszłości z seksoholikiem czy jebaką. Oto, dlaczego 50 przygodnych partnerów seksualnych nie wygląda zbyt dobrze. I to niezależnie od płci.

Ja bym chciał poprosić o wytłumaczenie w prostych, żołnierskich słowach DLACZEGO z osobą, która miała 50 partnerów nie można wiązać poważnej przyszłości. A jeśli ona miała tych 50 partnerów podczas 1 roku studiów i było to 25 lat temu to też nie można? Co z liczbą 49? Czy jeśli miała 49, to jest OK? Czy jest to też jakaś bardziej rozmyta logika i z osobą, która miała 39 partnerów można stworzyć związek na 20%, a z taką, co miała 51 to już ani ciut ciut?

menk.a:

Brak świadomości o tym 50 i przeświadczenie, ze było ich 5 sprawi, ze z zupełnie inną motywacją wchodzi się w relacją z taką kobieta czy mężczyzną. Bez uprzedzeń.

Wiem, że się powtarzam, ale ja ciągle nie rozumiem tego wynikania i motywacji. Związki heteroseksualistów składają się, jak rozumiem, w dużej mierze z obsesyjnego roztrząsania życia seksualnego partnera/partnerki?

qw994:

Nie znam kobiety, która by uprawiała seks z połowa pubu albo w celu pochwalenia się koleżankom, bo to jest trendy. A mam wrażenie, że mężczyźni widzą tylko dwie możliwości - albo madonna, albo ladacznica.

No bo niestety tak jest. Mężczyźni generalnie najchętniej bzykaliby sobie na lewo i prawo, po czym poślubiali dziewice. Te dziewice powinny zapewne pochodzić z Dziewiclandii, kraju, gdzie białogłowy umilają sobie czekanie, aż mężczyzna się wybzyka szydełkowaniem i lekturą na głos ulubionych pasaży z "Miłości nad rozlewiskiem". (Chociaż tam też seksy przedślubne odchodzą, tsk, tsk. Nie polecam tego rozprzężenia moralnego. Najlepsza jednakowoż Biblia.)

knight.free, który trol... chciałem powiedzieć, wypowiada się w wątku wielce gęsto:

Kkiedy ktoś myśli poważnie o życiu, chce stworzyć zdrową rodzinę, być dobrym ojcem, to takie rzeczy maja znaczenie. Ktoś tu ładnie napisał że z kobietą która miała wielu partnerów seksualnych trudno stworzyć prawdziwy związek i kochająca sie parę, wiem to także z doświadczenia. To życie w kłamstwie.

Ach, z doświadczenia wiemy, że wszystkie kobiety są takie same. I wszyscy mężczyźni też. W ogóle wszyscy są tacy sami, tylko knight.free i ja jesteśmy wyjątkowi. Powinniśmy być razem!

Oraz czy takie też będą nasze córki? Pewne rzeczy przechodzą po genach.

Na przykład robaczki. SPRAWDZIĆ CZY NIE KSIĄ-- och, przepraszam, pewne rzeczy wchodzą w nawyk.

Kobiety które miały po 50 partnerów nie potrafią kochać, kobiety łączą uczucia z seksem. W grę wchodzi wierność, lojalność, uczciwość, szczerość. Najważniejsza jest tu miłość w związku a takie kobiety dalekie są od miłości.

Kobiety łączą uczciwość z seksem? Znaczy te, co mają dużo seksu oszukują w karty czy wprost przeciwnie?

Prawie każda taka jest zimna i wyrachowana, czasem coś poudaje, jak aktorki porno.

Ale to ja myślałem, że o to chodzi.

O uczciwości tu mowa, była puszczalską to niech opowie a nie zgrywa cnotkę. [...] Myślę ze przyszłego męża czy Twoje dzieci będzie to interesowało. Ale głownie chodzi tu o podejście do człowieka - uczciwość, odpowiedzialność, uczucia.

Jezu, knight.free takie ma ciśnienie do opowiadania o swoim życiu seksualnym, że i dzieci historiami uszczęśliwi o_O

Jesli moja kobieta przez kilka ostatnich lat, został zaliczona przez 50 facetów, i działo się tak do ostatniej minuty przed wejściem do związku, to naprawdę różnica dla meni jest niewielka, bo mi nie chodzi aż tak o lojalność tylko o to co reprezentuje sobą dana kobieta, nie chciał bym być z puszczalską.

"Och... och tak... och Stasiu, przestań już, Stasiu mówię do Ciebie! Przestań już! Muszę się ubrać, bo za minutę wchodzę do związku"

Życie seksualne jest jednym z istotniejszych rzeczy przy tworzeniu związków. I liczba partnerów nie jest istotna, chodzi o szczerość.

Kiedy ja poważnie uważam, że życie seksualne jest jedną z mniej istotnych rzeczy przy tworzeniu związków, przy założeniu, rzecz jasna, że obie zainteresowane osoby lubią mniej więcej te same perwersje.

Na koniec qw994 spełnia marzenia knighta.free, w ten sposób stając się ideałem kobiety:

"Bez żadnych upomnień" :)))
Piękne :)
Ciekawe, jak to się odbyło. Wyobrażam sobie kolację przy świecach i jej monolog: "Nr 1 - Zdzisiek. Tylko pozycja misjonarska, żadnych lodzików, czasami strzelił mi minetę. Bez rewelacji. Nr 2 - Wacław. Miał fajnego, dużego fiuta, potrafił mi dogodzić jak nikt - oprócz ciebie, skarbie. Nalegał na seks analny, ale za bardzo bolało. Nr 3 - Czesiek. Na jego instrumencie nauczyłam się robić laskę, co tak sobie teraz chwalisz. Nr 4..."

