Ciekawe i dziwne opowieści z życia heteroseksualnych Polaków. Poznaj ich zwyczaje godowe, problemy oraz zabawne historyjki!
RSS
wtorek, 16 lutego 2010
Ojciec Pilśniak pt. 2
Zapraszam tutaj -- alternatywne spojrzenie na ojca Pilśniaka: http://sporothrix.wordpress.com/2010/02/15/zakonnik-i-seks-czyli-kto-tu-kogo-osmiesza/

I w ogóle zapraszam do Sporothrix, bo nieodmiennie warto!
12:38, navaira
Link Komentarze (1) »
piątek, 12 lutego 2010
Ojciec Pilśniak u spowiednika
Jak wiadomo, najbardziej lubię, gdy na temat heteroseksualizmu wypowiadają się najbardziej wykwalifikowani eksperci nt. seksu, miłości i związków małżeńskich, czyli duchowni. Ten konkretny, ojciec Mirosław Pilśniak, już na początek olśniewa ciekawym wyznaniem:

[...] Do dziś myślimy, że Kościół podejrzliwie traktuje seks. Ale to nie jest istota nauki Kościoła na ten temat. W praktyce - może mam wyjątkowe szczęście - w ciągu 50 lat może raz zostałem potraktowany skrajnie podejrzliwie i rygorystycznie przez spowiednika.

OJCIEC PILŚNIAK UPRAWIA SEKS!!!!!1!!!

Tak auto-namaszczony sekspert dzieli się z nami swoimi przemyśleniami, a my już wiemy, że płyną one z doświadczeń własnych:

[...] jeśli komuś rozmowa o seksualności nie sprawia żadnego kłopotu, to może znaczy, że nic mu nie sprawia kłopotu, bo nie żyje w świecie wartości.

Jeśli ktoś mówi otwarcie o seksie, to znaczy, że nie posługuje się wartościami w życiu?

- Mówić można na różne sposoby. Mam na myśli mówienie beztroskie, jakby seks był rozrywką.

A nie ciężką harówką przy rozgrzanej kuchni.

Są rodzice, dla których wartością szczególnie cenną jest życie małżeńskie zgodne z zasadami wiary, ale będą też tacy rodzice jak pewna mama, która daje 13--latce prezerwatywę przed wyjazdem na zieloną szkołę "na wszelki wypadek".

Ta druga grupa ma mniej problemów z ciążami nastoletnich córek.

Każdy pedagog wie, że taka pomoc "na wszelki wypadek" działa jak zachęta do seksu.

Tak jest -- taka prezerwatywa to najlepszy afrodyzjak, ledwie pomyślę o prezerwatywie, a już bym uprawiał seks z kim popadnie.

Nie może być jednak tak, że normę etyczną wartości seksu dyktują seksuologowie - lekarze lub terapeuci funkcji seksualnych człowieka. W praktyce łatwo przekraczają oni swoje kompetencje i stawiają się w roli nauczycieli życia.

W odróżnieniu od księży, którzy nigdy nie przekraczają swoich kompetencji i nie stawiają się w roli nauczycieli życia.

Skoro więc ponoć 90 proc. chłopców się masturbuje, to to jest postępowanie normalne. Ale automatycznie nie staje się dobre. [...] Problem masturbacji nie jest chorobą i nie leczy się tego jak choroby psychicznej. Czym innym jednak jest ocenianie masturbacji jako czegoś dobrego na podstawie tego, że jest "normalna". Ocena wartości czynu człowieka to nie jest działka seksuologa. Jeżeli tak robi, to przekracza swoje uprawnienia i wprowadza klienta w błąd. Od tego, jak czyn się odnosi do wartości ciała człowieka, zależy ocena, czy jest dobry, czy zły moralnie.

Eee, masturbacja do wartości ciała człowieka? Mam skojarzenia z łowcami skór z Łodzi sprzed paru lat...

Nie ma w masturbacji niczego złego. Jeśli mówimy inaczej, to narażamy dzieci na poczucie winy.

- A jeżeli człowiek ma poczucie winy wtedy, kiedy robi coś złego, to chyba dobrze? Jest to zdrowa reakcja emocji na czyn zły.

Czyli ponad 90% chłopców z poczuciem winy to stan pożądany przez ojca Pilśniaka. Bardzo interesujące. Freud się kłania.

Informacje o fizjologii uczeń uzyska chociażby na biologii. A gdzie ma poznać wartość czystości rozumianej jako wartość, a nie zakaz, jeśli nie na edukacji seksualnej?

To mi jest trudno skomentować, bo mnie czystości uczyła mama i od tej pory maniakalnie się myję, co dnia rzekłbym nawet, a często więcej niż raz dziennie!

Mówmy raczej o wychowaniu do miłości niż wychowaniu do seksu.

To utopia. Co 20. dziecko w Polsce rodzą dziewczyny poniżej 18. roku życia.

Oj, to są te, którym mamy prezerwatywy dawały. To chyba oczywiste!

Są kraje w Afryce, gdzie zakażonych [HIV] jest kilkadziesiąt procent mieszkańców.

- Wręczenie prezerwatywy zachęca do ryzykownych zachowań. Drogą do ratowania krajów zagrożonych AIDS jest wstrzemięźliwość. W ofiarowanej prezerwatywie tkwi pokusa zdjęcia z człowieka odpowiedzialności za jego działanie.

Nawet księża mówią, że celibat to trudne zadanie, a co dopiero świeccy. Zachęcanie mężów, żeby nie współżyli ze swoimi żonami - zwłaszcza w Afryce, z jej kulturą - brzmi jak niestosowny żart.

- Trzeba, żeby człowiek odnalazł w sobie motywację, żeby w imię miłości chciał chronić innych. Prezerwatywa czyni z niego człowieka bezwolnego. Myślę, że obrażamy mieszkańców Afryki, proponując im prezerwatywy.

Jestem pewien, że kobieta, która zaraziła się wirusem HIV od swojego męża jest bardzo zadowolona, że ma wirusa i co jakiś czas wzdycha tylko w poczuciu szczęścia "co za szczęście, że nikt nie usiłował nas obrażać tymi, jak im tam, prezerwatywami".

Zakażony HIV mąż lepiej zrobi, jeśli powstrzyma się od współżycia?

- To sprowadza się do najważniejszego pytania: co jestem gotów zrobić w imię miłości, żeby chronić współmałżonka?

Ma się całkiem powstrzymać od seksu?

- Prezerwatywa nie chroni w 100 proc. przed HIV.

Bardzo elegancko ojciec odpowiada na niezadane pytania.

A gdyby prezerwatywa dawała 100 proc. ochrony - czy to zmienia sytuację?

- Nie, bo prezerwatywa służy nie tylko ochronie przed AIDS, ale jest także środkiem antykoncepcyjnym, i już z tego tytułu nie jest dobra. Wierzę, że człowiek jest w stanie podejmować naprawdę heroiczne decyzje w imię miłości.

To niech ojciec idzie i podejmuje, zamiast decydować odgórnie, co Afrykanów obraża i jakie decyzje powinni podejmować kierując się heroizmem.

Teraz posłuchajmy o in vitro:

Ta norma dotycząca jedności osoby opiera się między innymi na obserwacji, że człowiek w sposób naturalny zostaje poczęty w wyniku współżycia ojca i matki. Biblia pokazuje, że miejscem przyjścia na świat człowieka jest związek małżeński jego ojca i matki. Stąd wniosek, że każdy człowiek ma takie prawo dane mu przez Boga.

Tu ojciec mógł nie zauważyć, ale z poczęciem Jezusa to niezupełnie tak było.

Dziecko jest owocem jedności rodziców. Widzimy w tym podobieństwo do jedności Boga, który stwarza człowieka z udziałem jego rodziców. Gdyby ich jedność nie była dochowana - na przykład dziecko przychodzi na świat w wyniku przemocy - Bóg dopełnia tę miłość, której zabrakło.

A jeśli rodzina nie ma co jeść, a na świat przychodzi kolejne dziecko, Bóg dopełnia lodówkę, w której zabrakło jedzenia.

Oddanie poczęcia dziecka w ręce lekarzy nie jest dobre. Lekarze mogą to robić w różnym celu, na przykład dla eksperymentu. Widać to choćby w raporcie pana Jarosława Gowina: nienarodzone dzieci mogą być przedmiotem handlu, wykorzystania na materiał do produkcji kosmetyków.

Skąd taka teza?!

- Wielokrotnie o tym mówiono. Szczerze mówiąc, jestem o tym głęboko przekonany.

Ja też jestem głęboko przekonany, że w Radio Maryja wielokrotnie o tym mówiono.

In vitro to grzech?

- Świadomy i dobrowolny czyn, który zawiera zło, to grzech. Próba powołania do życia dziecka z próbówki to naruszenie ważnych wartości.

[...] I takie rzeczy słyszą rodzice, którzy skorzystali z in vitro, i ich dzieci. Sądzi ksiądz, że łatwo im się przyznać, np. w szkole, że są z próbówki?

- Czy dziecko ma napisane w legitymacji, że jest z próbówki? Gdyby ktoś się tym chwalił, to musi się liczyć z wrażliwością odbiorcy. Ale ponieważ Bóg kocha każdego człowieka, to chrześcijanie też powinni.

Poczynaj się w in vitro w domu po kryjomu i nie afiszuj się ze swoją ohydną probówkopoczynalnością!

Kościół jest atakowany przez dzisiejszy świat?

- Bywa wyśmiewany. Co do mnie, na ulicy często zdarzają się kpiny, jestem traktowany jako dziwak lub pasibrzuch. A rodziny katolickie czują się dyskryminowane.

Biedne :( Zawsze wzrusza mnie dogłębnie los 97% katolików w Polsce, dyskryminowanych przez narzucających swoje cywilizacyjnośmierciowe idee 3% ateistów, buddystów i inne tałatajstwo.
11:01, navaira
Link Komentarze (9) »
środa, 16 grudnia 2009
Idealny menszczyzna
Jaki winien on być? szymon zapytuje, (prawie) nikt go poważnie nie traktuje :(

Drogie Panie

Seksizm warning!

Sporo mówi się jaki powinien być idealny facet a jaki nie powinien być. Jestem mężem i niedługo zostanę ojcem i zawsze staram się dla mojej Żony być dobrym mężem ale także atrakcyjnym facetem. [...] Napiszcie proszę co podoba się Wam a czego nie znosicie u mężczyzn. Chodzi mi zarówno o takie sprawy jak ubiór, styl sposób zachowania ale i podejście do życia, problemów, pracy, codzienne sytuacje i nasze zachowanie – wszystkie aspekty życia. Prosiłbym o wszystkie wskazówki jakie pozwoliłyby nam mężczyzną dążyć do ideału [...]

Nam mężczyzną strzelać nie kazano... eee... wybaczcie :) Ale szczerze mówiąc szacun dla szymona, za samo zadanie pytania -- większość mężczyzn uważa, że sam fakt bycia płci męskiej czyni ich ideałami i nic już nie muszą robić. Dowodzą tego niektórzy z komentatorów:

Powinien być taki jak ja ;)

Inni przestrzegają:

Chłopie ty lepiej bądź sobą i nie popadaj w przesadę. Żeby się nie okazało, że ty na głowie stajesz aby jej dogodzić a ona cichaczem będzie się pruć na imprezach integracyjnych.

