Ciekawe i dziwne opowieści z życia heteroseksualnych Polaków. Poznaj ich zwyczaje godowe, problemy oraz zabawne historyjki!
RSS
środa, 03 sierpnia 2011
E tam zaraz nietypowa...
Wątek soczysty, mięsisty i pełen tego, co na Regretsy nazywa się butthurt i flounce -- czyli bellavia o propozycji:

Poznałam ok 2 tygodnie temu chłopaka, było to na imprezie u kumpla ze studiów. Fajnie się rozmawiało, chłopak ogólnie mi się spodobał ale nic z tych rzeczy, żeby jakoś mocniej zapadł mi w pamięć. Może dlatego, że mam na razie uraz po toksycznym związku. [...] powiedział mi, że chce mnie o cos spytać, tylko żebym tego źle nie zrozumiała. 
Do meritum: że mu się podobam i chciałby, żebyśmy się regularnie spotykali, ale chce postawić sprawę jasno, że nie chce związku z jakimiś perspektywami, nie chce niczego obiecywać, nie chce się zakochiwać. I że ma awersję do poważnych związków, i uczciwie mówi mi, że nie chciałby nawet takiego niezobowiązującego (związku), gdyby nie to, że bardzo mu ciężko bez seksu, przy tym przeprasza za to, że tak szczerze do bólu, jednak woli od razu uprzedzić. 
Powiedziałam, że dam mu odpowiedź dzisiaj wieczorem. 
Tylko nie piszcie mi, że nie umiem podjąć decyzji, bo decyzję już podjęłam i wiem, co mu odpowiem, ale chcę spytać, jak odbieracie taką sytuację. 

Och, bellavio, mogłaś się spodziewać odpowiedzi, szczerze mówiąc. Ale to dobrze, że spytałaś, bo dawno nie było się z czego natrząsać. Od razu na początek devilyn:

FF jest jakąś alternatywą...ale do czasu póki jedna ze stron się nie zakocha. 

Drodzy heteroseksualiści, zapiszcie sobie to albo zakonotujcie. FF oznacza fisting. Jeśli nie wiecie, co to jest fisting, to sobie wyguglajcie, pamiętając, że jest to dosyć ekstremalna forma seksu, w której używa się dłoni.

nie_czytaj_tego:

Kiedyś samotny mężczyzna musiał przynajmniej za numerek zapłacić albo czynić długie starania (smalić cholewki), dzisiaj dostaje wszystko za darmo. 

Naprawdę zachwyca mnie założenie, że mężczyzna bierze, kobieta daje; mężczyzna dostaje, a kobieta -- bo ja wiem? -- traci? zużywa się? wymydla?

Dążenie mężczyzny do zaspokojenia potrzeb seksualnych spotykało się gdzieś w połowie z potrzebą zaspokojenia potrzeb emocjonalnych kobiety - każdy coś dawał, każdy coś brał. Teraz (odkąd wmówiono kobietom, że mają podejście do seksu takie jak mężczyźni) każdy już chce tylko brać. 

A kto im wmówiono? Rzecz jasna, wmówiono im to znane środowiska, żydomasoneria i Michnik. Kobiety zaś są tak głupie, że w ogóle nie zauważyły, że przecież mają tylko potrzeby emocjonalne i wymydlają się w imię zaspokajania wmawiającym środowiskom potrzeb bliżej niezdefiniowanych. (Masaż ego, lub innych części ciała?)

Zero starań, zero zaangażowania, zero więzi emocjonalnej. Kawa na ławę, zamiast ręki -pełnowartościowa pochwa, zamiast wibratora-pełnowartościowy penis, potem 'nara' i możemy cieszyć się z tego jacy to jesteśmy trendi i cool. Odpowiedzialność za siebie i za drugiego człowieka zastąpił fetysz orgazmu (wielokrotnego, koniecznie jednoczesnego i każdego rodzaju). 

Wydaje mi się, że nie_czytaj_tego ma jakiś kompleks, który zaspokaja sobie, nazywając ludzi pełnowartościowymi pochwami i penisami.

ruta_ewiak:

no spoko układ, ale chyba nie będziesz tego robić za darmo??? gościa nie stać na prostytutkę czy co?

ARYTMETYKA FORUMOWA

Seks + miłość = małżeństwo
Seks - miłość = prostytutka

Po dodaniu stronami, dowiadujemy się, iż seks = (małżeństwo + prostytutka)/2.

(Jak również, pożar - dziecko = zapałki, ale o tym już wiedzieliście.)

lia.13:

a może to ON będzie JEJ prostytutkiem? Nie wziąłeś takiej ewentualności pod uwagę? :P

Prędko gasi (gaszą?) ją yuppiki:

tak, właśnie on będzie jej prostytutką. to ona obie go wybrała i ona złożyła mu tą niemoralną propozycję. 

NIEMORALNĄ PROPOZYCJĘ.

o ironio, naprawdę jesteś tak naiwna i głupiutka?a może już tak zepsuta i niezdolna do wyższych uczuć, że stać cię tylko na zwierzęcy sex pozbawiony jakichkolwiek doznań emocjonalnych.

Mujborze, a może to jest brat Anzelm pod pseudonimem?

sex bez uczuć jest do bani, a z pożądania często rodzą się uczucia

o, o:

seks - miłość = bania

Ale jak zapisać rodzenie się uczuć z pożądania i jak to połączyć z prostytutką? Może tak:

pożądanie + czas = miłość
Seks - miłość = prostytutka

seks = prostytutka + pożądanie + czas?

anonimiusz:

oczywiscie, ze jest to tania, dziennikarska prowokacja - pare dni temu byl "artykul" na glownej, ze FF na dluzsza mete nie ma szans na przetrwanie, bo bla bla bla :)

Nie widziałem artykułu, ale obstawiam, że autorką była pani Voca.

kombinerki.pinocheta:

Smiesa mnie to. Panny daja sie bzykac gosciom, o ktorych nic nie wiedza, a pozniej szacunku oczekuja. hehe

Hooker please.

japoneczki:

Śmieszne to takie wyzwolenie... Tyle, że kobieta zawsze jest na gorszej pozycji. Chyba, że już daje się bzykać każdemu, to ją znieczulenie dopada. Inaczej zawsze są emocje, to biologia, silniejsza niż rozum. 

Skoro już o biologii powodującej gorszą pozycję kobiety, to poproszę jeszcze coś o prawie naturalnym i na poparcie jakiś przykład zakochujących się zwierząt, biorących śluby kościelne, zanim przystąpią do seksu.

faraon33:

Nic w tych czasach nie jest nietypowe, ale zastanawia mnie dlaczego większość ludzi wszystko opisuje i szuka sensacji lub sensacje chce wywołać. Na każdy temat niektórzy piszą cokolwiek aby zaistnieć. Czy mają tak niską samoocenę? Po co to robią?

A na przykład taki faraon33, proszę, pisze w wątku o nietypowej propozycji cokolwiek, na dodatek kompletnie niepytany i nie na temat, aby zaistnieć. Czy ma tak niską samoocenę?

jamgawel2 flouncuje, dokonuje odczytów telepatycznych i ma małe wymagania, jeśli chodzi o materiał do masturbacji:

Primo po pierwsze: Jestes wirtualna (prawdopodobnie facet z brzuchem od piwska i lysina od drapania sie na widok lasek) 
Primo po drugie: Wybrales (as) temat na niedzielny wieczor super. Akurat na masturbacje dla samotnych facetow 
Primo po trzecie: Ile ci placa za takie tematy? Bo pojaiwja sie regularnie wieczorowa pora. 
Primo po czwarte: Istnieja tacy ludzi co interesuje ich tylko seks. Jest ich okolo 99%. 

Jak rozumiem, słowo "ludzie" dla jamgawel2 oznacza to samo, co "mężczyźni" (zaś "mężczyźni" to samo, co "samo ZUO"). Chyba, że minimum 98% kobiet interesuje się tylko seksem. Ależ to próżne, puste szmaciury, którym się nie należy żaden szacunek i które skończą samotnie, albo co gorsza jako feministki!

Primo po piate: Roznica wiec jest w spoleczenstwie taka: jedni potrafia z godnoscia o tym mowic i realizowac...a inni na wzor pieskow pieprza sie z kim popadnie. 
Primo po szoste: Zycie bez uczuc, zycie z uczuciem obrzydzenia do uczuc, zycie z uczuciem kaca po seksie, zycie dla seksu, zycie w ktorym najwyzsza forma rozwoju jest zaspakajanie potrzeb biologiczno-wegetatywnych jest pieskim zyciem... 

Dużo tych piesków. Czy to aby freudowskie oszybki, jamgawel2, czy wyraz niezaspokojonych potrzeb?

Gratuluje wyboru, bo wiem jaki on jest. 
(kolejne piwko do pustego brzuszka) 

A skąd jamgawel2 wie? Nie ma pod ręką chętnych piesków?

P.S. Jednak jesli to czyta dziewczyna, ktorej koles zaproponowal seks bez zobowiazan, powinna powiedziec, zeby pogadal ze swoja grabula lewa lub prawa... A mloda dziewczyna, powinna lepiej zainwestowac swoje cialo...dac je komus, kto ma wieksze ambicje.

Ależ to ostatnie zdanie jest smutne. Dziewczyna jako "posiadaczka" ciała, które się "inwestuje" w kogoś, kto ma "większe ambicje". Raczej to inwestowanie ciała i dawanie go komuś z ambicjami kojarzy mi się z prostytucją, niż uprawianie seksu dla czystej przyjemności z osobą, która nas pociąga z wzajemnością i która od początku szczerze mówi, na co ma ochotę.

kochanic.a.francuza:

Mnie by oburzala taka propozycja. Facetowi to dobrz, bo zawsze ma orgazm, a Ty skad wiesz, ze Ci bedzie dobrze? 

Te rzeczy są sprawdzalne doświadczalnie :)

Boze seks, bez tego calego romantycznego bajeru: kwiatki, spacerki, kino, jest niezjadliwy:/ 

Ojej, kochanic.o, współczuję francuza! Naprawdę, seks jest zajebiście fajny, tylko trzeba trafić na partnera w miarę kompatybilnego upodobaniami i nie zadowalać się pierwszym lepszym, raczej zainwestować swe ciało w kogoś, kto ma większe. Ambicje.

Te...facetowi zawsze bedzie gralo, Tobie nie koniecznie? Powiesz mu po pierwszym razie, ze jest kiepski wiec odchodzisz? Pewnie Cie obsmaruje jaka puszczalska. Facet tez ma urazona dume i potrafi sie zemscic.

A takie obsmarowanie to jest tak zajebiście ważna sprawa, która całe życie potrafi zrujnować bezpowrotnie, że rzeczywiście lepiej w ogóle nie zaczynać, z żadnymi facetami się nie zadawać, bo kto wie, kiedy się duma urazi, zaś resztę życia spędzić w klasztorze.

Kila, rzezaczka, wsza lonowa, aids, hmmm...grzybica, u gina leza takie ulotki i piatej klasie podstawowki tez byo cos o tym, jesi sie bioogiczka nie wstydzila wykladac.

Jak wspomniałem, Lewa Rąsia i Prawa Rąsia jedynymi bezpiecznymi partnerami heteroseksualistów nieumiejących używać prezerwatyw.

g.r.a.f.z.e.r.o:

O właśnie. Też mnie to interesuje, bo przyznam że w takim układzie doświadczenia mi brak. 
Jak się takie fuck-friendowanie realizuje? 

Ach, ja kiedyś nawet książkę zacząłem pisać na ten temat. Nazywała się "Heteroseksualizm dla opornych" i tłumaczyłem w niej jak kozie na miedzy, jak się takie "fuck-friendowanie" (co to za język?) realizuje (co to za język?). W bardzo dużym skrócie, należy słuchać tego, co druga osoba do nas mówi, odpowiadać jej równie szczerze, nie doszukiwać się drugiego dna i nie mieć nadziei, że może jednak ona tylko tak mówi, a naprawdę to chce nas doprowadzić do ołtarza.

A swoją drogą to nieszczególnie podoba mi się ta jego "szczerość". 
Bo o ile rozumiem taką propozycję/rozwiązanie w przypadku dwójki ludzi którzy się poznali, czują chemię i się lubią, ale czują że miłości to z tego nie będzie, o tyle rzucenie takie propozycji po dwóch raptem spotkaniach jest w moje ocenie bezczelne i głupie. 

No tak, ale to trzeba rozumieć różnicę między friends with benefits, a fuck buddies, osobie, która operuje pojęciem "fuck-friendowanie" takie niuanse są obce.

sinsi:

Jeden związek toksyczny, kolejny facet wprost proponuje ci etat charytatywnej prostytutki - ja bym się zastanowiła jakie sygnały dajesz otoczeniu, że cię faceci tak traktują.

ucieszona kochanic.a.francuza:

Wlasnie, cos tu niskim poczuciem wasnej wartosci pachnie. 
I co z tego ze szczery, coz oprocz tej szczerosci ci oferuje?

ESCANDALO -- on chce z tobą iść do łóżka, gdyż wyczuwa twoje niskie poczucie własnej wartości! Bellavio, jeszcze nie jest za późno, aby zapieczętować Twój Skarb Dziewiczy i zaoferować go kompletnie bez związku z prostytucją komuś o Większych Ambicjach!

Kazde bzykanko Cie satysfakcjonuje? Skad wiesz, ze bedziecie dobrano w tych sprawach?

Kochanic.o, przysięgam, gdybym czekał cały czas na kogoś, z kim będę z góry wiedzieć na pewno, że będziemy dobrani w tych sprawach, to bym czekał do śmierci, a może dłużej. (Chciałbym też rozwiać błędne mniemanie, że facetom jest wszystko jedno i każdy orgazm mają równie dobry. Otóż: nie.)