...chociaż nie, bo skoro Nr 4, to już za dużo. :(

I w ten to sposób knight.free pozostaje samotny i niekochany, a w tym czasie normalni ludzie uprawiają sobie normalny seks, kochają się, a nawet zawierają związki -- mimo tego, że ich partnerzy nie pamiętają już, czy z numerem 38 to był oral, anal czy może jedynie delikatny fisting. :)
17:41, navaira
Link Komentarze (17) »
poniedziałek, 20 września 2010
Popadam w manię!
W manię publikowania nowych wpisów nawet co kilka dni! I to na dodatek nie są wpisy o wielodzietnych i uwodzicielach, które ciągle czekają, zaniedbane, zasmarkane i niedotulone -- dziś albowiem kopła mnie muza i natchła do wpisu o sponsoringu!

karolah2 postanowiła ubogacić swą wiedzę korzystając ze źródła najlepiej poinformowanego, tzn. forum:

Jakie macie podejście do spotykania się wolnego faceta z wolną babką gdzie pewna rolę odgrywaja pieniądze? tzn. ,że spotykaja sie raz na jakiś czas,uprawiaja seks,a ona w zamian może liczyć na jego pomoc finansową?

Rzecz jasna, forum nie pozostawia jej zewu bez odpowiedzi! eruiluvatar, czyli -- przypomnę -- stwórca Quendich i Atanich, zstępuje z wysokości swego tronu (?) aby odpowiedzieć karolah2:

Określmy rzecz po imieniu: kur*wstwo i nie ma o czym debatować.

Po imieniu to by było "Karolinka".

ko-fankabeauty (rzeco?) ocenia surowo, lecz sprawiedliwie, jak sam biskup Pieronek:

> > W różnych czasach najstarszy zawód świata był różnie traktowany.
> Generalnie nie
> > było się czym chwalić.
> teraz to chyba nie robi wrażenia
Wrazenia nie, ale obrzydzenie i wstret TAK.
Kobieta ktora handluje dup..sk..iem to zwykla szmatlawa prostytuta
ktora na starosc daje d..y na dworcu wloczegom za bulke.

Czemu akurat na dworcu? Czemu akurat włóczęgom? Czemu akurat za bułkę? Znów ciężko mi się oprzeć wrażeniu, że jeśli ktoś pisze z takimi detalami, to znaczy, że akurat niedawno miał taką fantazję...

mlodzieniec88 w roli arbitra piękności damskiej & męskiej:

Jeśli wygląda to tak
www.plotek.pl/plotek/1,79592,7910897.html
to jest to jakaś chora dewiacja, ale jeśli oboje są atrakcyjni to na pewno czerpią z tego jakąś przyjemność (jedna i druga strona), a że pieniądze są dodatkiem do tego związku... nie mam nic przeciwko i jakoś określenie "kure*two" nie kojarzy mi się z takim układem.

Od dziś wszystkie pary, które podejrzewają nieśmiało, że może między nimi istnieć obiektywna różnica atrakcyjności mogą się o tym przekonać za niewielką opłatą wysyłając swoje zdjęcia do mlodzienca88! On chętnie oceni i wyda opinię, czy to chora dewiacja, czy też przyjemność.

michalng:

> Czym to się różni od prostytucji?
Prostytucja to świadczenie usług seksualnych w zamian za pieniądze. Tu raczej mamy sytuacje jak w małżeństwie gdzie jedna strona nie pracuje smile
Brakuje tylko sakramentalnego "tak" i będzie tradycyjna rodzina ;P

Od jakiegoś czasu tak sobie myślę, że ludzie, którzy mają fetysz uprawiania seksu wyłącznie w pozycji misjonarskiej z metalową obrączką na palcu to jednak mają łatwo w naszym społeczeństwie.

wj_2000 opłakuje zdziczenie i upadek społeczeństwa:

Od pewnego czasu, w związku z małą śmiertelnością dzieci ORAZ z istnieniem wygodnych środków antykoncepcyjnych, coraz więcej kobiet, czy to bezdzietnych, czy z jednym dzieckiem, a nawet dwoma chowanymi w przedszkolu czy przez nianię, zarabia pieniądze tak jak to robili od najdawniejszych czasów mężczyźni.
I DLATEGO UPADA SENS MAŁŻEŃSTWA!!!!

Jest na to sposób! Losowo dusić 50% dzieci zaraz po porodzie. Może też pomóc zatrudnienie ministry Radziszewskiej od równouprawnienia na stanowisku ministry pracy, a ona chętnie zakaże kobietom wykonywania jakiegokolwiek płatnego zawodu.

Wiecie dobrze jak lawinowo rośnie liczba i singli i rozwodów.

I rozwodów wśród singli, podpowiadam usłużnie.

iamhier jak zwykle odsłania przed nami fragmenty swego skomplikowanego świata:

do dandar-no wielu juz probowalo mnie tak znękać zyciowo,by w depresji mnie zdobyc....Niestety w rownowadze zyciowej nie mieliby szans,mimo swoich niewatpliwych atutow.... wyksztalcenie,pieniadze,samochod,mieszkanie,praca...etc.
Zadnemu sie nie udalo.Nie rozumieja nadal SWOJEJ ROLI!

oraz:

nie wiem,bo ja nigdy nie dostalam nic od mezczyzny,nawet prezentu na urodziny...

No to kiepsko próbują ci faceci. Porada dla facetów, którzy nie mogą zrozumieć powodu swych porażek: dajcie iamhier prezent na urodziny, zamiast ciągle ją jeno nękać życiowo!

godeliva:

Jakos to pytanie pasuje mi do galerianki z rozterkami, albo do
przyszlej galerianki

Nie, no, siedmiolatki nie używają wyrazów typu "finansowa", więc przyszła galerianka odpada.

conspicuousfrom:

Glupie pytanie, jasne ze sponsoring to prostytucja.

No i po co w ogóle pytać na forum, skoro można było prosto mailem do conspicuousfroma. On WIE.

Byla u nas we Wroclawiu na filologii jedna studentka uniwerka co miala sponsora. Podpadla mu a ten ja sfilmowal i wrzucil w net i podeslal linki jej znajomym na NK. Idiotka zazyla tabletki. Przezyla. Miala tyle szczescia ze konczyla wtedy piaty rok - skonczyla studia i wyjechala ze wstydu z kraju i sluch po niej zaginal. Wiec chyba jak az tak sie wstydzila to to jednak jest prostytucja.