Ona się będzie takoż proszę co? Poza tym też mi porada bądź sobą, Lechowi Kaczyńskiemu też tak doradzili i proszę.

hahaha staraj sie staraj, a i tak predzej czy pozniej przyprawi ci rogi, a potem bedzie klamac prosto w oczy i poczujesz jak ostatni frajer. No, ale do tego trzeba samemu dojsc, bo jak mowi ktos z boku to wydaje sie, ze gada niestworzone rzeczy.

No i mamy pierwszą poradę nie wprost, idealny mężczyzna powinien się poddać psychoterapii, zanim zacznie rozciągać własne doświadczenia na połowę ludzkości.

Koleś! Pogięło cię? Stosując się do tych kobiecych rad możesz co najwyżej stać się użytecznym idiotą. PO PROSTU BĄDŹ SOBĄ!!!!!!.

I następny doradca posła Kurskiego pojawił się na forum...

Kobieta (chyba) doradza:

Wazne jest moim zdaniem tez, zeby byl typowym samcem. Jak baba "odwala" to przytulic ja i czasami tak po zwierzecemu potraktowac ( to jest moim zdaniem mega pociagajace).

Wydoić, odpchlić, wykastrować, na smycz czy uczyć sikać do kuwety? Potrzebujemy szczegółów.

Po za tym rozmawiac rozmawiac rozmawiac ;)

Ale ze zwierzętami to się rozmawia tylko w Wigilię. To w sumie się dobrze składa, bo akuratnie nadchodzi.

Dama imieniem ybra radzi:

Idealny facet to taki, który jest wyrozumiały i chce słuchać kiedy kobieta ma problemy czy jest zdenerwowana i chce się wygadać. Wtedy zwykle większość chce podpowiadać gotowe rozwiazania, a to nie o to chodzi. Masz wysłuchać, przytaknąć i przytulić /nie mylić z seksem/ :) to jedna z rzeczy, które pomagają czuć się w związku rozumianym.

Na co druga, niejaka marguyu, odpowiada:

ybra,
gdy skonczysz trzynascie lat przestaniesz upraszczac. Zycie, tym bardziej we dwoje, nie ma nic wspolnego z powiesciami dla mlodziezy.

Jak rozumiem, w życiu pary heteroseksualnej nie ma miejsca na rozmowy o problemach, które spotykane są tylko w powieściach dla młodzieży...

ybrze odpowiada również stach:

Z problemami emocjonalnymi to się chodzi to specjalisty, a nie zatruwa życie innej osobie. Poza tym przecież kobiety ponoć są psychicznie takie silne...

Moim prywatnym zdaniem to mężczyzna idealny powinien być niepodobny do stacha.

W ogóle niewiele miłości bliźniej w tym wątku. eweniebieska pisze:

Idealny mężczyzna to taki, dzięki któremu kobieta wie i czuje, że jest najważniejsza na świecie :)

Całkiem mi się porada spodobała, ale senseiek się nie zgodził:

I tym oto sposobem sie zblaznilas... i przedstawilas w bardzo zlym swietle swoja osobe.. Ale watpie, zebys wogole zrozumiala moja odpowiedz. Przeciez jestes najmadrzejsza, najpiekniejsza, najinteligentniejsza, naj-, naj-, na swiecie.. ;)

To poniekąd jakoś się nawet zgadza z postulatem samczego traktowania po zwierzęcemu -- kobieta, która chciałaby się w towarzystwie ukochanego mężczyzny czuć najważniejsza na świecie "błaźni się i przedstawia w bardzo złym świetle swoją osobę". Z kopa ją i lu w ryja! Będzie się tu ważna czuła, wywłoka jedna w tę i nazad po moście Poniatowskiego ganiana.

Wątek podsumowuje sonka:

nie powinien polegac na opiniach przypadkowych internautow, ktorzy mu radza jaki ma byc, co lubic, co nosic, co myslec, co mowic i jak sie zachowywac

No i prawda, bo kto wie, może tych porad to mu udzielają panowie Zakościelny i Maserak, a może Lepper i Witaszek.

A jakiej porady udzieli naczelny ekspert ds. idealnych mężczyzn, znaczy mła? Wysłuchać, przytulić, umyć się od czasu do czasu, dezodorantu użyć, nie zasypiać zaraz po seksie i przebija pan, panie szymonie, 95% polskich samców.
18:40, navaira
Link Komentarze (19) »
wtorek, 17 listopada 2009
Seksperci debatują, czyli o srebrnej obrączce
Jakiś czas temu, za administracji Busha, Amerykanie wpadli na świetny pomysł: otóż zamiast uczyć dzieci o bezpiecznym seksie, będą je uczyć o celibacie i namawiać do zachowywania dziewictwa aż do ślubu. (Heteroseksualnego, rzecz jasna.) Wynikły z tego takie kwiatki, jak bale dla dorastających dziewczątek i ich tatusiów (co osobiście wzbudza we mnie lekko dwuznaczne uczucia), a na koniec wynikły z tego statystyki, zgodnie z którymi liczba aborcji i chorób wenerycznych nie zmieniła się znacząco -- bo nastolatki i tak seks uprawiały, ale nie umiały się zabezpieczyć; zaś mniejszą liczbę partnerów, która powinna mieć wpływ na przenoszenie wirusów, równoważyła nieumiejętność użycia prezerwatywy. Dodatkowo pojawiły się liczne grupy dzieciaków, które uprawiały wszelkie formy seksu oprócz, excusez le mot, penetracji waginalnej, bo przecież anal czy oral to nie seks, taki wniosek wysnuły z edukacji.

Nic dziwnego, że Polacy -- jak zwykle parę lat po fakcie -- postanowili się załapać na program generujący tak gigantyczne sukcesy:

Wszyscy debatujący - przedstawiciele katolickich fundacji - zgodnie twierdzili: zamiast uczyć o środkach antykoncepcyjnych, trzeba zachęcać młodzież do wstrzemięźliwości seksualnej.

To średnia debata była chyba, skoro zgodnie twierdzili.

To rozwiąże problem niechcianych ciąż wśród nastolatek oraz ograniczy liczbę zakażeń wirusem HIV i chorobami wenerycznymi.

Jasne, że ograniczy i rozwiąże! W Ameryce co prawda nie rozwiązało i nie ograniczy, w Afryce też jakoś nie najlepiej idzie, ale co tam, my Polacy jesteśmy narodem wybranym, u nas rozwiąże i ograniczy.

Jego koordynatorka Ewa Szałkowska-West, przewodnicząca Fundacji "Wiedzieć jak", opowiadała o swoich sukcesach: - To program, który ma młodym ludziom pomóc zachować zdrowie i wolność. Jesteśmy przekonani, że polska młodzież zmieni swój styl życia i nie będziemy jako naród musieli wydawać ogromnych pieniędzy na leczenie chorób wenerycznych.

Pani Ewo, jeśli pani jest przekonana, że młodzież zmieni styl życia pod wpływem nauk Kościoła o abstynencji, to albo jest pani bardzo naiwna, albo bardzo dojrzała, że tak powiem -- i zapomniała pani już, jak to jest być młodzieżą.

Na pytanie "Gazety", czy młodzież powinna być informowana o środkach antykoncepcyjnych, odparła, że "mówienie o antykoncepcji jest jak mały strumyczek, który może rozsadzić tamę. Młody człowiek nie będzie w stanie powstrzymać tego, co przychodzi z zewnątrz".

Tak tak owieczki moje i baranki -- seks to jest takie coś, co przychodzi z zewnątrz. Dlatego też ludzkość wyginęła wiele lat temu, bo kiedy nie było pornografii i antykoncepcji, to ludzie nie uprawiali seksu. Eee, chwileczkę...

Fundacja wzoruje się na inicjatywie Amerykanki Gail Dignam, która jako prezes gubernatorskiego programu ds. dzieci, młodzieży i rodzin, promuje w stanie Luizjana edukację seksualną polegającą właśnie na wstrzemięźliwości.

Gail Dignam wsławiła się nie tylko promocją wstrzemięźliwości, lecz również przekierowywaniem funduszy na ową promocję do kieszeni swojej oraz swojego syna, za co została zwolniona z pracy. Lubię konserwatystów za te ich niezachwiane poglądy na moralność. (A propos, myślicie, że powinienem coś napisać o Carrie Prejean?)

Dignam, obecna wczoraj w Episkopacie, zapewniała, że dzięki jej programowi do 70 proc. wzrosła liczba uczniów deklarujących, że poczekają z aktywnością seksualną do ślubu.

A o ile wzrosła liczba uczniów, którzy nie poprzestali na deklaracji?

Dodała też, że na początku lat 70., gdy wprowadzano edukację seksualną do amerykańskich szkół, w społeczeństwie "były zaledwie dwie choroby przenoszone drogą płciową", a pod koniec lat 70. było ich już 25. - Coś z tą edukacją seksualną było nie tak. Choroby i ciąże nastolatek są tego dowodem - mówiła Dignam.

Tak tak, owieczki moje i baranki -- na zajęciach z edukacji seksualnej wynaleziono 23 choroby przenoszone drogą płciową i rozpowszechniono je za pomocą prezerwatyw. Tak to właśnie było.

Wtórował jej dr Szymon Grzelak z Fundacji Homo Homini im. Karola de Foucauld, autor książki "Profilaktyka ryzykownych zachowań seksualnych młodzieży". [...] Promowanie wstrzemięźliwości wśród młodzieży przyczynia się jego zdaniem nie tylko do zmniejszenia liczby ryzykownych zachowań seksualnych, ale też do ograniczenia użycia alkoholu i narkotyków przez nieletnich.

Tak tak, bo po takim pozamałżeńskim seksie to każdy sobie heroinkę zapodaje i zapija jabolem. Żeby zagłuszyć winę, zapewne. Tacy jesteśmy my, seksualni niewolnicy, nienawidzący siebie za pozamałżeńskie stosunki waginalne z zabezpieczeniem. To znaczy, kiedy mówię my, mam na myśli heteroseksualistów, rzecz jasna.
13:16, navaira
Link Komentarze (8) »
środa, 14 października 2009
Ja jestem Liroj scyzoryk z Wrocławia, jak ci się nie podoba to...
...ale nie uprzedzajmy faktów.

Dama imieniem marionetta odważyła się zadać pytanie, które zawsze ciążyło mi (i wielu innym kobietom płci obojga) na sercu:

dlaczego mężczyźni w Polsce są tacy nieestetyczni?

smutek i żal :( za granicą nie trzeba być gejem, żeby dobrze wyglądać. u nas chyba niestety jeszcze tak. albo być bajecznie bogatym. albo studentem kulturoznawstwa, czyli w gruncie rzeczy również gejem :( o co tu chodzi?

Mam wrażenie, że z tym studentem kulturoznawstwa to jakaś podpucha, ale nieważne, zapoznajmy się z odpowiedziami badanej grupy. A odpowiedzi są podwójnie smakowite przez to, że marionetta nie zdefiniowała, co to właściwie znaczy "estetyczny mężczyzna".