Niech zgadne: mialas ojca alkoholika i matke nie interesujaca sie Toba? 
Nie wierzysz, ze zaslugujesz na radosc z seksu z bycia z mezczyzna, a nie pie...enie a'la porno. 

Mujborze, gdyby wszystkie kobiety, lubiące seks miały ojców alkoholików i niezainteresowane matki, należałoby heteroseksualistom rzeczywiście poodbierać dzieci i dać je parom gejowskim na wychowanie.

Pochodz po tym centrum gdzie pracujesz, ubierz sie kobieco, umaluj, rozpusc wlosy i sama wybierz sobie faceta, takiego, co marzy o szczerym i glebokim uczuciu. Jest ich na peczki. 

O tak, facetów, którzy marzą o głębokim i szczerym uczuciu rozpoznajemy po tym, że potykają się o własny język na widok umalowanej i kobieco ubranej damy z rozpuszczonym włosiem.

"Na koniec wszyscy i tak wracaja do rodziny" (to cytat z ktoregos prezydenta USA), dlatego kazdy chce miec wlasna rodzine, nawet mezczyzna. 
A ten od niemoralnej propozycji jest chory mentalnie, co w dzisiejszym swiecie juz nawet nie dziwi, ale dlaczego Ty nie masz sobie znalezc zdrowego mezczyzny?

O hezus, on chory mentalnie, a bellavia wychowana przez alkoholika i niezainteresowaną matkę. Heteroseksualiści, wy się leczcie! Najlepiej w centrum zdrowia psychicznego imienia Kochanic.y.francuza!

KObieta nie ma dobrego seksu jesi nie ma w tym uczucia. Tak jest skonstruowana, a jesli mowi, ze ma to albo sie oszukuje, albo ja juz ten seks pozbawil rozumu.

Ja obstawiam, że kochanic.a albo jest dziewicą, albo w życiu miała tylko jednego partnera i jest nim wieloletni mąż ze stulejką, albo też jest mężczyzną. Ciekawe, czy zgadłem? (A może po prostu miała ojca-alkoholika i...)

marzeka1:

Facet wyczuł , ze TOBIE po 2 spotkaniach może taką propozycję złozyć, są kobiety, wobec których nie zdobyłby się na taki tekst- to ta subtelna różnica.

A skąd marzeka1 wie, że by się nie zdobył? A może bellavia jest dwusetną z rzędu, której złożył taką propozycję?

PO CO więc pchać się w coś, co od początku jest pokręcone? człowiek poobijany psychicznie po niefajnym związku, jeśli nie chce być mocniej pokiereszowany, nie pcha się a takie układy.To juz lepiej kup wibrator, niż iść w układ z takim "szczerym" gościem.

O rany, ale co to za jakaś obsesja z tym wibratorem? Wibrator nie całuje zbyt dobrze, sutków nie possie, w kark nie ugryzie, nie ściśnie w objęciach, brodą nie podrapie w różnych miejscach... nie wyślemy mu wiadomości następnego dnia "ciągle mnie boli tam, gdzie wiesz... było świetnie", ciesząc się po cichu myślą o jego reakcji. Naprawdę, ludzie, którzy uważają, że wibratorem da się zastąpić w łóżku drugą osobę, muszą się do mnie zgłosić, a ja im opowiem, jak wygląda NAPRAWDĘ dobry seks.

tleonek:

Przecież facet, z tego co opisałaś nie znał Cię dobrze, kilka pogaduszek tego jeszcze nie oznacza. Nie wiedział czego Ty na prawdę chcesz i oczekujesz, ale niby szczerze wyznał swoje potrzeby, nie wiedząc jakie są twoje. Po prostu facet cynicznie i przedmiotowo traktuje kobiety. Ja może jestem mutantem wg dzisiejszych standardów, bo poza żoną nie miałem nigdy innej kobiety

Tak, to widać.

gordon30:

Czy on nie może isc po prostu do prostytutki? CO nie ma kasy dlatego się Ciebie pyta? Nic mi sie nie chce prócz f..ta wkladac ani pieniedzy ani uczucia. Swietnie to sobie wymyslil.

Coś nie tak jest z ludźmi, dla których bardziej oczywiste jest płacenie za seks, niż uprawianie go z drugą osobą, która ma ochotę na to samo. Szczerze mówiąc, wydaje mi się, że cały ten butthurt bierze się głównie z rozżalenia, że gordon30 w życiu by się nie odważył podejść do ładnej dziewczyny i zaproponować jej seksu bez zobowiązań, a być może i z zobowiązaniami nie.

oj_tam_oj_tam_79:

Nie wierzę, że kobieta może sypiać z kimś i się nie zaangażować prędzej czy później, zwłaszcza gdy jest tak młoda jak Ty. Co to za seks z gościem, którego nawet nie lubisz? 
Mam koleżankę, której kiedyś zdawało się że bawi się facetami, tak naprawdę to tylko oni mieli niezły ubaw a jej powoli siadała psychika. Na szczęście zmądrzała. 

Teraz mieszka w zakonie, nazywa się siostra Żmija, razem z siostrą Szczur i siostrą Mierzwą hodują tygrysa i co jakiś czas zapodają trochę heroiny, gdy zaczyna im się nudzić... o, przepraszam...

professional_scoffer:

Nie jestem kobietą, ale z doświadczenia wiem, że kobietom generalnie nie udaje się oddzielić seksu od emocji. 

Z doświadczenia przed zmianą płci? (Ja jestem wyjątkowy, ponieważ od lat prowadzę badania nad heteroseksualizmem na moim blogasku, poza tym jestem honorową kobietą, czytelniczką Glamour i wszystko wiem najlepiej.)

Niektóre sobie wmawiają jakie to są wyzwolone i jak to ONE bawią się facetami, a w głebi duszy to bardzo cierpią emocjonalnie i oszukują same siebie.

Strasznie lubię ludzi, którzy wiedzą, że inni tylko twierdzą, że są szczęśliwi, ale tak naprawdę to bardzo cierpią i oszukują samych siebie.

i-unka:

Hmmm...gość zakłada ,że się nie zakocha. I tu rodzi się pytanie do panów -czy naprawdę dobry sex z konkretną kobietą może spowodować, że mężczyzna się zakocha?

Nie. Dobry seks może spowodować, że mężczyzna będzie chciał mieć więcej dobrego seksu, przy okazji dobrego seksu zaczną rozmawiać na tematy inne, niż tylko seksualne, a podczas tych rozmów zaczną się poznawać bliżej, co może w końcu spowodować, że mężczyzna się zakocha.

Że ta obsesja za kobietą może przerodzić sie w coś głębszego albo to .....tylko sex? Co powoduje ,że głupiejecie za nami?

A cholera wie. Mój dziadek poślubił babcię, ponieważ babcia miała piękne nogi. Ja lecę na swojego DJa, ponieważ ma ładne nogi łączy w sobie brutalnego macho, słodkiego całusiastego misiaczka i małego chłopca. Mój kumpel leci na swojego faceta, ponieważ facet jest z klasy wyższej, a kumpel strasznie chciałby też do owej klasy dołączyć i spełniać toasty szampanem odginając mały paluszek.

maitresse.d.un.francais: (ależ ten Francuz ma kochanic)

chłopina szuka darmowej współspaczki i wydaje mu się, że jeśli ubierze to w eleganckie słowa, to będzie OK. 

To nie jest nawet FwB.

No nie, to jest FB.

kapselodtymbarka:

Zajebiste. Ale druga myśl - jakiś zakład z kolegami? Jakiś zagorzały katolik, który upatrzył sobie ciebie na żonę, sprawdza twą niezłomną cnotę? Haha :)

Hooker please. Gdybym się dowiedział, że ktoś mnie tak sprawdza, uciekałbym z wrzaskiem, bo ten rodzaj ludzi niesie ze sobą niebezpieczeństwo, że pewnego dnia wróci do domu z włosiennicą i biczem, żądając, abym go smagał, bo miał dziś nieczystą myśl.

Na koniec bellavia -- tak naprawdę nie na koniec, ale wątek mi się znudził:

„Kochanico”, napisałaś mi „sama wybierz sobie faceta, takiego, co marzy o szczerym i glebokim uczuciu”. I że „każdy chce mieć własną rodzinę, nawet mężczyzna”. W odniesieniu do mnie jest to o tyle nietrafione, że hasła takie jak „głębokie uczucie”, „zakochanie” wywołują u mnie mdłości. Albo gdy słyszę „motylki w brzuchu” – też mam mdłości. Jeśli, przepraszam bardzo, kończy się to tym czym się kończy (i tak jest nie tylko u mnie!), ja już nigdy więcej tego nie chcę. Przy tym nie bronię nikomu zachwytów nad tymi motylkami, to chyba jasne. 

No i właśnie w tym rzecz: niektórym ludziom strasznie trudno jest przyjąć do wiadomości, że inni mogą mieć inne poglądy na pewne sprawy. Mi nie przeszkadza, jeśli ktoś w życiu miał jedną partnerkę, nie przeszkadza również, jeśli miał pięć tysięcy, przeszkadza mi natomiast straszliwie hipokryzja, bigoteria, domaganie się od innych, żeby dopasowywali się do naszych standardów moralnych oraz wysysanie z brudnego palucha teorii na temat genetycznego patriotyzmu... chciałem powiedzieć, na temat ojców alkoholików i wmawiania samym sobie, że jesteśmy szczęśliwi. A może ja jestem szczęśliwy, jak mnie czterech Chińczyków, koniecznie o imieniu Wong, katuje witkami wierzbowymi i co mi professional_scoffer zrobi? Dopasowywanie siebie i innych na siłę do cudzych standardów moralnych kończy się przykro, o czym przekonują się kolejni księża i inni politycy, którym przydarzają się niespodziewanie skandale seksualne. A gdyby z tymi związkami, miłością, czekaniem ze skarbem na pana z większymi ambicjami etc. było tak prosto, jak się wydaje co poniektórym kochanic.om, to rozwody przydarzałyby się wyłącznie okazjonalnie osobom, które poczuły, że już dłużej nie mogą żyć w związku pełnym seksów i innych bezeceństw, gdyż natychmiast muszą udać się do klasztoru i spędzić resztę życia na modlitwie.
19:39, navaira
Link Komentarze (27) »
piątek, 29 lipca 2011
Dziś: Biskup -- artysta podrywu
W Super Expressie biskup Antoni Długosz udziela porad heteroseksualistom (no bo komu innemu?) jak się mają podrywać! To wspaniałe, gdy człowiek tak doświadczony w tym zakresie jest gotów dzielić się swoją wiedzą z potrzebującymi.

Zaprawdę wakacje to trudny czas dla każdego katolika. 

Memo to Super Express: nie wystarczy napisać "zaprawdę", żeby było bardziej po katolicku. Trzeba dodać coś o owieczkach i barankach.

Pokus tyle, a żyć w zgodzie z wiarą należy. 

Mistrza Yody w charakterze korekty zatrudniać nie należy.

Specjalnie dla "Super Expressu" biskup Antoni Długosz (70 l.) radzi, jak to robić, by być w zgodzie z Bogiem. Nie oszukujmy się - korzystając z tych porad nie będzie łatwo w dzisiejszych, rozwiązłych czasach poderwać pierwszą lepszą dziewczynę, ale warto stawiać sobie nawet najtrudniejsze wyzwania.

Moi drodzy, kto chciałby podrywać pierwszą lepszą dziewczynę! Rady biskupa Długosza stosują się do Tej Jedynej, którą przypadkiem napotkaliśmy w miejscu tak niesprzyjającemu modlitwie jak plaża.

Przede wszystkim nie można patrzeć na drugiego człowieka tylko poprzez ciało, ale też ducha - naucza biskup Antoni Długosz.

Hihi.

Najlepszym sprawdzianem tego, czy postępujemy właściwie, jest zadanie sobie pytania: Czy chcielibyśmy, by tak była podrywana nasza siostra?

SPRAWDZIĆ, CZY NIE KSI-- o cholera, biskup.

Aby zatem móc podrywać na wakacjach, ale ustrzec się przy tym ognia piekielnego, przeczytaj ten poradnik.

Tutaj panuje taka temperatura, że ogień piekielny wydaje mi się bardzo pociągającą perspektywą :( Podpaliłbym coś może...

Co wolno:
Mówić komplementy, nawet dotyczące urody cielesnej, 

"Masz zajebistą dupę z ryja".

o ile nie chodzi nam o podstępne uwiedzenie

...biedni artyści podrywu ;(

Zaprosić dziewczynę na kawę lub herbatę w neutralne, publiczne miejsce

Np. Biblioteka Narodowa, lub Urząd Stanu Cywilnego.

Na randce wypić małą ilość wina

Do trzech butelek na osobę.

Otwarcie pytać o jej zainteresowania, należy być szczerym i nie udawać kogoś innego

Biskup sugeruje, że heteroseksualnych facetów szczerze interesują zainteresowania kobiet i mogą o nie pytać otwarcie bez udawania kogoś innego? Taki stary, a taki naiwny. A co mają robić kobiety płci odmiennej?

Podrywać tańcem, ale prowadząc partnerkę tak, by taniec nie był zbytnio podniecający

Czyli polonez tak, lambada raczej nie.

Zaprosić do kawiarni lub na lody i zapłacić za wszystko

W przypadku, gdy obie osoby przeczytały porady biskupa Długosza, może dojść do mordobicia na tle tego, kto zapłaci za wszystko. Poza tym, lody, a fuj, ale biskup pojechał.

Flirtować, ale nie przekraczać granicy. 