Też bym się wstydził, gdybym studiował filologię we Wrocławiu. Wszyscy wiedzą, że filologia na poziomie to tylko w Warszawie na UW.

[...] Podejrzewam ze dziewczyna chciala sie zabic bo na filmiku widac bardzo wyraznie jak jej placi i to sporo a potem umawiaja sie na nastepny raz. Niesamowity wstyd. Dziewczyna miala bardzo dobra opinie na uniwerku.

Ale o ćo z tym wstydem chodzi? Skoro jej płaci i to sporo, a potem się umawiają na następny raz, to chyba powinna się chwalić! Wstyd to by był, gdyby jej płacił grosze, ona żebrała o kolejne spotkanie, a on z obrzydzeniem odsuwał ją czubkiem nienagannie wypastowanego pantofla, mamrocząc "ależ nie rób widowiska Barbaro, ludzie się patrzą".

Gdyby zostala nagrana w czasie seksu z chlopakiem czy z mezem to pewnie tylko wzruszylaby ramionami.

Tak, filolożki z Wrocławia na wieść o tym, że ich mąż wrzucił na xtube filmiki, na których uprawiają seks, tylko wzruszają ramionami. "Też mi nowość. Przecież ja mam tam setki fanów, którzy co dwa dni pytają, czy jest coś nowego i tym razem mogą prosić w różowym lateksie."

Czy seks z kims kogo sie kocha jest czyms zlym?

A czy seks z kimś, kogo się nie kocha jest czymś złym? Na czym polega zło tego aktu? Kto ocenia obiektywną szkodliwość społeczną seksu z drugą osobą i czy są jakieś mierniki tego, czy kochamy tę osobę wystarczająco, żeby seks z nią nie był czymś złym?

monique-b:

Zawsze jest prostytutką jeśli oddaje się komuś,kto
nie jest jej mężem. No chyba,że z miłości i nie za korzyści
finansowe,to wtedy jest tylko kochanką.W obu przypadkach babka źle się prowadzi...

A, to w zasadzie w takim razie wszystko jedno, czy miłość, czy korzyści finansowe, bo i tak jest ona JAWNOGRZESZNICĄ. O.

Swoją drogą,nie wierzę w miłość,która nie może zaowocować małżeństwem-jeśli pociąga za sobą czyjąś krzywdę czy rozbitą rodzinę,to nie można tego nazwać miłością.

Nieowocująca małżeństwem pociąga za sobą rozbitą rodzinę? Czy ja czegoś nie rozumiem i monique_b domaga się legalizacji związków jednopłciowych w ten skomplikowany sposób?

Teraz wszyscy puszczalscy mnie zakrzyczą,ale mam to w nosie

Ależ monique, nie zakrzyczymy, bo mamy usta zajęte.

nonameuno zapytuje -- czemu zaraz prostytucja:

to często jest sytuacja typu: samotny facet ma kasę na wyjazd i nie ma towarzystwa, zaś kobieta kasy nie ma ale jest zdecydowana komuś towarzyszyć bo inaczej Grecji nie zobaczy, dogadują się - jest ok, to raczej układ handlowy a że jest w tym seks? a jakby nie było to układ byłby zdrowszy? jak ktoś koniecznie chce tak patrzeć na układy męsko - damskie to nawet kupowanie przez męża prezentu żonie na imieniny to kurewstwo, bo żona zadowolona z prezentu może się zrewanżować seksem ... i jest seks za prezent! albo przynoszenie na randkę kwiatów, fundowanie kawy czy piwa - przecież chłopak nie robi tego bezinteresownie, ok inwestuje w przyszły seks z zapraszaną dziewczyną!

I co ja mam powiedzieć, skoro zgadzam się w zupełności? Różnica polega głównie na hipokryzji lub jej braku.

niebrzydki_jacek_kameralnie (ja nie mogę z państwem) odpowiada:

Układ handlowy, gdzie jednym z towarów jest seks (tak jak ta
wycieczka do Grecji) to prostytucja jest. Dziewczyna z Twojego kazusu nie daje chłopakowi bo go kocha/lubi lecz dlatego,że "inaczej Grecji nie zobaczy", prawda?

No i co?

Natomiast sprawa z prezentem/piwem/kawą dla żony/dziewczyny z nadzieją na seks w podzięce jest dla mnie totalnie niezrozumiała. Po pierwsze jeżeli facetowi naprawdę zależy tylko na seksie, to może sobie wyrwać "lachona" na dyskotece i "obrócić" na parkingu/w domu/hotelu, czyż nie?

Czy ja słusznie rozumiem, że Jackowi szkoda kasy na piwo dla byle lachona czy innej żony?

Sprowadzanie kobiety do roli istoty, która rozkłada nogi za kawe i ciastko, moim zdaniem, uwłacza jej godności.

No to niech Jacek przestanie sprowadzać i skoczy po torcik wedlowski dla żony...

instalar płci nieznanej, lecz zapewne męskiej, podsumowuje (ale zakładam się, że nie z doświadczenia):

Wolny facet + wolna babk+ kaska w tle = bingo
Jesli to lubia to super, gorzej jednak jak facet ma zonę a chyba w przyadku sponsoringu głównie wokól takich się to kręci.

A właśnie by się instalar zdziwił.

Po pierwsze primo, sponsoring częściej dotyczy sytuacji, w których jedna strona zwyczajnie nie ma czasu, niż takich, w których w domu siedzi żona i przegląda wyciągi z konta; tacy, którzy nie mogą sobie pozwolić na regularne wydatki nie wiadomo na co w obawie, że żona coś wyczai, udają się raczej do prostytutek i płacą im gotówką. Po drugie primo, nie wszyscy sponsorzy są starzy, brzydcy i grubi; co więcej, niektórzy nawet nie są mężczyznami! Słyszał instalar o niejakiej Madonnie? To niech mi instalar powie, czy Jezus Luz spotykał się z nią dla jej niezwykłej urody czy też z miłości do Kabały?