Na początek uderzamy w stół, a kobieta_na_pasach się odzywa:

nie daj mi Panie takiej synowej! mam syna, 19 lat. ciesze sie,ze jest prawdziwym mezczyzna w tych dziwnych czasach. ma mnostwo wlosow pod pachami i na nogach, z czego jest dumny, nie zeluje wlosow, tylko myje i strzyze, nie nosi aparatu na zebach (choc powinien) i nie uzywa wod toaletowych (pozadezodorantem). i najwazniejsze - nie ma kompleksow, a jesli je ma to nie maskuje ich.łyso ci?

Jest się czym chwalić, krzywe uzębienie i krzaczki pod pachami, to są właśnie te cechy, które powinien mieć prawdziwy mężczyzna. Gdyby jeszcze tego dezodorantu przestał używać... ach... można pomarzyć.

Na sugestię:

Są jednak pewne sprawy higieniczne, o które zdecydowana większość dba, tak jak choćby dbanie o to aby nie wystawały kudły spod pach. Jeśli Twój syn je hoduje i jest z tego DUMNY to sorry, ale coś jest z nim nie tak... w tą drugą stronę.

...kobieta_na_pasach odpowiada:

kobieto, ludzie mieli pod pachami wlosy od prehistorii i beda miec. sek w tym,czy spod tej pachy "wali" potem czy nie. czy wystaja klaki czy nie.

To syn ma krótkie kłaki niewystające czy jednak mnóstwo włosów pod pachami? A może ma mnóstwo włosków przyciętych na jeżyka? Potrzebujemy szczegółów!

co innego u kobiety.

No, bo kobiety i ludzie to generalnie nie jest to samo, prawdaż.

walnij sie w czolo.

Tymi włosami spod pachy?

W dalszym ciągu wątku kobieta_na_pasach opisuje nam siebie z takimi szczegółami, że gotów byłbym rozpoznać ją na ulicy:

mam 47 lat, gole nogi , pachy, latem nawet rece (bikini
nie, bo nie odbilo mi). nie smierdze, uchodze za kobiete zadbana.

A to zależy w jakich kręgach. Niewątpliwie są takie, w których "nie śmierdzę" i "uchodzę za kobietę zadbaną" to synonimy.

Nawiasem mówiąc, ciekawe, że nie tylko kobieta, lecz i mężczyzna uważają, że golenie okolic genitaliów jest objawem choroby psychicznej. Oto przedstawiamy vogońską poezję w wykonaniu vogona.jeltza:

Smutek i żal to jest jak się czyta takie smutne i żałosne guano. Sami pieprzeni esteci. Golić włosy pod pachami? Na jajkach? Może jeszcze na nogach mam golić? Niedoczekanie wasze.

ŁOBOZE!!! Toć ja całe życie marzyłem o tym, żeby vogon.jeltz sobie wygolił włosy na jajkach, a tu tak brutalnie, ciach, że niedoczekanie nasze. CO MY TERAZ ZROBIMY?! :( :( :(

Dezodorantów używam i swój ulubiony zapach też mam, ale kąpię się raz dziennie, a branie prysznica dwa lub nawet trzy razy każdego dnia (jak ten śmierdzący Armanim pedzio w firmowej bieliźnie parę wpisów wyżej) uważam za objaw ciężkiej choroby umysłowej.

Tu pozwalam sobie zgadywać, że:
1. albo vogon nie bywa na siłowni, nie jeździ na rowerze, nie uprawia żadnych sportów, w lecie się nie poci (i w ogóle się nie poci generalnie w ciągu dnia pracy lub aktywnego wypoczynku), lub też
2. mówiąc "swój ulubiony zapach" ma na myśli zapach przepoconego vogońskiego podkoszulka, który to aromat rzeczywiście jest równie estetyczny, jak vogońska poezja.

Ale ja tu robię dygresje, a kobieta_na_pasach czeka...

uwazam, ze ludzie doszli do absurdu z wygladem . bardziej skupiaja sie na powloce cielesnej niz na wnetrzu. boleje tylko,ze ktos moze oceniac w przyszlosci mojego syna po tym ,jak wyglada , a nie, jakim jest czlowiekiem.

No tak to już jest proszę kobiety, że estetykę ocenia się na ogół po tym, jak kto wygląda. Słyszałem o pięknie wnętrza ludzkiego, ale o wewnętrznej estetyce nie, chyba, że mowa o projektowaniu wnętrz.

43agawa odbija piłeczkę kobiecie:

Nie daj Panie Boże takiej teściowej,jak ty,mojemu 16 letniemu
synowi.Cieszę się,że jest prawdziwym mężczyzną:goli włosy pod pachami i używa dezodorantu,codziennie zmienia bieliznę i skarpetki,kąpie się dwa razy dziennie,nosi krotkie włosy i czasami uzywa żelu.Aparat nosił do niedawna.Chętnie uzywa dobrych wód toaletowych,ku uciesze swojej i otoczenia.

I pani pewnie myśli, że on jest hetero. ŻARTUJĘ!!!

tytus_flawiusz dzieli się z nami swoimi kompleksami:

> smutek i żal :( za granicą nie trzeba być gejem, żeby dobrze wyglądać.
napisała miss Polonia, miss publiczności, miss gracja i miss skromności.

Zwiąż się Holendrem, być może zamiast ciebie będzie posuwał twojego ratlerka, ale za to będzie taki słodki i "estetyczny" jak Christiano Ronaldo

Tak tak owieczki moje i baranki, od zgolenia wąsów, pójścia do fryzjera i używania kosmetyków jeden tylko krok do posuwania ratlerków.

zeberdee24 ocenia krytycznie szanse Polaków na dorównanie estetyką Europejczykom zachodnim:

Może pod względem jakości i staranności w wyglądzie dobijemy, ale do "ometkowania" nam jeszcze duuużo brakuje:)

Naprawdę, nie wiem, skąd się bierze przekonanie, że metka zwiększa estetyczność mężczyzny. Być może o to chodziło marionetcie, ale naprawdę, Lepper w garniturze nie pociągał mnie ani trochę bardziej niż Lepper w swetrze i gumiakach.

s.p.7 dzieli się z nami swoimi przemyśleniami o naturze gejów heteroseksualnych:

to jest takie pzdrzenie sie gejowskie
facet w wlosach w zelu na dyskoteke
myli ze jest czarujacy
dziala tylko na takie syma rodzaj ludzi - kobiecy odpowiednik

lalunia z tipsami w brozawej skorze z pod solarium z prostowanymi wlosami farbowanymy przewaznie na blond

wyglada to sztucznie i plastikowo, gejowsko, blondynsko

nie czuje głebi w takim czlowieku

Jeśli ja dobrze rozumiem, jak s.p.7 pojmuje głębię człowieka, to jako żywo w lecie w autobusach w Warszawie same głębokie egzemplarze posuwają. Poza tym jako żywo nie wiem, skąd wrażenie, że geje używają żelu do włosów jakoś nadmiernie, może do Polski najnowsze trendy gejowskie nie dotarły jeszcze, ale tutaj wśród sceny gejowskiej raczej rządzą albo łysiny (ku mojemu żalowi), albo fryzury, do których się używa nieco bardziej wyrafinowanych produktów. Żel pozostawiamy heteroseksualnym marokańskim maczos.

brzydula_betty:

zauważyłam, ze u niektórych facetów dbanie o siebie nie idzie w dobrym kierunku tylko zmierza do "ukobiecenia" sie. nie ma złotego środka między zadbanym, czystym mężczyzną a metroseksualną panienką.

Ależ jest. Przedstawiam mnie. Oraz Hugh Jackmana. No, oczywiście nie w tej kolejności...

Mi się ten "nowy" przesadnie zadbany typa faceta nie podoba. taki co mu metki wszędzie wystają a logo krzyczy z koszuli. I taki od którego wręcz śmierdzi perfumami - to też charakterystyczny znak buractwa. Ale co kto lubi.

Droga betty, przysięgam, że istnieje całkiem duży złoty środek pomiędzy Tomaszem Jacykowem, a posłem Witaszkiem przy pracy.

menk.a uzasadnia tytuł notki:

Niniejszym zawiadamiam, iż nikt nie nałożył na panią obowiązku zachwycania się ani wiązania się z mężczyznami konkretnej nacji, w tym wypadku polskiej. W związku z powyższym może pani spakować manatki i wytykać z PL (wszędzie czekają na panią z rozłożonymi ramionami) lub, pozostając na terenie PL, ślinić się na widok pięknych, pachnących i modnych śniadych, żółtych albo czarnych. Dodam: wszystkich jak jeden mąż heteroseksualnych (i też czekają z otwartymi ramionami).:P

poprioniony, który ogólnie wydaje się być trollem lub wyborcą PiS (pojęcia równoznaczne) poprawia na odlew łopatą:

Jak juz napisano wyzej, wypie...j z tego zalosnego kraju
jak tak Ci sie nie podoba. Z pozytkiem dla siebie i dla Polski.

A nie mówiłem? "Jak ci się nie podoba to wypier..."

Na koniec cirilla28 wyznaje:

Jestem kobietą prawie 30-letnią, wiem czego chcę, nie muszę ulegać modzie, na prawde wolałabym faceta w typie wikinga, może mieć włosy gdzie chce, brodę, niech nosi ciuchy z lumpeksu (nie mylić z brakiem higieny osobistej) ale niech dba o swoj rozwój i wnętrze.

No i dotarliśmy do sedna.

Po pierwsze primo, nie rozumiem, skąd się bierze pogląd, że geje to wiotkie, nażelowane blond istotki przyodziane w ometkowane ciuszki, niemniej jednak ten pogląd pozwala mi zrozumieć, jakim cudem 85% Polaków uważa, że nie zna żadnego geja. Takich to i ja znam bardzo niewielu.

Po drugie primo, dla mnie osobiście obrona przez atak metodą "pewnie chciałabyś wyżelowanego gogusia" jest objawem zakompleksienia. Podobnie jak i metoda "jak ci się nie podoba w Polsce to spier...". A w cytowanym wątku dużo jest postów osób, które spostrzegły, że marionetta wcale nie napisała, o co konkretnie jej chodzi, kiedy domaga się estetycznych facetów w otoczeniu. Ale tych nie cytowałem, bo nie były śmieszne.

Geje, i owszem, bywają bardziej estetyczni. Niekoniecznie w sposób prezentowany przez wspomnianego Tomasza Jacykowa, który moim zdaniem jest równie atrakcyjny i pociągający jak rozjechana przez rower ropucha. Marzenia cyrilli o "typie wikinga" zacytowałem z premedytacją, bo tak się akurat składa, że mój partner na wikinga nadałby się zdecydowanie, ma długie blond włosy, szerokie bary, zarost na twarzy, a dodatkowo odpowiadające mi (swoją wewnętrzną estetyką ;)) wnętrze. Nie śmierdzi ani brudem i potem, ani wiaderkami Armaniego, prysznic bierze dwa razy dziennie. Żelu do włosów nie posiada, za to dobre kremy i kilka rodzajów wody toaletowej jak najbardziej. Nie ubiera się ani w rozciągnięte beżowo-szare gacie i sweterki a la Onyszkiewicz, ani w garnitury za tysiące euro, tylko w podkreślające muskulaturę t-shirty z American Apparel i dżinsy. Nie wiem, czy spodobałby się marionetcie, mi się podoba nadzwyczajnie. Jest Holendrem. Ratlerka nie posiada.