Pilnować wskazań nawigacji samochodowej.

Najlepiej pomyśleć, czy chcielibyśmy, by tak była podrywana twoja siostra

SPRAWDZIĆ -- bardzo serdecznie przepraszam państwa...

Dyskretnie podpytać, czy ta osoba jest z kimś związana

Biskup nie każe się przejmować odpowiedzią, ot, tak tylko podpytać dyskretnie, zawsze dobrze wiedzieć takie rzeczy.

Poprosić o posmarowanie pleców olejkiem, jeśli tylko o to nam chodzi

:D Rada wybitnie przydatna podczas deszczu.

Czego nie wolno:
Mówić komplementów, w które sami nie wierzymy, bo miłości nie można budować na kłamstwie

Na miłość biskupa, ale jaka miłość, przecież rozmawiamy o podrywaniu.

Komplementy nie mogą być wulgarne

O, to mój przykład komplementu chyba się nie nada :( A może w takim razie "Masz zajefajną pupę z buzi"?

Zapraszać na randkę do domu

A jak już zbudujemy miłość na kłam... chciałem powiedzieć komplementach, to potem już wolno, czy nadal nie? Bo jednoczenie się cieleśnie ku chwale Pana w lesie na igliwiu zupełnie przestaje być zabawne w okresie od października do kwietnia :(

Na randce nie powinno się pić większych ilości niż lampka wina, nie powinno się też pić piwa

Ależ biskupie, co biskup. Już biskup o winie pisał. Ja rozumiem, że wierszówka i płacą od słowa, ale to jednak przesada.

Stosować sztuczek i podstępów, działać na podświadomość specjalnymi technikami

Czy makijaż i push-upy zaliczamy do specjalnych technik, sztuczek i podstępów?

Flirtować przez SMS-y i Internet, to grozi uzależnieniem

A skąd biskup wie? :>

Wykonywać dzikich, uwodzicielskich tańców w nadmorskich dyskotekach

W dyskotekach położonych w okolicach górzystych dzikie, uwodzicielskie tańce są dozwolone.

By dziewczyna płaciła na randce, a jeśli chłopak jest biedny, trzeba się przyznać od razu

Biedny chłopak przed wybraniem się na randkę musi się najpierw wzbogacić. Tak tak owieczki moje i baranki, ja też uważam, że biskup to materialista i seksista.

Poprosić o posmarowanie olejkiem, gdy chcemy podstępnie uwieść i porzucić

Podstępnym olejkowysysaczom mówimy stanowcze NIE!!!

Pozdrawiam wakacyjnie i obiecuję nową notkę 1) rychle, 2) dłuższą. Po przeczytaniu rad biskupa widzę albowiem, iż zaprawdę trzeba Wam heteroseksualistom pomóc trochę w podrywaniu się, bo nam gatunek wyginie.
10:22, navaira
Link Komentarze (15) »
środa, 01 czerwca 2011
O ilości
Dzisiaj męczymy aż dwa wątki naraz. Na początek ten z forum Mężczyzna:

czy kobieta dająca dupska za młodu bez zobowiązań jest dobra kandydatką na 
dziewczynę? Według mnie to nie.. a wy co myślicie ?

A teraz ten z forum Kobieta:

miałam tylko jednego partnera 
seksualnego..Czy jestem ewenementem?? 
Mój maż mówi ze jestem lepsza kochanka od jego ex a było ich sporo..źródła mówią over 30.. mnie to dołuje..znaczy ta ilość..

Te dwa krótkie posty są kopalnią wiedzy socjologicznej na temat sposobu, w jaki myślą o sobie nawzajem heteroseksualiści płci męskiej i żeńskiej, oraz sposobu, w jaki postrzegają seks.

Dla heteroseksualisty płci męskiej kobieta jest czymś w rodzaju samochodu, czyli 1) przedmiotem, 2) droga w eksploatacji, oraz 3) wymaga regularnych wymian gum i oliwienia kółek zębatych, jak uświadamia nas jamesonwhiskey:

zreszta jakby to porownac do samochodow 
co lepsze fajny sportowy samochod ale z jebczym przebiegiem , nie serwisowany i 
po nie zliczonej ilosci wlascicieli 
czy moze cos nie tak fajnego na pierwszy rzut oka ale z historia serwisowa, 
zadbane przez jednego wlasciciela 

wiec jakby sie trafila okazja to pojezdzilbym chwile tym fajnym , liczac ze to nie ja bede placil za wszykie zaniedbania poprzednich wlascicieli ale szukalbym czegos bardziej zadbanego

"Ta bryczka może wygląda na nieco podstarzałą, ale przysięgam, że jedyną właścicielką była starsza pani, która jeździła nią wyłącznie w niedzielę do kościoła i z powrotem."

wladca_pierscienii odpowiada:

samochód po jednym właścicielu 
może mieć i cofany licznik 
i po wypadku prostowaną ramę, "klepaną" karoserię 
tak zręcznie, że tylko inny "majsterklepka" to rozpozna 

OK, klepana karoseria na kobiecie przerasta moje możliwości umysłowe, chyba, że oczywiście chodzi o botoks i operacje plastyczne...

Największy problem ma tu jednak tow.ortalion:

Mi raz jedna puszczalska z poczuciem swojej wartości powiedziała, że za cienki samochód mam, żeby mogła do niego wsiąść. 

Jak rozumiem, tow.ortalion sugerował puszczalskiej trójkąt, ale druga kobieta była bardzo szczupła, a puszczalska lubi rubensowskie kształty...

Dla heteroseksualistki płci żeńskiej inne kobiety stanowią konkurencję, z którą pan i władca porównuje aktualną brykę... chciałem powiedzieć, żonę... po czym wystawia oceny, których wysokość jest powodem do dołowania się i zastanawiania się, czy aby spełniamy jego oczekiwania. Na szczęście, izula03 zamiast dołować się w zaciszu domowym i pocieszać kieliszeczkiem wiśniówki motywuje się do pracy u podstaw:

Uczę się lodów z pornhub.. codziennie i myślę ze może wspomina inne. [...] Ogólnie myślę ze dobrze czegoś się dowiedzieć..szczególne o męskich wielokrotnych orgazmach..:)

Należy jednak uważać, bo mąż może nabrać podejrzeń, np. tak detalicznych, jak te wykazywane przez josef_to_ja:

A nie męczyłoby Cię, że np. robiła loda obcemu albo uprawiała z obcym anal z wytryskiem w odbycie?

Z wytryskiem w odbycie to by męczyło, ale jeśli tuż przed facet wyjmie i tryśnie na plecy, to już nie. TO NAPRAWDĘ ROBI WIELKĄ RÓŻNICĘ.

evela1982 dzieli się z nami głębokimi przemyśleniami, które skrzętnie sobie zapisałem, ponieważ trafienie na ekspertkę tego kalibru jest zdarzeniem równie rzadkim, jak trafienie na heteroseksualnego mężczyznę używającego dezodorantu:

Tzw. "pusczalska" i za młodu to raczej nie, ale na starość może jej przejść, więc po co rozliczać ją z przeszłości;), ale podobno sęk tkwi w głowie, bo podobno dziw...ka to zawód, a ku...rwa charakter(przepraszam za wulgaryzmy) ;) 

Natomiast kobieta znająca swoją wartość, inteligentna i dbająca o swoje potrzeby, a z roznych względów nie zainteresowana stałym związkiem mająca jednego pana, czy dwóch "od seksu" bez zobowiązań, to czemu nie! Nic w tym złego. 

Cóż jednak zrobić, gdy kobieta jest inteligentną puszczalską dbającą o swoje potrzeby? I czy dwóch panów od seksu bez zobowiązań należy mieć naraz czy osobno? 

"Pusczalska" moze robic to z kazdym, a swoją reputacje mieć w głebokim poszanowaniu... Podczas gdy ta znająca swoją wartość, ale chcąca zaspokoic swoje naturalne potrzeby, a nie chcaca z jakis wzgledow sie wiązać moze miec od tego tylko JEDNEGO pana. Ale to sie chyba zawiera jakies uklady pomiedzy dwoma stronami...dla jasnosci;) 

Ach, więc jednak tylko JEDNEGO pana, z którym razem znamy swoją wartość, ale nie chcemy się wiązać. No proszę!

Bez zobowiązań rozumiem brak obietnicy na coś więcej, ale to trzeba byc silnym emocjonalnie, bo taki "cold seks" na dłuższa metę chyba nie jest fajny...

E tam cold. Po coś przeca ludzkość wymyśliła koedukacyjne sauny i elektryczne grzejniki.

Ale wróćmy do forum Kobieta, gdzie iwona334 informuje nas, iż w świecie heteroseksualnym...

To naturalne, ze o tych sprawach kiedys sie mowi, jezeli tylko wszystko miesci sie w granicach "sredniej krajowej". 

Zaskakuje mnie w tym zdaniu właściwie wszystko. To naturalne, że o takich sprawach się mówi? Jest jakaś średnia krajowa? (Z doświadczenia mniemam, że w przypadku mężczyzn jest trzy razy większa, niż w przypadku kobiet -- jak kiedyś przeczytałem, kobiety mają tendencję do zaokrąglania w dół, bo był tylko anal i nie miałam orgazmu, więc właściwie to się nie liczy, a mężczyźni w górę, bo ta laska, o którą się otarłem przy kserokopiarce w zasadzie też się liczy.)

stephanie.plum, osoba zakręcona pozytywnie:

wszystkich i tak nie sprawdzisz, więc równie dobrze można się zadowolić jednym.

No bez przesady, to jakby powiedzieć, że wszystkich potraw i tak nie spróbujesz, więc równie dobrze całe życie możesz jeść salceson. Byle trzymać się średniej krajowej: schabowy, kapusta i pomidorówka. W sumie trzy. Cztery z salcesonem.

szybiarz, osoba zakręcona przerażająco:

ja to myślę że przeszłość ma zawsze znaczenie i nie można jej wymazać twierdzeniem, że ktoś się zmienił, albo że ktoś zamknął jakieś etapy w swoim życiu, gdyby tak było to kobiety brały by na mężów np. morderców po długoletnich więzieniach, albo typowych ruchaczy co żadnej nie przepuszczą a zazwyczaj takich unikają ale dziwią się że facet nie chce mieć w domu kur*y

MORDERCÓW ALBO CO GORSZA RUCHACZY.

kobiety to dobrze wiedzą bo zaniżają liczbę swoich partnerów żeby lepiej wyglądać w oczach potencjalnego męża

...MORDERCY ALBO CO GORSZA RUCHACZA...

a to nam-mężczyznom wciskają ciemnotę jacy to jesteśmy "nie na czasie"

...SPRAWDZIĆ, CZY NIE KSIĄDZ.

posłużę się na koniec cytatem z filmu o Borewiczu, wtedy nie było netu ale zasada także na tym forum obowiązuje "kur*a kur*wie łba nie urwie"

Borewicz to była ta pierwsza kur*a czy ta druga?

ten przykładowy morderca po odbyciu kary i "resocjalizacji" jest mordercą czy nie jest? to samo z dziwką, jeśli powie, że się zmieniła to jest dziwką czy nie jest, wydaje mi się że to jak ktoś się zachowywał pokazuje jakie ten ktoś ma geny i charaktera

Dobra Istoto, gdyby ludzie się nie zmieniali przez całe życie, do tej pory raczkowałbym w pieluchach i mówił na bułkę "kaka". (I na wszystko inne też.)

Podsumowuje mala_gorzka:

Ludzie się zmieniaja. Np., wiele metalówkek czy punkowek z liceum, na studiach zmienia styl na bardziej kobiecy. Kazdy mlody czlowiek szukajac lub ksztaltujac swoja osobowosc probuje roznych doswiadczen.Za czasow liceum trzeba sprobowac jazdy na stopa, woodstocka, jarania trawy, itd. Ale juz w wieku 24+ wielu z tego wyrasta i nie powtarza swoich wygłupow. 

Nie wiem, czemu akurat 24+, ale poza tym zgodzę się w całej rozciągłości. Ja na przykład w liceum nie piłem, nie paliłem trawy, nie uprawiałem seksu, ubierałem się na niebiesko (kolor, dzięki któremu wyglądam, jakbym cierpiał na choroby skórne), nosiłem wielkie okulary i żyłem w przekonaniu, że jako grafik nigdy w życiu się nie utrzymam, więc muszę pracować w banku.

Nie chce aby np. moj potencjalny pracodowaca ocenial mnie na podstawie gowniarskiego zachowania jeszcze z liceum

No, ja też nie. Hm. Momencik...

Podobnie jest z facetem. O pewnych rzeczach nie zamierzam mu mowic, bo i po co? Nie bede wypierac sie ani klamac, po porstu przemilcze. Ja takze nie bede prowadzic sledztwa co on robil ze swoja dziewczyna nr 3, bo to nie moja sprawa.