Gdyby mi się chciało odpisać karolah2 na jej pytanie -- nie chce mi się, bo wolę się natrząsać na blogu jako osoba złośliwa i wredna -- to bym jej odpisał, że głupio robi, pytając się o to na publicznym forum osób, których opinia najzwyczajniej w świecie nie ma żadnego znaczenia. Bo znaczenie w tej sytuacji ma wyłącznie opinia wolnego faceta i wolnej babki. A jeśli wolna babka (czy ma aby ona na imię Karola?) ma z tym problemy, to niech się zastanowi, czy facet płaci jej wystarczająco dużo, żeby część wydać na psychoterapeutę, który pomoże się z problemami uporać -- lub też powie facetowi uprzejmie, iż słyszy w głowie głos Maryi, który nakazuje jej, aby niezwłocznie oddaliła się piechotą do Lichenia, gdzie po 24 godzinach nieprzerwanych modłów odzyska cnotę. Na takie dictum facet ucieknie z wrzaskiem, a Karola odzyska spokój ducha. Być może. Bo żeby się bawić w sponsoring trzeba mieć silną psychikę, a osoby z silną psychiką nie zadają głupich pytań na forum gazety.
15:52, navaira
Link Komentarze (18) »
piątek, 17 września 2010
Singielka
Parę dni temu na stronie głównej portalu gazeta.pl pojawił się link do wywiadu z Moniką Jaruzelską, córką niejakiego Wojciecha. Monika Jaruzelska wyróżnia się kilkoma cechami: po pierwsze primo ma lat 47, po drugie primo jest singielką zadowoloną z życia, a po trzecie primo rozumie różnicę między osobą samotną, a singlem:

Osoba samotna rozpaczliwie kogoś szuka. I wciąż ma nadzieję, że spotka wielką miłość. A singiel dobrze się czuje w swojej sytuacji albo po prostu już zrezygnował z szukania.

No i pięknie. Czytając artykuł szykowałem się w duchu do pisania notki, bo spodziewałem się, że heteroseksualiści dostarczą mi nowego materiału do natrząsania się badań -- i oczywiście się nie zawiodłem!

q-ku pisze białym wierszem:

ale zdanie bohaterki: "Widocznie posiadanie męża to dla niej ważna sprawa. Jest też takie myślenie w pewnych środowiskach."

mnie zniechęca do niej
ona tymi słowami piętnuje inaczej myślące panie

"w pewnych środowiskach" to jak dać w pysk

chce żyć jak chce, a nie wyobraża sobie że ktoś może chce żyć inaczej

- i nie "w pewnym środowisku" tylko "bo tak"

ale podoba mi się

poetycka pisownia tego komencika

a zwłaszcza sugestia, że pani Monika
powinna powiedzieć

"Jest też takie myślenie
bo tak".

blonde.redhead24 dzieli się doświadczeniem:

Pamiętam, jak na początku wakacji rozstałam się z partnerem. Dowiedział się o tym mój znajomy i zadzwonił od razu tylko po to, żeby zapytać, czy w związku z tym jestem lesbijką. Bo według niego normalna dziewczyna nie zerwałaby z chłopakiem, mając 24 lata :/

Muszę przyznać, ze zastanawia mnie, czy chodzi o to, że aż 24, czy że tylko 24...

Bóg Wszechmogący porshe ocenia z wyżyn moralnych, na których aktualnie przebywa:

Tak czy inaczej - nie uważam, iż wybór bycia singlem był właściwy.

W związku z tym niech pani Monika idzie się utopić.

Oznacza to tylko tyle dla mnie, że obecne priorytety życiowe części osób są przewartościowane (praca nad rodziną, sukces zawodowy nad dziećmi, awans nad żonę).

Pani Moniko, słusznie pani porshe powiedziało, wstyd, że nie ma pani żony.

Bardzo dobrze, iz tacy ludzie sami doprowadzają do braku posiadania potomstwa (pomijam te skrajne przypadki, gdzie ktoś ma dziecko, tylko go nie wychowuje).

Ależ zostawmy księży w spokoju.

Dzięki temu takie złe w moim odczuciu, przewartościowanie nie będzie się szerzyło, więc po kilku pokoleniach zjawisko singla się troszkę ustabilizuje.

Skąd ludzie biorą pomysły, że bycie singlem jest dziedziczne? Znaczy single, to dzieci singli, tak? W przypadku kobiet-singielek z dziećmi jak mniemam chodzi o dzieworództwo, a w przypadku mężczyzn -- o chęć odegrania roli takiej, jak Arnold Schwarzenegger w filmie Junior?

Podobnie jak jeszcze niedawno modne było zmienienie orientacji, a już przynajmniej posiadanie doświadczeń wykraczających poza tradycyjne pożycie.

Tak, słyszałem o przypadkach tzw. eks-gejów, ale to na szczęście już niemodne.

I teraz co prawda homoseksualiści 'wyszli z szafy' ale na szczęście ten ruch przestał się nasilać.

Ten ruch wychodzenia z szafy? Na czym polega jego nasilanie? Na trzaskaniu drzwiami od szafy?

Patologią nazwałbym wytykanie palcami heteroseksualistów

Zaraz patologia, człowiek blogaska założy i zaraz że wytyka.

chinique:

Nie, no po prostu jak się jest kobietą, zaprzyjaźnioną wobec redakcji celebrytką i jest się singielką i to z dzieciakiem, to jest się niebywale osobą niezależną, pewną siębie, wie się czego chce, ma się nowoczesny, europejski, ekologiczny światopogląd, przełamuje się społeczne stereotypy, jest się przez domniemanie gay-friendly, jest się społecznym trend setterem, pionierem, ale nie negującym tradycji, ma się podmiotowość, no po prostu jest się postacią zajebist* pod każdym względem i godną naśladowania.

Łomatko, ile przecinków, w tym zdaniu, no po prostu, że aż się gubię, w tych nowoczesnościach i, światopoglądach, wobec redakcji.

posrane_babiszony:

A jak sie jest corka jednej z wiekszych kanalii w tym kraju to juz w ogole - jest sie ustawionym do konca zycia...

Taka Jaruzelska powinna podlegac spolecznemu ostracyzmowi - tymczasem robi sie z niej autorytet...

No właśnie! A dziadek Tuska był w Wehrmachcie! Genetyczni patrioci łączcie się w kazirodczych kółeczkach!