A, miałem jeszcze wspomnieć, czemu geje są moim zdaniem bardziej estetyczni -- po prostu, my jesteśmy sami dla siebie konkurencją, dodatkowo każdy z nas chciałby mieć fajnego partnera, a żeby takiego znaleźć, dba o siebie -- czasami zewnętrznie, czasami wewnętrznie, czasami i tak i tak, średnia w każdym razie zwyżkuje. Zaś heterycy? Cóż, wymagania kobiet wobec owych zaprezentowały nam kobieta_na_pasach oraz menk.a, nie ma się więc co dziwić, że heterycy się nie starają w najmiejszym stopniu. Bo i po co by mieli? Zawsze się znajdzie chętna do podziwiania ich za tak niezwykłe osiągnięcie intelektualno-fizyczne, jak odmowa noszenia aparatu na zębach lub samo bycie Polakiem. W końcu, jak napisał me.etek, "Lepsze polskie gó.wno w polu, niźli fiołki w Neapolu."
18:17, navaira
Link Komentarze (18) »
poniedziałek, 12 października 2009
Heteroexklusiv! Dziś specjalista
Dzisiaj wystąpi przed nami gościnnie ekspert ds. seksu, miłości, hetero i homoseksualizmu, osoba wypowiadająca się jako autorytet na wszelkie tematy dotyczące więzi w parach i trójkątach, zakonnik ojciec Maciej Zięba.

Ojciec Maciej uderza od razu w wysokie C:

To nie gadulstwo, kiedy mówi się kobiecie kolejny raz, że się ją kocha, lecz nam się wydaje, że jak już raz się to powie, to nie ma o czym więcej gadać. A przecież jeśli wypowiada się słowo "kocham" całym sobą, to za każdym razem jest to nowe wyznanie i, co więcej, stwarza ono coś nowego, jest twórcze.

Łatwo byłoby skomentować, że ojciec Maciej mówi tak z wyżyny wieloletniego doświadczenia, trudniej, że to piękne, poetyckie wyznanie, co więcej trudne, gdyż oparte wyłącznie na teoretyzowaniu. Taka filozofia miłości.

Znacznie gorzej niż wy, kobiety, radzimy sobie z uczuciami. Nadal funkcjonuje stereotyp Marlboro-mana i samca alfa.

Lata 80 dzwoniły, proszą, żeby im ojciec oddał Marlboro-mana.

Czy ojciec przyjaźnił się z kobietą?

- Wchodziłem z dziewczynami w różne związki, ale - dziś widzę to lepiej - miały one głównie kontekst erotyczny.

No ŁADNE RZECZY PANI GOŹDZIKOWO.

Przed wstąpieniem sądziłem, że w relacjach z kobietami wystarczało, że byłem z nimi uczciwy. Dopiero kiedy rozwinąłem się poprzez budowanie przyjaźni, zobaczyłem, jak potwornym byłem egoistą.

Co ciekawe, większość ludzi na świecie potrafi nawiązywać i budować przyjaźnie, nie wchodząc w tym celu do zakonu.

W zakonie unikałem przyjaźni z kobietą. Bałem się, że mogę się emocjonalnie pogubić. [...] Tym bardziej że w relacji z kobietą nie potrafię rozdzielić sfery przyjaźni od erotyki. W małżeństwie jest to bezcenne dopełnienie, poza nim bywa niebezpieczne. Być może jest różnie dla różnych ludzi, ale wydaje mi się, że w realnym życiu nie da się tych sfer od siebie odseparować.

A nieładnie ojcze, kosmate myśli. Heteroseksualiści to jednak są małe zboczki, ja się potrafię przyjaźnić z mężczyznami bez mieszania w to erotyki. A chwila, ja nie żyję w celibacie... jak to szło z tymi zachowaniami naturalnymi? Zna ojciec jakieś zwierzęta, żyjące w celibacie w związku ze swoim pobyciem w zakonie?

W naszej prymitywnie rozerotyzowanej kulturze ludzie nie wyobrażają sobie nawet, że istnieje przyjaźń. Gdy mężczyzna czuje coś do kobiety, to z pewnością - tłumaczy mu nasza kultura - stoi za tym pragnienie seksu, podobnie jeśli czuje się coś do innego mężczyzny.

To nie kultura tłumaczy, tylko ojca kosmate myśli, przykro mi to mówić, ale to oczywista oczywistość jest.

Dzisiejsza kultura próbuje brutalnie zniszczyć głębsze relacje międzyludzkie. Nie istnieje dla niej przyjaźń, miłość, sympatia, ale wyłącznie erotyzm. Według niektórych środowisk gejowskich - ponieważ nie istnieją inne relacje niż erotyczne - to właśnie ona ma być podstawą bliskości Jezusa i św. Jana czy starotestamentalnych przyjaciół Jonatana i Dawida. Smutne to i żałosne. Okropne prymitywizowanie i zubażanie ludzkiej głębi.

Wybaczy ojciec, ale niektóre środowiska gejowskie nie odpowiadają za ojca dziwne pomysły. Te środowiska gejowskie, które nie znają innych relacji niż erotycznych, nie zajmują się Jezusem i św. Janem, tylko kupowaniem na ebay akcesoriów skórzanych i fistingiem w zaciszu darkroomów. Chyba, że mówimy o biskupach-gejach?

Nie dziwmy się więc, że wychowani w naszej kulturze mężczyźni często, mając poznawczy dysonans, boją się głębszych relacji. Czują się bowiem heteroseksualni i zarazem pragną przyjaźni z mężczyzną. Mają jednak w głowach kliszę, że pod spodem zawsze kryje się seks.

Cóż, mogę jedynie wyrazić swój głęboki żal, dużo tracą przez własną homofobię.

Jeżeli wszystko wokół - szkoła, media - wypełnia moją świadomość i podświadomość, że trzeba inwestować w siebie, że istnieją tylko przelotne relacje, że rodzice są toksyczni, przyjaciele cyniczni, a małżeństwo to walka o dominację, że wierność jest anachronicznym obciążeniem, a seks bez zobowiązań oczywistością, to ludzie przesiąkają tą papką.

Ja chyba w jakiejś innej szkole byłem. Może to tylko szkoły zakonne tak nauczają? Chociaż, chwila, tak, owszem. Nauczyłem się, że trzeba inwestować w siebie.

Poppsychologia to zły duch naszych czasów eliminujący z życia miłość i przyjaźń. Jak może uczyć się kochać drugiego człowieka ktoś, kto jest skupiony przede wszystkim na swych doznaniach i roztrząsaniu, czy odczuwa psychiczny komfort?

No nie wiem. A ojciec do zakonu poszedł po to, żeby tam kochać drugiego człowieka, czy dlatego, że dało to ojcu psychiczny komfort?

Budowanie przyjaźni to proces oczyszczania relacji z dodatku toksyn.

Oczywiście nie z kobietą, bo kobieta ma tyle toksyn, że człowiek do końca życia nie doczyści.

Dziś ekspertami od małżeństwa i miłości stają się oszuści poświęcający życie na zyskanie rozgłosu

Oj czepiłżeś się pan tych księży. Tfuj, przepraszam, pomyłka, hmmm...

Samotność trzeba umieć przyjąć. Kiedy człowiek ucieka od samotności, to buduje chwilowe relacje, zajmuje się clubbingiem albo maskuje się przez bieganinę i ustawiczną pracę. Wszystko po to, by uniknąć bycia sam na sam ze sobą. Dopóki człowiek nie zaakceptuje samotności, dopóty nie będzie gotowy na spotkanie drugiej osoby, gdyż stanie się ona środkiem - wieszakiem, na którym pragnę się oprzeć, albo wypełniaczem mojego wolnego czasu.

No niech nam ojciec opowie o tej osobie, którą ojciec spotkał dzięki swojemu rozwojowi duchowemu, naprawdę. Taki ekspert...

Filozofia singli jest wygodna dla zaradnych trzydziesto- czy czterdziestolatków. [...] A ja wracam supersamochodem do swego supermieszkanka, a w środku pusto. Z czasem nieuchronnie stawy okażą się słabsze, ciśnienie wzrośnie, włosy zrzedną i pojawi się myśl, że kiedy człowiek się zestarzeje, to nikt do niego nie zajrzy. Przez całe życie nie zbudowałem bowiem z nikim głębszej relacji.

Ciekawe, czy ta pierwsza osoba to freudówka?

Czym jeszcze różni się męska przyjaźń od przyjaźni kobiet?

- W upraszczającym skrócie: częściej budujemy ją na żołnierskim uczuciu wierności. Jesteśmy towarzyszami broni, łączy nas poczucie misji - taka mieszanina czegoś pięknego oraz zabawy "dużych chłopców". Powiedziawszy to z niejakim wstydem, muszę dodać, że łączy nas także poczucie humoru.

Kobiety nie posiadają rzecz jasna żołnierskiego uczucia wierności (swoją drogą, piękna to wiara, że wierność jest cechą głównie męską). Nie posiadają, rzecz jasna, również poczucia humoru, przynajmniej tego opartego o dowcipy o dupie.

Uczono nas, by racjonalnie przewidywać przyszłość, a na świat patrzeć w sposób naukowy. Tymczasem nigdy w historii wróżki i znachorzy nie mieli się tak dobrze jak dzisiaj.

Na miejscu ojca ograniczałbym się z tym narzekaniem na popularność wróżek i znachorów. Na wszelki wypadek zacytowałbym potem dziennikarza GW Romana Graczyka, który na łamach GW wsławił się kiedyś passusem o tym, że rzecz jasna wszystkie religie są równe, ale nasza jest inna, bo nasza jest objawiona, a pozostałe wymyślili ludzie.
10:33, navaira
Link Komentarze (10) »
wtorek, 29 września 2009
Kobieta z licznikiem, czyli o przebiegu
Wiem, że najpierw nie piszę przez miesiąc, a potem dwie notki jednego dnia, ale nie mogę dopuścić, żebyście myśleli, że karzące ostrze mojej klawiatury... hmmm, wyobraziłem to sobie... tnie jeno wątki, jakie gazeta.pl wybiera jako najciekawsze. Ten, po którym pojadę teraz, miałem zaobrączkowany od tygodnia, a ponieważ mam wolny wieczór, jest świetny moment, aby opowiedzieć Wam, drogie owieczki i baranki, o kobiecie z przebiegiem.

snoop823 dzieli się z nami głębią swoich przemyśleń:

Atrakcyjność kobiety a jej "przebieg"

[...] ma to dla was jakiekolwiek znaczenie, jesli poznacie kobiete, ktora notabene jest atrakcyjna dla Was, zakochacie sie w niej z wzajemnoscia, a potem np okaza sie nastepujace scenariusze:

okazuje sie, ze panna od ok 15 roku zycia byla w zwiazku powiedzmy sobie 5-6 lat, potem krotka przerwa i nastepny zwiazek powiedzmy 3 miesiace, potem znow krotka przerwa kilka miesiecy i nastepny zwiazek ok 1 roku ?

a wiec, jak nietrudno sobie wyobrazic doswiadczona dziewczyna w zwiazkach i "w tych sprawach" pewnie tez.

jeslibyscie sie zakochali w takiej, a potem dowiedzieli o jej
historii zycia - to dalej byscie byli tak mocno w niej zakochani jak na poczatku ?