Tak naprawdę mam podobne podejście. Poznając kogoś zakładam, że osoba ta nie urodziła się wczoraj, podobnie zresztą, jak ja. Doświadczenia mamy różne, mój aktualny chłopak do dwudziestki sypiał z dziewczynami, ale na szczęście wyzdrowiał i mu przeszło, ja zaś do dwudziestki nawet się jeszcze z nikim nie całowałem, ale na szczęście też wyzdrowiałem i mi przeszło. Przeszłość faceta, z którym się spotykam, interesuje mnie średnio, dopóki nie zahacza o teraźniejszość, natomiast cechą absolutnie dyskwalifikującą go jako kandydata na partnera dla mnie byłoby mówienie o mnie per "chłopak dający dupska za młodu".
19:05, navaira
Link Komentarze (19) »
wtorek, 24 maja 2011
Dziś: heteroseksualiści o kolorach
Jako zawodowy grafik i wielbiciel wszystkiego, co dziwne i nieprzeciętne z radością obserwuję wszelkie rozmowy heteroseksualistów na temat mody, a jeśli jeszcze dodatkowo udaje się w to wplątać jakieś wątki genderowe, jestem głęboko zachwycony. Oto kura17, osoba bliska memu sercu, dzieli się problemem:

nasi synowie maja 3 i 6 lat, juz teraz widze wyraznie wplyw przedszkola na niektore sprawy, w dodatku dosc mocno obciazony genderowo...

ulubionym kolorem starszego "od zawsze" byl rozowy... wszelkie gadzety zyczyl sobie w tym kolorze... do czasu, az w przedszkolu koledzy "uswiadomili" go, ze to kolor "dziewczynski"... juz rozowego (i fioletowego) nie lubi, bo "to kolory dla dziewczyn"... mlodszy najbardziej lubi zolty, pewnie wkrotce jego tez uswiadomia...

[...] gdy starszy syn dostal zaproszenie od kolezanki z grupy na urodziny, to od razu koledzy przedszkolni zaczeli go "straszyc", ze bedzie sie musial bawic barbi i ubrac na rozowo big_grin a on byl zachwycony, bo mama kolezanki robi "muffinki ksiezniczki lili-fii z rozowym lukrem", heh...
... a po powrocie opowiadal, jaki solenizantka miala boski domek dla lalek i on tez chcial by taki, bo sie u niej bawil i bylo super...

[...] chlopcy maja w domu lalke, maja wozek - na wlasna prosbe i chetnie sie tym bawia. mlodszy bardzo pragnie ostatnio sukienki smile

zwyczajnie widac, ze ta cala genderowa socjalizacja NIE jest dla nich naturalna, jest na nich wymuszana, nie pasuje im zbytnio... chcialabym im jakos pomoc sie w tym odnalezc, to sa trudne sprawy, a oni sa jeszcze malymi chlopcami... wspieram bardzo wszelkie anty-socjalne decyzje (wozek, lalki), ale staram sie to traktowac naturalnie, nie wywierac presji, nie psiocze na kolegow, na przedszkole, tylko tlumacze, ze mozna miec inne spojrzenie na te sprawy. ale wyraznie zaznaczam, jakie ja mam spojrzenie i ze uwazam je za sluszne.

co Wy sadzicie o socjalizacji w grupie?
staracie sie jakos to tonowac?
jak?

Pytanie jest dobre i trudne. Z jednej strony, wszelkie jednostki nieprzeciętne biorą się stąd, że nie pasują do grupy i nie czują się dobrze, jeśli dopasują się na siłę. (Słyszeliście kiedyś, żeby krytyka chwaliła malarza za to, że maluje tak samo, jak inni i w ogóle nie da się go odróżnić od pozostałych?) Z drugiej, nie jest tak zupełnie prosto być wyemancypowanym antysocjalnym wyjątkiem, jeśli przypadkiem mamy 6 lat. Z trzeciej, co powinni zrobić rodzice -- tłumaczyć? Ale co -- że dopasowanie do grupy jest złe? Czy dobre? Osobiście bardzo mi się podoba, że chłopcom W DOMU wolno robić, co tylko zechcą, ale... czy założyć, że dopasowywanie się do grupy jest robieniem tym, co chcą, czy też raczej ich do tego delikatnie zniechęcać? Fascynujący temat. Czy heteroseksualiści stanęli na wysokości zadania dyskutując o genderowo-kolorystycznych problemach przedszkolaków? Tego dowiemy się zaraz po reklamie.


Koniec reklamy, wracamy do treści. Na początek idzie verdana:

Problem w tym, że SĄ kolory dziewczęce (fakt, chłopięcych nie ma...). Można się z tym nie zgadzać, ale rzeczywistosci się nie zmieni.

O. A to mnie verdana zaskoczyła. Może verdana wymienić kolory dziewczęce w odróżnieniu od chłopięcych? (Sądząc po zawartości sklepów z odzieżą, jakie niekiedy odwiedzam w Warszawie, są to "wszystkie oprócz czarnego, szarego, brudnoszarego, brązowoszarego i niebieskoszarego".)

Chłopcy nie założą spódniczki, choćby i lubili

A czemu?

a dorosła kobieta raczej nie wyjdzie obecnie na ulicę w ubraniu z lat 60-tych czy 90-tych, choćby uważała, że sa przepiękne

A czemu?

Wyemancypowany facet i wyemancypowana kobieta nadal dostosowują sie do pewnych wymogów dotyczacych ubioru.

Spisanych i opublikowanych przez verdanę osobiście. Nawiasem mówiąc, 3 i 6 lat to dla mnie niekoniecznie jeszcze jest wyemancypowany facet, więc odpowiedź nie dość, że błędna, to nie na temat. Siadać, verdana, pała.

camel_3d:

sa pewne rzeczy ktore sa jakby "przypisane" do dziewczynek, a inne do chlopcow.

Na przykład dziewczynki mają przypisanego mopa, garnki i patelnie, a chłopcy -- motocykle, samochody i karabiny. Tak tak owieczki moje i baranki.

I jak do tej pory to kobiety doza na sile do umezczyzniania sie... a mezczyzni nie chca sie ukobiecac..za to kobiety robia wszytsko zeby ukobiecac mezczyzn...

I mężczyznom za cholerę nie przychodzi do głowy, że może one to robią PO COŚ. Nawiasem mówiąc, wzmiankowani 3 i 6-letni mężczyźni sprawiają wrażenie, jakby chcieli się ukobiecać. Oczywiście w rozumieniu osób, dla których różowy kolor to pierwszorzędna cecha płciowa.

scher:

Nie daj Boże, żeby moja córka kiedyś się zafascynowała takim chłopakiem "mocno nieobciążonym genderowo".
Nie za bardzo mam pomysł, jak miałaby wtedy wyglądać mądra reakcja ojca genderowo obciążonego wink
Spuścić gościa ze schodów, czy czekać, aż córce samo przejdzie?

Zrzucanie ludzi ze schodów za nieodpowiedni wygląd jest uznawane za pierwszorzędną cechę płciową wśród pewnego rodzaju mężczyzn. Na ogół jest to ten sam rodzaj, który uważa, że używanie dezodorantu jest niemęskie.

maksimum zgadza się z przedmówcą:

Tez tak sobie pomyslalem,bo 3-latek jeszcze jest niekumaty,ale 6-latek juz wie co sie czym je.
Przeciez ogladaja tv kolorowa i widza kolory dziewczynek i chlopcow na ulicach czy w przedszkolu.
Cos mnie sie zdaje,ze chlopaki daja ci pierwsze znaki a ty je lekcewazysz.

Tak jest. 6-latki generalnie nic nie robią, tylko oglądają telewizję pod kątem kolorów dziewczynek i chłopców i robią notatki celem późniejszego przekazywania rodzicom znaków. (Drogowych?)

Ja nie przywiazywalem wagi do kolorow idzieci chyba wybieraly prawidlowo,choc synowi jest obojetne w jakich kolorach chodzi,ale dziewczyny do niego juz regularnie dzwonia.

Nie wiedziałem, że kolory się wybiera prawidłowo, ale jeśli synowi jest obojętne, co na siebie zakłada, to mur beton rzeczywiście heteroseksualny.

alinawk:

Kura , powinnaś się cieszyć. Twój syn przejawia zdrowy instynkt samozachowawczy - upodobnić się do tłumu. Nie być tym 'innym'. A tłum nie lubi tych 'innych'. Jeszcze przedszkole, wczesna podstawówka to pikuś, ale potem, a już zwłaszcza w gimnazjum takiego innego moga zeżreć żywcem. To ci mówi matka 'innego', chłopca z ZA.
Różowy kolor to on sobie moze lubić, ale w domu.

O rany, Polska w pigułce. :(

Znów verdana, tym razem sensowniej:

Opieranie się naciskom grupy jest istotne, pod warunkiem, ze dziecko opiera się nim dlatego, ze jest dostatecznie silne, by nie robić tego , co inni (i tu należy zastanowić się, czy zawsze jest to pożądane zachowanie), a nie dlatego, ze boi się, ze mama bedzie niezadowolona, ze przyjął wartości grupy, a nie rodziców.

No i właśnie w tym cały problem. Wychowanie konformisty i nauczenie go, że różne rzeczy to sobie można w domu, a na zewnątrz trzeba się dostosowywać, jest proste. Nauczenie go, że różne rzeczy to sobie można w głowie, a poza tym trzeba się słuchać mamusi i robić to, co mamusia lubi, też jest proste, ale niestety niezupełnie o to nam chodzi. Z drugiej strony czyha możliwość, że wychowamy sobie socjopatę-sadystę kompletnie niezainteresowanego tym, co czuje i myśli otoczenie. Wspominałem, że uważam, że posiadanie dzieci powinno być poprzedzone wieloletnimi studiami zakończonymi serią egzaminów...?

panpaniscus:

Nie przypuszczałam, zanim nie doszło do praktyki, jak trudno jest nie-obciążać genderowo. Zorientowałam się, jak kupowaliśmy prezent dla syna znajomych - ręka mi zadrżała, nim zdecydowałam się na ten serwis dla lalek (z którego on się bardzo ucieszył). Co ciekawe, przed kupnem koparki dla dziewczynki miałabym duże mniejsze opory, przeraża mnie to samą.
W PL - ale może to kwestia mojej próby - to obciążanie jest ogromne, dużo większe niż to, z którym się spotkałam w DE. Może też kwestia mojego nieuświadomienia językowego wink.

BTW z kolegi, co nosił moje spinki do włosów w podobnym wieku, wyrósł bardzo męski mężczyzna.

Ja jako dziecko bawiłem się samochodami i pistoletami, bo nic innego nie miałem, ale po cichu marzyłem o Barbie. Barbie nie dostałem, dostałem za to granatowego jeepa. Co ze mnie wyrosło to sami państwo widzą. Może lepiej kupować chłopcom serwisy dla lalek i spinki do włosów? (Chociaż mam wrażenie, że mnie też by można określić mianem bardzo męskiego mężczyzny, oczywiście do momentu, kiedy na me muskularne, wytatuowane ciało wdzieję pidżamkę w króliczki, odpalę hiciory Kylie Minogue i udam się do łóżeczka z nowym numerem Glamour i kieliszkiem chardonnay.)

Na koniec bi_scotti, który sądząc po ksywie powinien płynąć środkowym nurtem i ubierać się we wszelkie kolory dostępne we wzorniku Pantone:

Czy naprawde da sie meskosc/kobiecosc sprowadzic do noszonych kolorow? C'mon, postrzegamy, analizujemy i reagujemy na swiat inaczej niz plec przeciwna ale to przeciez nie dotyczy takich dupereli jak kolor bluzki czy wybor miejsca na kolczyk.

Nie da się. Ale czy w ogóle męskość i kobiecość da się sprowadzić do czegokolwiek tak prostackiego, jak różowy kolor i serwis dla lalek? Czy niemiecka pływaczka imieniem John, która grubym głosem drze się wniebogłosy na widok białej myszki jest męska, czy kobieca? Czy męski, czy kobiecy jest wymuskany, delikatny paniczyk, posiadacz pudla, który właśnie pobrudził sobie żabocik ratując z pożaru dziecko? Nie podejmuję się odpowiadać na te pytania, zostawię to osobom, które spuszczają chłopaków swoich córek ze schodów za niewłaściwy kolor koszuli. Dla mnie pytaniem o wiele ważniejszym jest to, jak nie zadusić w dziecku nonkonformizmu, a jednocześnie nie dopuścić do tego, żeby spędziło pierwsze 18 lat swojego życia dręczone przez grupę rówieśniczą nauczoną, że wszystko, co inne należy męczyć tak długo, aż nie wytrzyma i się złamie. Ale odpowiedź na to pytanie niestety wymagałaby kilku książek napisanych przez mądrzejszych ode mnie, a nie prześmiewczej notki na satyrycznym blogasku.
16:29, navaira
Link Komentarze (53) »
poniedziałek, 11 kwietnia 2011
Dziś: Porady dla heteroseksualistów...
...którzy na nie zasługują.

fioretta999:

Umowilam sie z dwoma facetami poprzez portal randkowy. Przyszlam elegancko ubrana, z lekkim makijazem, z obydwoma facetami rozmowa byla bardzo sympatyczna, z jednym nawet do polnocy, az do zamkniecia knajpy. Obydwaj wydawali sie zainteresowani, ale zaden z nich sie po spotkaniu do mnie nie odezwal.Co bylo nie tak ?

Na drugi raz umówić się z nimi oddzielnie, a nie naraz -- albo chociaż uprzedzić, że chodzi o trójkąt.

bezmyslna:

3 tygodnie temu byliśmy na imprezie integracyjnej. Pod wpływem alkoholu, w trakcie jednej z rozmów w szerszym gronie wypłynął temat seksu a ściślej biorąc wielkości penisów. W pewnym momencie palnęłam, że “F ma dużo mniejszego niż mój były mąż ale daje mi 10 razy tyle przyjemności”. Dziewczyny się uśmiechnęły ale wśród kolegów zaczęły się kretyńskie docinki w stronę mojego faceta. F się strasznie zdenerwował. Próbowałam go przepraszać i tłumaczyć, że dla mnie jest najlepszy ale on jak tylko zaczynam rozmowę na ten temat wychodził.