Stara baba jest zazwyczaj upierdliwa i niemila - rozsadny czlowiek (szczegolnie gdy juz odchowal dzieci) pozbywa sie takiej i zamienia ja na nieuperdliwa, milsza a nawet mlodsza (bo jest milsza w dotyku i dla oka).

Tak tak! I tę młodszą i milszą zdobywamy tak, że odzywamy się do niej na forum i mówimy "Dzień dobry, nazywam się posrane.babiszony, jestem rozsądny, zajebiście miły i uprzejmy, właśnie pozbyłem się starej baby, która urodziła mi dzieci i teraz szukam młodej nieupierdliwej laski, która doceni moją wyjątkowość". Nawet posrane.babiszony się nie spodziewał, jakie tłumy się na niego rzucą po tej deklaracji! Od tego czasu żyje radośnie otoczony przez swój harem, i tylko czasami narzeka na nadmiar seksu oralnego.

echtom definiuje:

Właśnie przeczytałam inny wywiad i wychodzi z niego, że była w dość długim związku z ojcem dziecka, więc nie taka całkiem singielka z wyboru. Raczej singielka "po", która po fakcie stwierdziła, że związek z mężczyzną nie jest wartością na tyle istotną, by specjalnie w niego inwestować i podporządkować mu życie. Mam podobnie - po kilku latach małżeństwa rozstałam się z mężem, nie szukałam nowego partnera i bardzo mi z tym dobrze. Prawdziwy singiel z wyboru to jednak dla mnie osoba, która w młodym wieku podejmuje decyzję, że nie będzie zakładać rodziny i zajmie się w życiu czymś innym.

Czyli coś w rodzaju zakonnicy od dzieciństwa, tak? Ale w takim razie za co echtom uważa samą siebie? Bo rozumiem, że nie za singielkę. Za dubelkę? Wdowę? Towar z odzysku?

anmanika chwali:

Dobrze powiedziane echtom.

Dać jej wódki!

Mam wrażenie, że autorka dorabia do swojej sytuacji życiowej jakąś ideologię. Skoro najlepiej być singielką nie jest nią od 18go roku życia?

A dlaczego dopiero od 18go? Od dnia zapłodnienia! (Byle nie w in vitro.) Przecież wszystkie najmądrzejsze decyzje podejmujemy w młodym wieku, a to, co po 18 urodzinach to się w ogóle nie liczy!

Kiedyś zarzekała się, że dziecka mieć nie będzie, a teraz?

A teraz pewnego dnia przychodzi do domu, a na wycieraczce siedzi bocian z zawiniątkiem w dziobie i kwacze radośnie! (Nieco mamlając, bo zawiniątko przeszkadza.)

A jak się zakocha ponownie na tyle, że będzie w związku, wtedy singlowstwo nie będzie cacy?

Ja się zgadzam!!! Jeśli ktoś podjął jakąś decyzję raz w życiu to nigdy przenigdy jej nie może zmienić! Na przykład jeśli ktoś zdecydował pisać głupoty na forum gazeta.pl!!!

Znowu blonde.redhead24:

No właśnie, też odróżniam singli od osób, które są po prostu samotne. Cały czas będę się upierała, że singiel to ktoś, komu odpowiada to, że akurat jest sam. Nie ważne, ile ma lat, nie ważne, czy to się zmieni, kiedy spotka odpowiednią osobę.

Uważam dokładnie tak samo. I pani Monika Jaruzelska też, więc jest nas już troje :)

Ja sama nie mam męża, dzieci, ale do singielstwa brakuje mi naprawdę bardzo dużo. Nienawidzę chodzić sama na koncerty, mam dość powrotów do pustego mieszkania i tego, że kiedy dzieje się coś ciekawego, nie mam komu o tym powiedzieć. To się nazywa samotność i koniec. Jest mi po prostu źle.

Znam to uczucie. I chyba każdy singiel tak naprawdę czasami się tak czuje. Owszem, fajnie jest mieć wolność, spokój, nie musieć się tłumaczyć, czemu się chce pójść gdzieś tam/czemu się wróciło po 3 w nocy z kawy z koleżanką o 18/etc. Ale czasami fajnie jest też mieć się do kogo przytulić. Tyle, że... czy aby osoby w związkach też czasami nie marzą o tym, żeby wrócić do domu i NIE zastać męża w papuciach i dzieci z pretensjami? Trawa jest zieleńsza po drugiej stronie...

AJa po prostu nie potrafię się związać z kimś, kto do mnie nie pasuje. I nawet nie chodzi o naginanie się do jakiś moich zwyczajów, sama chętnie bym się do czyichś nagięła ;) Po prostu nie umiem zachwycić się człowiekiem, który jest o wiele głupszy ode mnie, który się nie rozwija i źle czuje się w swoim własnym życiu. Nie chodzi mi o osiem fakultetów, wysokie zarobki i wieczny optymizm, ale żeby facet chociaż trochę interesował się światem, nie narzekał na swoją pracę na pierwszej randce i nie mieszkał z matką, kiedy ma 34 lata i stałą, dobrze płatną pracę.

Ale jakie oni mają wymagania! Pisałem o tym wiele razy -- kobieta musi być piękna, szczupła, zadbana, super gotować, w łóżku jak aktorka porno, etc. A facet? A facet jest i chyba to wystarczy?

sprocket74 udowadnia, że nie przeczytał artykułu, a jeśli przeczytał, to go nie zrozumiał:

sorki, ale aż wygooglałem sobie zdjęcia p. Braunek żeby zobaczyć to cudo i zobaczyłem starszą panią wyglądającą na swoje 60 lat a jakby mi ktoś powiedzał, że ma 65 to też by się nie zdziwił. Co do rzekomej urody to też nie bardzo rozumiem... wygląda jak klasyczna emerytka... bez obrazy oczywiście :)

A teraz sru do tablicy i napisać 100 razy "Ja też kiedyś będę miał 60 lat".

Wywiad z p. Jaruzelską to klasyczne dorabianie ideologii do realiów. Pani nie ma faceta bo albo nie spotkała odpowiedniego albo spotkała ale nie był zainteresowany.