W TAKIEJ ZDZIRZE po trzech związkach?! Nigdy w życiu!!! Pół miasta ją miało! (Bardzo małego miasta.)

No nie, nie wyprzedzajmy wypadków (wybaczcie terminologię drogową, słowo "przebieg" użyte przez zakochanego Snoopa trochę mi się na mózg rzuciło). Oto, co mają mu do powiedzenia współheteroseksualiści:

auto można naprawić a ze zrytym garem jest trudniej. Ale chyba zaledwie 3 zwiazki to nic zlego, duzo gorzej taka pani byłaby postrzegana gdyby miała ich 10 za sobą.

Co to jest zryty gar? Czy to jest jakaś nowa terminologia heteroseksualna i teraz na ukochane damy nie mówi się już "dupy", "świnie" ani "suczki"?

maklakiewicz:

sprawdzasz przebieg, czy licznik nie kręcony, zaglądasz w dowód, papiery w porządku, bierzesz na hol, jazda próbna.... i nie zapomnij sie potargować!

..to nie rower na polnej drodze, że musi SIE DOBRZE PROWADZIĆ ;)

a tak serio to autor ma dziwne podejście (przeczytaj autorze jeszcze raz, piszesz o paroletnich związkach jako zaliczaniu)

Lubię takie poczucie humoru, poważnie. :)

des4 uświadamia nas:

wielość partnerów/związków nie jest dobra rekomendacją dla panny. no chyba że obu stronom zależy na lekkim/łatwym/przyjemnym bzykanku bez zobowiązań, a nie na budowie stałego związku opartego na wierności i miłosci...

A dla pana jest rekomendacją wspaniałą. Tylko z kim ten pan ma te związki wielokrotne nawiązywać, skoro dla panien jest to zła rekomendacja? To jest promocja homoseksualizmu!!!

jeśli kobieta miała za soba wiele związkow, zachodzi podejrzenie, ze z jej stabilnością jest coś nie tak i prawdopodobieństwo, ze akurat tan związek bedzie dlugi i szczesliwy, nie jest za wysokie...można zrozumieć, że z pierwszym była za mloda, drugi to był nie ten wymarzony, ale przy piatym, szóstym itd mozna podejrzewać, że kobitka ma coś nie po kolei u siebie...

Dlaczego akurat przy piątym? Czy wśród heteroseksualistów jest jakiś przelicznik uniwersalny? I czy jest średnia długość trwania związku, np. 1 miesiąc jest gorszy niż 5 lat, czy lepszy? (Muszę przyznać, że dama 30-letnia, mająca za sobą 5 pięcioletnich związków, wzbudziłaby we mnie niejaki popłoch.) Aha, no i w nawiązaniu do poprzedniej notki, czy kochanki też się liczą? Bo ciekaw jestem, czy zawsze_meski nalicza sobie w tej chwili miesiące jednego związku, czy dwóch do przebiegu...

zeberdee24 wprowadza większy chaos:

Kobieta jak miała 5-6 facetów to żaden przebieg, ale jak miała np. 15 to już gorzej.

(Tak sobie po cichu zgaduję, że zeberdee24 miała w życiu 5-6 facetów.)

Allerune klaruje dla nas sytuację:

Natura tak nas ukształtowała, żeby do związku szukać partnerki wiernej, bo kto chce chować czyjeś dzieci?

Jak to kto? Sąsiadki wj_2000 (patrz poprzedni post).

Wierna, czyli taka, która umiała się powstrzymać dopóki nie było to coś bardzo poważnego, czyli nie miała zbyt wielu partnerów.

Jako żywo, z jednej strony powstrzymywanie się, aż nie będzie bardzo poważnego (tak do 10 lat po ślubie), z drugiej strony piszecie panowie blogi o sztuce uwodzenia, gdzie jakiś Elvis czy inny Mefisto zalicza średnio 10 zrytych garów tygodniowo. Ja się gubię. Proszę się zdecydować. No i proszę rezerwować sobie damy już w przedszkolu i zakładać im pasy cnoty, bo kto to widział, żeby dumny Allerune się z jakąś przechodzoną niewierną co miała 3 partnerów żenił.

twojabogini:

Chłe, chłe...Z mojego otoczenia - za nawym mieskiem rozgladaja się najczęsciej te kobiety, dla których mąż był pierwszym partnerem - z ciekawości i te które miały partnerów, ale się nie wyszalały, bo im hormony sie budzą.
Baba wyszalana wie, że penis to penis, i ze jak ma chęci, to
wystarczy, ze męża zachęci...

Bardzo fajny tekst. Szkoda, że moje dotychczasowe badania na losowej próbce statystycznej polskich heteroseksualistów dowodzą, że heteroseksualni mężczyźni nigdy nie dochodzą do stadium wyszalenia.

cloclo80:

To co panienka wyrabiała do tej pory nie ma większego znaczenia o ile:
-nie dorobiła się przy tym aborcji/dziecka/HIV/HPV
-jest przed 30-tką.

Niestety, cloclo nie precyzuje, co mają ze sobą zrobić kobiety po trzydziestce, bądź posiadaczki dziecka. Być może zaudać się do klasztoru, ale nie wiem, czy tam przyjmują niewierzące dzieciate tylko dlatego, że cloclo rekomenduje.

4v uczy nas życia:

znam przypadki dziewczyn z tzw "dobrych rodzin" które po
miesiącu chodzenia elegancko biorą do ust to co trzeba (i to nie z dojrzałym facetem, ale 16-letnim szczylem, wyglądającym na 13)... potem oczywiście żałując tego, ale cóż... im nie przetłumaczysz....

ta z tematu, jak chodziła przez kilka lat... taki związek zmienia świadomość. jeśli uważasz że "pitolę" to widać czegoś nie rozumiesz, lub udajesz że nie rozumiesz. to trzeba zaobserwować. nie wyobrażam sobie dziewczyny chodzącej z chłopakiem od 15 do 20 r.ż. a później bez żadnej traumy wchodzącej w kolejny związek. to musiała by być jakaś mega-odporna nadkobieta.

mutant.

Dżizas! To jak syndrom ocaleńca aborcyjnego, jeśli kobieta w trakcie ciąży jeno pomyśli na moment o aborcji, to już jest za późno i dziecko resztę życia spędzi na kozetce psychologa, zalewając się łzami, pomiędzy wizytami na zmianę pijąc koniak z butelki i uprawiając niebezpieczny seks w toalecie nocnego klubu. Dziewczyna, która miała chłopaka od 15 do 20 roku życia i potem bez traumy wchodzi w kolejny związek to nadkobieta -- zatem, jak rozumiem, każda dziewczyna, która miała chłopaka w wieku lat 15 jest już złamana na całe życie i taki 4v to nawet na nią nie splunie.

DZIEWICE!!! Gdzie te 25-letnie dziewice dla forumowiczów!!!

Snoop dzieli się dalszymi przemyśleniami:

ta dziewczyna "juz" miala brac slub z tym gostkiem, co byla te 5-6 lat.... jak ja sie ciesze i dziekuje rodzicom, ze w tym wieku gonili mnie do ksiazek a nie do dziewczyn, imprez i piwa !!!

Cóż za niezwykli rodzice!!1! Wszyscy znani mi rodzice gonią swoich piętnastolatków jak najdalej od książek i w kierunku imprez i piwa!!!

jak ta dziewczynka "rzucila" tego chlopczyka, to on jeszcze latal za nia przez pare miesiecy, wchodzil do tych samych klubow co ona, prosil, blagal, plakal, staral sie byc wszedzie tam gdzie ona.... widac, jak bardzo musial byc zaangazowany, no a dziewczyna go potraktowala ostro, jak na peirwsza milosc, jak na pare lat zwiazku... i to w takim mlodym wieku. to wlasnie po raz pierwszy ja wtedy poznalem i juz zapalilo mi sie swiatelko, ze jak mozna sobie spokojnie po "czyms takim" wchodzic bez rozczulan, bez przerwy w nastepny zwiazek... co w glowie kobiety musi siedziec, ze takie decyzje podejmuje... glupota ? brak doswiadczenia ? nie uswiadomienie ? niedopilnowanie przez rodzicow ?

Ja nie wiem snoop co w Twojej głowie siedzi, ale weź wywal te spacje sprzed znaków zapytania, zanim powrócisz do modłów i pilnowania swojego dziewictwa dla Tej Jedynej 29-letniej dziewicy, którą ześle Ci Maryja. Poza tym mówiłeś, że miała potem jeszcze dwa związki, więc chyba bez przerwy w nic nie wchodziła (zwłaszcza ten jeden miesiąc to dla mnie żaden związek, tylko tak zwany klin).

(No do czego to doszło, żebym ja heteroseksualistom tłumaczył, co to jest związek, a co to klin.)

s.p.7 (czy to skrót od JP2?) gromi:

ale dlaczego w tym wszystkim zapminac o najwyzszych zasadach Boskich? przeczac szacunku do siebie samego?
Kto do tego namawia? kolerzanki? koledzy? telewizja? A kto karze temu ulegac?

ORTOGRAFIA!!! Ortografia karze!!! (A przynajmniej powinna.)

kobiet z "dużym przebiegiem" nie traktuje sie zazwyczaj powaznie w kategoriach zwiazkowych.
Pozatym jesli dziewczyna wymienia chlopaka co 2 miesiace, od 10 lat, to chyba oczywistym jest że kolejny jaj facet raczej ma nikle szanse na to by byc kims wiecej, wiec sam jaj powaznie nei traktuje

Ciekawe, jak by Freud zinterpretował kogoś, kto z tekstu "ma za sobą trzy związki, pierwszy 5-6 letni" odczytał "wymienianie chłopaka co 2 miesiące od 10 lat". (Oraz uporczywe pisanie "jaj" zamiast "jej". To już prawie jak "gdybym chciała powiedzieć penis, powiedziałabym penis, ale chciałam powiedzieć samochód, więc powiedziałam penis".)

earlyyears (sądząc po treści komcia, early oznacza trzynastolatka) dzieli się z nami życiową mądrością:

porzadni faceci nie zadaja sie z pie...icami.zkochanie nie ma nic do rzeczy. i tyle.

Pie...ice (znane również jako "kobiety, które kiedykolwiek były w jakimkolwiek związku") porządni faceci poznają po zapachu.

mujer82 pisze:

[...] każdy małolat twierdzi,że każdy musi się wyszumieć. Jak dziewczyna chce poważnego związku to facet chce najpierw wolnego związku "na próbę".A potem coś wam odbija i nagle stwierdzacie,że do ołtarza tylko z dziewicą.

Żyjecie w świecie napędzanymi swoimi prymitywnymi popędami,więc kobiety się do niego dostosowują i tyle.Nie ich wina,że wasza opinia o tym czego naprawdę chcecie zmienia się jak chorągiewka na wietrze.No i ciekawa jestem ilu z was wie czy jest nosicielem HCV,żółtaczki czy innej choroby przenoszonej drogą płciową. Jak widzę z wpisów kobieta ma się badać. A wy? Czy dajecie nowej dziewczynie plik wyników aktualnych badań? Czy mówicie ile mieliście przypadkowych jednorazowych i ryzykownych kontaktów seksualnych? Czy w ogóle po libacjach z czasu liceum czy studiów potraficie je wszystkie zliczyć?