Może on nie wychodził, tylko po prostu wypadał, skoro za krótki? Generalnie rzecz biorąc, gdybym robił listę 10 sposobów na jak najszybsze zerwanie, powiedzenie publicznie "mój facet ma małego" byłoby w top 3. Pozostałe wpisy w top 3 zawierałyby przedstawienie naszemu facetowi naszego nowego faceta (w miarę możliwości wyższego i lepiej zbudowanego) oraz regularne robienie awantur i scen zazdrości połączonych z ciskaniem naczyniami o podłogę, płaczem i wrzaskiem "skoro się nie przyznajesz, to znaczy, że coś jest na rzeczy". Co do problemu bezmyślnej, sorry Winnetou, penis jest penis. Za późno na łzy nad rozlanym, hm, mlekiem.

ciasteczkowy_diabelek:

Mam do Was pytanie dot. zachowania mojego chłopaka. Jesteśmy razem krótko, ok. miesiąca, jest bardzo fajnie, ale jest rzecz, która mnie martwi.

Zawsze, jeśli gdzieś wychodzimy, ja płacę za siebie. Nie przeszkadza mi to, bo nie lubię, kiedy ktoś za mnie płaci, ale jeśli zaprasza mnie na obiad, to uważam, że powinien za mnie zapłacić, albo przynajmniej zaproponować,że to zrobi. Niestety, taka propozycja nigdy nie padła. Poza tym, na 2 randkę przyniósł mi kwiaty, wczoraj niestety stwierdził, że bardzo się wykosztował, bo wydał na nie...aż 25zł! Byłam w takim szoku, że w sumie nic na to nie odpowiedziałam. Kiedy u mnie ostatnio nocował, przyszedł z lodami, jak podkreślił, dla siebie. Owszem, zapytał czy chcę, ale kiedy poczęstowałam się, więcej już mnie nie zapytał czy chcę. Poza tym, wszystko sprowadza do kasy, jakie to wszystko drogie, w weekend do kina nie, bo drogo.

[...] Czy mogę w jakiś sposób z nim o tym porozmawiać? Chcę mu o wszystkim powiedzieć, jeśli się obrazi, tzn., że to nie ten. Ale z drugiej strony, zależy mi, więc nie chcę go tracić.

...

Bitch please. To jest typ faceta, który po ślubie będzie kupować wino Łzy Sołtysa i przelewać do butelki po Carlo Rossi.

W drugą stronę -- krystolina:

Niedawno w mojej firmie zorganizowane było szkolenie w pięknej nadmorskiej miejsowości. Wieczorem organizowana była impreza i razem z koleżankami z pracy szykowałyśmy się na nią. Wyciągnęłam swoje kosmetyki- tusz max factor, podkład loreal, szminka z rimmela i...zostałam wyśmiana i skrytykowana przez koleżanki! Stwierdziły, że nie tknęły by takiego "badziewia", że powinnam zainwestować w droższe kosmetyki, bo to świadczy o klasie człowieka i ża osobom na naszym stanowisku zwyczajnie nie wypada sięgać po kosmetyki z drogerii. One same używają tylko Lancomów, YSL, Diorów.

"Z butów sterczy słoma, literaturę zna z opracowań lektur, buraczana dama. Kto rodzi się prostakiem, prostakiem przemija, choćby słoma w butach ze złota była."

Na koniec zima.zla.1 zapytuje:

po czym poznac, ze mezczyznie na mnie zalezy? tzn jezeli jeszcze z nim nie jestem, jak sie zachowuje?

To jest trudne pytanie i już, już miałem napisać elaborat, gdy odkryłem odpowiedź triismegistosa:

Salvador Dali kiedy poznał swoją przyszłą żonę pociął na strzępy swoją ulubioną koszulę, ogolił pachy i pomalował je na niebiesko, wysmarował się mieszanką rybiego auszpiku i koziego gówna i założył naszyjnik z pereł. Kieruj sie tymi wskazówkami.

Alleluja i do przodu!
17:23, navaira
Link Komentarze (14) »
czwartek, 07 kwietnia 2011
Ulice Pełne Maszyn
Najpierw myślałem, że to będzie nowy singiel Kultu: "Ulice pełne maszyn co sprzedają kondomy/nagrzeszy pani Mania, nagrzeszy też pan Romek/Zdemoralizowane są dzieci ze Szczecina/I ciąża im niestraszna, gdy pieszczą się w kominach", ale okazało się, że to nowy radny PiS.

Najpierw, żeby dać kontekst, konterfekt radnego Piotra Jani. Pani Haniu, pani daje konterfekt:


Dziękujemy za konterfekt, pani Haniu. Pan Jania ma lat 49, interesuje się polityką morską, literaturą fantastyczno-naukową oraz uprawą egzotycznych odmian pomidorów. W obliczu tego drugiego rozumiem, że ulice pełne maszyn napawają go przerażeniem.

11 automatów z prezerwatywami stojących na ulicach Szczecina przestało działać. Bo radny z PiS twierdzi, że dzieci "nie powinny zaczynać edukacji seksualnej na ulicach pełnych takich maszyn".

Ja w ogóle uważam, że edukację seksualną to się powinno zaczynać gdzie indziej, niż na ulicy, ale ja nie jestem prawicowym heteroseksualistą o poglądach konserwatywno-fantastycznych i się nie znam.

Pierwszy automat, w którym można kupić tampony, chusteczki, środki przeciwbólowe i prezerwatywy, pojawił się w Szczecinie rok temu. - Osoby starsze, małżeństwa z dziećmi, a nawet młodzież pisali do mnie, że miasto nie powinno być zaśmiecane w ten sposób. 

Oj, bo opakowania się nie powinno wyrzucać obok automatu, tylko do śmietnika. Osoby starsze powinny chwilę pomyśleć, zanim zaśmiecą.

Chodzi także o wychowanie dzieci. One nie powinny zaczynać swojej edukacji seksualnej na ulicach pełnych takich maszyn - twierdzi radny Piotr Jania (PiS).

Dzieci powinny zdecydowanie zaczynać edukację seksualną na ulicach wyzbytych jakichkolwiek maszyn, ewentualnie z wyjątkiem maszyn do szycia. Tak?

Interpelował w urzędzie miasta, żądając usunięcia automatów. - Mogą być w pewnych momentach potrzebne ludziom, ale powinny stać w nocnych klubach, restauracjach i szaletach - twierdzi.

Tak tak, to są dokładnie te miejsca, gdzie heteroseksualiści o poglądach prawicowych najczęściej uprawiają seks.

Poza tym chodzi o estetykę.

Ja też uważam, że różowe byłyby ładniejsze.

Ale interpelacja radnego Jani zrobiła wrażenie na urzędnikach. - Wystąpiliśmy do inspekcji handlowej i rzecznika praw dziecka o wskazanie, czy publiczna dystrybucja prezerwatyw w automatach ustawionych w pasach drogowych nie narusza prawa - mówi Kwiecień-Zwierzyńska.

Prawa do przechodzenia ulicą wolną od publicznej dystrybucji prezerwatyw?

Protestów nie rozumie Adrian Czech, właściciel automatów: - Przecież takie maszyny funkcjonują we Francji i Włoszech. Tam nikt nie robi problemu. Dlaczego miałyby demoralizować dzieci? Prezerwatywy sprzedaje się wszędzie: na stacjach benzynowych, w sklepach spożywczych. Ja tylko robię to w innej formie.

No i od razu widać. 1. Czech, znaczy nie-Polak, znaczy piąta kolumna wysłana przez Herra Von Thuske celem eksterminacji działaczy prawicowych za pomocą podstępnej dystrybucji prezerwatyw! 2. Przemyca do mowy publicznej złowrogie słowa "robię to w innej formie" -- promocja homoseksualizmu!

Czech jednak unieruchomił chwilowo automaty. - Zaczekam, aż ZDiTM ustali, czy moja działalność nie narusza prawa - tłumaczy.

Podstępny Czech udaje, że boi się prawicowych działaczy i Jasnej Panienki, lecz my wiemy, że on tylko tak podstępnie unieruchomił, żeby dołożyć do automatów lubrykanty i może nawet, o zgrozo, wibratory. Tak tak owieczki moje i baranki. Dziękujmy działaczowi Jani, który sokolim okiem wypatrzy wszelkie perwersje i ochoczo ich zakaże!

(PS. Nie wracam z Amsterdamu.)
09:04, navaira
Link Komentarze (17) »
poniedziałek, 21 marca 2011
Kobiety to ZUO
Wszystkie? Chyba tak, wnioskując po doświadczeniach wesmara:

Kilka rad dla mężczyzn by nie wdepnęli w bagno, czyli rozprawa o kobietach bazując na własnych doświadczeniach przez ostatnie kilkanaście lat
Na wstępie napiszę, że nie chodzi tu o wzorce stereotypów charakterów, jakich próżno szukać nawet w skarbcu w Sevres pod Paryżem. Chodzi o doświadczenie i tymże się chcę podzielić.

Kilkanaście lat doświadczeń opartych na badaniach naukowych. To lepiej, niż mój blog! Ja mam raptem 2.5 roku doświadczeń. Słuchamy więc eksperta!

By nie tracić czasu do rzeczy: Kogo na żonę wybierać nie wolno (mimo, ze lgną do Nas tego typu kobiety najczęściej)
Feministki

Nie, no, pan ekspert na starcie się kompromituje, przecież wszyscy wiemy, że feministki to lesbijki.

dla nich facet jest często jak podrzędny mebel, sam zresztą zawsze od takich jestem silniejszy, co je dodatkowo prowokuje by mnie osaczyć i zabrać te piękną energię jaką mi podarowało „Niebo” i która mi i podobnym mężczyznom nadaje barwy życiowe.

Podrzędny, lecz silniejszy osaczony mebel, pomalowany na tęczowo. To mi się kojarzy, nie wiem czemu, z reklamą IKEA.

Córy owe szowinistyczne przenoszą z pokolenia na pokolenie deprecjonujący stosunek do mężczyzn od swoich matek, które „pomiatały” mężem doprowadzając do rozwodu i fundują ten scenariusz przyszłym mężom.

Poza tym mają włosy pod pachami i kastrują koty. Aż dziwne, że jakiś mężczyzna w ogóle zdołał je spłodzić tuż przed tym, jak go też wykastrowały. Ach nie, już wiem! One jak w Seksmisji! Dzieworództwo!

Kluczowe jest sprawdzenie, roli Ojca w rodzinie, a tu jest najczęściej biednie. Zerwana linia męska za młodu zmniejsza szanse na trwałe zdobycie mężczyzny i budowę długofalowej więzi. Przypomnę, że dla kobiet zgubą jest cały nasz polski model rodziny – matriarchat.

(za wikipedią) Matriarchat to hipotetyczny[1] hierarchiczny ustrój społeczny i polityczny, w którym władzę sprawują kobiety. Termin ten został wprowadzony przez Johanna Jakoba Bachofena w 1861 roku w jego dziele Das Mutterrecht. Obecnie wśród antropologów i socjologów panuje konsensus, że matriarchat w formie zaproponowanej w XIX wieku nigdy nie istniał.

Linia kobiecego przekazu, od matki do córki jest na tyle silna, że sieje spustoszenie potem w psychice kobiet. Córka zainfekowana matczyną osobowością, realizuje Jej pomysły na życie, replikuje błędy, a nawet całe wymaluj - scenariusze.

Zamiast, jak prawdziwa kobieca kobieta, spytać się wesmara co robić.

Feministek unikać należy jak zarazy, szybko można je rozpoznać w konsekwencji zaś omijać najszerszym możliwym łukiem, choć nie wiem, jakie piękno by miała wymalowane na twarzy i kołysała się taktownie w rytm ulubionej piosenki.

Feministki nie mają piękna na twarzy, tylko wąsy.

LEKCJA DLA KOBIET: Pytaj się mężczyzny, zanim zreplikujesz scenariusz!

Interesantki – sprawa chyba jasna – chce Waszych pieniędzy. Oczekuje finansowania swego luksusowego życia tylko, dlatego, że matka natura stworzyła ją kobietą i jest próżna.

Matka natura jest próżna?

Płacenie za drinki, obiady, kwiaty, kosmetyki, stroje, podróże… A ona? Ona nigdy nie poczuje czegoś w stylu wyrzutów sumienia. Nawet pozornie fajna i miła dziewczyna może się okazać najzachłanniejsza ze wszystkich. Ciężko czasami rozpoznać tego typu kobietę, triale są niejednokrotnie zapodawane na 6 m-cy i dłużej.

A czasami dopiero przy rozwodzie gdy wesmar przegląda rachunki uświadamia sobie, że 12 lat temu ona nie zapłaciła za herbatę i bilet MZK!!!

My mężczyźni na ogół mamy nieco większe zasoby finansowe i jesteśmy zwyczajnie mniej rozrzutni, choć ta rozrzutność przyciąga no właśnie: kobiety – ssawki.

Ta mniejsza rozrzutność "nas, mężczyzn" przyciąga ssawki? (Wyobrażam sobie taką damę na kształt przywry w akwarium. Ewentualnie glonojada.)

Przy małżeństwie zawsze proponować intercyzę!.

A jak się glonojad nie zgodzi?

LEKCJA DLA KOBIET: Nie zgadzać się na intercyzę!

Romantyczki – całe multum opisów – nie wiem gdzie te kobiety żyją. Wyimaginowały sobie świat fantazji i piszą o spacerach, kinach i teatrach, pocałunkach pod gwieździstym niebem. Ja tam takim dziękuję .

Ja też. Kto normalny chodzi do kina i na spacer? Same psychopatki, co żyją w świecie fantazji. My, normalni ludzie, w tym czasie piszemy na forum.

Kochanka z romantyczki żadna, bo tego rodzaju fantazje nie przekładają się na urozmaicone życie seksualne.