Tak tak, wszyscy ludzie są identyczni, nie zapominajmy o tym.

Pomimo, że jak na swój wiek jest w miarę zadbana to jednak jej szanse maleją z dnia na dzień zgodnie z moją ulubioną zasadą, że generalnie faceci starzeją się ładniej od kobiet.



rek888 się zgadza:

A czemu klamiecie ? p.Braunek wyglada koszmarnie !!! Nie musze uzasadniac ,to moje zdanie.

Po spacjach przed wszelkimi znakami interpunkcyjnymi poznaję, że rek888 jest wyborcą PiS, oni na ogół nie posiadają tyle inteligencji, żeby potrafić cokolwiek uzasadnić, więc nadrabiają chamstwem.

kadanka stwierdza kategorycznie:

noo to te wywody na temat tego ze liczy sie piekne wnetrze a nie wyglad, ze wazne wnetrze a nie zmarszczki, ze obsesja wiecznej mlodosci zla i niepotrzebna, sa troche kuriozalne w kontekscie tego ze ta pani wiele lat szefowala dzialowi stylizacji w twoim stylu

No właśnie! Jak się pracuje jako stylistka w Twoim Stylu, ale ceni ludzkie wnętrze, to trzeba wybierać wyłącznie garbate modelki bez jednego oka, ścierać im makijaż, paprać ciuchy (wyłącznie z drugiej ręki, a najlepiej uszyte z worków po kartoflach) błotem i kazać pozować w sposób podkreślający cellulitis. Inaczej kadanka nie zaakceptuje rezultatu i pani Jaruzelska całe życie spędzi w rozpaczy, tarzając się po ziemi i szlochając "ach, gdybym nie pracowała w Twoim Stylu, zyskałabym aprobatę kadanki, a teraz już za póóóóóóóóźnoooooooo".

gelbigel czuje wspólnotę dusz:

Jestem singlem i doskonale się z tym czuję, że nie muszę dzielić swojej osoby/czasu/pieniędzy z jakimś drugim osobnikiem, do którego musiałbym budować zufanie, jazgoczącym domagającym sie włażącym z butami w moje prywatne sprawy! Wiwat wolność! Całe to pitolenie psychologów że związki wymagają czasu cierpliwości. Zbyt mało cierpliwości by sprostać codziennym sprawom a co dopiero cierpliwość do innej osoby. Jesli związki to na krótko przelotnie intensywnie. Do widzenia!

Kiedy bycie singlem i socjopatą to nie jest dokładnie to samo...

rek888, który generalnie jest człowiekiem uroczym, pełnym tolerancji i zrozumienia i niespiesznym do oceniania po pozorach (a nawet czasami po braku pozorów) odpowiada:

Zawsze myslalem ,ze czlowiek samotny (zyjacy bez drugiego) to raczej niestandartowe i niezbyt wesole stworzenie.

A tu proszę, papież Benedykt cały wesolutki i co chwila w nowej kiecce.

Naraz okazuje sie ,ze importowano okreslenie "singel (ka) " i stalo sie to trendy byc samotnym !

Prawie tak trendy jak spacja przed wykrzyknikiem !

Dorobiono do tego cala ideologie i nareszcie cala masa rozbitkow zyciowych, brzydkich i odpychajacych osobnikow plci obojga oraz podobne przypadki,moga z duma oswiadczac: jestem singel

Tak tak owieczki moje i baranki, ludzi dzielimy na pięknych i pociągających jak rek888 i brzydkich i odpychających jak Monika Jaruzelska.

Jak jest prawda wiedza tylko oni sami !

Ależ skąd! Jaka jest prawda wie tylko rek888.
13:02, navaira
Link Komentarze (22) »
poniedziałek, 13 września 2010
Dziś: Heteroseksualiści poniżani
Wbrew pozorom nie będzie o poprawności politycznej narzucanej przez lobby homoseksualne, tylko o heteroseksualistach wystraszonych BDSM.

BDSM to skrót od bondage, domination, sadism, masochism (czyli wiązanie, dominacja, sadyzm, masochizm). Uprawiają tę miłą rozrywkę panie i panowie, homo, hetero i biseksualni, niekiedy parami, a niekiedy w większych grupach. I zdawałoby się, że tyle w zasadzie można na ten temat napisać, ale kiedy się weźmie grupę wystraszonych heteroseksualistów i napuści na nich niewinny czteroliterowy skrót, dzieją się rzeczy wielce zabawne -- nawet pomimo tego, że ilość wyborców PiS sugeruje, że masochizm jest w narodzie wielce popularny.

Na początek angry21:

Chciałabym poznać Wasze zdanie nt. BDSM. Co może być podniecającego w poniżaniu/byciu poniżanym?

Ale o ćo chodzi jakby, ja tu lunch jem, a pani do mnie o poniżaniu... a poważnie, to sprowadzenie BDSM do "bycia poniżanym" to zupełnie jak sprowadzenie heteroseksualizmu do Parad Normalności.

m00nlight odpowiada:

Mimo głupiego pytania odpowiem Ci (zapewne jesteś dzieciakiem więc wole żebyś przeczytal coś sensownego niż wyedukowal sie na pornosach): BDSM bazuje na naturalnych upodobaniach facetów do dominacji i kobiet do uległości (bo zazwyczaj tak to wygląda, pary 'odwrotne' są rzadkością).

I dlatego nigdy nie słyszy się o dominatrix, natomiast o dominikach płci męskiej po prostu bez przerwy. Poza tym BDSM nigdy nie zdarza się wśród par homoseksualnych.

Często uświadamiają sobie swoje skłonności w bardzo dziwnych sytuacjach i podniecenie jest dla nich wielkim zaskoczeniem! Np facet przyleje babce w kłótni a ona jest zaszokowana że obok szeregu negatywnych uczuc poczuła wielką falę pożądania.

I potem nic nie robi tylko za słone zupy gotuje, tak tak.

potwor_z_piccadilly:

> Co może być podniecającego w poniżaniu
> /byciu poniżanym?
Nic.

A to by się potwór zdziwił.