No i bingo. Całego tego bloga by nie było, gdyby nie hipokryzja i kompleksy. Czasami aż mam wyrzuty sumienia, że kopię leżących, ale z drugiej strony, nie dość, że sami się nadstawiają, to jeszcze z dumą wołają "kopnij! kopnij! patrz, tu mam pośladki! różoweeeeee!!!".

Ostatniego gola niechaj strzeli kunegunda123:

po twoich dalszych wypowiedziach ewidentnie widać, że tak naprawdę masz problem z tym, że w wieku dwudziestu kilku lat masz 'czystą kartę' i najwidoczniej z tego powodu kompleksy, skoro tak bardzo chcesz pogrążyć dziewczynę, z którą się w końcu spotykasz, więc musiała ci się wydawać warta zachodu.

Gem, set, mecz. Użyłbym terminologii samochodowej, żeby podsumować ten wątek o przebiegu, ale jako rasowy gej znam się wyłącznie na tenisie i figurowej jeździe na łyżwach.

21:39, navaira
Link Komentarze (24) »
Tyle mam miłości w sobie, czyli matki, żony i kochanki
Dziś ekskluzywnie opowiemy państwu (i złośliwie skomentujemy) o człowieku, co kochał zbyt dużo. Osób.

zawsze_meski (poważnie) pisze
:

w domu ona- od lat ta sama. Miła, kochająca, posłuszna, kociak w łóżku. W ciasnej kawalerce gdzieś w Warszawie ta druga. Boska, kwintesencja erotyzmu, inteligencji, bez zahamowań. Kocham je obie, nie mógłbym wybierać. Bez żadnej nie mógłbym żyć. To trwa już dwa lata. Udaje mi się jakoś lawirować. Dzieci nie ma. Mówię wam to po to by uświadomić sobie, ze jest nas więcej, nie wątpię w to. I żeby wyciszyć wyrzuty. Sumienia.

Bardzo ładne Sumienie. Z pokropkiem. Zupełnie jak w dramatycznym serialu w telewizji. Romantica.

kwiatwolnosci gorszy się i szokuje:

przyprzec do muru to oddech traca i lataja jak opetani!Jakim to trzeba byc czlowiekiem zeby tak krecic no jakim!!!???Kto mi odpowie??

ŁOBOZE!!1! NO JA NIE WIEM PONI GOŹDZIKOWO!!1!!!

zawsze_meski precyzuje:

W żonie pociąga mnie jej uśmiech, to, w jaki sposób
na mnie patrzy, jej zapach co noc w łóżku.. A w mojej drugiej pani pociąga mnie seks, to, w jaki sposób się go domaga, to, że nie traktuje mnie jak swoja własność. czy boję sie że jej kiedys nie podołam? Jest obawa, ale na razie nie zamartwiam sie tym

Dziś nie jest TMI Thursday, ale z drugiej strony samem sobie winien, bo cytuję takie kwiatki. Najciekawsze, że żona, wbrew tradycji, nie prezentuje niezrozumienia, nie odgania od łoża, nie zrzędzi, nie jest śmierdząca i ohydna (na ogół tak się tłumaczą mężczyźni którzy Po Prostu Idą Za Zewem Natury), jeno jest uśmiechnięta i pachnąca. Pogratulować zawsze_meskiemu szczęścia jakie go spotkało!

equiprimordiality:

pomyśl, że gdyby ona wiedziała, jak ją oszukujesz, to już by tak nie patrzyła.

Oj, my tu sobie gadu gadu o seksie z kochanką, a pani z jakimiś morałami wyskakuje.

wj_2000 PISZE:

Czego tu nie rozumieć? Człowiek jest najbardziej wyrafinowaną, ale jednak istotą przyrodniczą z wbudowanymi (od milionów lat) mechanizmami SPRZYJAJĄCYMI rozzrodowi i POSTĘPOWI ewolucyjnemu.
W przypadku ssaków ASYMETRIA w możliwościach prokreacyjnych kobiety i mężczyzny jest niebotyczna. Kobieta mogła urodzić kilkanaście dzieci w swoim życiu, mężczyzna (czy każdy inny samiec ssaczy) może być ojcem TYSIĘCY.

Samiec sraczy? O przepraszam, literówka. Poza tym, zawsze mi się podoba powoływanie się na zwierzęta i prawa natury w wykonaniu człowieka, który chodzi w ubraniach (typowe dla zwierząt), pali papierosy (typowe dla zwierząt), używa internetu i ogląda TV (zwierzęta robią to właściwie bez przerwy), czyta książki (no dobra, wiem, że mowa o Polakach, ale są tacy, co czytają) i chodzi do kościoła (gdzie tłumy zwierząt są na ogół tak gęste, że dobrym Polakom-katolikom ciężko się wcisnąć, a kochanki, zmuszone tłokiem, zostają na zewnątrz).

W najprostszym ujęciu, oznacza to iż OPŁACA się gatunkowi by tylko najbardziej udane okazy zapładniały wiele samic. Instynkt pożądania do KAŻDEJ kobiety jest z tego powodu oczywisty.

O dżizas. Heteroseksualiści pożądają KAŻDEJ kobiety? Ich ŻYCIE musi być bardzo SKOMPLIKOWANE. Co za szczęście, że jako GEJ pożądam tylko NIEKTÓRYCH facetów. Już w obecności jednego takiego kolegi Surinamczyka ciężko się było skupić na pracy, gdybym pożądał KAŻDEGO, nigdy w życiu bym nic nie ZDZIAŁAŁ.

OCZYWIŚCIE, na ten prosty mechanizm nałożyło się specyficznie ludzkie wyprostowanie postawy i duży mózg (dziecko musi rodzić się z małą głową i długo być pod opieką matki, noszone przez nią),

Dziecko wraz z głową noszone przez matkę, czy dziecko noszone przez głowę? I gdzie mężczyźni niby mają ten duży mózg?

celowe okazało się powstanie, na drodze ewolucji,
możliwości (obok pożądania seksualnego) ROMANTYCZNEJ MIŁOŚCI i utrzymanie przy MATCE jej OPIEKUNA i (najcząściej, choć niekoniecznie) OJCA jej dzieci. To doprowadziło do powstania QUASImonogamii. Jednak niezupełnej. "Zdrady małżeńskie", jeśli dyskretne i nie rozbijają rodziny są (a przynajmniej były) KORZYSTNE dla ludzkiego gatunku.

Najcząściej są KORZYSTNE. Ale czemu dyskretne? Jak biologia uzasadnia dyskretność najcząściej szanowny panie? I jak panu tak nie wstyd mówić o Instytucji Małżeństwa, Uświęconej Tradycją I Moralnością? (Tej, która w każdej chwili może upaść, jeśli pozwolimy parom gejowskim na zawieranie ślubów. Tak tak owieczki moje i baranki. Zdrady, byle dyskretne, najcząściej są KORZYSTNE. Śluby par homoseksualnych podminowują Świętą Instytucję.)

Udany egzemplarz siał plemniki po sąsiadkach

Rzyg

i miał więcej dzieci niż była w stanie urodzić jedna kobieta w jego życiu.

Momencik, ja to sobie muszę rozrysować. Ten udany egzemplarz to rozumiem szejk jakiś był?

Niech przykładem będzie epidemia otyłości. "Na rozum" wiadomo iż nie należy jeść tyle ile się w żołądku zmieści i tego co najsmaczniejsze (tłuste i słodkie). Kiedyś takie podejście do zdobytego pożywienia było korzystne, bo był stały deficyt, okresy głodu ("przednówek") i jadało się na zapas. Mimo to większość ludzi (mimo że jest to z ewidentną szkodą dla nich samych) nie potrafi się powstrzymać i tyje.

Większość ludzi, ujmijmy to delikatnie, nie wygląda jak Cindy Crawford, tudzież Hugh Jackman. Oczywiście, kiedy mówię o ludziach, mam na myśli heteroseksualistów, większość znanych mi gejów odżywia się w miarę zdrowo i chodzi regularnie na siłownię, dziewczęta les preferują sporty walki. Zaraz, zaraz, z tej logiki wychodzi mi, że heteroseksualiści są głupsi...

W przypadku "przelecenia" przyjaciółki ani ja, ani moja żona (gdy się nie dowie) NIC NIE TRACI.

A może nawet zyskać! Jakąś fajną chorobę przenoszoną drogą płciową.

Dlaczego mam cierpieć MĘKI TANTALA (kto nie jest mężczyzną, nie pojmie) eksplodując z pożądania jakie często się wytwarza?

To ja chyba nie jestem mężczyzną, bo jako żywo nigdy nie eksplodowałem z pożądania, jakie ciężko się wytwarza. Dowodem fakt, że siedzę tu i piszę kąśliwości.

W imię czego?

W imię przysięgi małżeńskiej?

Bezkompromisowa wierność małżeńska (a raczej samo wyobrażenie Pań, że ona powinna mieć miejsce) czyni niesamowicie dużo szkody i cierpienia.

To być może prawda, ale jako żywo, po coś ludzkość wymyśliła związki otwarte i kluby dla swingersów. Poza tym, nie wiem, czemu zdaniem wj_2000 to tylko Panie sobie wyobrażają, że wierność powinna mieć miejsce, większość znanych mi księży to mężczyźni.

myfanawy pisze:

Istnieje zawsze szansa, ze twoja zona sie dowie - nie chce sobie nawet wyobrazac bolu, upokorzenia i cierpienia jakie twoj romans niej wywola. Czy warto narazac - dla dobrego seksu - na cos takiego kobiete, ktora kochasz?

Nasuwa mi sie tez inne pytanie. Skoro szkoda zycia dla jednej osoby - czy gdyby twoja zona miala kochanka potrafil bys przymkac oko na ten romans, poslugujac sie ta filozofia?

Oj tam zaraz kochasz. Oj tam zaraz narażać. Oj tam dobrego seksu. Mężczyzna po prostu biologicznie rozsiewa plemniki po sąsiadkach, a pani tu z jakimiś miłościami wyjeżdża.

A co do przymykania oka na romanse żony? Pewnych wskazówek dostarczają komentarze do artykułu o tym, jakiej narodowości kochankowie zostali najlepiej ocenieni przez kobiety, pewne słowo na k... często się przewija w komentarzach, bynajmniej nie mówię o słowie "komplement". (Ani "kompleksy".)

racetam uświadamia nam, że wszystkiemu są winne feministki:

taki naród chłopów jak i bab... gdyby baby były jak dawniej a nie jak obecnie bardziej męskie niż faceci to wszystkim żyło by się lżej. a tak próbują wszystkim pokazać jak to mają więcej jaj niż ich faceci. Gdyby wszystko było w domu w porządku, nie latali by z ptakami po mieście.

Tak tak owieczki moje i baranki, znanym jest faktem, iż zdrady małżeńskie tudzież żadne formy seksu pozamałżeńskiego nigdy, ale to przenigdy nie miały miejsca, aż dopóki sufrażystki nie wywalczyły prawa do głosowania dla kobiet. Tak zdewastowani moralnie mężczyźni natychmiast spakowali ptaki do klatek i ruszyli latać z nimi po mieście. (Jeden taki ptak kiedyś na mnie narobił, dawno temu, myślałem, że to gołąb, a to był mąż feministki najwyraźniej.)