Osobiście mam całkiem interesujące wspomnienia związane z pocałunkami pod gwieździstym niebem. W zimie. W śniegu. 50 metrów od domku, gdzie buzował rozpalony kominek. Ups! Przepraszam za ten romantyczny wtręt.

Już lepiej wybrać „kraśną zdrowaśkę” z grubymi nogami i rumianym licem bo przynajmniej nie będziecie chodzić zirytowani, a takowa tez ma swoje potrzeby i co ciekawe potrafi się postarać, dając z siebie wszystko w miłosnych uniesieniach.

I sądząc po grubych nogach nie lubi spacerów.

LEKCJA DLA KOBIET: Na spacery chodzą wyłącznie psychopaci! Wystrzegajcie się spacerujących mężczyzn.

Wiecznie zranione – przeważnie tez pamiętliwe, oszukane, urażone, ktoś je kiedyś prawdopodobnie zostawił i świadomie lub nieświadomie niby flirtuja i chcą, ale potem się nie angażują. Moim zdaniem nie warto dawać więcej czasu niż miesiąc na ułożenie się.

Zaczynam rozumieć, jakim cudem wesmar zyskał takie multum doświadczeń w czasie jedynych kilkunastu lat. Ma za sobą wiele małżeństw i rozwodów bez intercyzy po miesiącu.

Więcej się takim pomoże, gdy się podeśle dobrego psychologa transpersonalnego (Ci wariaci tak prawdę powiedziawszy nic nie zrobią, ale jest efekt placebo widoczny w terapii zabiegowej).

Psycholog transpersonalny, czy chodzi o Chaza Bono?

LEKCJA DLA KOBIET: Wysłana do psychologa transpersonalnego poproś go o autograf mamusi, być może będzie nią Cher.

Potrzebująca Cię non stop – (trzeba by poczytać moje polemiki na forum z 2008 roku z jedna taka co czekala na sms-a czy tel.) ogólnikowo - niby miód malina - czuła, wrażliwa, troskliwa, dopóki nie zapoda chwiejności, a ta szybko da znać o sobie: zacznie do Was wydzwaniać 10-ki razy dziennie po to by usłyszeć i obwieścić nieistotne pierdoły. Potrzebuje stałych zapewnień, że jest atrakcyjna, kochana

A to faktycznie nieistotne pierdoły.

w przeciwnym razie zacznie Ci wmawiać, że ją zostawisz dla jakiejś lepszej od Niej.

Gdybym miał tak uroczego faceta jak wesmar, też bym się całymi dniami trząsł, że mnie zostawi dla kogoś lepszego.

Często używa słów „jakoś” „kiedyś”, „gdzieś”.

Np. w zdaniu "mam cię gdzieś"?

Ten sposób bycia jest strasznie męczący, trzymać się od takich z daleka.

Gdyby mi ktoś ciągle mówił, że ma mnie gdzieś, mogłoby mnie to rzeczywiście zmęczyć.

Jak już chcecie to działać tak by przyjęły na siebie rolę kochanki, wówczas są liczne bonusy: niezłe w łóżku, zwyczajnie się starają i sprawdzają w początkowej fazie euforii jest sielanka, można tę fazę umiejętnie przedłużyć niewielkim wysiłkiem.

Zwłaszcza, jeśli się lubi seks analny, przy którym manie kogoś gdzieś może być szalenie przyjemne.

LEKCJA DLA KOBIET: Trenować seks analny przy użyciu dildo.

"Fałszywie przebojowe" - tak naprawdę nie lubią mężczyzn. Obecnie to bardzo liczna populacja, w tym ~ 80 % „forumowych loch”. Z pogardą klepią sarkastyczne frazy niczym bot ze swego zbioru pseudo-asertywnych afirmacji.

Ojej, to chyba ja. Nic nie robię, tylko klepię niczym bot ze swego zbioru. :(

Potrafią dogryźć choćby przypadkowo spotkanemu facetowi, niejednokrotnie z nutą pogardy.

No totalnie ja, nic nie robię, jeno dogryzam.

Dla nich fajnych nie ma, szukają całe życie "normalnych",

A nie, to jednak nie ja, ja nie trawię "normalnych".

nie znajdują bo i gdzie?, skoro ich mózg ma wadliwy mechanizm heurystyczny. Wszyscy to: zboczeńcy, świry, idioci, bądź w drugą stronę kluchy i maminsynki. Z tłumaczeniem porażek na pozór nie mają problemu, nie dopuszczają, że u nich cos nie gra.

To zupełnie inne zjawisko, niż facet, który widzi wyłącznie feministki, interesantki, romantyczki, wiecznie zranione, potrzebujące go non-stop... eee...

W internecie (fora, blogi, portale itd..) są silne i niezależne, w życiu zapadają w duchowy letarg. Co ciekawe wiele z tych panienek ma wielki apetyt na faceta, bo jak długo można pościć?

Zaczynam mieć wrażenie, że wesmar trolluje na całkiem niezłym poziomie. Wrażenie byłoby silniejsze, gdyby ten akapit był końcowym, ale jeszcze trochę strasznych kobiet mu zostało.

Trzymanie się z daleka oszczędzi awantur od "Przebojowych Dam". Moje zalecenie - unikać. Sam je znakomicie rozpoznaję i dziękuję takim.

Odnoszę wrażenie, że wesmar wszystkie złe kobiety rozpoznaje i dziękuje takim, ale jak długo można pościć?

LEKCJA DLA KOBIET: Nie czytać mojego bloga, a zwłaszcza publicznie.

Zrozpaczona - w zasadzie mamy tu liczny zbiór kobiet, stan nie jest groźny gdy minie, gorzej jak przerodzi się w depresję. Wówczas desperatka ma jeden cel - złapać męża natychmiast.

Jeśli w depresję, to nie desperatka, tylko depresantka.

Cel desperatki jest już jeden - wyjść za mąż jak najszybciej, bez względu Kim jesteś, co porabiasz, czasu na poznanie nie znajdzie bo mózg takiej damy jest zaprogramowany na obrany cel. Tu każdy facet który ma 1,1 (jeden przecinek jeden) nogi jest dla takiej "obiektem" kojarzonym z ołtarzem.

"What was Patrick born?"
"A tripod."

LEKCJA DLA KOBIET: Przed ślubem wymacaj rozmiar przecinka.

Kokietka – UWAGA!!! od razu by zaoszczedzić sobie złudzeń - lepiej trzymać się z daleka, kobieta pewna swego sexapilu

Tak, większość facetów się tego boi.

uwodzi, delektuje się widokiem mężczyzn.

Zamiast spluwać z obrzydzeniem.

Podnieca ją widok śliniącego się faceta, nie angażuje się. Lubuje się w rozbijaniu małżeństw, okropny typ, dodatkowo nie najlepsza w łóżku, drobne nawet niedociągnięcia perfekcyjnie maskuje.

Jak można maskować bycie nie najlepszą w łóżku?

Taka specyficzna "femme fatale". Przez te kilka(naście) lat świetności - pełna wdzięku, siły i uroku, z biegiem lat panicznie się retuszuje, na słowo starość dostaje drgawek. Ma zakodowane w głowie, że tylko to co jest młode i piękne ma prawo bytu na ziemi.

LEKCJA DLA KOBIET: Mężczyźni nie zgadzają się, że tylko młode i piękne mają prawo bytu na ziemi.

Kobiety kontrolujące – prze..bane, babski kanar w związku - kilka byłych w tym była żona, schematy różne cel ten sam napędzany psychozą. Niewiasty owe do tego się posuwają, że już nie tylko czytają pocztę czy sms-y, ale i potrafią odpisać!

O Jezu! Ja znam takie, co nawet przeglądarkę same obsługują!!!

Popadają w histerię, bez przerwy węszą, szukając śladów zdrady. Nie są w stanie bezgranicznie zaufać, a na fałszywym podłożu o przyjazne relacje trudno. Korelują z wiecznie zranioną...

LEKCJA DLA KOBIET: Unikać wysyłania maili i sms-ów, albo zostaniemy posądzone o psychozę.

To tyle, napisałem to dla mężczyzn, by ułatwić poruszanie się w życiu przy zachowaniu zdroworozsądkowych reguł z dystansem do siebie samego. Ogólnie nie piszę na forum

Ja zaś zinterpretowałem to dla kobiet, by ułatwić poruszanie się w życiu przy zachowaniu zdroworozsądkowych reguł i uniknięcie posądzenia o psychozę i psychopatię. Będzie trudno. Mam cichą nadzieję, że wesmar nie jest psychiatrą lub psychologiem, bo jeśli tak, to chyba należy do tych, co na każdego, tzn. każdą paragraf znajdą.
11:31, navaira
Link Komentarze (30) »
wtorek, 15 marca 2011
Dziś przypadkowo z nieznajomym
Voca Ilnicka z portalu seksualnośćkobiet.pl (który, jak sama nazwa wskazuje, znajduje się pod adresem www.seksualnosc-kobiet.pl) pisze specyjalnie dla gazeta.pl o przypadkowej seksualności kobiet z nieznajomym. Cóż mogłoby być piękniejszego w szary wiosenny poranek? (Z wyjątkiem oczywiście jakiegoś nieznajomego.)

Miałam odpowiedzieć na pytanie, czy warto uprawiać seks z nieznajomym. Wyliczyć korzyści i oszacować ryzyko. Nie wyjść na pruderyjną. Być bezstronną, obiektywną, prawie... naukową.

Dlaczego tylko prawie? Prawie robi wielką różnicę.

Niestety, gdy powołam się na badania dotyczące ochoty kobiet na szybki seks z nieznajomym, szybko okaże się, że kobiet przystających na takie propozycje jest... 0 proc.

Ale właśnie się pani skompromitowała w swojej prawienaukowości, bo posiadanie ochoty nie jest tym samym, co przystanie na propozycję.

Gdy z ręką na sercu wypiszę sobie korzyści i możliwe straty, okaże się, że... korzyści właściwie nie ma. Gdy zapytam znajomych - rożnego wieku, płci i orientacji psychoseksualnych - jakie są korzyści seksu z nieznajomym, po chwili rozmowy okazuje się, że... właściwie to trudno powiedzieć.

Oj, bo pani ma pruderyjnych znajomych. Ja na koniec chętnie przybliżę korzyści z seksu z nieznajomym.

Pamiętacie baśń o śpiącej królewnie? Królewicz przyjeżdża po nią po stu latach, przedziera się przez otaczające zamek zarośla zdziczałych róż, budzi ją pocałunkiem, a potem żyją długo i szczęśliwie. Czy właśnie nie tego podświadomie oczekujemy, gdy myślimy o seksie z nieznajomym?

No szczerze mówiąc to nie, bo ja rzadko sypiam przez sto lat, a zarośla zdziczałych róż widuję wyłącznie na obrazkach… poza tym, długo i szczęśliwie to może sobie żyli, ale co to ma z seksem wspólnego?

Że będzie umiał nas przebudzić, czyli dać nam to, czego jeszcze nie zaznałyśmy? Że będzie umiejętny, uważny, namiętny i gorący? Że będzie myślał o naszym przebudzeniu, a nie o zaspokojeniu własnych potrzeb? Że osiągniemy z nim jakąś jedność? Że... może nas pokocha?

Dżizas, ale pani Voca ma wymagania, że stąd do ho ho i jeszcze trochę. Seks z nieznajomymi na ogół wyróżnia się tym, że każdy z obecnych myśli wyłącznie o własnym zaspokojeniu, jedność dotyczy co najwyżej ustaleń typu "czy masz dziś ochotę na oral, czy coś więcej", a przed pokochaniem to ja jednak potrzebuję trochę konwersacji, np. przedstawienia się sobie nawzajem. Taki jestem dziwny. Osoba, która by się we mnie zakochała po jednorazowym seksie, prawdopodobnie wzbudziłaby we mnie podejrzenie posiadania problemów psychicznych.

Jeśli tego oczekujesz po chłopaku poznanym w nocnym klubie, z którym udajesz się do toalety lub jego mieszkania, to lepiej sobie odpuść.

Jeśli udajesz się do toalety celem zakochania, to naprawdę, na twoim miejscu udałbym się raczej do psychologa.

Szansa na to, że on okaże się księciem z bajki jest naprawdę mała. To, że okaże się gwałcicielem, sadystą lub mordercą również nie jest tak bardzo prawdopodobne. Najprawdopodobniej będzie zupełnie przeciętnym, trochę podpitym, trochę niecierpliwym i trochę niezgrabnym nudziarzem.

Teraz jestem cały podniecony. Jak pani Voca pisze o seksualności, to tylko zawilgnąć, naprawdę.

Z nieznajomym możesz mieć naprawdę dobry seks. Prawdziwe przeżycie metafizyczne, orgazmiczną burzę. Pytanie tylko: czy to jest niemożliwe z kimś, kogo znasz? Z kimś - o kim przynajmniej masz pojęcie, że nie zrobi ci niczego, czego sobie nie życzysz?

Nie każdy ma takich znajomych jak pani Voca, poza tym, dla niektórych brak bezpieczeństwa i poczucie, że nieznajomy może im zrobić coś, czego sobie nie życzą jest akurat dokładnie tym, co ich kręci.

Moim zdaniem nieco łatwiej porozumieć się z osobą, która ma pewne pojęcie o twojej cielesności, i której nie trzeba wszystkiego uczyć od podstaw. Z drugiej strony - największe pożądanie odczuwamy zazwyczaj w stosunku do nowej, nieznanej osoby.

Zabawne uczucie, w zasadzie się z madame Vocą zgadzam, ale się nie zgadzam. Może dlatego, że mi się nie każda nowa osoba podoba tylko dlatego, że jeszcze jej nie znam.

Podnieca nas to, co nowe, niecodzienne, niezwykłe, szalone i dzikie.