W tej grze podobnie jak w sado chodzi o zupelnie co innego. Chodzi o naprzemienne podniecanie i wytracanie z podniecenia partnera. Pomoc po serii takich zabiegow finalny seks daje kosmiczne przezycia. Warunkiem sa umiejetnosci prowadzacego. Czytaj, seks dla fachowcow.
Pisze ponoc bo nigdy nie probowalem i probowac nie bede, bo komu by sie chcialo.

A to rzeczywiście się znalazł specjalista, co wytłumaczył wszelkie detale dowgłębnie. (Żeby nie było niejasności, potwór niestety nie wie, o co chodzi w BDSM.)

rumpa:

A ktoś badał ile osób preferujących taki rodzaj seksu spotkało się z przemocą w dzieciństwie, połączoną, nie wprost - z seksem?
na przykład lanie na goła dupe pasem?

Kazimierz Marcinkiewicz!!! Wszystkie dowody są -- lany był w dzieciństwie, a potem wziął sobie za żonę Izabel, która pisuje poematy. BDSM jak nic.

Uwielbiam teksty pt - ludzie świadomi - wszyscy znajomi narkomani w początkowym stadium za takowych się uważali.
Alkoholicy tyż.
Jednak ja pozostanę nieco nieufna wobec "świadomości" która karmi się bólem, strachem i upokorzeniem.

Narkomani, alkoholicy i Kazimierz Marcinkiewicz. Tak tak. Cóż ich może łączyć, opowie nam rumpa.

Pedofilia, zoofilia, sadyzm, naziści, mohery to też gusty, przypominam. W zasadzie wszstko mozna pod to podciagnąć.

Nie no, jasne, Hitler i pan dający pani klapsa to jest kompletnie to samo.

A i kanibalizm tyż, pamietasz tego niemiaszka co zarżnął faceta z netu?
On był bardzo kulturalny, jak jakis tam się rozmyslił w trakcie to go wypuścił.
W zasadzie uważałam że nie powinien trafić do ciupy, wiesz?

Tu może rumpę zaskoczę, ale akurat się zgadzamy, też tak uważałem.

Natomiast skręca mnie z ciekawości co się dzieje w mózgu i co się działo w życiu takiego człowieka?
A jeszcze bardziej w życiu tego - ehem - skonsumowanego.

A to niezdrowa ciekawość jest wielce, grozi rumpie w każdej chwili alkoholizm, pedofilia i nazizm, jak się rumpa nie przestanie zastanawiać nad takimi rzeczami.

Rozumiem że jakbyś zobaczył swoją córeczką całą w śladach po sznurze od wiazania, to byś sie usmiechnął i stwierdził - była super impreza, co ?

SPRAWDZIĆ CZY NIE KSIĄDZ

(swoją drogą co to za mania z argumentacją "a gdyby twoja córka coś tam"?)

m00nlight znowu:

Przyłapanie rodzicow na 'zwyklym' seksie jest dla dziecka, zwlaszcza malego, traumatycznym przeżyciem. Strach pomyslec co sie dzieje w psychice dziecka, ktore nakryje rodzicow na 'brzydkich' zabawach?

- 'Tato, dlaczego mama klęczy pod stołem'?
- 'Mama była niegrzeczna i trzeba ją ukarać' ^^

I niech mi ktos powie że dziecko w *takim* domu może wyrosnąc na normalnego człowieka.

Jest tylko jedno rozwiązanie -- nigdy, przenigdy nie uprawiać seksu po urodzeniu pierwszego dziecka. Przecież nawet po czterdziestce synuś może wpaść w gości i niespodziewanie nakryć mamę pod stołem.

vitek_1:

B jak rozumiem to bondage czyli wiązanie. Jak ktoś lubi się związać to jaki problem? Chyba wielu z nas zdarzało się przywiązać partnera za ręce do łóżka. I to jest ok, daje poczucie dominacji a drugiej osobie zdania się na łaskę, co może być podnieciające pod warunkiem że wiemy że partner dominujący NIE ZROBI DRUGIEMU ŻADNEJ REALNEJ KRZYWDY! Zadawanie bólu (czyli część SM) już nie jest fajne i jak dla mnie ewidentnie kwalifikuje się do zboczeń.

Ocenił, jak sam Bóg, co nieomylnie wie, co jest dobre, a co niedobre.

ore.ona:

Nikt chyba nie ma wątpliwości że dziecko które słyszy odgłosy z sypialni odbiera je jednoznacznie.

Eee, no ja właśnie mam wątpliwości. O ile wiem, większość dzieci nie wie do pewnego wieku, co to jest seks, więc odgłosy z sypialni odbierze jak najbardziej niejednoznacznie. Chyba, że chodzi o odgłosy wydawane przez filmy porno dla niewidomych, w których wszystko jest z detalami tłumaczone na ścieżce dialogowej?

Niepokojące dla mnie też to, że osoba która lubi to – namawia inną do spróbowania. Po co?

Dla mnie było niepokojące w dzieciństwie, że osoba, która lubiła wątróbkę, konkretnie moja mama, natrętnie mnie namawiała do spróbowania. Po co?

Każdy lubi co innego, przemoc nie jest szczytem rozkoszy. Wyobraźcie sobie że całe społeczeństwo to Sm, nastolatki Sm/hormony!/, qrde, niebezpiecznie i ..nudno-wszędzie to samo.

I idziesz ulicą z kościoła, myśląc jeno o wczorajszej audycji w Radio Maryja i dziś wysłuchanym kazaniu, a tu nagle z naprzeciwka skacze na Ciebie grupa nastolatków-dominatorów, wiąże i leje pejczem...

potwor_z_piccadilly kontynuuje temat, niezrażony swoją kompletną owego nieznajomością:

Moze ktos oponowac, lecz prawda jest jedna. Natura nie wpisala w nasze geny zamilowan do bycia katowanym i ponizanym.