Na koniec (a właściwie w połowie wątku) zawsze_meski pogłębia swój rys psychologiczny:

Lubię kobiety. Pociagają mnie. Trochę szkoda życia na tylko jedną.

No i spoko. Chciałbym zobaczyć, jak zawsze_meski idzie do żony, która w łóżku leży i pachnie, i oświadcza jej "kochanie, uznałem, że trochę na ciebie życia szkoda". To by było prawdziwie męskie zachowanie, tak mi się wydaje. Oczywiście wedle heteroseksualnych standardów męskości.
20:47, navaira
Link Komentarze (5) »
czwartek, 03 września 2009
O rozmowach bez treści, czyli jak rozmawiać by nie stracić
manna2008 pisze tak:

Proszę o rady:

My tu zawsze chętnie doradzimy.

Za kilka dni muszę przeprowadzić ważną rozmowę z moim prawie Byłym.
On chce odejść, czuję to. Jesteśmy pół roku i jak dla mnie to
zupełny początek żeby coś kończyć.

Nie mylić z zupełnym końcem żeby coś zacząć.

Jestem pod jego niesamowitym wrażeniem ale On chyba tego nie podziela, widzę to.

To w sumie zdrowe, gdyby On był pod Swoim niesamowitym wrażeniem, cały dzień spędzałby przed lustrem.

Czy ktoś był może w takiej sytuacji? Jak rozmawiać, jakich
argumentów użyć, żeby spróbować zatrzymać tę Osobę?

Przychodzą mi do głowy kajdanki, sznur od bielizny oraz kłódki, ale nie uprzedzajmy zdarzeń. Inni heteroseksualiści chętnie pomogą mannie!

Jeśli dla kogoś nie jesteś tą jedyną, tą najważniejszą, tą
ukochaną...nic nie wskórasz. Prośby, błagania, racjoanlne argumenty -
nie podziałają. Tylko się poniżysz i poczujesz gorzej.
Nie narzucaj się, nie miotaj...wiem,że Ci ciężko patrzeć na odejście
ukochanego, ale nic na siłę nie zrobisz.
Trzymaj się prosto i postaraj wyjśc z tego z twarzą.

W miarę możliwości swoją, wyjście z twarzą ukochanego kojarzy mi się z thrillerami produkcji amerykańskiej.

hermina25:

jeśli facetowi nie zależy,to już nic nie wymyślisz...zaciśnij zęby i pokaż mu,że nic ,a nic Cię to nie boli

Stękanie przez zaciśnięte zęby "nic, a nic mnie nie boli" na ogół jest mało przekonujące.

skarpetka_szara:

Ale dlaczego chcesz byc ta niechciana w zwiazku?

czy nie zaslugujesz na faceta ktory szalal-by za toba???

Pewnie sie go za kurczowo trzymalas - jak misia - i facet sie dusi.

Nieszczęśliwegoooooo... białego misiaaaaa... który w wyłażących z orbit oczaaaaach ma tylko wyduszone łzyyyy.

manna2008 zapytuje, zaskoczona:

a w ogole to z czego wynika, ze facet ma szalec za kobieta?
ja przez cale zycie wyznawalam taka zasade i nic z teog nie mam

No jak to z czego, z Tradycji i Moralności i Natury...

rrosemary doradza:

Jeśli jednak tak będzie to moim zdaniem najlepszym wyjściem jest jak najmniej się upokorzyć:
-przede wszystkim totalne opanowanie, żadnych ryków, histerii, błagań itd.
-możesz zacząć jako pierwsza i z nim zerwać :)
-możesz po jego wywodzie powiedzieć chłodnym tonem: "no,cieszę się, że w końcu doszedłeś do tego samego wniosku co ja"
a potem już tylko nie dzwonić, nie pisać, nie śledzić...
Najlepiej się popłakać w samotności, upić, a potem kogoś poderwać żeby mieć klina na szybko, a potem już z górki.

Nie wiem, czy taka zapłakana i pijana manna to łatwo kogoś poderwie na szybko, ale przed górką to bym jednak się przespał i coś zjadł.

Na koniec manna podsumowuje:

Boję się wręcz, że jak wystarczająco się nie upokorzę to będę
każdego dnia wspominać, że nie spróbowałam. Wiem że sytuacja jest
beznadziejna, ale gorzej być już nie może. I tak się już nic nie
będzie liczyło jak On odejdzie.

Troche zdziwila mnie ta powszechna krytyka w tym poście, bo sama
znam przypadki ze zebranie o milosc zakonczylo sie sukcesem iwszyscy
sa szczesliwi.Ale oczywiście dziękuję za wszystkie wypowiedzi.

Heteroseksualiści płci żeńskiej jednak nigdy nie przestają mnie zaskakiwać swoim masochizmem, tragizmem oraz gotowością zrobienia ABSOLUTNIE WSZYSTKIEGO celem zostania ścierką do podłogi ukochanego mężczyzny. manna2008 powinna być może przebaczyć mu 77 razy, ugotować obiad i sprzątać częściej?

Moje własne doznania podsumowuje naonja81:

nie moge zrozumiec tego całego "etosu walczenia"... nie wiem ale czy
zycie was nie nauczyło zeby dac sobie spokoj jak ktos was nie chce.

I to jest dobra porada. Jako żywo, kiedyś też usiłowałem "walczyć o miłość mężczyzny", ale dorosłem. Jeśli facet mnie nie chce, oznacza to, że ponad wszelką wątpliwość jest kretynem, a po co mi kretyn?
14:22, navaira
Link Komentarze (6) »
niedziela, 30 sierpnia 2009
Seksoholizm kościelny, czyli nieś swój krzyż kobieto
Dzisiejsza notka nie jest wesoła, tylko raczej zgryźliwa; gdyż smutny jest artykuł o seksoholizmie w "Wysokich Obcasach". Czytamy tam między innymi:

"Sięgnęłam do kieszeni, patrzę, a tam telefon mi nieznany. Zamknęłam się w łazience. A w tej komórce setki SMS-ów o treści erotycznej, miłosnej do niego. Na przykład: 'Kotku, było mi cudownie z tobą ostatniej nocy. Zrobimy to jeszcze raz przez telefon'. Zawołałam go do auta. W domu zostały dzieci. On - biały jak ściana. Wykręca się, że to nie jego, że kumpla telefon. Potem mięknie. Że to takie SMS-y tylko, że czuł się samotny, jak byłam z córką w szpitalu. Że się nie spotykał, tylko pisał. Uwierzyłam. Pomyślałam, że wiadomo, jestem gruba, brzydka, darciuch (bo często krzyczałam na niego), więc musiał mieć odskocznię."

Dobrze wychowana żona, mąż pisze smsy o ostatniej nocy, a żona myśli, że to normalne, bo jest gruba i brzydka.

"Poszliśmy też kilka razy na terapię małżeńską, ale zrezygnował z niej. Miał swój laptop, który zabrałam do znajomego informatyka. Wszystko odzyskał, co zostało skasowane. Oj Boże, co tam znalazłam. Przeżyłam szok. Jego gołe zdjęcia, które wysyłał do dziewczyn. A on, że to nic takiego, sam sobie robił je telefonem i nigdzie ich nie wysyłał, tylko trzymał. 'Ale po co to robiłeś?' - pytałam. 'Tak sobie' - mówił. Albo: 'Nie wiem'. I gołe zdjęcia tych dziewczyn słane do niego."

Aha, one też tak sobie robiły i trzymały, u męża w laptopie. Nigdy nie wiadomo, w każdej chwili człowieka może zaatakować dziki zwierz i rozerwać na strzępy, lub też straszna choroba zdeformować, a wtedy takie gołe zdjęcia jak znalazł -- pokazujemy chirurgowi plastycznemu i mówimy "takie proszę".

"Różne filmy pornograficzne. I jego filmy. Nakręcał komórką, jak sobie dobrze ręką robi, i wysyłał innym. Wtedy poszłam do niego do pracy, do banku."

Jako żywo, gdybym znalazł film, na którym mój chłopak robi sobie dobrze, pierwszą moją myślą nie byłoby "chyba pójdę do niego do pracy".

"Mąż przestał okazywać mi czułość, bliskość, zaczął unikać zbliżeń. Wydawało mi się, że jak żona jest obok, to młody mężczyzna powinien chcieć z nią współżyć. Coś ze mną musi być nie tak, pomyślałam. Postanowiłam się zmienić. Schudłam, on nic. Więcej sprzątałam, on nic. Lepiej gotowałam, on nic. Byłam milsza, on nadal nic. Raz przełamałam wstyd i poszłam do sexshopu po płytę z filmem i taki żel intymny. Nigdy nie wyszedł z inicjatywą, żeby tych rzeczy użyć."

Może to mój homoseksualny punkt widzenia, ale naprawdę nie rozumiem, w jaki sposób zwiększenie częstotliwości sprzątania miało wpłynąć na częstość współżycia. A tej płyty i żelu to do czego miał użyć? Do polerowania mebli?

"Powiedziałam: 'Posłuchaj, mężu, jestem tu, obok. Będziesz miał ochotę, zapukaj'. Nigdy się to nie zdarzyło. Przyłapałam go na masturbacji. Leżał na łóżku rozanielony. 'To ze mną nie chcesz się kochać, a wolisz ze sobą?' - spytałam. Nic nie odpowiedział."

No tak, na takie pytanie ciężko jest odpowiedzieć. Chyba, żeby powiedzieć "kochanie, to nie to, co myślisz".

"Wzięłam go do teściów, powiedziałam przy nich. Byli w szoku, ale nie za bardzo chcieli uwierzyć. 'Przecież to fajny facet, wygłupiał się, w sumie to nic takiego nie zrobił - mówili. - Może sobie jakieś filmy ogląda, ale przecież każdy chłop ogląda. Musicie być ze sobą za wszelką cenę, dzieci muszą mieć ojca'. 'Przecież nie można mieć wszystkiego - mówiła moja mama. - Czy on krzyczy na ciebie, pieniędzy ci nie daje? No, okropne, że cię zdradzał, ale może się opamięta. Pamiętaj, u nas w rodzinie rozwodów nie ma'."

No i słusznie. Poza tym, pamiętaj, żeś gruba i darciuch, więc to normalne, że zdradza.

"Im było trudno w to uwierzyć, bo mój mąż uchodzi za ideał, niech mi pani wierzy. Przystojny, zaradny, nie pije, nie pali, opiekuje się dziećmi, wzór człowieka. Z pozoru żyliśmy jak rodzina z pięknej okładki, a w środku żarły nas robaki. Ale żebym myślała o rozwodzie, to nie. Tu troje dzieci, tu dom wspólny, ślub kościelny. Z domu wyniosłam przekonanie, że rodzina jest na pierwszym miejscu, a kobieta jako jednostka się nie liczy."

Tak, dużo heteroseksualistów płci żeńskiej tak ma, ale to się leczy.