Nagle zrozumiałem, skąd się bierze popularność określenia "szalona szesnastolatka".

Niektóre kobiety mówiły mi, że tylko w seksie z nieznajomym gotowe są zrobić to, na co mają ochotę - bez udawania, bez zahamowań. Ale wiele kobiet nie ma żadnych zahamowań w seksie ze znajomymi czy stałymi partnerami. Czy więc każda musi się uciekać do seksu z nieznajomym?

Niektóre, wiele i każda to nie są synonimy, pani "prawie-naukowa" Voco.

Jeszcze nie tak dawno kobiety uważane były za niezdolne do pełni doznań seksualnych, chęci przeżywania erotyzmu w pełnym jego wymiarze. Zawsze były czymś ograniczone: a to ówczesną moralnością, a to brakiem antykoncepcji. Od czasów pigułki i rewolucji seksualnej nic już nas nie ogranicza.

Proszę pozwolić, że przedstawię: oto pani Voca, nowa na naszej planecie, oto polskie prawodawstwo, w którym aborcja jest zabroniona, a aptekarze domagają się klauzuli sumienia, coby mogli nie sprzedawać gorszących prezerwatyw.

Sęk w tym, że wiele kobiet pada ofiarą myślenia, że jeśli mają jakieś ograniczenia w seksie, to znaczy, że są staromodne.

A ja myślałem, że skoro się nie zakochuję po seksie w toalecie, to jestem staromodny. (Z drugiej strony, nigdy mi się nie przydarzył seks w toalecie. Być może to rzeczywiście metafizyczne przeżycie.)

To "szaleństwo" i "romantyzm" wydaje mi się pułapką zastawioną na naiwnych. Jeśli nieznajomy, jeśli tylko seks, to nie dopisujmy do tego od razu gorących uczuć, porywów serca, bo o ile taki seks może być udany, to oczekiwanie, że zmieni się w miłość stulecia jest chyba zbyt wiele.

Z innych odkryć naukowych, regularne oddychanie zapobiega nagłej śmierci przez uduszenie.

Pewnie sto lat temu najważniejszym pytaniem byłoby: czy tak w ogóle można? Dziś podstawowym pytaniem, które może zadać sobie kobieta jest: po co? Po co chcę to zrobić? Dla przyjemności? Z ciekawości? Chcę coś sobie udowodnić? A może jestem pijana i nie chce mi się opierać? Tęsknię za seksem, miłością, adrenaliną?

W piśmie Charaktery jest artykuł pt. "237 powodów, dla których kobieta uprawia seks". Jeszcze zostały 232. Pani Voco, czekamy.

Powodów dla przypadkowego seksu może być wiele.

Określenie "przypadkowy seks" wzbudza we mnie wiele radości. Ot, szedłem sobie ulicą, słuchając Azariego & III i jedząc rogalika, GDY NAGLE!!!! -- odkryłem, że przypadkiem potkłem się, zdjonem spodnie i bieliznę i wylądowałem genitaljami memi w genitaliach przechodzącej obok damy, która akurat tyż się potkła i rozłożyła. Czy państwu też się to zdarza? Bo mi średnio raz w tygodniu.

Jeśli już się na taki seks decydujemy, to dobrze zrobić to z dobrego powodu i tylko dla siebie. Jeśli pojawią się wątpliwości - to raczej odpuścić. Wiem, wiem, że lepiej żałować, że coś się zrobiło, niż żałować, że się tego nie zrobiło, ale czy to samo stosuje się i w tym przypadku? Nie wiem...

To prawie naukowo pani Voca napisała. Że wie, ale nie wie.

Fantazja zawsze jest piękna, podniecająca. Seks i jego konsekwencje - bywają czasem bardzo problematyczne.

Ale to wyłącznie, jeśli roztrząsamy przypadkowy seks za wierszówkę dla gazety, pani Voco. Tak poza tym, to jeśli się zabezpieczymy, to rzadko bywają problematyczne.

A ja obiecałem podać korzyści z seksu z nieznajomym. No więc (nie zaczyna się zdania od no więc) oto one: 1. po zakończeniu można zwyczajnie sobie pójść; 2. nie trzeba czekać, czy zadzwoni (bo i tak nie ma naszego numeru); 3. nie trzeba się martwić, czy polubimy jego rodzinę, znajomych, bulteriera, gust filmowy; 4. nie trzeba przesadnie się przejmować, dopytywać i zapamiętywać jego wymagań łóżkowych, ani żadnych innych (bo co nas to tak naprawdę obchodzi) i przede wszystkim 5. nie grozi nam zakochanie, chyba, że jesteśmy panią Vocą. Bo ona to i w toalecie nawet.
10:00, navaira
Link Komentarze (29) »
wtorek, 01 marca 2011
Chyba nadszedł już ten moment...
...kiedy mogę zaprosić na nowego bloga:


Inna formuła, bo ta jakby mi się nieco wyczerpała. Ale heteroblogaska nie zamykam, może nawet dzisiaj wykopię z forum jakiś ciekawy rodzynek w stylu "mój mąż siada na desce podczas siusiania, czy on jest kobietą?".
10:22, navaira
Link Komentarze (3) »
czwartek, 03 lutego 2011
Heteroseksualiści singlujący
Dzisiaj roztrząsamy ważki problem heteroseksualistów: singlowanie z i bez odzysku. 

Czuję się wyjątkowo bliski heteroseksualistom singlującym, ponieważ takowy heteroseksualista nie posiada partnera/partnerki płci odmiennej. Czyli zupełnie jak ja. Wspólnota naszych osobowości pozwala mi na jeszcze dogłębniejsze badania, niż zazwyczaj. Rozpocznijmy od fomicy, która zastanawia się, czy istnieje coś takiego jak single z wyboru:
Zastanawiam się czy istnieje coś takiego jak single z wyboru. Dla mnie "z wyboru" oznacza: osoba ma doświadczenie w dobrym, udanym związku oraz w dobrym, spokojnym życiu w pojedynkę. I decyduje na chłodno że związek, jakkolwiek dobry by nie był to "nie dla niej", po prostu woli być sam/sama, a obecność pałętającej się po mieszkaniu drugiej osoby przeszkadza i już. Przyznam że nie znam takiej osoby. Ci którzy są singlami są nimi z reguły dlatego że brak czasu, brak szczęścia, nie spotkali odpowiedniego partnera, sparzyli się w poprzednim związku i już nie chcą próbować. A mieć do wyboru bycie samemu lub życie w związku nieudanym, byle jakim, to co to za wybór? Raczej konieczność. Znacie kogoś kto dobrowolnie zrezygnował z udanego związku i teraz jest "singlem z wyboru"?
Odnoszę wrażenie, że fomica popełnia pewien błąd formalny w zastosowanej logice. Otóż jednym z probierzy udanego związku jest to, że ów nadal trwa. Rezygnowanie z NAPRAWDĘ udanego związku celem bycia singlem byłoby jakąś dziwną odmianą masochizmu i takich osób rzeczywiście chyba nie ma, z wyjątkiem rzecz jasna pacjentów zakładów zamkniętych. Singlem z wyboru, moim zdaniem, jest osoba, która jak najbardziej: ma doświadczenie w dobrym, udanym związku AŻ SIĘ NIE ROZPADŁ oraz w dobrym, spokojnym życiu w pojedynkę i wybiera to drugie, bo obecność pałętającej się po mieszkaniu drugiej osoby przeszkadza i już. I takie osoby znam jak najbardziej. 

Fomica kontynuuje, zachęcona powodzeniem publikacji pierwszego posta -- nic nie popsuła i forum dalej działa i nawet ktoś odpisuje:
Zainspirowała mnie często spotykana deklaracja ze strony singli, że same sa najszczęśliwsze, partner czy jego brak w ich zyciu nic nie znaczy, same najlepiej sie realizują, sa wolne, robią co chcą itd itp. A jednocześnie gdyby się nadarzyła okazja, gdyby ten jedyny gdzies się pojawił to porzuciłyby swoją wolność i niezawisłość i weszły w związek bez mrugnięcia okiem, a stan singlostwa jest tylko przejściowy, jest stanem oczekiwania na związek... Tak czy nie?
Nie. Jak zwykle się heteroseksualistom zdarza, fomica myli dwa pojęcia: singla i osoby samotnej. Singiel jest osobą opisaną w pierwszym akapicie. Osoba samotna opisana jest w drugim akapicie. Singlem jest osoba, której w stanie singlowania DOBRZE. Osobą samotną jest taka, której jest ŹLE. Przy czym z uwagi na to, że singlom nie wydaje się legitymacji, nie pobiera składek, nie tatuuje numeru na nadgarstku i nie zakłada kolczyka w nosie, te dwa stany nie są przydzielone na całe życie i czasami można zmieniać zdanie i dryfować z jednego w drugi. Co więcej, można być singlem przez 10 lat, a potem się z kimś związać. Rozumiem, że dla wielu heteroseksualistów jest to zbyt skomplikowane, ale po to właśnie są sławni badacze tacy, jak ja, którzy poszerzają naszą wiedzę o zjawisku heteroseksualizmu.
Wynika z tego, że nie znam ani jednej osoby, która była w szczęsliwym związku i dobrowolnie z niego zrezygnowała na rzecz samotności, a znam pare osób które były szczęśliwymi singlami, zarzekały się na wszystko jakie sa spełnione, ale gdy pojawił się na horyzoncie ktos ciekawy to zrezygnowały z tej swojej niezależności bez wielkiego żalu. Z tego wyłania się wniosek, że to jednak bycie w związku jest tym bardziej pożądanym stanem, z którego trudniej zrezygnować, tym stanem do którego się dąży. Zastanawiam się czy tak rzeczywiście jest.
Nie, z tego wyłania się wniosek, że Fomica nie potrafi zastosować pewnych zasad logicznego myślenia. 

Dla ułatwienia wyobraźmy sobie, że zmiana stanu z "single" na "double" lub odwrotnie NIE jest zmianą z "dobry związek" na "dobre singielstwo" i odwrotnie, tylko chęcią polepszenia stanu aktualnego. Dlatego nie wychodzimy z dobrego związku, żeby być sami i smutni i tęsknić za ukochaną osobą, tak samo, jak będąc młodą singielką nie wiążemy się z pierwszym lepszym byle kim, żeby tylko nie być w samotności. Wychodzimy ze związku, który nas ogranicza, żeby pozbyć się ograniczeń, albo wchodzimy w związek, aby zyskać to, co druga osoba może wnieść do naszego dotychczas szczęśliwego życia singla. Capisce? 

lonely.stoner słusznie prawi:
niektorzy ludzie sa po prostu stworzeni do tego zeby nie byc w zwiazku. Nawet jakby byl najcudowniejszy najlepszy na swiecie. Bycie w zwiazku to sa zoobowiazania wobec partnera (Zawsze jakies), ograniczenie wolnosci i wlasnego ego- nie kazdy jest do tego stworzony zeby bylo mu z tym dobrze, podobnie jak nie kazdy marzy o dziecku.
I dobrze. Czy ja mogę już? Czy ja mogę już przyznać się, że tak naprawdę to o inny wątek mi chodziło? 

inahelma o singlach z odzysku, czyli facetach po rozwodzie:
Mówi się powszechnie, ze sądy są sfeminizowane, że ojcom strasznie trudno uzyskać prawa do opieki, zę są dyskryminowani. Tylko z tego co obserwuję przy okazji lokalnej mody na rozwody w mojej okolicy, naprawdę promil się o to stara. Facet wychodzi z całej sprawy ze zresetowanym życiorysem, trochę uboższy i WOLNY. Znowu ma imprezowy status studenta, tylko z kasą. Cały bałagan organizacyjny zostaje przy żonie, dzieci ma ONA. Facet - tak na 1/4 gwizdka, tak teoretycznie i "uczuciowo". Jemu zwykle szybko "rośnie" nowa laska (tym razem najczęściej bez formalizacji), szanse "rozwódki z dziećmi" na ułożenie sobie nowego życia osobistego są dużo mniejsze. Ale do cholery - ci "z odzysku" też mają dzieci!!!! Tylko prawodawstwo zdejmuje z nich praktycznie całe obciążenia natury praktycznej i organizacyjnej. Alimenty rzadko to rekompensują. Uważam to za rzecz cholernie nie fair, a jest to niby takie oczywiste w powszechnym odbiorze. I tak naprawdę rozwodogenne (facet może się "znudzić" rodziną - oczywiście oficjalnie żoną i pragnąć rozpoczęcia nowego życia, kobieta myśli raczej o obciążeniach i utrudnieniach...) Singiel z odzysku jest cennym towarem na "rynku", kobieta ma przerąbane.
Droga inahelmo, obawiam się, że post inahelmy da się streścić do słów "czemu świat jest nie fair". 