A jednak wyborcy PiS skądś się biorą.

menesa:

Takie osoby prawdopodobnie były w jakiś sposób poniżane, upokarzane w dzieciństwie (choć mogą mieć to nieuświadomione), więc przyjemność seksualną (lub też miłość bądź bliskość) kojarzą z uczuciem upokorzenia i byciem poniżonym. Tak nauczyli się czerpać satysfakcję (seksualną lub emocjonalną w kontakcie z człowiekiem). Np. tatuś lub mamusia subtelnie okazywali pogardę wobec seksualności, gdy młody człowiek był podniecony.

Szczerze mówiąc przez chwilę usiłowałem sobie wyobrazić bycie podnieconym w obecności mamusi i subtelnie mi przez nią okazywaną pogardę, ale troszkę mi się mdło zrobiło, menesa to ma jednak nietypowe upodobania.

Może też być tak, że człowiek w innych sferach ma bardzo stłumioną agresję (np. w pracy), a dopiero w seksie ma okazję do jej rozładowania i wyżywania się na człowieku.

A partner pasywny w tym wypadku ma stłumione co i co sobie rozładowuje?

Osoba sadystyczna ma bardzo kruche poczucie własnej wartości i potrzebuje czuć dominację nad kimś, przewagę fizyczną, zadawanie bólu, aby czuć się "kimś" wartościowym, samemu nie być ofiarą. Masochista potrzebuje bólu, aby cokolwiek czuć. I aby czuć się ważnym dla kogoś. Może być tak zamknięty na czułość, że nie odczuwa satysfakcji przez delikatne głaskanie - trzeba mu nieźle dowalić, aby poczuł swoje ciało.

Okej, zaczynam się przekonywać, że to straszne zboczenie musi być. To znaczy, zacząłbym, gdyby nie silne wrażenie, że menesa też nie wie, o czym mówi :)

Czy, kiedy w ramach ustalonej gry łóżkowej kobieta pozycję sadystki (choć np. wśród ludzi taka nie jest) to w chwili, gdy zachowuje się sadystycznie (i sprawia jej to jakąś satysfakcję) de facto tylko gra czy może rzeczywiście na ten moment się tą sadystką....STAJE?

Ale co za różnica?

Być może właśnie teraz, w ciągu tych 15 min, pod płaszczykiem fajnej zabawy, może ujawnić część malutkiej prawdy o sobie, że lubię się czasem poznęcać (tyle że "na legalu")? :) Może właśnie nie udaje, ale troche sadystki w sobie posiada, choć o tym nie wie?

Myślę, że w momencie, kiedy "nieźle dowala" partnerowi i ją to podnieca, to chyba już wie.

Może w seksie tak naprawdę możemy pobyć sobą, ujawnić wiele cech i lekkich, nawet niegroźnych perwersji, pod pozorem gierek? Takich, które nie przeszłyby w pracy, w rodzinie. Może to tak naprawdę nie jest gra (skoro autentycznie przynosi satysfakcję) ale odsłanianie jakiejś części siebie?

No no, meneso, ależ menesa snuje rozważania. Jak straci menesa dziewictwo, to zobaczy, jak to jest :)

I na koniec santo_inc pisze tak:

Skłonności dominujące mam od dawna, ale nigdy nie miały szansy się rozwinąć. Tak się głupio w moim życiu składało, że wiązałem się na dłużej z dziewczynami, które nie miały ciągot do uległości. A potem wziąłem ślub z "pierwszą w miarę ładną, która poszła ze mną do łóżka", jak nakazuje tradycja. ;)

Rozwiodę się i znajdę sobie taką partnerkę, z którą stworzę związek oparty o dominację 24/7 (TPE - Total Power Exchange). :D

A to sadysta-tradycjonalista. :) (Polecam przeczytanie odpowiedzi potwora_z_piccadilly na post santo_inc.)

Na koniec, jako, że dbać należy o edukację biednych wystraszonych heteroseksualistów, udzielę odpowiedzi na pytanie angry21: otóż w BDSM podniecające może być wszystko. Oddawanie drugiej osobie władzy nad swoim ciałem -- i jej przejmowanie, czyli B/D -- władzy przejmowanej "siłą" gdy jeden z partnerów jest związany, lub przekazywanej dobrowolnie, gdy dominacja ma formę psychiczną. Sprawdzanie, gdzie leży próg bólu -- i przesuwanie go, w przypadku S/M. W przypadku partnera "dręczonego" podniecać może na przykład świadomość, że wytrzymuje się "tortury"; w przypadku "dręczącego" -- najzwyczajniej w świecie widoczne podniecenie partnera. Wszystko zależy od umowy między partnerami i od tego, co kto personalnie lubi -- i nie widzę powodu, dla którego osoby z zewnątrz miałyby z tym mieć problem, roztrząsać kwestie zakazów, nakazów i zboczeń, dopóki oboje partnerzy robią to, na co mają ochotę i żaden z nich nie jest do BDSM przymuszany. A co do traumy dzieci, polecam zainstalowanie zamka na drzwiach sypialni.

Odrębną sprawą jest odwaga; BDSM wymaga jej wiele. Po pierwsze, kiedy trzeba przyznać się sobie samemu, że ma się fantazje pewnego rodzaju -- obstawiam w ciemno, że wiele osób, które gorszą się tak bardzo, że aż wypisują pięć paragrafów szczegółów, które gorszą je najbardziej, po zakończeniu pisania posta potrzebuje chusteczki higienicznej. Po drugie, kiedy trzeba się przyznać partnerowi lub partnerce -- efektem tego rodzaju braku odwagi jest problem santo_inc. A po trzecie, kiedy przychodzi kobyłka do płota, wół do karety, partner w skórzanej masce i ze sznurem w dłoni do drżącej leliji -- i fantazja wcielana jest w rzeczywistość. Tę odwagę można mieć, można jej nie mieć, można zwyczajnie nie być zainteresowanym takimi zabawami i to wszystko jest zupełnie w porządku. Ale czy naprawdę aż TAK trudne jest przyjęcie do wiadomości, że ludzie są różni, niektórzy lubią po bożemu, niektórzy na pieska, niektórzy ze związanymi rękami i żadna z tych rzeczy nie jest zboczeniem tak wielkim i niezrozumiałym, jak upodobanie do wątróbki?
19:06, navaira
Link Komentarze (12) »