"Znalazłam zapisy z erotycznych czatów na Sympatia.pl albo eAmore.pl, gdzie mąż ogłaszał się: 'Przystojny 29-latek, zamożny, poszukuje pani do seksu oralnego, z zabawkami, tradycyjnego. Chętnie zasponsoruję panią, niewykluczona dłuższa znajomość'. I jego nowy, lewy numer telefonu. Pisał tym dziewczynom, że żyje ze mną w separacji, że nam się nie układa, pytał, jak daleko mieszkają, bo może zaraz do nich przyjechać. Wiem też, że często jeździł do luksusowych prostytutek. Bez przerwy szukałam dowodów zdrad. Na ulicy wyławiałam wzrokiem kobiety w jego guście. Przeglądałam mu kieszenie, czytałam SMS-y, przeszukiwałam auto. Pod dywanikiem samochodowym znalazłam ukrytą kartkę z numerami telefonów, z podanym obok wiekiem i adnotacjami: 'bi', 'full', 'zabawki'."

Nie bardzo rozumiem, po co pani szukała dowodów zdrad, skoro w rodzinie rozwodów nie ma. Poza tym wygląda, jakby miała wystarczająco dużo. Postanowiła może dobić do tysiąca dowodów? Albo tysiąca kochanek męża?

"Leczę się. Bo też jestem chora. Współuzależniona. Tak jak są uzależnieni bliscy alkoholików czy narkomanów. To nie znaczy, że zachowuję się jak on i bez przerwy myślę o seksie. To znaczy, że obsesyjnie myślę o nim i o tym, co w danej chwili robi. Nie mam już czasu na swoje życie. Stałam się smutną kobietą. [...] Kocham go nadal, ale to nie znaczy, że będę z nim za wszelką cenę. Dojrzałam już do tego. Na razie mieszkamy razem, wychowujemy dzieci, nic więcej."

Ach, to straszna kara dla męża. Żona w domu gotuje, sprząta i się smuci, a mąż jeździ do prostytutek i daje ogłoszenia. Ale przekonany jestem, że mu bardzo wstyd.

"Mówi, że chce być ze mną i dziećmi, chce zacząć wszystko od początku. Może i chciałby, tylko dlaczego wracając wcześniej do domu, dwa razy przyłapałam go, jak szybko zmieniał stronę w komputerze? A gdy sprawdziłam, co oglądał, dlaczego wyskoczyły ogłoszenia prostytutek i pornografia? Zapytałam go o to, ale znów odpowiedział wymijająco."

No ja ZUPEŁNIE NIE WIEM DLACZEGO ONE WYSKOCZYŁY PANI GOŹDZIKOWA.

Druga pani, imieniem Katarzyna, również dzieli się przemyśleniami:

"'Zdradzałem cię przez kilka miesięcy. To były przypadkowe kobiety'. Jak to, ten najwspanialszy człowiek na świecie? Ten, z którym żyłam w jedności i miłości? Z którym na pierwszym miejscu stawiałam Boga? Ja do niego: 'I jak mam teraz żyć? Co dalej?'. Tak cały czas, jak katarynka. I do Boga: 'Panie, co teraz?'. Jakiś czas potem powiedziałam mu, że jak się nadarzy okazja, to też go zdradzę."

A, to dość nietypowo Bóg doradził, rzekłbym. Spodziewałbym się czegoś o niesieniu swojego krzyża, świętości przysięgi małżeńskiej i o tym, że dziecko musi mieć ojca.

"Szłam więc z dziećmi na obiad do rodziny i wymyślałam, że on, niestety, nie mógł. Bo delegacja, bo musiał iść do babci, bo ma spotkanie. Czułam się z tym źle, ale brnęłam w kłamstwa. Wykazywałam cechy współuzależnienia."

Bo ja wiem? Brzmi jak typowe cechy Matki Polki. Może one wszystkie wykazują?

"Mój mąż nosił w sobie zalążek tej choroby. W podstawówce u kolegi obejrzał film pornograficzny. Inni zapomnieli o tym zaraz. Ale on już nie mógł przestać myśleć o tym, co zobaczył."

Dobra Bogini, w podstawówce film obejrzał i choroba mu się zalęgła?! To jak z syndromem postaborcyjnym który się pojawia u dzieci kobiet, które tylko pomyślały o aborcji, człowiek nawet nie wie kiedy już jest za późno.

"Nie mogłam powiedzieć nikomu o tamtym wieczorze, gdy mój mąż przyznał się do zdrady. Mamie, teściowej - absolutnie wykluczone. Nikt by tego nie zrozumiał, a ja nie chciałam rozdmuchiwania swoich spraw. To była moja sprawa małżeńska. Wstyd mną powodował. Trudno mi było się zwrócić nawet do Boga."

Osobiście pomyślałbym raczej o prawniku od rozwodów.

"Na stronach katolickich przeglądałam linki o zdradzie. I trafiłam na katechezę, w której jest mowa, że Chrystus kazał przebaczać nie siedem, ale 77 razy. Zabrzmi to magicznie, ale to była łaska od Boga. Doznałam przebaczenia. Napisałam do męża SMS-a. Przyjechał, zjedliśmy razem kolację."

Tak tak owieczki moje i baranki. Rolą męża jest zdradzanie, a rolą kobiety przebaczanie 77 razy.

"Wytłumaczył mi, że jestem współuzależniona i muszę poszukać jakiejś wspólnoty terapeutycznej."

Tak tak, to wszystko wina Katarzyny, powinna natychmiast udać się do wspólnoty terapeutycznej.

"Wiem już, że będę wolna od współuzależnienia, kiedy będę mogła cieszyć się życiem. Bo nadal miewam napady złości, niechęci, apatii. Ale jest już coraz lepiej. Już dawno nie sprawdzałam rzeczy męża. On też powoli wychodzi z choroby. Nie ukrywa przede mną zmagań, że jest wciąż narażony na pokusy."

Ale niesprawdzanie rzeczy z pewnością pomaga im się oprzeć. (Nawiasem mówiąc, każdy człowiek jest narażony na pokusy, być może z wyjątkiem niewidomych i głuchych, pozbawionych zmysłu węchu.)

Barbara pisze:

"W kilka godzin skleiłam prywatne rozmowy po nocach, wysłane MMS-y, kody do stron pornograficznych w internecie. Wiem, bo sprawdziłam. Poznałam świat internetu, który służy do uprawiania seksu, czaty erotyczne, filmy, ogłoszenia, wulgaryzm. Nie jestem dewotką, ale mnie to poraziło. Powiedziałam mu, że teraz zamilknę na kilka dni i poczekam, co ma mi do powiedzenia. To było trzy lata temu."

To ja bym się jednak po jakichś dwóch miesiącach odezwał.

"Jeżeli człowiek funkcjonuje w dwóch światach i wszystko ma zorganizowane, to w pewnym momencie przestaje widzieć, że coś tu jest nie tak. Jedno życie służy mu do uprawiania seksu. Jest zaspokojony pod tym względem. Drugie życie to świat, w którym ktoś musi prać gacie i skarpetki, gdzieś trzeba jeść obiady."

Oj odczepiłaby się pani od tych księży.

"Dwa lata temu kazałam mu się wyprowadzić. Ostatnio zapytał, czy mógłby do nas wrócić. 'I gdzie będziesz spał? - zapytałam. - A jak nasz seks miałby wyglądać?' (pytałam retorycznie). A on na to: 'O nie, seks to nie. Seksu to ja mam dosyć'."

To się nazywa brutalna szczerość.

"Podobno człowiek, który zaczyna zdrowieć, czuje żal, ma poczucie wyrządzonej krzywdy. Mój mąż myśli, że ja mu wszystko zepsułam. A miał taką fajną bazę."

No bo to poniekąd prawda.

"U bliskich znajomych był problem alkoholowy. Wiedziałam stamtąd, że nie należy uzależnionemu podawać ręki, bo wciągnie w bagno. Wiedziałam, że trzeba mu dać kopniaka, żeby oprzytomniał. Wiedziałam, że pomoc jest potrzebna też mnie. Powiedziałam mu z tym rachunkiem w dłoni: 'Masz się zacząć leczyć. I sam musisz sobie to zorganizować'. Poszedł do terapeutki raz czy dwa, ale był tym rozdrażniony. Poszliśmy na terapię małżeńską. Tam dowiedziałam się, że najpierw mąż powinien zacząć leczyć się z uzależnienia, potem ewentualnie możemy ratować nasze małżeństwo. Do grup terapeutycznych nie zajrzał. Nie było w nim woli leczenia."

Smutna prawda brzmi tak, że jeżeli kobieta oskarża samą siebie, więcej sprząta i gotuje, przebacza 77 razy, przez trzy lata się nie odzywa z rachunkiem w dłoni, za to podaje obiady i pierze skarpetki, to mąż niespecjalnie będzie miał powody, żeby poczuć wolę leczenia.

"Kazałam mu się wynieść. Moja mama: 'Daj mu szansę'. 'Mam gdzieś szansę, mamo. A gdybym miała teraz HIV, dzieci były zakażone, też byś tego chciała?' 'Ach, nie pomyślałam' - wycofała się."

Oj tam, wierzący heteroseksualiści nie miewają HIV.

Z poniższym akapitem zgadzam się w stu procentach:

"Sposób rozumowania innych, że to fajnie mieć męża seksoholika, to dramat. Te komentarze na forach: 'Pewnie głupią babę miał, to poszedł do innej'. 'Dajcie mi do niego namiary, chętnie się skontaktuję'. Gdybym miała życzyć jakiejś kobiecie bardzo źle, tobym zaproponowała, żeby związała się z seksoholikiem."

Prawda. Tyle, że po lekturze artykułu zupełnie nie mam wrażenia, jakobym czytał o seksoholizmie. Z wyjątkiem ostatniej, Barbary, panie wykazują zaawansowany masochizm, samobiczowanie i kompletnie wyrzekają się samych siebie, aby zaspokajać potrzeby męża. Naprawianie braku seksu za pomocą gotowania i sprzątania niewątpliwie dla męża jest szalenie wygodne, ponieważ sprzątaczka i kucharka w sumie wychodzą drożej niż żona, niemniej jednak nie odnoszę wrażenia, żeby obie damy dużo na tym zyskiwały.

Odrębną sprawą jest seksoholizm. Trzeba mieć specyficzną umysłowość (nader często spotykaną wśród heteroseksualistów), żeby wysnuć wniosek, że "choroba się zalęgła" gdyż mąż w podstawówce obejrzał jedną sztukę filmu pornograficznego. Ten rodzaj umysłowości generuje również konstrukcje typu "wszyscy palacze marihuany uzależniają się od heroiny", "granie w gry komputerowe powoduje masowe mordy" oraz "wszyscy geje umierają przed 40 rokiem życia na AIDS".

Wiele jest na forum "kobieta" wątków pt. "jak znaleźć męża", "jak rozpalić z powrotem ogień pożądania", "mąż mnie zdradza" oraz "przespałam się z Egipcjaninem, bo tak na mnie patrzył". Ciężko się oprzeć myśli, że gdyby autorki wątków ograniczyły masochizm i hipokryzję, mogłyby zamiast tego dojść do wniosku, że być może NIE jest wszystko jedno, jaki jest mąż i co robi, na zasadzie "niechby bił i pił, byle był". No, ale jestem pewien, że każda z nich, zapytana, czy jest feministką, wyparłaby się, bo przecież "nie nienawidzi mężczyzn".

Ale to jest temat na zupełnie inną notkę.
16:58, navaira
Link Komentarze (60) »
1 ... 6 , 7 , 8 , 9 , 10