Są takie dwa zjawiska, które się trochę jakby wykluczają. Pierwszym z nich jest jak najbardziej realnie istniejąca niechęć kobiet do dzielenia się opieką nad dziećmi po rozwodzie pół na pół i tendencja do ograniczania praw ojca i ilości spotkań. Drugim z nich jest to, że kobieta jakiś rok po rozwodzie dojrzewa do tego, żeby się zacząć z kimś spotykać, po czym dokonuje odkrycia, że właściwie to nie ma kiedy, bo ma bez przerwy dzieci na głowie i w związku z tym ma "przerąbane". 

inahelma:
Wybrakowany czy nie, głupi czy cyniczny - moim zdaniem nie powinien zostać zresetowany i zwolniony z pewnych rzeczy z definicji ;) Chodzi mi o samo podejście do obowiązków rodzinnych.
babunia_wygodka odpowiada:
To niech go kobiety nie zwalniają. Standardem jest "Dzieci muszą być przy mnie bo ten niezdara nie umie im dobrze ugotować kaszki. Jak będzie płacił to raz na dwa tygodnie może je zobaczyć na dwie godziny." A jak próbuje się kontaktować częściej to się rzuca pozwem że nęka. Ale wara mu od układania sobie życia na nowo - skoro jajakomatkasamotna jestem zaniedbana i nie mam czasu (na własne życzenie zresztą) to on też powinien.
To trochę tak jest, że jeśli się w życiu kierujemy socjobiologią, to w pewnym momencie odkrywamy, że niespecjalnie nam pasują stereotypy narzucone przez ową "naukę". Jeśli w związku robimy za samobieżny robot kuchenno-sprzątający z nakładką do robienia laski, a po rozstaniu domagamy się 100% opieki nad dziećmi i żeby TEN POTFUR się trzymał z daleka i tylko przelewy robił co miesiąc, to chyba nie mamy za bardzo prawa się dziwić, że jesteśmy zaniedbane i nie mamy czasu. 

araceli zauważa:
Żeby otrzymać prawa do opieki trzeba o nie wnieść podczas rozwodu. 90-95% ojców tego nie robi a potem jest jęczenie jacy to oni biedni, że sądy 'sfeminizowanie' itp. Żałosne!
A 90-95% matek wnosi? Widzę tu albo jakieś dziwne sprzysiężenie adwokatów nienawidzących ojców, albo też rzeczywiście 90-95% heteroseksualnych mężczyzn to samobieżne penisy kompletnie niezainteresowane tym, jak działa prawo podczas rozwodu, który zdawałoby się powinien być nadzwyczaj motywującym do poszerzania wiedzy prawniczej wydarzeniem w życiu dorosłego człowieka. 

araceli polemizuje też z babunią_wygódką:
> A ilu z nich tego nie robi bo tak ustalili z żoną? Ilu z nich ustaliło tak z żo 
> ną bo ta żona ich nauczyła tego, że się nie nadają do opieki?

Koncepcja biednych misiów? A może najzwyczajniej w świecie wygodnie im było zwalić nudną opiekę nad dzieckiem na żonę i teraz ponoszą tego konsekwencje?
Ja tu jednak nie potrafię wskazać palcem na jedną stronę i powiedzieć "to jej/jego wina". No, koncepcja biednych misiów trochę tak, nie da się ukryć. Trochę też żona sobie takiego misia do serca przytuliła, wybrała i jedynym nazwała w kościele czy innym USC. I jeśli nie zauważyła wcześniej, że poślubia biednego misia, to o jej umysłowości również nie świadczy nadzwyczaj dobrze. 

uwolnic_cyce:
Kobieta będzie ponosić konsekwencje wyboru niewychowanego misia. Resocjalizować takich misiów się nie da - oni powinni zostać z mamami. Mamy ich wychowały to niech się z nimi męczą. Baby, zbierzcie się do kupy i przestańcie takim dawać.
Ha! Od 2008 roku ciągle to samo powtarzam! Może się zakorzeni wreszcie. 

ledzeppelin3 popełnia błąd formalny za błędem formalnym:
Nauczyć to moża mama trzylatka trzymać poprawnie widelec, a dorosły pan ma chyba mózg i rozumuje? Nie przeceniałabym wszechmocnej roli Żony-Jako-Nauczyciela Zasad
Ale właśnie o tym mowa, że żona NIE POWINNA być Nauczycielem Zasad. I ten kij też ma dwa końce -- nie powinno być ani tak, że żona wierzy, że "po ślubie on się zmieni", ani, że żonie wciskają kit, że "wszyscy są tacy przed ślubem, a to ty musisz go zmienić".
Zawsze słyszę, jak to te młode matki odsuwają panów od opieki, bo niby że pan poprawnie pieluchy nie założy. A ile panów, słysząc w nocy płacz dziecka, leci pierwszych do łóżeczka, obmyć wielką przelewającą się kupe i zmienić pościel, mówiąc do żony "pośpij złotko?"
Cóż, nie mogę się oprzeć konstatacji, że jeśli żona słysząc to odwraca się na drugi bok i chrapie radośnie, to zapewne panowie częściej wykazują taką inicjatywę, niż jeśli żona wyskakuje z łóżka, wrzeszcząc "Jasiek! Czyś ty oszalał? Przecież ty nie umiesz tego robić!!!"
Ilu, nawet mając Żony Idealne, uważające że wszystko robią najlepiej (fakt, masę jest takich), WALCZY o niewyeliminowanie ich z codziennych obowiązków przy dziecku? Mimo wszystko większość panów na tekst żony "ja to lepiej zrobię" z przyjemnością ewakuuje się przed komputer.
A czemu by nie mieli się ewakuować? Naprawdę, wycieranie przelewającej się kupy NIE jest najwybitniejszą zmysłową przyjemnością, jaką można sobie wyobrazić. Jeśli żona twierdzi, że to lepiej zrobi, to przecież kochający mąż nie może się sprzeciwić najmądrzejszej z najpiękniejszych. Byłoby to oznaką chamstwa i drobnomieszczaństwa.

adellante12:
[...] Dziecko jest najlepsza karta przetargową w rozwodzie. Zdziczenie zwyczajów poprzez wynaturzenie pojecia równouprawnienia doprowadziło do tego że dziecko jest sposobem na ustanowienie sobie stałych dochodów dla mamusi...
Że hę? Że feministki wygenerowały polskie prawo rozwodowe celem ustanowienia stałych dochodów dla mamusi w imię wynaturzonego pojęcia równouprawnienia?
Zobacz jak częste jest podejście : " Ja i mój nowy wspaniały partner zajmujemy się moim dzieckiem" i jest Ok ale w drugą stronę jest " Nie pozwolę by ten cham i prostak z ta swoją nową zdzirą i szmatą miał zabrać dziecko do kina!!"
I to jest wina wynaturzonego pojęcia równouprawnienia?
Za dużo niedojrzałych smarkaczy ma dzieci, taka gównazeria która przez całe zycie była pod kloszem mamusi i tatusia a teraz oczekują ze taki sam klosz zapewni małżonek bez wzgledu oczywiscie na ilość obowiazków... No bo jak... Sprawiedliwość musi być bo mi się nalezy pomoc w moich obowiazkach.... Kiedyś po trzecim dziecku z czwartym partnerem i po siódmym rozwodzie może dojrzeją.. A moze nie... ale przyroda sama się oczyszcza, wiec nie ma sie co nimi przejmowac.
Oj, trzeba się przejmować adellante12, trzeba. Skądś się w końcu młodzi wyborcy PiS biorą. 

Ale my tu gadu gadu o polityce, a ihanelma się precyzuje:
Oczywiście nie każdy tatuś jest wyrodny, ale zwykle tak jest, że mężczyźni rozwodzą się też z dziećmi. Tzn płacą (często o wiele za mało w stosunku do możliwości), spotykają się od czasu do czasu, ale u nich to nowe życie to rzeczywiście jest nowy etap, nowe otwarcie. Mają te dzieci, ale przez szybkę i bez specjalnych konsekwencji. Pewnie, że czasem jest lepiej, jeśli eks znika po prostu z horyzontu, ale mam właśnie "na widoku" dwie świeże rozwódki - one przywalone sprawami rodziny, faceci fruwający na zasadzie podstarzałego amorka z szerokim uśmiechem, zwolnieni od całej prozy i uważający, ze są OK, bo coś-tam zapłacą, bo sąd kazał, ale generalnie z poczuciem wielkiego ufff, mam to z głowy, ale jednak mam dzieci i jestem w sumie dobrym ojcem, bo z nimi utrzymuję regularne kontakty i czasem coś kupię...
No ale momentinho. Albo ja czegoś nie rozumiem, albo też wyrok sądu jest, jaki jest, bo oboje rozwodzący się na ten wyrok zgodzili.

Być może moja znajomość kwestii rozwodowych jest niska (szczerze mówiąc jest zerowa), ale nie wydaje mi się, żeby to było tak, że para wchodzi do sądu, sędzina patrzy na nich groźnie, w ciągu 20 sekund decyduje "pani weźmie dziecko, pan będzie płacić 800 zł miesięcznie", mąż dostaje histerii, gdyż kocha Józia i chce się nim zajmować, żona dostaje histerii, gdyż nienawidzi pieniędzy i chce mieć dużo wolnego czasu, po czym sędzina wzrusza ramionami i mówi do woźnego "proszę toto usunąć, bo mi się mleko w kawie zwarzy". Jeśli przy rozwodzie żona i mąż się zgadzają na pewien układ, to jeśli potem tatuś ten układ wypełnia zgodnie z wymaganiami mamusi, to nie ma się co dziwić, że uważa, że dobrze robi... 

bi_scotti pyta:
A to nie jest tak, ze w takiej sytuacji, w cywilizowanym kraju, decyzje o tym, co bedzie najlepsze dla dziecka lepiej zeby podjely bezstronne, obiektywne osoby np. sedzia rodzinny? Dziecko to nie parasol czy ksiazka z biblioteki - trudno rozmawiac w kategoriach "dawania" badz "oddawania".
araceli odpowiada:
Przecież podejmuje. Podejmuje decyzję na podstawie tego, z kim jest dziecko bardziej związane, kto sprawuje nad nim częściej opiekę etc. A że codzienna opieka panów nad potomstwem jest jaka jest to później niech nie dziwią się efektowi.
Im bardziej to czytam, tym bardziej dochodzę do wniosku, że aż dziwne, że singli z wyboru -- o których pisała fomica -- jest wśród heteroseksualistów mniej niż połowa. I że w ogóle jeszcze ktokolwiek chce brać ślub.

hexella:
myślę, że wciąż jednak żyjemy według tradycyjnych schematów i choćbyśmy byli nie wiem jak wyzwoleni, to nie jest łatwo z nimi zerwać. Nikogo specjalnie nie zaskakuje, że facet odwiedza swoje dzieciaki 2-3 razy w tygodniu i jeśli robi to systematycznie, to już zasługuje na miano dobrego ojca. Ale wyobraźmy sobie, że kobieta mówi swoim znajomym, że dzieciaki na stałe mieszkają u ojca, a ona spędza z nimi 3 popołudnia w tygodniu... no przecież zgroza! A dlaczego? Bo przecież MATKA TO ZAWSZE MATKA cokolwiek miałoby to znaczyć :)
Ciężko się nie zgodzić. Ale, znowu, nikt nas tak do końca nie zmusza do życia według tradycyjnych schematów. Owszem, po części polskie prawo, krzyże w Sejmie i urzędach, sądy, które z automatu przyznają prawa matce niezależnie od tego, czy ona o nie występuje czy też nie. Ale prawo, sądy i krzyże nie mają wpływu na to, czy tatuś zmienia pieluchy niemowlakowi co drugą noc, prawda?
Ostatnio omawiając warunki ewentualnego rozwodu mój chłop powiedział, że nie wyobraża sobie nie widywać dzieciaków codziennie i zaproponował opiekę naprzemienną. Kazałam mu się puknąć w łeb, bo przeciez jak to, dzieciaki muszą być ze mną. ZAdziałałam automatycznie, grzecznie według schematu "matka to matka", bez głębszej reflekcji. Dopiero po jakimś czasie dotarło do mnie, że na własne życzenie, dobrowolnie chcę sobie zrobić kuku.
Ewentualnego rozwodu? Pary hetero siadają sobie co jakiś czas przy kawce i ciasteczku i rozmawiają na temat ewentualnego rozwodu tak na wypadek gdyby poczuły taką potrzebę? 

Na koniec smutna historia autorstwa altza:
Rozwód 
Zaproponowałem, że dzieci zostaną u mnie, a matka będzie mogła zabierać je do siebie do woli, będzie mogła też przychodzić, kiedy będzie chciała. W zasadzie dla niej dobre rozwiązanie, bo ja jestem nerwowy, coś palnę, ale uczciwy jestem jak najbardziej. Proponowałem, że nie chcę alimentów i nie obchodzi mnie, jak będzie zamierzała mieszkać z dziećmi, nie stawiam warunków. - To jest nie do przyjęcia, powiedziała matka. Zapytałem, jakie są możliwości, żeby jedna córka mieszkała ze mną, a druga z nią. Zostały postawione warunki, które rosły. Najśmieszniejszy był ten, że się musi u mnie matce podobać. Załamałem się psychicznie, chciałem popełnić samobójstwo. Wyjechałem, żeby jakoś odsapnąć. Brałem leki. Trochę przeszło, ale dzieci straciłem. [...] 
Kontakt żaden, dziecko starsze tęskni, nie chce rozmawiać przez telefon, młodszego już przestaję pamiętać. Skończyło się tak, że żona potraktowała dzieci jak własność, stosowała podłe kłamstwa na rozwodzie, byle wygrać dzieci. Dostała tę własność, teraz żadnego porozumienia, dzieci zostały bez ojca i będą bez ojca już na zawsze, my nie rozmawiamy ze sobą i raczej już nie będziemy po jej numerach. [...] 
Co powiedziała żona? Że ją oszukałem, bo będę miał ekstra życie bez zobowiązań! A ja się zastanawiam, jak się pozbierać. Straciłem dom, dzieci, pracę z powodu depresji i zdrowie. Alimenty płacę, jak się umówiliśmy. Chodzę wystraszony i kombinuję, żeby płacić dalej, ciężko.
Wy sobie przemyślcie swoje postępowanie, heteroseksualiści, i przestańcie się zachowywać jak żywe stereotypy, bo mi przez was zupełnie nieśmieszne notki wychodzą. :(
12:49, navaira
Link Komentarze (35) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10